Zapewne wielu Czytelników może być zdezorientowanych, jaka „sala do gry w piłkę”, o co idzie? Przecież wspominamy I zjazd NSZZ Solidarność w gdańskiej Olivii, wydarzenie, które pokoleniu pamiętającemu tamten czas zapadło w głęboką w pamięć. Związek, zrodzony jako konsekwencja Sierpnia '80, istniał już rok, zgromadził miliony członków, okrzepł i stanął przed pytaniem: jak określić swoje miejsce w totalitarnym systemie gwarantowanym i legitymizowanym przez Kreml? Jak pogodzić buzujące nastroje, domagające się wolnych wyborów, pełnej demokracji, wolności słowa itd. z brutalnymi realiami systemu międzynarodowych relacji, zwanego jałtańskim?
Naród wziął sprawy w swoje ręce
Wszystkie te wyzwania pojawiły się podczas Zjazdu, odbywającego się w dwóch turach – od 5 do 10 września i od 26 września do 7 października 1981 roku. Przybyło ponad ośmiuset delegatów wybranych w demokratycznych wyborach, we wszystkich regionach Związku. Reprezentowali autentyczną strukturę polskiego społeczeństwa i stanowili rzeczywistą reprezentację narodu, bardziej niż wybierany w pseudodemokratycznych wyborach Sejm PRL.
I tu właśnie docieramy do owej „sali do gry w piłkę”, gdzie w czerwcu 1789 roku zaczęła się rewolucja francuska. Właśnie tam, na początku obrad Stanów Generalnych, zwołanych lekkomyślnie przez Ludwika XVI, ujawnił się sprzeciw stanu trzeciego, który w istocie obejmował 90 proc. społeczeństwa, ale był wyraźnie upośledzony prawnie, finansowo i prestiżowo w porównaniu ze stanem pierwszym – duchowieństwem, i drugim – szlachtą. Te archaiczne pod koniec XVIII stulecia zasady nie mogły przetrwać. Dlatego zgromadzeni właśnie w „sali do gry w piłkę”, będącej częścią pałacu wersalskiego, ogłosili się Zgromadzeniem Narodowym, reprezentującym cały naród, a nie tylko jego niewielką część. Właśnie tam zaczęła się kruszyć struktura ancien régime i rodzić nowa, oparta na równości obywateli wobec prawa. Jawna niesprawiedliwość – ustrój marginalizujący większość obywateli – kontrastował z realiami epoki, utrwalał dominację tych, którzy nie mieli do niej żadnego powszechnie akceptowanego tytułu. Dlaczego duchowieństwo i szlachta nie muszą płacić podatków, a stan trzeci musi? To i wiele innych pytań, wynikających z powszechnego poczucia niesprawiedliwości, wywołały burzę roku 1789. I stąd ta analogia – między salą do gry w piłkę a halą Olivii. Tam i tu naród w poczuciu braku sprawiedliwej reprezentacji postanowił wziąć sprawy we własne ręce i ogłosić swe słuszne aspiracje.
Związek zawodowy czy ruch społeczny?
Sam fakt, że w jednym miejscu spotkała się tak wielka i różnorodna wspólnota, był wydarzeniem niezwykłym, ponieważ w państwie, którego system polityczny opierał się na monopolu jednej partii, istnienie niezależnej reprezentacji społecznej miało znaczenie wykraczające daleko poza klasyczne zadania związku zawodowego. Delegaci nie przyjechali przecież jedynie po to, aby ustalić wysokość składek, zasady działalności komisji zakładowych czy strategię negocjacji płacowych, lecz znaleźli się w sytuacji, w której musieli odpowiedzieć na pytanie znacznie trudniejsze: czy „Solidarność” ma pozostać wielkim związkiem zawodowym, czy też powinna stać się ruchem zdolnym do wyrażenia aspiracji całego społeczeństwa i przedstawienia własnej wizji państwa?
Wiele z tematów, o których dyskutowano – często zażarcie – podczas obrad Zjazdu, może dziś budzić zainteresowanie historyków, są bowiem związane z realiami tamtej epoki. Są jednak i takie, które zdają się ważne nie tylko w perspektywie historycznej, ale również aktualnej. Przyjrzyjmy się trzem.
Rzeczpospolita Samorządna
Pierwszym jest program „Rzeczpospolitej Samorządnej”, podstawowy dokument Zjazdu, w pewnym sensie testament tamtej, wielkiej „Solidarności”. Powszechnie odczuwano potrzebę sformułowania programu, który łączyłby, mocno już wtedy skonfliktowane, wewnątrzzwiązkowe środowiska. Nie było to zadanie łatwe, ponieważ ruch pozostawał wewnętrznie zróżnicowany, a jego członkowie inaczej rozumieli zarówno granice możliwego kompromisu z władzami, jak i zakres zmian, których należało się domagać. Jedni obawiali się, że zbyt daleko idące postulaty doprowadzą do katastrofalnej konfrontacji, inni uważali, że bez zasadniczej przebudowy systemu wszelkie częściowe ustępstwa będą jedynie odroczeniem problemu. Program Zjazdu musiał zatem znaleźć język, który pozwoliłby połączyć potrzebę zmian z odpowiedzialnością za państwo. Przyjęty 7 października 1981 roku program NSZZ „Solidarność”, którego centralną ideą stała się „Samorządna Rzeczpospolita”, był właśnie taką próbą. Nie był projektem konstytucji ani szczegółowym planem przebudowy wszystkich instytucji państwa, lecz szeroką wizją społeczeństwa, które odzyskuje prawo do współdecydowania o własnym losie. Jego znaczenie polegało przede wszystkim na tym, że „Solidarność” zaczynała mówić nie tylko językiem protestu, lecz również językiem odpowiedzialności za całe państwo. W centrum tej wizji znajdowało się przekonanie, że społeczeństwo powinno odzyskać podmiotowość, a państwo nie może być strukturą całkowicie oddzieloną od ludzi, którym ma służyć. W realiach PRL oznaczało to zakwestionowanie jednej z podstawowych zasad istniejącego systemu, w którym decyzje polityczne i gospodarcze były podejmowane przez wąski krąg władzy, natomiast społeczeństwo pozostawało przede wszystkim wykonawcą odgórnie ustalonych decyzji. „Samorządna Rzeczpospolita” proponowała inną logikę, w której obywatele mieli nie tylko wykonywać decyzje państwa, lecz również uczestniczyć w ich tworzeniu. Nie powinno to jednak przesłaniać historycznej doniosłości programu. W 1981 roku samo podjęcie próby zaprojektowania demokratycznego społeczeństwa w państwie komunistycznym było czymś niezwykłym. „Solidarność” nie dysponowała pełnią wiedzy ani doświadczenia, które pozwoliłyby jej stworzyć doskonały model ustrojowy, ale posiadała coś, czego przez dziesięciolecia brakowało polskiemu społeczeństwu: przekonanie, że może ono samo zastanawiać się nad sposobem urządzenia własnego państwa.
Zaczątki społeczeństwa obywatelskiego
Drugim tematem poruszonym podczas Zjazdu, bez wątpienia mającym wymiar istotniejszy niż jedynie doraźny, jest „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”. W dokumencie tym „Solidarność” zwróciła się do ludzi żyjących w innych państwach podporządkowanych komunistycznej władzy. Był to krok o ogromnym znaczeniu moralnym i politycznym, choć jego autorzy nie mogli jeszcze wiedzieć, jak dalekosiężne konsekwencje może mieć wypowiedzenie słów solidarności wobec społeczeństw, które również doświadczały ograniczenia wolności. Sam fakt skierowania takiego przesłania był czymś wyjątkowym. „Solidarność” nie była przecież organizacją międzynarodową ani ruchem powołanym do prowadzenia polityki zagranicznej. Jej podstawowym zadaniem pozostawała obrona praw ludzi pracy w Polsce, a jej istnienie było nieustannie kwestionowane przez władze. Tym bardziej znaczące było to, że delegaci uznali, iż doświadczenie polskiego Sierpnia nie powinno zostać zamknięte w granicach kraju, ponieważ człowiek pozbawiony prawa do zrzeszania się i współdecydowania o własnym losie pozostaje w podobnej sytuacji niezależnie od tego, po której stronie granicy przebiega jego państwo. W tej decyzji można dostrzec jeden z najpiękniejszych wymiarów idei solidarności, rozumianej nie jako wspólnota interesów jednej grupy, lecz jako gotowość dostrzeżenia człowieka, który znajduje się w podobnym położeniu. Polscy delegaci mieli świadomość, że ich własna sytuacja jest wyjątkowo trudna, a jednak potrafili spojrzeć poza własne problemy i dostrzec tych, którzy nie mieli nawet możliwości zorganizowania podobnego ruchu. W tym sensie „Posłanie” było świadectwem przekonania, że wolność nie może być dobrem zarezerwowanym dla jednego narodu.
Wreszcie trzeci wymiar Zjazdu, najrzadziej wspominany, choć zapewne najważniejszy. W totalitarnej od ponad 30 lat rzeczywistości Polski „ludowej” te kilka dni w gdańskiej Olivii było przejawem budzenia się społeczeństwa obywatelskiego, świadomego, rozdyskutowanego, odważnego. Mimo że ujawniły się przy tym podziały zwiastujące już wtedy konflikty lat 90., był to proces już nieodwracalny, zwiastujący upadek systemu. Atmosfera swobody, absolutna wolność wypowiedzi, wiara w przyszłość umożliwiły przetrwanie nocy stanu wojennego i uczyniły z I Zjazdu NSZZ Solidarność jeden z kamieni węgielnych wolnej Polski.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











