Kapłaństwo musi być ludzkie

Zniesienie celibatu nie rozwiąże problemów. I życie w celibacie, i w małżeństwie wymaga dojrzałości, rozwoju osobistego i równowagi między pracą a życiem osobistym - z Pawłem Potocznym, żonatym księdzem greckokatolickim rozmawia Dawid Gospodarek
Czyta się kilka minut
Giotto, Zaślubiny Marii (detal z cyklu fresków: św. Józef z kwitnącą laską), ok. 1304–1306, Kaplica Scrovegnich, Padwa, Włochy | fot. Hulton Fine Art Collection/Getty Images
Giotto, Zaślubiny Marii (detal z cyklu fresków: św. Józef z kwitnącą laską), ok. 1304–1306, Kaplica Scrovegnich, Padwa, Włochy | fot. Hulton Fine Art Collection/Getty Images

Kiedy słyszysz teologiczne i duchowe uzasadnianie celibatu, tezy o jego koniecznym związku z sakramentem święceń, słowa o tym, że ksiądz potrzebuje niepodzielnego serca – jak reagujesz?

– Uśmiecham się. To wszystko może i jest bardzo piękne teologicznie, ale to ładna teoria, która nijak ma się do rzeczywistości. Życie w celibacie to po prostu jeden ze sposobów życia, a nie coś, co charakteryzuje kapłaństwo jako takie. Pan Jezus nikomu celibatu nie narzucał – na opokę wybrał przecież żonatego apostoła. Takie teologiczne próby uzasadniania celibatu są z mojej perspektywy raczej obroną status quo.

Historia Kościoła pokazuje, że celibat był wyborem, sposobem życia – zakonników i biskupów, wybieranych spośród zakonników. Księża diecezjalni w dzisiejszym rozumieniu pojawiają się dopiero z seminariami, po Soborze Trydenckim. I doskonale wiemy, że życie duchowieństwa nie było sielanką. Skąd wzięła się reformacja? Skąd św. Franciszek? Więc czy celibat jest wpisany w kapłaństwo jako coś nieodłącznego? Nie. Jestem tego żywym zaprzeczeniem.

Zatrzymajmy się przy tym niepodzielnym sercu… 

– Nie rozumiem tego pojęcia w kontekście celibatu. Pytam z drugiej strony: dlaczego ci, którzy niby obiecali w celibacie to niepodzielne serce, przeżywają takie dramaty? Czemu ich serca są tak często rozbite na mnóstwo kawałków? To po prostu kolejna piękna katolicka fraza do postawienia na półeczce. A Pan Jezus? Przyszedł pokochać ludzi – podzielił swoje serce między miliardy, żeby ich zbawić.

A jak w praktyce dzielisz czas między parafię, żonę, modlitwę i dzieci?

– Kapłanem jestem zawsze, tak jak ochrzczony nigdy nie przestaje być ochrzczonym. Odkąd się ożeniłem, nie przestaję też być mężem. Obowiązki wynikające ze święceń to moje główne zadanie, a czas dzielę proporcjonalnie: jako mąż, ojciec, ksiądz dla parafian. Wszystko da się połączyć, miłość jest hojna.

Nie wiem, co ludzie sobie wyobrażają. Że ksiądz rano wchodzi po drabinie do nieba, kontempluje oblicze Wszechmogącego i od czasu do czasu schodzi na ziemię, żeby posłużyć ludowi Bożemu? Kapłaństwo jest darem Bożym, ale jest ludzkie i dla ludzi. Nic boskiego nie dzieje się poza człowiekiem. Przyjmując święcenia, nie staliśmy się bogami ani nikim bardziej wyjątkowym. Im dłużej jestem księdzem, tym wyraźniej widzę, że przyjmując święcenia, byłem bardziej naiwny niż odważny. Wyjątkowa jest miłość Chrystusa, ale posługa kapłańska nie dodaje prestiżu.

Kiedy sprawuję Eucharystię i śpiewam Hymn Cherubinów, czuję, że za chwilę stanę bezpośrednio przed Panem. Ale apostoł Paweł mówi też o wysłanniku szatana, który go policzkuje, o ościeniu. Pokusa i grzech dotyczą też wyświęconych. Kapłaństwo jest piękne dzięki Chrystusowi, a nie dzięki nam.

Na czym więc polega rola księdza?

– Kapłan ma stawiać przy drodze znaki obecności Boga – sakramenty. Ktoś kiedyś zażądał ode mnie dowodu na istnienie Boga. Mówię: jedziesz nieznaną drogą dwieście na godzinę, bez mapy. Nagle znak: niebezpieczny zakręt. Zwalniasz? „No, zwalniam”. Dlaczego? To przecież nie dowód, tylko patyk z namalowanym trójkątem. Wierzysz znakom przy drodze. Sakrament to też konkretny znak… Całe nasze życie – także rodzinne – ma się stać życiem w Duchu Świętym. Sakramenty to ułatwiają, a ksiądz ma je hojnie szafować i pomóc owocnie z nich korzystać.

Jednym z historycznych argumentów za celibatem była ochrona majątku kościelnego.

– Te argumenty odnoszą się do czasów feudalnych, kiedy majątki przechodziły z ojca na syna. Dziś zarówno Kodeks prawa kanonicznego, jak i Kodeks kanonów Kościołów wschodnich jasno regulują sprawy majątku. Proboszcz nie sprzeda działki bez zgody biskupa, a ten musi zasięgnąć opinii rady kapłańskiej. Parafia ma osobowość prawną, proboszcz jej majątkiem administruje, ale nie jest właścicielem. Plebania należy do parafii, on w niej tylko mieszka. I gwarantuję ci, że w wielu plebaniach przepychu nie ma. Kiedy z żoną remontowaliśmy dom parafialny, patrzyliśmy na funkcjonalność – żeby służył narzeczonym, gościom, rekolekcjom. Prawda, że ludzi często gryzie taca, ale to już kwestia do przepracowania z przejrzystością finansową.

A co może odziedziczyć syn księdza?

– Z parafii – nic. Moje ornaty? Po co mu one? Staramy się dać dzieciom dobrą edukację i dobry wzór. Mieszkanie, które mógłbym im kupić, mogłoby się okazać kulą u nogi, bo by je przywiązało. Kocham moje dzieci, dlatego chcę dać im wolność i nauczyć je odwagi. W spadku po ojcu dostaną raczej dobre słowo na całe życie. Nago przychodzisz na ten świat i nago z niego odchodzisz – to nasza filozofia.

Funkcjonuje przekonanie, że greckokatolicki kleryk, który chce mieć żonę, musi ją znaleźć przed święceniami, pod presją czasu…

– Nie zgadzam się z tym. Żonę znajduje się jak każdy: trzeba chcieć się ożenić i szukać. Nie ma żadnego deadline'u. Nigdzie nie jest powiedziane, że święcenia muszą być zaraz po seminarium. Jeśli nie znajdziesz żony w seminarium, szukasz dalej – rok, pięć, nawet dziesięć lat. Przez ten czas trzeba jakoś żyć, pracować. Żenisz się, idziesz do biskupa, a jeśli biskup zechce, udziela ci święceń.

Ja w seminarium wiedziałem, że chcę się ożenić, więc modliłem się o dobrą żonę – i mam dobrą żonę. Ona się nie modliła, to ma, co ma... Narzeczoną poznałem na trzecim roku, po seminarium wzięliśmy ślub, a potem przyjąłem święcenia. Widzę w tym wolę Bożą. Zresztą ja wolę Bożą odczytuję nie wtedy, gdy coś się dzieje, ale kiedy już się wydarzyło. Dziś widzę, że Pan Bóg mnie pobłogosławił.

Nie czujecie presji, że macie być wzorowym, świętym małżeństwem?

– Nie czujemy, bo nim jesteśmy (śmiech). A na poważnie – nigdy jej nie odczuwaliśmy. Moja żona nie jest żoną parafialną tylko moją. A co jest wyjątkowego w byciu żoną chirurga albo polityka? W każdym małżeństwie jest jakaś specyfika. Ostatnio zaczęliśmy nawet częściej chodzić za rękę, również kiedy jestem w koloratce. Nasze małżeństwo to normalna sprawa, jeśli kogoś to zaskakuje, niech się z tym oswoi. Jesteśmy ważnie zawartym małżeństwem sakramentalnym. Małżeństwem normalnych ludzi, nie jakichś aniołów.

Czy to, że jesteś żonaty, pomaga ci w duszpasterstwie małżeństw?

– Narzeczeni na kursach przedmałżeńskich mówią, że doświadczenie wzmacnia przekaz, to zrozumiałe. Ale nie porównuję się z kolegami celibatariuszami. Nie trzeba chorować na serce, żeby być dobrym kardiologiem. Choć niektórym przydałoby się pobyć z rodziną i zobaczyć, jak funkcjonuje. Zawsze to mówię kolegom księżom w kontekście zaniedbań w modlitwie i liturgii: a co masz do roboty? Krowy musisz doić? Dzieci ci płaczą? Masz niepodzielne serce – to bądź wzorem. Przygotuj się do kazania, bądź na czas, w czystych szatach, niech twój kościół błyszczy...

Celibatowi przypisuje się dziś przestępstwa seksualne, nieradzenie sobie, samotność księży. Czy jego zniesienie byłoby lekarstwem?

– Nie. Zrzucanie wszystkiego na celibat to nadużycie. Życie w celibacie, tak jak życie w małżeństwie, wymaga dojrzałości, rozwoju osobistego i równowagi między pracą a życiem osobistym. Kapłaństwo musi być ludzkie. W Pastores dabo vobis Jan Paweł II pisze, że podstawą jest formacja ludzka. Choćbym złapał Pana Boga za nogi, pozostaję człowiekiem.

Problemy rodzą się z braku właściwych relacji: ja–Bóg, ja–bliźni, ja–ja sam. Kochaj bliźniego jak siebie samego – czyli kochaj także siebie. Czy potrafię budować relację ze swoją samotnością? Ja jej potrzebuję. Kiedy występuję publicznie, daję z siebie wszystko, ale potem potrzebuję całego dnia, żeby dojść do siebie. Czasem w domu się nie odzywam, uciekam w modlitwę. Czasem mszę specjalnie odprawiam sam, sam na sam z Panem Jezusem. To samotność konstruktywna. Nauczyłem się tego, obserwując siebie, a bardzo pomogła mi w tym żona. Bliskie relacje są kluczem do równowagi. Dziś mogę otwarcie powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem.

Słyszałem argument, że dobrowolny celibat ułatwiłby walkę z klerykalizmem. Tymczasem na przykład u prawosławnych w Ukrainie widziałem żonatych duchownych i klerykalizm w hardcorowym wydaniu.

– Jestem z natury antyklerykałem. Klerykalizm to system zależności, który siedzi w głowach. Żonaty kler nie uwolni od niego Kościoła. Trzeba zmienić relacje między hierarchami, kapłanami i świeckimi, system wynagradzania księży, zarządzania finansami. Kto myśli, że będzie cudownie, gdy świeccy wezmą wszystko w swoje ręce, też może się rozczarować.

Zapytaliśmy niedawno starszych znajomych: a gdyby wasz proboszcz był żonaty? „Nie mielibyśmy problemu. Ale gdyby jego żona ubierała się lepiej ode mnie, to nic bym na tacę nie rzuciła”. Pojawią się nowe problemy. Kwestii do rozwiązania jest raczej więcej niż mniej.

Dlaczego tak trudno, by ktoś spoza Kościoła greckokatolickiego i nie-Ukrainiec przyjął w nim święcenia?

– Zmiana obrządku wymaga zgody obu biskupów – tego, który zwalnia, i tego, który przyjmuje. Do tego nasz Kościół ma w nazwie słowo „ukraiński”, a podstawą jest język: Ewangelia musi być zrozumiała dla wiernych. Nie wypracowaliśmy wciąż formuły funkcjonowania w innych krajach, w których jesteśmy obecni. Dziś w Polsce na stu mieszkańców do kościoła chodzi 15–20. Czy jako ksiądz greckokatolicki jestem posłany także do sąsiadów zza płotu? Mogę ich ewangelizować i zaprosić do swojej parafii? Jeśli tak, musieliby nauczyć się ukraińskiego, żeby zrozumieć liturgię i kazanie... Wielu może chciałoby przejść ze względu na możliwość ożenku, mam takie sygnały. Ale pamiętajmy, że Ewangelię można głosić na wiele sposobów. Nie trzeba brać się za kapłaństwo. Zresztą jest też opcja diakonatu stałego.

Minęło już trochę lat od Twoich święceń. Coś zmienia się w twoim rozumieniu kapłaństwa?

– Coraz mocniej czuję, że nic nie jest ze mnie, tylko wszystko z łaski Pana. Słyszę to, co usłyszał apostoł Paweł: „Wystarczy ci mojej łaski”. U nas nowo wyświęcony kapłan otrzymuje Najświętszy Sakrament na dłoń, a biskup mówi: przyjmij ten zadatek i zachowaj go nienaruszonym, bo zdasz z niego rachunek. To zdanie coraz częściej do mnie wraca. 


Ks. Paweł Potoczny

Duchowny Kościoła greckokatolickiego, mąż i ojciec. Prowadzi z żoną kursy przedmałżeńskie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 43/2026