Kiedyś miałam epizod filmowy. Pracowałam na planie filmowym i widziałam w akcji Jacka Borusińskiego i Darka Basińskiego, którzy zostali zaproszeni, aby po przyjacielsku zagrać krótką scenkę. Film był połączeniem fabuły na podstawie noweli Stefana Grabińskiego Maszynista Grot i muzyki zespołu Armia, nosił tytuł Podróż na Wschód i praktycznie jest w tej chwili nieosiągalny do obejrzenia. A szkoda, bo miał premierę na festiwalu Nowe Horyzonty i wcale niezłe recenzje. Scenka z udziałem Mumio była oparta na improwizacji, zarysowane były jedynie ogóle ramy. Rzecz działa się w parowozowni w Wolsztynie. Jacek i Darek ubrani w kolejarskie mundury w dyspozytorni odgrywali scenę z maszynistą Grotem i plastikowymi Indianami. Ciszę na planie było bardzo trudno utrzymać, za każdym razem ktoś nie dawał rady i parskał śmiechem. Kuliliśmy się, zagryzając pięści. Poziom absurdu przekraczał wyobrażalne granice. Za każdym razem, gdy ruszała kamera, nie wiedzieliśmy, co się wydarzy.
Wspominam o Mumio, bo dopiero co wróciłam z najnowszego spektaklu, który chwilę temu miał premierę. Nowy spektakl nosi tytuł Czarno-białe, bo cofa się w czasie do meblościanki, telewizora bez koloru i chyba nostalgii za tym, co kiedyś. Nie będę pisać recenzji, chcę wyrazić moją bezgraniczną, całkowicie subiektywną miłość do Mumio, bo myślę sobie, że mieć Mumio to wielki skarb.
Doskonale pamiętam pierwszy ujrzany przeze mnie fragment, był to Señor Eugenio, puszczany przez nas – byliśmy w grupie – kilka razy pod rząd. Zanim zobaczyłam ten program na żywo, już doskonale znaliśmy go na pamięć. W grupie. Bo z Mumio jest tak, że jednoczy ludzi wspólnego humoru. Nie każdy zrozumie Panią Serwusową, jeszcze mniej Duszana, ale jeśli usłyszysz, że ktoś mówi: „Mamo, złamałaś mi śmigło” albo „Kokon, kokon, zmiany” czy „no kawusia, kawusia”, to wtedy już wiadomo, że trafiło się na swojego. Więc nasza grupa sypie takimi cytatami jak z rękawa. Pamiętam, że kiedy ukazał się film Hi way, niektórzy z grupy nagrali jego ścieżkę dźwiękową, żeby jej słuchać w samochodzie. Wkrótce byli tacy, którzy potrafili zacytować cały film od początku do końca, ale to oczywiście przesada, zakrawa na psychofanostwo. A zresztą, kto tego nie robił z reklamami pewnej telefonii komórkowej?
Uwielbiam ich dowcip: wyrafinowany, absurdalny, sytuacyjny, komunikacyjny, metajęzykowy. Ileż się tu dzieje na poziomie języka, ileż słowotwórstwa, czujności na dźwięk, lingwistycznej gimnastyki! I podoba mi się niezmiernie to, że Mumiowy absurd wcale nie jest jakiś kompletnie wymyślony, bo jest blisko życia, jest całkiem mocno osadzony w rzeczywistości, blisko nas. A życie według Mumio jest dobre i piękne. Bo Mumio kocha człowieka, cieszy się z niego, a nie wyśmiewa go, patrzy na niego czule. A widz po takim spektaklu czuje się przytulony i najnowszy program jest tego najlepszym dowodem. Wyszłam uśmiana i pocieszona, bo Mumio to „fajny dom”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









