Romek Strzałkowski i Péter Mansfeld. Dwa symbole 1956 roku

Dzieliły ich granice państw, język i okoliczności śmierci, lecz połączył rok 1956. Rok, który dla Polaków oznaczał Poznański Czerwiec, a dla Węgrów rewolucję i narodowe powstanie.
Czyta się kilka minut
Pochód, który rozpoczął się od wyjścia na ulice pracowników Cegielskiego, bardzo szybko przekształcił się z demonstracji robotniczej w manifestację całego społeczeństwa | fot. Oddziałowe Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu
Pochód, który rozpoczął się od wyjścia na ulice pracowników Cegielskiego, bardzo szybko przekształcił się z demonstracji robotniczej w manifestację całego społeczeństwa | fot. Oddziałowe Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu

Historia Europy Środkowej pełna jest bohaterów, których losy przekroczyły granice ich własnego życia. Niektórzy stali się symbolami dzięki wielkim czynom, inni dzięki tragedii, która uczyniła ich świadkami epoki. Do tej drugiej kategorii należą Roman Strzałkowski i Péter Mansfeld.

Los Romka i Pétera pokazuje dwa odmienne oblicza komunistycznej przemocy. Pierwszy zginął podczas ulicznych walk, w chaosie buntu i strzałów rozlegających się wokół gmachu poznańskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Do dziś nie wiadomo, kto oddał śmiertelny strzał. Drugi został zabity po długim śledztwie, procesie i chłodnej kalkulacji funkcjonariuszy państwa. W jego przypadku nie ma żadnej tajemnicy. Znamy nazwiska sędziów, prokuratorów i polityków odpowiedzialnych za jego śmierć. Jeden stał się symbolem niewinnej ofiary, drugi symbolem świadomego oporu. Historia Romka Strzałkowskiego jest opowieścią o dziecku, które znalazło się w samym środku poznańskiego buntu raczej przypadkiem, to los Pétera Mansfelda przedstawia zupełnie inny model bohaterstwa. W jego przypadku nie mamy do czynienia z 13-latkiem, który znalazł się w złym miejscu, w złym czasie. Mansfeld świadomie wkroczył w nurt rewolucji, a później zapłacił za to najwyższą cenę. To właśnie dlatego pamięć o nim przybrała na Węgrzech odmienny charakter niż pamięć o Romku Strzałkowskim w Polsce.

W zaskoczeniu i pod pełną kontrolą

Péter Mansfeld urodził się w 1941 roku. Podobnie jak Romek należał do pokolenia, które dorastało już w cieniu powojennych przemian. Nie znał świata sprzed komunizmu. Wychowywał się w państwie, które przedstawiało siebie jako reprezentanta interesów klasy pracującej, ale które coraz wyraźniej traciło społeczne poparcie. Peter pochodził z rodziny, w której z pokolenia na pokolenie przekazywano sobie zawód fryzjera. Uczył się w szkole zawodowej, przygotowując się do zawodu ślusarza. Jesienią 1956 roku miał piętnaście lat. Gdy 23 października w Budapeszcie rozpoczęły się demonstracje studenckie, tysiące młodych ludzi uwierzyły, że możliwe są zmiany, o których jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie odważono się nawet mówić. Żądano wolności słowa, reform politycznych, wycofania wojsk sowieckich oraz przywrócenia narodowej suwerenności. Demonstracje szybko przekształciły się w otwartą rewolucję. Péter Mansfeld aktywnie zaangażował się w walkę na ulicach Budapesztu.

Po stłumieniu powstania nadal utrzymywał kontakty z dawnymi uczestnikami walk. Władze uznały to za działalność kontrrewolucyjną i w 1957 roku Mansfeld został aresztowany. Rozpoczęło się śledztwo, które miało doprowadzić nie tylko do jego skazania, ale również do stworzenia politycznego przykładu dla całego społeczeństwa. Władze chciały pokazać, że pamięć o rewolucji będzie karana bez względu na wiek sprawców. Wyrok był przesądzony jeszcze przed zakończeniem postępowania. Problem polegał jednak na tym, że Mansfeld był niepełnoletni, a obowiązujące przepisy nie pozwalały na wykonanie kary śmierci wobec osoby, która nie ukończyła osiemnastego roku życia. Egzekucję odroczono, a władze zaczekały, aż ukończy osiemnaście lat. Ten fakt wyraźnie odsłaniał logikę systemu. Państwo nie działało pod wpływem emocji ani chaosu, przeciwnie – działało metodycznie, cierpliwie i bezlitośnie. 21 marca 1959 roku Péter Mansfeld został stracony przez powieszenie. 11 dni wcześniej skończył osiemnaście lat.

Los Romka Strzałkowskiego to historia podobna do tego, co spotkało młodego Węgra, ale jednak różna. Romek był młodszy o dwa lata, pochodził z inteligenckiej rodziny. Matka Anna skończyła czterdziestkę, kiedy urodziła go w okupacyjnej Warszawie. Ojciec Jan był porucznikiem AK, Anna była łączniczką. Po wojnie przyjechali do Poznania. Romek skończył muzyczną szkołę podstawową, grał na fortepianie. W szkole uchodził za sympatycznego łobuziaka. Podobno ciągnął dziewczyny za włosy, a nauczyciele sadzali go często w oślej ławce albo kazali stać w kącie. 28 czerwca rano, gdy robotnicy ruszają ku centrum miasta, matka wysyła Romka po zakupy. Wychodzi, aby nigdy nie powrócić.

Później niewiele jest jasne. Podobno znalazł się w okolicach budynku UB, gdzie padły pierwsze strzały, podobno podniósł biało-czerwony sztandar, upuszczony przez ranną tramwajarkę, podobno niósł transparent z napisem „Chcemy religii w szkole”. Jego ciało znaleziono w garażach, na terenie bazy transportowej UB, tam zapewne został zabity strzałem w serce. Śledztwo poznańskiego oddziału IPN nie przyniosło jednoznacznego stwierdzenia, czy chłopiec zginął w wyniku celowego postrzału, czy też przypadkowo.

Jeżeli Romek zginął w wyniku działania państwa znajdującego się w stanie kryzysu – władzy zaskoczonej i zdezorientowanej – to Péter został zabity przez państwo, które odzyskało już kontrolę nad sytuacją i mogło działać bez pośpiechu. Właśnie dlatego jego śmierć tak mocno zapisała się w węgierskiej pamięci zbiorowej. Pokazywała, że represje nie były skutkiem emocji czy paniki, lecz świadomą polityką. Różnicę tę można ująć jeszcze inaczej: Romka zabił pocisk, Pétera zabił wyrok. Za tym prostym zestawieniem kryje się jednak głębsza prawda. Zarówno kula, jak i wyrok były narzędziami tego samego systemu. Oba służyły ochronie władzy, która uznała bunt społeczny za zagrożenie dla własnego istnienia.

Bohaterowie narodowych mitologii

Już w pierwszych dniach po Poznańskim Czerwcu śmierć Romka wywołała ogromne poruszenie. Dla wielu mieszkańców Poznania nie był on jedną z ofiar – uosabiał wszystkie ofiary Czerwca. Wkrótce zaczęły powstawać opowieści nadające jego śmierci dodatkowy wymiar symboliczny. Mity historyczne nie powstają przypadkowo. Rodzą się tam, gdzie społeczeństwo potrzebuje prostego i czytelnego symbolu. W przypadku Poznańskiego Czerwca takim symbolem stał się właśnie trzynastoletni chłopiec. Jego młody wiek sprawiał, że tragedia była zrozumiała dla wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych. Nie trzeba było znać szczegółów konfliktu między robotnikami a władzami. Wystarczała świadomość, że podczas wydarzeń zginęło dziecko. W ten sposób narodził się mit niewinnej ofiary.

Pamięć o Péterze Mansfeldzie rozwijała się inaczej. Nie było w niej miejsca na tajemnicę dotyczącą okoliczności śmierci. Nie było również potrzeby tworzenia opowieści o przypadkowym bohaterze. Młody uczestnik rewolucji został skazany na śmierć przez komunistyczny sąd, a wykonanie wyroku odłożono do chwili osiągnięcia przez niego pełnoletności. W tej historii nie brakowało ani tragizmu, ani moralnej jednoznaczności, dlatego pamięć o Mansfeldzie przyjęła charakter bardziej heroiczny. W węgierskiej wyobraźni historycznej stał się on uosobieniem bojownika, który świadomie idzie w bój i ponosi konsekwencje tej decyzji. Jeśli Romek stał się symbolem cierpienia niewinnych, Mansfeld stał się symbolem oporu.

Ta różnica mówi wiele o odmiennym charakterze polskiego i węgierskiego roku 1956. Poznański Czerwiec był przede wszystkim buntem robotniczym, który szybko został stłumiony. W jego pamięci dominują obrazy protestu, ofiar i społecznego gniewu. Rewolucja węgierska miała natomiast charakter narodowego powstania. Nic więc dziwnego, że jej pamięć potrzebowała bohaterów przypominających uczestników wcześniejszych walk o niepodległość. W ten sposób Romek i Péter zaczęli pełnić odmienne funkcje symboliczne: pierwszy przypominał o cierpieniu, drugi przypominał o walce. W Polsce wspomnienie Romka przechowywali mieszkańcy Poznania, rodzina oraz środowiska opozycyjne. Na Węgrzech pamięć o rewolucji i jej ofiarach krążyła w prywatnych rozmowach, rodzinnych wspomnieniach i niezależnej kulturze. W obu krajach istniała więc historia oficjalna oraz historia przechowywana poza kontrolą państwa. Po upadku komunizmu te dwa nurty pamięci mogły wreszcie ujawnić się publicznie. Wówczas okazało się, że Romek Strzałkowski i Péter Mansfeld są już czymś więcej niż postaciami historycznymi. Stali się częścią narodowych mitologii wolności, a ich biografie zaczęły funkcjonować jako moralne przypowieści o relacji między jednostką a opresyjnym systemem.

Martyrologia i heroizm

Choć Roman Strzałkowski i Péter Mansfeld należą dziś do grona najbardziej rozpoznawalnych młodocianych ofiar komunizmu w swoich krajach, pamięć o nich rozwijała się po 1989 roku w odmienny sposób. Różnica ta nie wynika wyłącznie z przebiegu ich biografii. Jest także odbiciem odmiennych doświadczeń historycznych Polski i Węgier oraz różnych sposobów budowania narodowej pamięci po upadku komunizmu.

W przypadku Polski pamięć o Romku Strzałkowskim pozostała przede wszystkim częścią pamięci o Poznańskim Czerwcu. Jego nazwisko jest dobrze znane historykom, mieszkańcom Wielkopolski i osobom zainteresowanym dziejami PRL-u, jednak trudno uznać je za symbol rozpoznawalny w całym kraju w takim stopniu jak bohaterowie powstania warszawskiego, Żołnierze Wyklęci czy przywódcy „Solidarności”. Nie oznacza to marginalizacji jego postaci. Wręcz przeciwnie. W Poznaniu Romek zajmuje miejsce wyjątkowe. Jego imieniem nazywane są szkoły i ulice, jego historia jest obecna podczas rocznic Czerwca 1956 roku, a jego grób pozostaje jednym z najważniejszych miejsc pamięci związanych z tym wydarzeniem. Jednak charakter tej pamięci pozostaje przede wszystkim regionalny.

Na Węgrzech sytuacja wyglądała inaczej. Rewolucja 1956 roku zajmuje w węgierskiej pamięci miejsce porównywalne z tym, jakie w Polsce zajmuje powstanie warszawskie. Jest wydarzeniem założycielskim współczesnej tożsamości narodowej, momentem szczególnej dumy i zarazem szczególnej tragedii. To właśnie wokół pamięci o 1956 roku budowano po upadku komunizmu znaczną część nowej narracji historycznej państwa. W takim kontekście Péter Mansfeld zyskał znaczenie wykraczające poza swoją indywidualną biografię, stał się symbolem całego pokolenia młodych uczestników rewolucji. Jego historia była często przedstawiana jako kwintesencja losu Węgier po klęsce powstania: odwagi, nadziei, zdrady i represji. Powstawały książki, filmy, przedstawienia teatralne i publikacje poświęcone jego życiu. W świadomości wielu Węgrów Mansfeld funkcjonuje nie tylko jako ofiara komunizmu, ale jako jeden z bohaterów narodowych XX wieku.

Ta różnica jest niezwykle interesująca: Romek Strzałkowski stał się symbolem konkretnego wydarzenia, a Péter Mansfeld symbolem całej epoki. Odmienny jest również sposób, w jaki obie postaci funkcjonują w narodowej wyobraźni. Polska pamięć o Romku koncentruje się przede wszystkim na jego niewinności, jest pełna współczucia i żalu. Dominują pytania o okoliczności śmierci, o odpowiedzialność państwa oraz o dramat dziecka, które znalazło się w centrum politycznego konfliktu. W przypadku Mansfelda akcent położony jest gdzie indziej. Węgierska pamięć eksponuje jego świadomy wybór, aktywność podczas rewolucji oraz niezłomność w obliczu represji. Bohaterem tej opowieści jest nie tyle ofiara, ile młody człowiek, który podjął walkę o wolność. Można powiedzieć, że pamięć o Romku ma charakter bardziej martyrologiczny, podczas gdy pamięć o Mansfeldzie jest bardziej heroiczna.

***

Na mapie Poznania ulice Romka Strzałkowskiego i Pétera Mansfelda krzyżują się ze sobą, ma to wymiar głęboko symboliczny. Węgrzy powstali bowiem pod koniec października 1956 roku, niosąc na sztandarach hasła solidarności z Polską. Pod pomnik gen. Józefa Bema w Budapeszcie demonstranci szli z biało-czerwonymi flagami, krzycząc słowa poety Győrgy Gőmőriego: „Wszyscy Węgrzy chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami”. Warto abyśmy w naszej, poznańskiej opowieści o Czerwcu 1956 r. dostrzegli wymiar głębszy, którego symbolem są obaj chłopcy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dwaj chłopcy, dwa symbole