Reglamentowana wolność słowa

Mamy do czynienia z pojęciem nieostrym i podatnym na manipulacje, skoro każdy uznaje
za mowę nienawiści co innego.
publicysta magazynu „Plus Minus” i portalu Interia
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Książek
Fot. Magdalena Książek

Piszę ten tekst po powrocie z Lublina. Pojechałem tam do Teatru im. Osterwy na spektakl Betlejem polskie Lucjana Rydla. Reżyser Rafał Szumski odrobinę uwspółcześnił jasełkową opowieść Rydla z roku 1904. Na przykład dodał finał napisany przez Macieja Wojtyszkę.

W tym finale postaci symbolizujące współczesną Polskę wygłaszają życzenia do publiczności. Pierwszym z nich jest apel, aby ustała w Polsce nienawiść. Pada nawet słówko „hejt”. I od razu pytanie: kogo? Co odrzucamy?

Problem z takimi zaklęciami, powtarzanymi przez tak wielu, jest jeden. Każdy za język nienawiści uznaje to, co mówią jego antagoniści. Za to z reguły nie razi go hejt produkowany przez niego samego lub tych, których popiera.

Oto „Gazeta Wyborcza” odkrywa, że w pewnej miejscowości uchował się billboard z napisem „Niebać Tuska”. „Wygląda to na mowę nienawiści” – orzekła gazeta, oburzona, że siły porządkowe nie próbują zdjąć fatalnego hasła. Tymczasem ta sama gazeta nigdy nie oburzyła się pierwotnym sloganem: „J…. PiS” (nazywanym ośmioma gwiazdkami). A przecież „Niebać Tuska” to „tylko” odpowiedź na tamto.

Wieszali „osiem gwiazdek” na swoich autach ważni politycy Koalicji Obywatelskiej, inni politycy skandowali to hasło na tożsamościowym Campusie Polska, organizowanym przez Rafała Trzaskowskiego. Internauci odkryli nawet tekst w „Wyborczej”, w którym „J…. PiS” było witane jako figlarny żart.

Piszę o tym również dlatego, że prezydent Karol Nawrocki właśnie zawetował ustawę o usługach cyfrowych. To jest próba zaaplikowania Polsce unijnej dyrektywy, która powstała dla regulacji platform cyfrowych, a szerzej – zawartości internetu.

Prezydent spotkał się z napaściami. Poseł Lewicy Tomasz Trela przyniósł na konferencję prasową zdjęcia Nawrockiego i jego żony roznegliżowanych przez sztuczną inteligencję, zainstalowaną w social mediach Elona Muska. Zdaniem Treli to weto pozwoli amerykańskim Big Techom osłaniać takie praktyki w majestacie prawa. Inni ludzie obecnej koalicji pomawiają prezydenta o to, że za jego sprawą będą się szerzyły w necie publikacje czy zdjęcia obsługujące pedofilów czy sprawców innych przestępstw.

Tymczasem on jasno mówi, że chodzi mu o prawo blokowania postów, kont czy całych portali m.in. za „mowę nienawiści”. Mamy do czynienia z pojęciem nieostrym i podatnym na manipulacje, skoro każdy uznaje za taką mowę co innego. Nawrocki podniósł fakt, że blokować te treści mają rządowi urzędnicy. Nazywa to cenzurą.

Pada odpowiedź, że już na wczesnym etapie do takiego postępowania dopuszczono sądy. No tak, ale czy sędziowie, też politycznie podzieleni, będą blokować to, co faktycznie jest zagrożeniem, czy to, czego nie lubią? Dodajmy, że dziś sądownictwo jest coraz mocniej ręcznie sterowane przez obecne władze.

Żeby uzyskać europejski nakaz aresztowania dla dawnego wiceministra Romanowskiego, najpierw powtórzono wniosek (bo pierwszy sędzia się nie zgodził), a potem dwukrotnie podmieniano osobę, która miała o tym decydować. To są realia wymiaru sprawiedliwości pod rządami Waldemara Żurka.

Ale nawet gdyby sędziowie działali w stanie braku politycznych nacisków, to przecież wolność słowa jest w demokracji wartością nadrzędną. Niestety w dzisiejszej Europie coraz częściej się ją depcze. Przy użyciu tak mętnych pojęć jak „mowa nienawiści”. Także w imię walki z „fejkami”, „spiskowymi teoriami” itd. A przecież ich też nie da się precyzyjnie zdefiniować. Są po trosze konsekwencją wolności właśnie.

Sama regulacja internetu nie jest pozbawiona sensu. Ale nie w logice swoistego stanu wyjątkowego, który jak raz zapanuje, to się go nie pozbędziemy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 4/2026