W dzień wigilijny, bez zgiełku i dyskretnie, wstąpiliśmy w nową epokę rozbiorową. Rosja ogłosiła się właścicielką części terytorium miasta Gdańska, a my milcząco tę aneksję uznaliśmy.
Gdy po serii rosyjskich prowokacji Polska wycofała zgodę na działalność konsulatu tego państwa w Gdańsku, wyznaczyliśmy termin przejęcia tej placówki na północ z 23 na 24 grudnia. W tym terminie nasze państwo, zgodnie z zasadami międzynarodowego prawa, miało przejąć suwerenną władzę nad tym kawałkiem ziemi. Jednak w wyznaczonym czasie Rosja pokazała niepodległej Polsce „gest Kozakiewicza”. Szarpana klamka wejścia nie otwiera, a za zamkniętymi na cztery spusty drzwiami czuwa „pracownik techniczny” konsulatu. Tak przynajmniej zapowiedzieli obecność tego osobnika Rosjanie. Już go sobie wyobrażam… Nie chciałbym go spotkać w ciemnym zaułku.
W tej sytuacji zapowiedzieliśmy proces z Rosją o wywłaszczenie obiektu przy ulicy Batorego. Jaki proces? O to, czy część Gdańska należy do Rosji czy do Polski? Proces sądowy, zgodnie z logiką, to tryb działania, w którym nie przesądza się z góry o wyroku. W takim razie, co się stanie, jeśli Polska ten proces przegra? Uznamy w majestacie prawa, że w środku Gdańska znajduje się enklawa Rosji? Państwa, które toczy z nami niewypowiedzianą, hybrydową wojnę?
Ale nic to. Polacy, nic się nie stało. 24 grudnia, pełni ciepłych, rodzinnych uczuć zasiedliśmy do wigilijnych stołów. Oczywiście dbając o to, by tym razem, broń Boże, nie rozmawiać o polityce. I to się nam, rodacy, udało. Gdański „incydent” przeszedł bez echa. A skoro my sami nie bijemy na alarm, czego wymagać od sojuszników? Gdy zastanawiamy się, czy w razie potrzeby zadziała słynny artykuł piąty, przyjmijmy do wiadomości, że już nie zadziałał, choć Rosja właśnie ogłosiła aneksję części terytorium NATO. Może dlatego, że nie było „zbrojnej napaści”? No nie było, „pracownik techniczny” po prostu zamknął drzwi na klucz. Chytrzy ci Rosjanie.
Cokolwiek by mówić o naszym premierze, jest to jednak mąż stanu. Niestety, nie da się tego powiedzieć o ekipie zarządzającej ministerstwem spraw zagranicznych. Tak żałosnego, marionetkowego zespołu nie było w historii suwerennej polskiej dyplomacji. Józef Beck w grobie się przewraca na tę cichcem przemycaną zgodę na nowy „gdański korytarz”.
Od dłuższego już czasu obserwuję powtórkę z XVIII wieku. Na scenie dwie frakcje z uporem maniaka targają się po szczękach, a publika jeszcze temu przyklaskuje, wierząc, że dobrym Polakiem jest ten, kto przywala drugiemu Polakowi. A za kotarą hulają interesy obcych sił. Przypomnę że rok 1772, rok pierwszego rozbioru, nie wyskoczył nam jak królik z kapelusza, już co najmniej kilka lat wcześniej ościenne mocarstwa testowały Polaków, obrywając nam po cichu małe, „nic nieznaczące” kawałki terytorium. Wtedy też nie było żadnej reakcji.
Pozostają nam już chyba tylko gesty Rejtana. Piszący te słowa właśnie taki gest wykonał – na swoją skromną miarę. Szykuje się nam ciekawe widowisko, sequel pod tytułem Rozbiory Polski 2. Można je oglądać, siedząc w wygodnych fotelach widowni, ale można też spróbować wedrzeć się na scenę, albo nawet za kulisy. To chyba ostatnia chwila. Zapraszam do towarzystwa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














