Przyjąć miłość Boga

Niemało ludzi na tym świecie, także wierzących, kojarzy przykazania Boże głównie z żądaniem, ze stratą jakiegoś upragnionego dobra lub po prostu ze zrobieniem czegoś dla Boga, np. podjęcia postu, pielgrzymki, powstrzymania się od przyjemności seksualnej.
Czyta się kilka minut
Kaplica Notre-Dame-de-la-Médaille-Miraculeuse (Matki Bożej od Cudownego Medalika), położona przy 140 Rue du Bac w 7. dzielnicy Paryża, należy do Domu Macierzystego Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. To tutaj św. Katarzyna Labouré w 1830 r. miała objawienia maryjne | fot. Fred de Noyelle/Getty Images
Kaplica Notre-Dame-de-la-Médaille-Miraculeuse (Matki Bożej od Cudownego Medalika), położona przy 140 Rue du Bac w 7. dzielnicy Paryża, należy do Domu Macierzystego Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. To tutaj św. Katarzyna Labouré w 1830 r. miała objawienia maryjne | fot. Fred de Noyelle/Getty Images

Niektórzy uciekają od Boga, ponieważ sądzą, że akceptacja Jego woli sprowadzi na nich całą lawinę cierpień, jakby Bóg był przeciwny szczęściu człowieka i cały czas podkładał mu kłody pod nogi. Mieszają się w tym podejściu różne czynniki: nasz lęk przed Bogiem, który próbujemy uciszać „ofiarami” i „przebłaganiami”, zanieczyszczenie wiary mentalnością zasługi i wpływem religii rzymskiej, która właściwie próbowała „nie drażnić” bogów, aby strzegli cesarstwa i byli gwarantem porządku społecznego. Religia jakoś uczyła ludzi karności i obowiązku. Bogom więc trzeba było ciągle coś dawać.

Nie można tylko dawać

Dynamika miłości Boga objawionego w Jezusie Chrystusie jest odwrotna. W encyklice Deus caritas est Benedykt XVI przypomina, że „człowiek nie może żyć wyłącznie w miłości oblatywnej, zstępującej. Nie może zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce ofiarować miłość, sam musi ją otrzymać w darze” (7). Bóg niczego od nas nie żąda, czego by nam wcześniej nie dał: „Miłość może być «przykazana», ponieważ wcześniej jest dana” (14). Znacznie wcześniej we Wprowadzeniu do chrześcijaństwa Joseph Ratzinger dzieli się kapitalnym i głęboko biblijnym wglądem w tajemnicę każdego z nas: „Człowiek staje się sobą najbardziej nie przez to, co czyni, lecz przez to, co otrzymuje".

Kiedy Zmartwychwstały ukazuje się apostołom w Wieczerniku, wzywa ich do przyjęcia dwóch darów: pokoju i boskiej osobowej Miłości: „Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego!” (J 20, 21–22). Zaprasza ich do przyjęcia Ducha Świętego tak, jak przyjmuje się nieustannie powietrze, z braku którego po krótkiej chwili umieramy. Wdychanie powietrza nie wymaga od nas żadnego wysiłku. Dzieje się niejako bezwiednie i automatycznie. Bóg, czyli Miłość, chce być w ten sposób przyjęty.

Uprzedzająca miłość Boga

Dokładnie tak samo Jezus działał na początku swej publicznej działalności, próbując nieco zmienić dotychczasowe wyobrażenia na temat religii, w tym judaizmu. W wierze chodzi najpierw o przyjęcie, potem o dawanie. Jezus porównuje ucznia do dziecka, dla którego zależność od innych i ufność w troskę dorosłych jest czymś naturalnym: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je” (Mk 10, 15–16). Jest to rozwinięcie wezwania z początku tej Ewangelii: „«Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» (Mk 1, 15). Z pozoru rzecz prosta: żeby wejść teraz do królestwa Bożego, najpierw trzeba je przyjąć jak dziecko. Nawrócenie, wbrew temu, co się często powtarza, polega na przyjęciu dobrej nowiny o dobrym Bogu, który jest darem dla człowieka. 

W swoim Pierwszym Liście św. Jan pisze o prymacie dawania w miłości: „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował” (1 J 4, 9–10). Zbyt szybko przechodzimy do wymogu, względnie naszej odpowiedzi w postaci moralnego działania, podczas gdy naszą zasadniczą postawą powinno być przyjmowanie darów Bożych. I to nie raz. To Bóg pierwszy się zbliża, wyciąga ręce w naszą stronę, chce nas przytulić, okazać nam czułość i troskę, nawet wtedy, a może szczególnie w takich momentach, gdy sami czujemy się tego niegodni i sądzimy, że na skutek naszych grzechów i słabego dostępu do naszej wartości, lęk każe nam ukrywać się przed Bogiem. A przecież On przenika nas jak powietrze, którym oddychamy. 

Pozwolić się kochać

Karmelitanka Ruth Burrows OCD dobrze opisuje, jaki jest pierwszy, nieodzowny krok, który podejmujemy, by kochać Boga: „Przede wszystkim, musimy zaakceptować bycie umiłowanym, pozwolić Bogu nas miłować, pozwolić Bogu działać, być Dawcą – pozwolić Bogu być dla nas Bogiem”. Zgoda na to, aby Bóg okazał się wobec nas Stwórcą, Ojcem, kimś niesłychanie bliskim, kto patrząc na nas, mówi: „Dobrze, że jesteś! Cieszę się, że istniejesz”, czasem wydaje się zadaniem ponad ludzkie siły, choć nikt nie każe nam gór przenosić. Przyjąć Bożą miłość, czyli pokochać Boga, oznacza najpierw pozwolenie na to, aby Bóg nas objął sobą. To spojrzeć Mu w oczy, które patrzą na nas z akceptacją i radością. Bliskość człowieka można przyjąć, jeśli mu ufamy. Nie inaczej sprawa wygląda z bliskością Boga, „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28). Co bowiem zrobił Zacheusz, gdy pod sykomorą, na którą się wspiął, przystanął Jezus i „wprosił się” do celnika w gościnę? „Zszedł z pośpiechem i przyjął Go rozradowany” (Łk 19, 6).

Święty Jan wiele uwagi poświęca w swoich pismach miłości Boga, która jest pewnego rodzaju ruchem, względnie zamieszkaniem jednej osoby w drugiej. Kiedy Jezus mówi: „Trwajcie w miłości mojej” (J 15, 9), to najpierw nie ma na myśli jakichś szczególnych czynów. Często pojawiające się u św. Jana słowo menein – u nas oddane jako „trwać” – oznacza też „zamieszkiwać w”. „Trwać” to przede wszystkim być wszczepionym w krzew winny, mieć świadomość tego duchowego połączenia. Szkopuł w tym, że na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tej duchowej więzi z Bogiem.  

Dlaczego przyjęcie Boga jako daru, czyli także pokochanie Go, jest nieoczywiste, a także nieraz bardzo trudne? Przytulenie przychodzącego królestwa Bożego, jak dziecko obejmuje rękami swego rodzica, może być utrudnione na skutek przesiąknięcia kulturą działania, ciągłego oceniania i ewaluacji i to już od przedszkola. Może się więc zrodzić w nas poczucie, że także Bóg oczekuje od nas w tym życiu, abyśmy zdali jakiś egzamin, po którym ewentualnie wpuści nas do nieba.

Nasze fałszywe wyobrażenia

Być może często miewamy trudności z przyjęciem królestwa Bożego, czyli także z istotnym wymiarem miłości do Boga, ponieważ nie usłyszeliśmy jeszcze Dobrej Nowiny, lecz jej wypaczenie. I tutaj nie chodzi o to, że nikt nigdy nam nie powiedział o darmowości, o pierwszeństwie miłości Boga względem nas. Barierą jest to, co zostało zasiane w naszych sercach na skutek wychowania, kulturowych i społecznych przekazów. Katechizm Kościoła mówi, że nasze serce pełne jest „fałszywych wyobrażeń 'tego świata' (…) powstałych w naszej historii osobistej i kulturowej wyobrażeń ojca lub matki, które wpływają na naszą relację do Boga” (KKK, 2779). Te obrazy, zniekształcenia poznawcze, głęboko zakorzenione sposoby przeżywania własnego ojca lub matki, także „uwiecznione” w kulturze, mogą stać się tak dużą przeszkodą, rodzajem przesłony czy filtra, przez którego nie przepuszczamy dobrej nowiny o kochającym uprzednio i za nic Bogu. Co więcej, pod wpływem tych podświadomych przekazów człowiek może bardziej szukać i oczekiwać wyłącznie Boga wymagającego, chłostającego i stawiającego warunki. 

Jak więc przyjmować miłość Boga, aby powoli dochodziło do oczyszczenia naszego serca i nabywania postawy dziecka? Wszystko zaczyna się od cierpliwego słuchania Ewangelii – czy to podczas liturgii, czy w osobistej modlitwie. Jonathan Sachs wyjaśnia, że słuchanie „po hebrajsku” zawiera w sobie całą listę „czynności” naszego serca i umysłu: „słyszeć”, „słuchać”, „zrozumieć”, „wewnętrznie przyswoić”, „odpowiedzieć”. Znacznie więcej ma się w nas wydarzyć, zanim odpowiemy na Bożą miłość. Ewangelia bardziej podkreśla konieczność pasywnego przyjęcia Boga niż aktywnego działania ze względu na Niego.

Pierwszy stopień miłości do Boga

Jako wierzący często odmawiamy Modlitwę Pańską. Jezus tak ją ułożył, aby weszło nam w krew, iż Ojciec chce być przyjęty w tym świecie, a naszym pragnieniem powinno być to, aby Jego wola się spełniała, aby ludzie chwalili Jego imię z wdzięcznością, doświadczając tego, że przyjęcie Jego Królestwa daje pokój i radość. Wdzięczność jest także miłością do Boga, która zakłada uprzednie zauważenie i rozpoznanie daru. Gdy dziękujemy, nasze serce się cieszy. Uznajemy Boga za Stwórcę, czyli tego, który podtrzymuje nieustannie nasze życie. W ten sposób, jak pisze Joseph Pieper w traktacie O miłości: „kochając, otrzymujemy coś kochanego”. Dziękując Bogu, otrzymujemy to, za co dziękujemy. Uwielbiając Boga, otrzymujemy jeszcze „więcej” Boga. Nasze serce zaczyna inaczej patrzeć na rzeczywistość. Wdzięczność ćwiczy w nas przyjmowanie miłości.

W końcu należy tu przywołać przepiękną definicję kontemplacji z Katechizmu Kościoła, podczas której (może się to dziać podczas adoracji) wierzący „zgadza się na przyjęcie miłości, jaką jest kochany, i chce na nią odpowiedzieć, jeszcze bardziej kochając” (KKK, 2712). Kontemplacja, choć samo słowo brzmi dla niektórych „odstraszająco”, jest niczym innym niż świadomym pozwoleniem sobie, aby Bóg nas kochał. Wystarczy być przed Bogiem jak przed promieniami słońca, jak nad morskim wybrzeżem, gdzie wdychamy ożywcze i świeże powietrze. Nic nie trzeba robić, tylko zdawać sobie sprawę, że jesteśmy kochani przez Boga. Na tym polega pierwszy stopień miłości do Boga.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2026