paradoksalnie ożywia mit Zachodu, którego córki i synowie przez wieki, tą samą co papież trasą, zmierzali do źródeł europejskiej cywilizacji.
Nie zapomnę tego wrażenia, choć już minęło 30 lat. W İzniku, zaraz za resztkami wschodniej, wjazdowej bramy, objeżdżałem od wewnętrznej strony starożytne mury dawnej metropolii. Jechałem autem, bo to, bagatela, kilka kilometrów trasy. Po prawej stronie niknęły w mroku nocy domki typowego tureckiego miasteczka. Po lewej zaś – lekko podświetlony, niekończący się łuk majestatycznych baszt, których w sumie zachowała się prawie setka. Miałem wrażenie że to właśnie turecka teraźniejszość miasta jest tutaj czymś nierealnym, zaś prawdziwe, bo odwieczne i nieśmiertelne, są ściany tego grodu. Tak przywitała mnie Nicea, miasto, w którym sformułowano wyznanie chrześcijańskiej wiary.
Symbol i dopełnienie
W maju 325 roku te same mury widzieli przybywający tu ojcowie Kościoła, zgromadzeni na pierwszym w historii soborze powszechnym. Pierwszym i fundamentalnym, bo to także jedyny w historii sobór, którego uchwał nie trzeba wkuwać, ucząc się o nich z zakurzonych podręczników. Wystarczy chodzić co niedziela do kościoła i odmawiać tam, ze wszystkimi obecnymi, wyznanie wiary. Pierwszy sobór nicejski (bo był i kolejny) sformułował je, tworząc w ten sposób podstawy katolickiej – i w ogóle chrześcijańskiej – prawowierności, czyli ortodoksji. Dał też Kościołowi, przez cały okres jego historii, pole do tworzenia i uchwalania kolejnych dogmatów, włącznie z ostatnim, o wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny (1950 rok). Odtąd wszelkie doktrynalne spory, jakich w dziejach było niemało, rozstrzygały się, opierając na dokonaniach tego właśnie soboru. A kolejne herezje rozbijały się o literę jego kanonów jak o ścianę muru, którego widok dotąd wspominam.
Rozumiejąc to, nie dziwimy się, że Leon XIV w okrągłą, 1700. rocznicę tego wydarzenia „musiał” przybyć właśnie tutaj, na tureckie peryferie, gdzie niełatwo jest dojechać ze Stambułu. Tym bardziej, że będzie on pierwszym papieżem w historii (znowu ten „pierwszy raz”!), jaki to miejsce odwiedził. W Nicei zgromadzili się najwybitniejsi teolodzy i duszpasterze swego czasu, zabrakło tam jednak Sylwestra I, który jedynie wysłał na sobór swoich delegatów.
Dlatego też obecność w tym miejscu głowy Kościoła katolickiego – 28 listopada, w drugim dniu jej pontyfikalnej wizyty – będzie nie tylko symbolem, ale też w jakiś sposób dopełnieniem.
Bazylika wynurzona z otchłani
Niewiele wiemy o Neofitosie, poza tym, że był gorliwy w szerzeniu nauki Chrystusa. Trafił jednak na ryzykowne czasy, bo w 303 roku naszej ery cesarz Dioklecjan zainicjował wielką akcję prześladowania chrześcijan. 23 lutego tamtego roku jego żołnierze rozpoczęli ją od zburzenia kościoła w Nikomedii (dzisiejszy Izmit), mieście sąsiadującym z Niceą. Można by więc rzec, że Neofitos miał pecha – gdyby tylko nie chodziło o męczennika.
Nicea leży nad dużym jeziorem, otoczonym wieńcem gór. Nad jego brzegiem, tuż za miejskimi murami, dokonała się kaźń. Historycy różnie spekulują: jedni uważają, że Neofitos był torturowany, inni – że stracono go od razu. Dość, że w tym miejscu oddał życie za wiarę.
Zaledwie dziesięć lat potem, mocą edyktu cesarza Konstantyna, rzymskie imperium stało się państwem chrześcijańskim. Mieszkańcy Nicei, doskonale pamiętający lokalizację męczeństwa, od razu postanowili wznieść tam świątynię. Ukończona w 325 roku bazylika, największy kościół w mieście, doskonale nadawała się na miejsce soborowego zgromadzenia.
Minęły cztery stulecia. W 740 roku potężne trzęsienie ziemi wstrząsnęło ścianami kościoła. Co gorsza, tąpnięcie spowodowało obniżenie się dna Jeziora Nicejskiego. Posadzka historycznej bazyliki znalazła się dwa metry pod wodą. Niedostępna, niszczała z biegiem dziesięcioleci, tym bardziej że w tej sejsmicznej okolicy trzęsienia ziemi nie są rzadkością. Mury stopniowo kruszały i opadały w wodę. Razem z murami kruszała też ludzka pamięć. O miejscu męczeństwa Neofitosa, a także miejscu soboru nicejskiego, nie pamiętano chyba nawet wtedy, gdy w 1331 roku mury Nicei zdobyli, już na zawsze, osmańscy Turcy. Tym bardziej zapomniano o nich, gdy fale jeziora pokryły na amen resztki bazyliki.
Odkryto je dopiero w 2014 roku, choć fundamenty świątyni położone były dosłownie o kilkanaście metrów od brzegu. Odkryciem od razu zainteresowali się archeolodzy, dla których jedyną metodą badawczą pozostało nurkowanie. Nicejska bazylika okazała się niespodzianką: oczom podwodnych szperaczy objawiła się w pełni ukształtowana chrześcijańska świątynia, z wejściem od zachodu i apsydą od wschodu. Do tej pory uważano, że pierwsze kościoły budowano na wzór bazylik Rzymu, czyli po prostu hal targowych, a dopiero długo potem ukształtował się architektoniczny wzór budynku chrześcijańskiego kultu. Plan bazyliki w Nicei nakazywałby zrewidować te ustalenia.
Patrzę na zdjęcia satelitarne: jeszcze rok temu fundamenty kościoła, dobrze widoczne z kosmosu, znajdowały się pod wodą. Domyślam się, jak intensywnej pracy trzeba było, by w ciągu dwunastu miesięcy teren byłej świątyni ogrodzić, następnie zaś odwodnić i osuszyć. Tak, aby 28 listopada Leon XIV mógł tutaj, na ruinach soborowej bazyliki Świętego Neofitosa, przewodniczyć ekumenicznemu nabożeństwu.
Pokój w Ziemi Świętej
Przez wieki całe, począwszy od wspomnianego edyktu Konstantyna, Nicea leżała na trasie pielgrzymek, które ludzie krajów Zachodu odbywali do Jerozolimy. Pątniczka Egeria, autorka pierwszego itinerarium, czyli mówiąc współcześnie: turystycznego przewodnika dla pielgrzymujących, nie zawadziła co prawda o to miasto, minęła jednak Konstantynopol, dzisiejszy Stambuł, do którego 27 listopada przybędzie papież. Trasa jego wędrówki – Turcja i Liban – to przecież także kanoniczne przystanki „podróży na Wschód”, które ongiś, aż do początków XX wieku, odbywały pokolenia młodych i wykształconych Europejczyków, którzy z pamiątek antycznej wielkości czerpali inspirację do działania i tworzenia. Taką właśnie „podróż na Wschód” odbył i nasz wieszcz Juliusz Słowacki.
Trasa pierwszej zagranicznej podróży apostolskiej Leona XIV ma jeszcze jeden symboliczny aspekt. Jej finałem nie może być tym razem Jerozolima, bo Izrael jest w stanie wojny. Jednak przecież sprawa pokoju wokół Ziemi Świętej jest, tak jak zawsze była, ogniskiem żywego zainteresowania Stolicy Apostolskiej. W Stambule papież i ekumeniczny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej mają wystosować wspólną deklarację. Można iść o zakład, że będzie tam mowa o pokoju dla Jerozolimy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














