Logo Przewdonik Katolicki

Gwałt rodzi gwałt

Grzegorz Górny
Fot.

Młodociani mordercy Tomka Jaworskiego po dokonaniu swego czynu użyli określenia: wyrwaliśmy chwasta. Wyrażenie to pochodzi z filmu Władysława Pasikowskiego Psy. W 1998 roku w Poznaniu 15-letni Paweł M. zamordował w bestialski sposób 12-letniego Michała Szwedka. Tuż przed zabójstwem chłopcy oglądali filmy pornograficzne z sadystycznymi scenami. Po zamordowaniu...

Młodociani mordercy Tomka Jaworskiego po dokonaniu swego czynu użyli określenia: „wyrwaliśmy chwasta”. Wyrażenie to pochodzi z filmu Władysława Pasikowskiego „Psy”.

W 1998 roku w Poznaniu 15-letni Paweł M. zamordował w bestialski sposób 12-letniego Michała Szwedka. Tuż przed zabójstwem chłopcy oglądali filmy pornograficzne z sadystycznymi scenami.
Po zamordowaniu swej koleżanki z klasy 14-letnia dziewczyna z Wrocławia wyznała rozczarowana: „to nie było tak jak w filmie”.
Takich przykładów można mnożyć wiele. Każą one zastanowić się nad pytaniem, czy agresja zawarta w przekazie medialnym może mieć wpływ na zachowanie odbiorcy.

Między aniołem a bydlęciem


Zwolennicy niczym nie ograniczonego eksponowania przemocy w środkach masowego przekazu twierdzą, że tego typu przekaz nie oddziałuje negatywnie na widza. Otóż przeczą temu wyniki największych do tej pory badań naukowych, jakie przeprowadzono na świecie. Pracownicy Instytutu Psychiatrycznego z Nowego Jorku oraz Uniwersytetu Columbia przebadali wpływ telewizji na 707 wylosowanych rodzin, obserwując je w latach 1975-2000. Okazało się, że telewizja działa jak bomba z opóźnionym zapłonem – jeśli 14-latek na okrągło ogląda filmy ze scenami przemocy, istnieje większe prawdopodobieństwo, że wejdzie on w konflikt z prawem jako 20-latek.
Ustalono, że z grupy 14-latków oglądających telewizję przez jedną godzinę dziennie – 6 procent będzie uczestniczyć w przyszłości w aktach przemocy. Wśród tych 14-latków, którzy spędzają przed telewizorem dwie godziny dziennie – odsetek ten wyniesie po sześciu latach już 22,5 procent, zaś wśród tych, którzy wpatrują się w szklany ekran ponad trzy godziny – aż 30 procent.
Komentator naukowego pisma „Science” porównał wpływ agresji w mediach na późniejsze zachowania młodzieży do wpływu papierosów na choroby nowotworowe, tzn. nie ma absolutnej pewności, że niepalący nie zachoruje na raka, zaś palący zachoruje, jednak paląc dziś, zwiększamy ryzyko zachorowania w przyszłości. Podobnie oddziałuje telewizja – jej nadmiar w okresie dojrzewania daje znać o sobie znacznie później.
Brytyjska psycholog Susan Bailey, pracująca w więzieniach z młodocianymi przestępcami, zauważa, że wielu z nich chętnie opowiada o filmach ze scenami przemocy. Chociaż w ich środowisku nie brakowało innych czynników, które mogły doprowadzić do przestępstw, np. rozbite małżeństwa czy kłótnie w rodzinie, oni z upodobaniem powracali do owych filmów, sugestywnie przywołując kolejne sekwencje. Zdaniem Susan Bailey, utrwalone filmowe wzorce przemocy popychały owych młodych ludzi w krytycznych momentach do bardziej gwałtownych zachowań.
Żaden z poważnych psychologów nie twierdzi oczywiście, że agresja w mediach jest główną przyczyną popełniania przestępstw. Jest ona jednak jednym z czynników, które sprzyjają brutalizacji zachowań. Według definicji św. Tomasza, człowiek jest kimś zawieszonym pomiędzy aniołem a bydlęciem. Wiele zależy więc od wychowania: czy będziemy rozwijali w człowieku to, co anielskie, czy też to, co zwierzęce. Są ludzie, którzy mają skłonność do kleptomanii, a jednak nigdy w życiu niczego nie ukradli, ponieważ nie rozwinęli w sobie tej predyspozycji. Tymczasem przekaz medialny pełen przemocy bazuje nie na wzniosłych uczuciach, lecz na najniższych instynktach człowieka — rozbudza bydlę w człowieku.

Bohater naszych czasów


Niemal każdy film posiada swojego bohatera, z którym widz się identyfikuje. W przypadku obrazów zwanych kultowymi owa identyfikacja posuwa się tak daleko, że odbiorca stara się naśladować swojego idola. W ten sposób media stają się nośnikami pewnych wzorców zachowań, które później rozprzestrzeniają się w społeczeństwie.
Jako przykład można podać film pt. „Dziki” z Marlonem Brando w roli głównej. Bohater jest członkiem gangu motocyklowego, człowiekiem nie pogodzonym ze światem, który wszystkie swoje problemy rozwiązuje przy pomocy siły. Jest zastanawiające, że w 1954 roku, kiedy kręcono ów film, gangi motocyklowe jeszcze nie istniały. Powstały one dopiero później, zaś obraz z Brando był jednym z głównych czynników, które przyczyniły się do powstania owej gangsterskiej subkultury.
Ostatnio coraz częściej na ekranach pojawiają się filmy, których bohaterami są psychopatyczni, seryjni zabójcy – i to właśnie po ich stronie lokuje się sympatia widzów. Przykładem mogą być „Urodzeni mordercy” Oliviera Stone’a. We Francji trójka nastolatków, która strzelała z karabinu do przypadkowych przechodniów na ulicy, złapana przez policjantów odpowiadała na pytania cytatami bohaterów owego filmu.
Innym przykładem może być „Milczenie owiec”, gdzie pozytywnym bohaterem, z którym odbiorca może się utożsamić, okazuje się zagryzający swoje ofiary Hannibal Lecter, grany sugestywnie przez Anthony Hopkinsa.
Można oczywiście zadać sobie pytanie, na ile sympatia dla filmowego bohatera może przenieść się na rzeczywistą postać. Wielce znaczące są w tym kontekście wydarzenia towarzyszące rozpoczętemu w 1994 roku procesowi Francesco Paccianiego. Nazywany „wampirem z Florencji”, oskarżany o wielokrotne zabójstwa na tle seksualnym, stał się idolem kultury masowej. Z całych Włoch zaczął otrzymywać tysiące listów z wyrazami sympatii, uznania i szacunku. „Jest pan moim najlepszym i największym przyjacielem – pisał do niego 13-letni Matteo. – Bardzo interesuje mnie pana życie, tak ciężkie, nieszczęśliwe i pełne poświęcenia”. Owo pełne poświęcenia życie polegało na tym, że Pacciani najpierw zamordował swojego przyjaciela, potem zgwałcił i zabił swoje dwie córki, a następnie uśmiercił szesnaście osób, w bestialski sposób masakrując ich ciała. Jego wielbicielki pisały jednak: „Jesteś wspaniałym mężczyzną. Chciałabym się nauczyć od ciebie prostoty języka i dobroci duszy. Pamiętaj, że nie jesteś sam”. Przebojem na rynku stały się koszulki z podobizną mordercy i podpisem „I love Pacciani”.

Między fikcją a rzeczywistością


Przekaz medialny może być bardzo groźny zwłaszcza dla najmłodszych. Dzieci do 10 roku życia mają problem z odróżnieniem fikcji od rzeczywistości. Wiele zachowań na ekranie, które należy traktować w sposób umowny, one odbierają dosłownie. Dorośli często zapominają, że dla dziecka przekaz telewizyjny jest przede wszystkim sposobem poznania świata i odnalezienia w nim swego miejsca. Tymczasem telewizja (za wyjątkiem niektórych filmów dokumentalnych, np. przyrodniczych czy podróżniczych) nie tyle przedstawia rzeczywistość, co raczej ją deformuje.
W mediach elektronicznych znika np. związek między pracą a płacą. Praca człowieka wykonującego sumiennie swoje codzienne obowiązki nie jest atrakcyjnym tematem dla mediów. Eksponowane jest natomiast wydawanie pieniędzy i rozbudzanie pragnień konsumpcyjnych. Wzorcem staje się osoba, która nie musi pracować, ale ma dużo forsy. Coraz częściej media ukazują, iż środkiem zdobycia władzy czy pieniędzy staje się stosowanie przemocy. W ten sposób następuje akceptacja i usprawiedliwienie agresji jako metody rozwiązywania konfliktów. To prowadzi do kultu siły.
W przypadku dzieci jest to o tyle niebezpieczne, że nie są one w stanie zrozumieć bólu innego człowieka, nie wyobrażają sobie jego przeżyć, ponieważ ich przeżycia są jeszcze bardzo ubogie. Dlatego też nie ma okrutniejszych żołnierzy niż dzieci, ponieważ ich okrucieństwo jest nieświadome. Nie hamuje go bowiem żadne wyobrażenie o tym, czego może doświadczać druga osoba.
W ankietach większość ludzi zazwyczaj deklaruje, że nie lubią oglądać scen przemocy. A jednak je oglądają. Wynika to z pewnego stępienia wrażliwości na agresję, które psycholog dr Jan Szafraniec nazwał „zespołem telewizyjnego odwrażliwienia”, tzn. człowiek na skutek częstego kontaktu z treściami, które pierwotnie budziły w nim wstręt, przerażały go czy bulwersowały, z czasem zaczyna się z nimi oswajać i traktować jako normalne.
Młodzi mordercy Tomka Jaworskiego czy Jolanty Brzozowskiej nie okazali skruchy. Nie żałowali niczego. Tak jak bohaterowie wielu filmów, którzy po zabiciu innych ludzi nie odczuwają wyrzutów sumienia. W ich świecie jest to normalne. W naszym coraz częściej też.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki