Jednym z tematów, które najmocniej wybrzmiewają w pontyfikacie Leona XIV, jest pokój. Czy sposób, w jaki papież o nim mówi, jest rozumiany i dobrze przyjmowany?
– Pokój jest dziś jednym z najważniejszych tematów, a od papieża oczekuje się przecież mocnego głosu właśnie w tej sprawie. Kościół ma zresztą bardzo długą tradycję refleksji nad wojną i pokojem. Przez wieki mówiliśmy o wojnie sprawiedliwej, później – szczególnie za pontyfikatu Franciszka – o pokoju sprawiedliwym, a obecnie Leon XIV mówi o pokoju integralnym. I to jest bardzo ważne przesunięcie. Pokój integralny oznacza coś więcej niż samo porozumienie o zawieszeniu broni, obejmując to, co dzieje się przed konfliktem, podczas niego i po jego zakończeniu. Zakłada również wymiar rozwoju społecznego. Nie wystarczy przecież przerwać strzelanie, trzeba jeszcze zapytać o przyczyny wojny, powiedzieć prawdę, przywrócić sprawiedliwość, towarzyszyć ofiarom i leczyć ich rany.
Kościół może w tym wszystkim brać udział?
– Tak. Chciałbym również, aby Kościół katolicki jeszcze wyraźniej wspierał Ukrainę. Gdyby papież pojechał do Ukrainy, na przykład do Lwowa, byłby to niezwykle silny gest pokoju, pokazujący, że stoi po stronie ofiar. Mamy przecież do czynienia z rosyjską wojną przeciwko Ukrainie, którą określam jako ludobójczą. W okupowanych Oleszkach ludzie cierpią głód; mówi się o około dwóch tysiącach osób, które od miesięcy mają dramatycznie ograniczony dostęp do żywności. To sytuacja przywołująca najciemniejsze doświadczenia ukraińskiej historii. Chciałbym, aby papież zabierał bardzo mocny głos wobec konkretnych konfliktów: Rosja-Ukraina, Izrael-Palestyna i wiele innych. Mógłby pojechać do Ukrainy, mógłby pojechać do Gazy. Takie gesty miałyby ogromne znaczenie.
Papież oczywiście może wykonywać gesty mające wymiar międzynarodowy. Ale co może zrobić zwykły chrześcijanin?
– Odpowiem na przykładzie Francji. Żyjemy w kraju bardzo mocno zsekularyzowanym. Większość społeczeństwa została ochrzczona, wciąż bardzo wielu Francuzów deklaruje wiarę w Boga, ale państwo jest laickie, a w praktyce życie publiczne podlega silnej sekularyzacji. Kiedy więc rozmawiamy o pokoju, zazwyczaj mówimy o nim przede wszystkim jako o czymś, co trzeba zbudować. Pamiętam wystąpienie byłego premiera Francji Jean-Pierre’a Raffarina, który powiedział: „Pokój jest konstrukcją”. To znaczy, że chrześcijanie nie mogą być bierni, obywatele nie mogą być bierni. Pokój wymaga wysiłku, instytucji, prawa, działania politycznego i społecznego. Ale jako chrześcijanin dodałbym: pokój nie jest tylko konstrukcją. Pokój jest także darem Boga, który przypomina, że tym, co najgłębsze w człowieku, nie musi być przemoc. Nie musi być stosunek sił. Najgłębiej mogą znajdować się harmonia, sprawiedliwość i prawda. Dlatego uważam, że właśnie to chrześcijanie powinni wnosić do społeczeństwa: w edukacji, stowarzyszeniach, debatach, działalności intelektualnej i badawczej tłumacząc, że pokój nie jest wyłącznie konstrukcją polityczną ani jedynie walką o prawa człowieka czy przedsięwzięciem prawnym. Jest także darem, który wymaga rozeznania, otwartości i modlitwy. Oczywiście ten duchowy wymiar nie zwalnia z działania politycznego. Przeciwnie. Jeżeli Europejczycy chcą pokoju, muszą zacząć tworzyć europejską zdolność do obrony. I tutaj pojawia się bardzo konkretny problem, bo jeżeli naprawdę chcemy pokoju, musimy znaleźć konsensus między Europą Środkową i Europą Zachodnią.
Jan Paweł II mówił o Europie oddychającej dwoma płucami – wschodnim i zachodnim. Tymczasem można odnieść wrażenie, że pomiędzy obiema częściami kontynentu coraz trudniej o prawdziwy dialog. Czy religia może pomóc przezwyciężyć ten podział?
– Oczywiście. Napisałem kiedyś książkę o metafizyce ekumenicznej, ponieważ wierzę, że religie – nie tylko Kościoły chrześcijańskie, ale również judaizm czy islam – wypracowały w XX wieku szczególną sztukę dialogu. Powstała zdolność budowania czegoś, co można nazwać zróżnicowanym konsensusem. Możemy zachować różnice teologiczne, polityczne czy ideologiczne, a jednak rozmawiać i szukać wspólnej przestrzeni. Religie mają zatem do odegrania podwójną rolę: są zdolne do dialogu, ale jednocześnie pozostają przywiązane do prawdy. Jeśli chodzi o różnicę między Europą Środkową i Zachodnią, szczególne zadanie widzę dla Kościoła katolickiego.
Coraz częściej widzimy jednak polityków, którzy wykorzystują właśnie język chrześcijański, chociażby do krytyki Unii Europejskiej. Co więcej, część katolików bardzo łatwo ten język przyjmuje. Jak na to odpowiedzieć?
– Uważam, że można z nimi wygrać debatę, ale najpierw trzeba ich wysłuchać. Trzeba rozmawiać z tymi środowiskami, słuchać ich i próbować zrozumieć, dlaczego tak wielkie znaczenie ma dla nich chociażby wspólnota lokalna. To bardzo ważna intuicja. Ale jednocześnie trzeba powiedzieć jasno: nie wszystkie problemy można rozwiązać na poziomie lokalnym. Lokalna wspólnota nie zatrzyma wielkiej pandemii, nie rozwiąże problemu wojny. Nie obroni się także przed zagrożeniami technologicznymi czy militarnymi czy nie zbuduje systemu, który odpowie na rosyjskie drony przelatujące nad europejskimi lotniskami czy nad terytorium państw europejskich. Coraz więcej środowisk populistycznych zaczyna rozumieć, że tylko działając razem jako Europejczycy możemy mieć silną armię, skutecznie chronić granice, przeciwstawiać się nielegalnej migracji czy budować wspólną kulturę polityczną.
A w praktyce?
– Trzeba robić dwie rzeczy jednocześnie. Słuchać ludzi, którzy mówią o problemach lokalnych, o utracie kontroli, o lęku przed rozpadem wspólnot, tłumacząc jednocześnie, że bez jedności europejskiej nie przeciwstawimy się siłom imperialnym i mafijnym, które zagrażają nie tylko projektowi europejskiemu, ale również poszczególnym państwom narodowym. Polska wie ze swojej historii, że państwo może zniknąć, jeżeli pozostanie samotne i nie będzie związane z innymi demokratycznymi państwami.
Czy w budowaniu pokoju i przyszłości Europy Polska ma jakąś szczególną rolę?
– Bardzo wierzę w znaczenie Polski. Ogromnie się cieszę, że Polska weszła do Unii Europejskiej w 2004 roku, choć pamiętam, że we Francji wielu populistów było wówczas przeciwnych rozszerzeniu. Sprzeciwiało się mu Zjednoczenie Narodowe, sprzeciwiały się również środowiska skrajnej lewicy. Polska jest częścią Unii i myślę, że Europa może się z tego tylko cieszyć, bo jesteście tarczą dla całej Europy wobec Rosji.
To także wiąże się z budowaniem pokoju?
– Wspieracie Ukrainę, przyjęliście setki tysięcy ukraińskich uchodźców. Polska ma też niezwykle silne poczucie historii i własnej tożsamości narodowej, którego – co również uważam za ważne – nie przeciwstawia religii. Przeciwnie, wiara pozostaje jednym z elementów polskiego doświadczenia. To wszystko jest bardzo pozytywne. W pewnym sensie Polska próbuje dzisiaj przekroczyć postmodernizm. Uważam, że dzięki swoim chrześcijańskim korzeniom, ale także z powodu własnej bolesnej historii, Polska nie może sobie pozwolić na to, by stać się krajem postmodernistycznym, nihilistycznym, odrzucającym wszystkie wartości. Macie oczywiście wielkich intelektualistów, którzy przeszli przez doświadczenie postmodernizmu. Zygmunt Bauman pisał o płynnej nowoczesności. Ale właśnie Bauman należał również do ludzi, którzy pokazali ograniczenia postmodernistycznego świata. I dlatego bardzo wiele oczekuję od polskich intelektualistów. Powinniście rozumieć świat, w którym żyjemy, ale jednocześnie pomagać Europie go przekraczać. Francuskim i innym europejskim intelektualistom potrzebna jest polska pamięć o tym, że świat bywa brutalny. Że istnieją prawo, siła i władza. Że imperializm nie znika tylko dlatego, że przestajemy o nim mówić. Bardzo podziwiam to, co robicie w Polsce z pamięcią narodową. Bywałem wielokrotnie w Warszawie i Krakowie. Wy nie jesteście dotknięci taką amnezją historyczną jak my we Francji. Odzyskaliście własne historyczne korzenie. To niezwykle ważne. Ale jednocześnie uważam, że trzeba wykonać jeszcze jeden krok. Poza polskim państwem narodowym trzeba budować europejską wspólnotę państw narodowych. Wierzę więc bardzo mocno w znaczenie Polski dla przyszłości Unii Europejskiej – pod warunkiem, że Polacy zaakceptują europejską grę i będą chcieli w niej naprawdę uczestniczyć.
Zaczęliśmy od Kościoła, więc na nim zakończmy. Co konkretnie mogą dzisiaj zrobić Kościoły chrześcijańskie – katolicy, prawosławni, grekokatolicy, protestanci – aby pomagać w budowaniu pokoju?
– Bardzo wierzę w rolę Kościołów. Przez dwa lata prowadziłem seminarium badawcze poświęcone ich roli w budowaniu pokoju. Doszliśmy do kilku bardzo konkretnych wniosków. Pierwsza rzecz to prawda. Konferencja Kościołów Europejskich, skupiająca Kościoły protestanckie i prawosławne – z wyjątkiem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego – zajęła bardzo wyraźne stanowisko wobec rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie. Podobnie uczynili katoliccy biskupi Europy. Można więc powiedzieć, że zdecydowana większość Kościołów europejskich potępia rosyjską agresję. To ważne, ponieważ na poziomie światowym sytuacja jest bardziej skomplikowana. Światowa Rada Kościołów nie wykluczyła Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który nadal pozostaje jej członkiem. Uważam, że europejskie Kościoły powinny być tutaj przykładem. Powinny mówić Światowej Radzie Kościołów: trzeba wyciągnąć konsekwencje wobec Patriarchatu Moskiewskiego. Dlaczego? Ponieważ mamy do czynienia z Kościołem, który błogosławi wojnę agresywną i dostarcza jej religijnego uzasadnienia. Użyję bardzo mocnego określenia: w obecnej sytuacji jest to Kościół współuczestniczący w logice ludobójczej. Chrześcijaństwo nie może milczeć, kiedy jego język służy usprawiedliwieniu agresji. A więc pierwszym zadaniem Kościołów jest siła prawdy. Obrona autentyczności chrześcijańskiego przesłania.
Dążenie do prawdy jest uniwersalną cechą różnych religii, wskazał na to św. Jan Paweł II, powołując inicjatywę spotkań dla pokoju w Asyżu.
– Tak, ale drugim zadaniem jest prośba o przebaczenie. Kościoły mają własne doświadczenie pojednania i odbudowy. Polacy i Niemcy potrafili po wojnie rozpocząć proces pojednania. Podobną drogę przeszli Francuzi i Niemcy. W tym roku pisałem między innymi o deklaracji ze Stuttgartu, w której niemieccy protestanci po II wojnie światowej uznali własną odpowiedzialność i prosili o przebaczenie za kompromisy z nazizmem. Uważam, że właśnie takie doświadczenie trzeba będzie kiedyś pokazać Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu. Niemieccy luteranie musieli po wojnie spojrzeć w prawdzie na własną historię. Jan Paweł II również prosił o przebaczenie za grzechy ludzi Kościoła katolickiego. Tak samo pewnego dnia będzie musiał rozpocząć się proces rachunku sumienia w rosyjskim prawosławiu. Bez nazwania własnej odpowiedzialności nie będzie prawdziwego pojednania. Trzeci obszar to leczenie ran. Nie trzeba czekać na zakończenie wojny.
Już dzisiaj powinniśmy w Ukrainie łączyć organizacje pozarządowe i kościelne. W Polsce macie wspaniałą organizację – Rycerzy Kolumba – która wykonuje bardzo dobrą pracę w Ukrainie. We Francji mamy L’Œuvre d’Orient. Powinniśmy połączyć katolickie i niekatolickie organizacje, także te wspierane przez państwo, aby już teraz rozpocząć wielką pracę na rzecz ludzi dotkniętych wojną: weteranów, żołnierzy, dzieci, uchodźców, ale również miliony rodzin, które od lat żyją z ogromną traumą psychiczną. Kościoły dysponują bardzo dużym doświadczeniem w opiece, solidarności i towarzyszeniu ludziom cierpiącym. To doświadczenie będzie Ukrainie niezwykle potrzebne. Powinniśmy również znacznie szerzej otworzyć się na autokefaliczny Kościół Prawosławny Ukrainy i jego zwierzchnika, metropolitę Epifaniusza. Był już przyjmowany przez papieża Leona XIV, ale potrzeba znacznie intensywniejszych kontaktów także na poziomie poszczególnych krajów europejskich. Trzeba zapraszać przedstawicieli tego Kościoła, pomagać im poznawać Europę, rozwijać dialog ekumeniczny, dawać im przestrzeń, w której choć przez chwilę mogą odpocząć od ciężaru wojny. Oczywiście wszystko to powinno odbywać się również we współpracy z Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim. To są bardzo konkretne rzeczy, które możemy zrobić już teraz. Jeżeli więc pyta mnie pan o rolę Kościołów w budowaniu pokoju, odpowiedziałbym, że najpierw trzeba mieć odwagę powiedzieć prawdę. Potem trzeba nauczyć się uznawać winę i prosić o przebaczenie. Następnie trzeba zająć się człowiekiem, który został przez wojnę zraniony. Bo pokój nie zaczyna się dopiero w dniu, w którym politycy podpiszą traktat, buduje się go znacznie wcześniej.
Antoine Arjakovsky
Francuski historyk, współkierownik katedry „Polityka i Religie” w Collège des Bernardins oraz twórca i pierwszy dyrektor Instytutu Studiów Ekumenicznych we Lwowie
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











