40 lat po Asyżu. Pokój nie wymaga, żebyśmy przestali się różnić

Czterdzieści lat temu Jan Paweł II zaprosił do Asyżu przedstawicieli różnych religii, by wspólnie modlili się o pokój. Dziś, gdy religia bywa wykorzystywana do podsycania konfliktów, tamto spotkanie pozostaje ważną lekcją.
Czyta się kilka minut
fot. Iris van den Akker/Stocksy/Adobe Stock
fot. Iris van den Akker/Stocksy/Adobe Stock

Czy religia może pomóc w budowaniu pokoju? Pytanie wydaje się retoryczne, skoro niemal każda tradycja religijna ma w swoim duchowym dziedzictwie wezwanie do miłości bliźniego, miłosierdzia i pojednania. A jednak rzeczywistość nie pozwala nam na łatwy optymizm. Widzimy, jak język wiary bywa wykorzystywany do usprawiedliwiania przemocy, jak religijne symbole stają się sztandarami wojen, a przekonanie o własnej słuszności potrafi zamknąć człowieka na cierpienie drugiego.

Właśnie dlatego warto wrócić do wydarzenia sprzed czterdziestu lat. W 1986 roku Jan Paweł II zaprosił do Asyżu przedstawicieli różnych religii, by wspólnie modlili się o pokój. Wybór miejsca nie był przypadkowy. To miasto św. Franciszka – który pokazał, co znaczy żyć w pokoju z Bogiem, stworzeniem i drugim człowiekiem – przypominało, że pokój wymaga czegoś więcej niż politycznych deklaracji. Potrzeba przemiany serca, pokory i gotowości, by zobaczyć w drugim człowieku kogoś więcej niż przeciwnika.

Nie chodziło przy tym o zatarcie różnic między religiami ani o udawanie, że wszyscy wierzymy w to samo. Jan Paweł II nie proponował stworzenia jednej religii dla całego świata. Zaprosił ludzi różnych wyznań do wspólnego świadectwa, że wiara nie musi prowadzić do wrogości, a modlitwa może stać się źródłem odpowiedzialności za los innych. To ważne rozróżnienie także dzisiaj, gdy dialog bywa podejrzewany o relatywizm, a otwartość na drugiego niekiedy uznaje się za oznakę słabości własnych przekonań.

Tę intuicję przypomina najnowszy dokument watykański Droga nadziei, poświęcony sześćdziesięciu latom dialogu międzyreligijnego w świetle soborowej deklaracji Nostra aetate. Jego autorzy nie pozostawiają wątpliwości: dialog nie oznacza rezygnacji z chrześcijańskiej tożsamości ani z głoszenia prawdy o Chrystusie. Przeciwnie, zakorzeniony w wierze może pomagać w spotkaniu z drugim człowiekiem i we wspólnym poszukiwaniu dobra. Nie musimy zgadzać się we wszystkim, by razem działać na rzecz pokoju, sprawiedliwości i poszanowania ludzkiej godności.

To szczególnie ważne w świecie, w którym łatwo budować tożsamość przez wskazywanie wrogów. Religia bywa włączana cynicznie przez polityków w tę logikę przemocy, niestety czasem również jej wyznawcy i liderzy w imię religii błogosławią agresję, czego przykładem dzisiaj jest działalność Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Ale i z naszej codziennej perspektywy widzimy, że można pięknie mówić o Bogu, a w drugim zdaniu odmawiać drugiemu człowiekowi godności. Można bronić prawdy, nie zadając sobie trudu, by wysłuchać bliźniego – w końcu wiemy lepiej. Można wreszcie modlić się o pokój, a jednocześnie swoją codzienną postawą – słowami i gestami – podsycać nieufność i pogardę. Tymczasem wiara, która nie prowadzi do uznania godności drugiego człowieka, rozmija się z własnym powołaniem.

Nie znaczy to, że sam dialog wystarczy, by zakończyć wojny. Pokój wymaga również prawdy o tym, kto jest agresorem, odwagi w obronie skrzywdzonych, sprawiedliwości i konkretnej pomocy ofiarom. Przebaczenie nie może oznaczać zapomnienia o krzywdzie, a pojednanie – rezygnacji z odpowiedzialności. Współpraca ludzi różnych religii nie zwalnia więc z moralnych ocen. Przeciwnie, może pomóc im wspólnie przeciwstawić się wykorzystywaniu imienia Boga do usprawiedliwiania przemocy.

Asyż nie rozwiązał wszystkich problemów świata. Nie taki był zresztą cel tamtego spotkania. Pokazał jednak, że nawet w podzielonej ludzkości można szukać przestrzeni wspólnej odpowiedzialności. Po czterdziestu latach ta lekcja pozostaje aktualna. Nie przestaniemy się różnić – i nie o to chodzi, abyśmy przestali – ale różnice nie powinny odbierać nam zdolności do spotkania. Jako chrześcijanie powinniśmy pokazać, że wiara w Boga nie oddala nas od ludzi, ale zobowiązuje do troski o nich.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 43/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pokój zaczyna się od spotkania