To jest właściwie film o antybohaterze. Przegrywa po kolei wszystko: najpierw starania o patent oficerski, potem rywalizację o rękę pięknej i bogatej dziedziczki, wreszcie – przegrywa jako niedoświadczony dowódca oddziału. Nie poddaje się, bo umiejętnie się uczy sztuki uczenia się na własnych błędach. Czekamy na to, że upór i konsekwencja doprowadzą go wreszcie do celu. Ale nie, w tym właśnie momencie film się kończy.
Czy budzi to zawód recenzenta? Bynajmniej. A nawet więcej: chyba już nie będę chciał oglądać w przyszłości zapowiedzianych już sequeli w rodzaju „Waszyngton dojrzały” lub „Waszyngton stary”. Najnowszy film Jona Erwina sam w sobie jest po prostu niezłą opowieścią o młodym człowieku, który później – co za przypadek – został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych. I to mi wystarczy.
Bez tromtadracji…
Film Młody Waszyngton wszedł na polskie ekrany niecały miesiąc po swojej amerykańskiej prapremierze. W Stanach już zdążył obrosnąć w sensacje, głównie z jednego powodu: to pierwszy film typu „Hollywood”, obliczony na dużą kasę, który został stworzony przy pomocy sztucznej inteligencji. AI, jak przyznaje Jon Erwin, scenarzysta, reżyser i producent w jednej osobie, upiększyła w tym filmie ponad sto ujęć. Czy jest to jeszcze autentyczna sztuka? – pytają krytycy.
Film obejrzałem i odpowiadam z ulgą: tak, utwór Erwina pozostaje dziełem artystycznym. Artificial Intelligence naprawdę może nam pomagać, także przy tworzeniu dzieł sztuki – pod warunkiem, że traktujemy ją jako twórczynię ornamentów. I nie zadajemy jej pytania: jak żyć? W Młodym Waszyngtonie ta granica nie została przekroczona, główni aktorzy pozostają tam sobą, a cyfrowa estetyzacja dotyczy w zasadzie tylko tła, w rodzaju rokokowych wnętrz pałacu Belvoir, czy też sceny przeprawy tratwą przez rzekę. Erwin ustrzegł się przesady i chwała mu za to, że oparł się tej pokusie, której ulega dziś niejeden reżyser.
Prapremiera filmu miała miejsce w przeddzień obchodów 250-lecia podpisania Deklaracji Niepodległości, najważniejszego święta Stanów Zjednoczonych. Wydawałoby się, że to idealna okazja do wyprodukowania panoramicznego megahitu pod hasłem Make America Great Again. W oczekiwaniach wielu Jon Erwin, ewangelikalny chrześcijanin z Południa, doskonale do tego schematu pasuje. Reżyser nie wybrał jednak łatwej drogi patriotycznej tromtadracji. Nie ukrywa chociażby, że jego bohater, późniejszy przywódca Amerykanów walczących o niepodległość z brytyjską koroną, początkowo wcale nie palił się do zerwania z Londynem. Przeciwnie, wyrósł jako lojalny poddany i uczeń pilnie wspinający się po feudalnej drabinie georgiańskiej monarchii.
...i bez rewizjonizmu
Washingtonowie byli dzierżawcami Fairfaxów, największych posiadaczy ziemskich kolonii Wirginia, która i tak w oczach kupców z Filadelfii czy Nowego Jorku była rezerwuarem arystokratycznej reakcji. Młody George robił wszystko, by doszlusować poziomem do towarzystwa swoich patronów. Miara jego kariery była doskonale wpasowana w system społeczny – tutaj reżyser jest całkowicie zgodny z historią. Lojalizmu Washingtona nie zdołała osłabić nawet odmowa ze strony córki sir Thomasa, Sally Cary Fairfax (gra ją niziutka, choć niepozbawiona uroku Mia Rodgers), która oddała swą rękę bogatszemu i bardziej utytułowanemu z adoratorów. Zapowiedzią Washingtona-secesjonisty są dopiero ostatnie sceny filmu, w których młody dowódca, biorący udział w przegranej bitwie z Francuzami pod Monongahelą (9 lipca 1755 r.) i zawiedziony niekompetencją przysłanego zza oceanu oddziału regularnych wojsk, samotnie przebija się do „swoich”, czyli wirginijskich ochotników.
Erwin nie podbija więc patriotycznego bębenka, przynajmniej tam, gdzie nie musi. Scena gry w szachy ze starszym bratem, który uczy go, że „nawet pionek może zbić króla”, wymyślona została chyba tylko na potrzeby dalszego ciągu. Z kolei moment ścinania przez młodego George'a wiśniowego drzewa, historycznie nieprawdziwy, lecz do niedawna do bólu eksploatowany w amerykańskich szkolnych czytankach, pozbawiony został „dydaktycznego smrodku”, zastąpionego niebanalnym psychologicznie wyjaśnieniem.
Reżyser nie ukrywa faktu, że promotor amerykańskiej wolności sam był właścicielem niewolników. Gdyby film o Washingtonie zrobił ktoś hołdujący kulturze woke, zaraz by się do tego szczegółu przyczepił. Ale nie, na przykładzie rodziny Washingtonów Erwin jakby mimochodem pokazuje nam, że można było być właścicielem niewolników nawet jeśli nie dobrym, to przynajmniej ludzkim. Młody Waszyngton nie jest antyhistorią, żadną herstory ani innym modnym wymysłem epoki. Pod tym względem wyróżnia się na plus chociażby od naszego Kosa, w którym tytułowy Kościuszko chce być bardziej amerykański niż sami Amerykanie.
Konserwatywni, pobożni i trzeźwi
Pora wspomnieć o głównym bohaterze: gra go obiecujący, bo zaledwie 22-letni William Franklyn-Miller. Nie ulega wątpliwości, że po tym występie aktor będzie miał otwarte drzwi do niejednego filmowego hollywoodzkiego atelier. Czego na polskim podwórku życzymy Erykowi Kulmowi, nieco odeń starszemu odtwórcy tytułowej roli w filmie Chopin, Chopin!.
Jon Erwin to typowy przedstawiciel zjawiska zwanego „kinem chrześcijańskim”. Razem z bratem Andrew wyrósł w pobożnym i konserwatywnym klimacie Alabamy. Ich ojciec był senatorem, a dziadek – bohaterem II wojny światowej. W 2006 roku wystartowali jako producenci filmu Krzyż i wieże, opowiadającego historię krzyża odnalezionego przez strażaków w ruinach World Trade Center. Prawdziwym hitem okazał się jednak dopiero zrobiony 12 lat później film Dotknij nieba (I can only imagine), którego bohater, młody muzyk rockowy, przechodzi duchową przemianę, nawracając się do Boga. Ten kierunek zyskał od razu masową widownię, może niekoniecznie w Nowym Jorku lub Los Angeles, ale na szerokich, kukurydzianych polach Środkowego Zachodu. Jego kontynuacją było dzieło Jesus revolution, traktujące o początkach ruchu hipisów.
Kompania medialna „Angel Studios”, w ramach której Erwin stworzył swój film, specjalizuje się w takich pobożnych masówkach, jak chociażby znany w Polsce serial Wybrani (Chosen). Nowojorscy krytycy przyglądają się temu stylowi z podejrzliwością, uzasadnioną długoletnią przeszłością amerykańskiego kina chrześcijańskiego, z jego natrętną tendencją do szybkiego nawrócenia widza, idącą w parze z ocierającym się o kicz przesłodzeniem obrazu i dźwięku. „Sztuka może być afirmacją, ale afirmacja nie może być sztuką” – jak trafnie zauważył David Ehrlich. Wydaje się jednak, że twórcy nowej fali filmów, zwanych „chrześcijańskimi”, nauczeni przykrym doświadczeniem, wystrzegają się przynajmniej dociskania do dechy pedału emocji. Bo to wyraźnie źle robi dziełom z wartościowym przesłaniem. Młody Waszyngton nie jest filmem o tematyce religijnej, lecz stanowi także dobry przykład owej zdrowej tendencji. Chwała twórcom umiarkowanym!
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















