Znikające porodówki

Są już takie regiony w Polsce, w których dojazd na porodówkę zajmuje ponad godzinę. Resort zdrowia składa kolejne propozycje wyjścia z tej sytuacji, a przyszłe matki nie wiedzą, gdzie mają się zgłosić, kto udzieli im pomocy i z jakich świadczeń mogą skorzystać.
Czyta się kilka minut
Oddział ginekologiczno-położniczy Szpitala Południowego w Warszawie, czerwiec 2024 r. | Fot. Wojciech Olkuśnik/East News
Oddział ginekologiczno-położniczy Szpitala Południowego w Warszawie, czerwiec 2024 r. | Fot. Wojciech Olkuśnik/East News

Liczba porodówek w Polsce systematycznie spada. Powodem takiej sytuacji jest demografia. Ponieważ rodzi się coraz mniej dzieci, a NFZ rozlicza ze szpitalami wyłącznie przyjęte porody, to utrzymywanie porodówek dla zadłużonych lecznic jest dużym obciążeniem. W takiej sytuacji likwidują one oddziały ginekologiczno-położnicze, a w najlepszym przypadku zawieszają ich działalność. W efekcie na mapie Polski pojawiły się białe plamy: regiony, w których kobiety do najbliższej porodówki mają nawet ponad godzinę drogi – tak jest m.in. na Podkarpaciu, a w całym kraju w takiej sytuacji znajduje się około 11 tys. kobiet w wieku rozrodczym.

Niebezpieczna sytuacja

„Poród, nawet poprawnie przebiegający, może w ułamku sekundy przerodzić się w stan bezpośredniego zagrożenia życia matki i dziecka” – ostrzegł w rozmowie z Polską Agencją Prasową prof. Przemysław Kosiński, kierownik Oddziału Klinicznego Położnictwa, Perinatologii, Ginekologii i Rozrodczości Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. I dodał: „Zamykanie porodówek, niedoszacowanie procedur i brak doświadczonych zespołów mogą zagrażać bezpieczeństwu rodzących kobiet”. Zdaniem prof. Kosińskiego dystans 100 kilometrów do porodówki jest „absolutnie nieakceptowalny”.

Równie stanowcze stanowisko w sprawie zamykanych porodówek zajęły organizacje społeczne. W marcu Fundacja Rodzić po Ludzku wystosowała w tej sprawie pismo do premiera Donalda Tuska. „Zrobiłyśmy to, bo jesteśmy bardzo zaniepokojone tym, co dzieje się wokół opieki okołoporodowej w Polsce. Oddziały położnicze są zamykane, a w ich miejsce proponowane są nowe rozwiązania, które w założeniu mają zapewnić kobietom bezpieczeństwo. Problem w tym, że szpitale nie są nimi zainteresowane i nie podpisują umów z NFZ. Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia nie prowadzi dialogu ze środowiskami społecznymi i ekspertami”.

Które zostaną?

Na reakcję resortu zdrowia trzeba było poczekać do czerwca. Wtedy to, podczas konferencji prasowej, wiceminister Tomasz Maciejewski poinformował o przygotowywanych rozwiązaniach, które mają poprawić dostęp do oddziałów ginekologiczno-położniczych. Ministerstwo zdrowia przewiduje płacenie ryczałtem za utrzymanie oddziałów, które nie osiągają 400 porodów rocznie oraz wprowadzenie do koszyka świadczeń gwarantowanych porodów domowych i domów narodzin. Obie propozycje miałyby dotyczyć regionów, w których dojazd do porodówki zajmuje powyżej 60 minut.

Ministerstwo jest w trakcie tworzenia map potrzeb zdrowotnych, a ich częścią będą mapy porodówek. Jako wskaźnik, który ma być brany pod uwagę przy ich tworzeniu, przyjęto m.in. liczbę przyjmowanych porodów rocznie, gdyż doświadczenie ośrodka przekłada się na jakość opieki. Dlatego też resort przyjął wskaźnik 700 porodów rocznie, czyli średnio dwa dziennie. Według analiz ministerstwa, szpitale, w których odbywa się co najmniej tyle porodów, będą w stanie zapewnić optymalną opiekę kobiecie w ciąży. Jednocześnie są miejsca, w których Ministerstwo Zdrowia będzie chciało utrzymać porodówki, w których porodów jest mniej. Wtedy ryczałtem opłacane mają być oddziały nieosiągające 400 porodów rocznie. Dopiero powyżej tej liczby NFZ rozliczałby każdy poród oddzielnie. „Zdajemy sobie sprawę z tego, że są szpitale, które nie osiągną 700 porodów rocznie, ale ich położenie jest na tyle specyficzne, że ich wykluczenie doprowadziłoby do białej plamy w danym miejscu. Stąd liczba 400” – tłumaczył wiceminister.

Druga propozycja dotyczy porodów domowych, których obecnie NFZ nie opłaca. Rozwiązanie miałoby obejmować wpisanie porodu domowego do koszyka świadczeń. Rozważana jest także możliwość utworzenia i także rozliczania przez NFZ domów narodzin. „Byłyby to domy prowadzone przez położne. Miałyby być umiejscowione w pobliżu oddziału ginekologii planowej. Dawałoby to szansę na dostęp do sali operacyjnej i lekarzy na wypadek komplikacji” – powiedział wiceminister Maciejewski.

Ważne i potrzebne

Fundacja Rodzić po Ludzku uważa, że obie propozycje są ważne i potrzebne. „Wielokrotnie podkreślałyśmy, że dostęp do porodu domowego czy domu narodzin nie powinien zależeć od możliwości finansowych rodziny. Jeśli taka forma opieki jest bezpieczna i zgodna z aktualną wiedzą medyczną, powinna być dostępna także w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia” – można przeczytać w oficjalnym komunikacie organizacji.

„Fundacja Rodzić po Ludzku od lat stoi na stanowisku, że nie istnieje jeden właściwy sposób rodzenia. Jedne kobiety najlepiej czują się w szpitalu, inne wybierają poród w domu narodzin, a część – po spełnieniu określonych kryteriów medycznych – chciałaby urodzić w domu. Są również kobiety, które potrzebują dostępu do znieczulenia zewnątrzoponowego lub rozważają cesarskie cięcie. Rolą nowoczesnego systemu opieki okołoporodowej nie jest ocenianie tych wyborów, lecz zapewnienie kobietom bezpieczeństwa, rzetelnej informacji i możliwości podjęcia świadomej decyzji”.

Brak informacji

Na początku czerwca przy Ministerstwie Zdrowia został powołany zespół ds. porodów domowych i domów narodzin. Ma on przygotować propozycje rozwiązań systemowych mających na celu bezpieczeństwo matki i dziecka w porodzie pozaszpitalnym przy jednoczesnym finansowaniu ze środków publicznych takich form opieki oraz określić zasady ich funkcjonowania. Należy jeszcze wspomnieć, że na początku roku, w związku z zamykającymi się porodówkami, propozycją resortu było tworzenie pokoi narodzin. W lutym podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Praw Pacjenta uczestnicząca w nim Fundacja Rodzić po Ludzku zaznaczyła, że rozumie konieczność zmian organizacyjnych w systemie opieki okołoporodowej, jednak proponowane rozwiązania mają charakter doraźny i nie mogą stanowić docelowej odpowiedzi systemowej.

„Zabezpieczenie SOR-ów obecnością położnej nie zapewnia kobietom realnego poczucia bezpieczeństwa ani opieki zgodnej ze standardami opieki okołoporodowej. Brakuje również rzetelnej oceny bezpieczeństwa przed decyzjami o likwidacji oddziałów położniczych. Zwróciliśmy uwagę na niedostateczny obowiązek informacyjny wobec pacjentek. Kobiety muszą wiedzieć: gdzie mają się zgłosić po zamknięciu porodówki, kto udzieli im pomocy i jakie świadczenia są dla nich dostępne. Brak tych informacji oznacza przenoszenie odpowiedzialności systemowej na pacjentki i naruszenie ich praw” – czytamy w oświadczeniu Fundacji Rodzić po Ludzku.

Dotąd z możliwości powołania pokoju narodzin skorzystał tylko jeden szpital. Od 1 czerwca interwencyjny punkt położniczy jest w Wągrowcu w Wielkopolsce. Został utworzony na podstawie rozporządzenia, które weszło w życie 31 stycznia, a zakłada, że porody będą mogły się odbywać pod opieką położnej w szpitalach bez porodówek, które są oddalone o ponad 25 kilometrów od najbliższego szpitala z oddziałem położniczo-ginekologicznym.

RAMKI

Coraz mniej dzieci...

Z danych GUS wynika, że w 2025 roku urodziło się 238 tys. dzieci, rok wcześniej – prawie 252 tys., w roku 2023 – 272 tys., a w 2022 roku – 305 tys. Dla porównania: podczas wyżu demograficznego w latach 80. rodziło się w Polsce ponad 700 tys. dzieci rocznie.

...coraz mniej porodówek

W 2010 roku w Polsce było 406 porodówek, w listopadzie 2025 roku – 305. Od początku tego roku zamknięto lub zawieszono działalność już kilkunastu porodówek. NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 nadal działających oddziałów ginekologiczno-położniczych.

Nie tylko w szpitalu

Domy narodzin lub centra porodów naturalnych to najczęściej niezależne lub przyszpitalne ośrodki prowadzone przez położne. Oferują one poród w intymnej, domowej atmosferze z minimalną interwencją medyczną. W przypadku komplikacji gwarantują szybki transfer do szpitala. W Polsce już funkcjonują tego typu placówki, jednak poza finansowaniem przez NFZ jako prywatna alternatywa dla rodzących. Domy narodzin od dawna działają na świecie, są m.in w Niemczech czy Skandynawii. W takim miejscu kobieta pozostaje pod opieką przez całą ciążę.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 29/2026