„Kapie, lód pęka, kwiatki wychodzą” – tak w grudniu 1962 roku jeden z towarzyszy opisywał Josefowi Andreasowi Jungmannowi soborową atmosferę w Rzymie. Tym zdaniem rozpoczął się uniwersytecki komunikat o wyczekiwanej edycji zapisków Jungmanna. Kontekst jest czytelny – kończyła się pierwsza sesja soboru, 14 listopada ojcowie przyjęli schemat o liturgii jako podstawę prac (2162 głosy za, 46 przeciw), a 20 listopada większość odrzuciła kurialny schemat o źródłach objawienia. Lód pękał, bo sobór nie był tylko zatwierdzaniem kurialnych projektów.
Jungmann, austriacki jezuita i wybitny historyk mszy rzymskiej, był w środku tej machiny i wszystko zapisywał – stenografią Gabelsbergera w zwykłym włoskim zeszycie szkolnym, opatrzonym adnotacją „sub secreto”. Notatki Liturgie auf dem Vaticanum II prowadził w latach 1962–1971. 30 września Wydział Teologii Katolickiej w Innsbrucku wraz z instytutem Forschungsinstitut Brenner-Archiv zaprezentował ich bezpłatną, krytyczną edycję cyfrową, dostępną na stronie jungmann-portal.net.
Historyk, który chciał zmiany
Urodzony w 1889 roku w Południowym Tyrolu Jungmann był najpierw księdzem diecezjalnym, w 1917 roku wstąpił do jezuitów. W Innsbrucku wykładał teologię pastoralną od 1925 roku, kiedy się habilitował, aż do emerytury w roku 1956. Gdy naziści zamknęli jego uczelnię, na wygnaniu pisał dzieło życia: dwutomowe Missarum Sollemnia (1948), historyczno-teologiczną analizę rytu rzymskiego.
Teza książki miała praktyczny potencjał: obrzędy mszy nie przetrwały nietknięte od czasów apostolskich. Rosły, obrastały, zmieniały sens. Skoro tak, mogą ewoluować dalej, z myślą o ludziach, którzy w nich uczestniczą. Liturgia miała być modlitwą wspólnoty, a nie czynnością kapłana sprawowaną za bierny lud. Był też katechetykiem i jednym z ojców „teologii kerygmatycznej”. Jego książkę z 1936 roku o przepowiadaniu skupionym na Dobrej Nowinie, a nie na suchym wykładzie doktryny, lękliwie wycofano ze sprzedaży. Nowa wersja ukazała się już bez przeszkód dopiero w 1963 roku – w dzienniku poświęcił jej osobny wpis.
W Rzymie szybko doceniono jego kompetencje. Doradzał Kongregacji Obrzędów, w 1960 roku trafił do przygotowawczej komisji liturgicznej soboru, gdzie kierował podkomisją o mszy. Na soborze był peritusem (ekspertem), później konsultorem Consilium – gremium wcielającego w życie soborową konstytucję Sacrosanctum Concilium. Obok Jungmanna drugim głównym teologiem z Innsbrucka pełniącym kluczową rolę peritusa był Karl Rahner.
Wartościowe uzupełnienie
Akta soboru zachowują przemówienia i głosowania, nie rejestrują rozmów w kuluarach. Według prof. Rudolfa Pacika, liturgisty z Salzburga i głównego wydawcy, to właśnie jest w dzienniku najcenniejsze. Jungmann notował w auli, ilu mówców popiera schemat o liturgii, a ilu go atakuje – najwyraźniej bał się o jego los. Imponowali mu biskupi z Ameryki Łacińskiej czy Azji, którzy domagali się dalej idących zmian niż projekt; pod ich wpływem zapisał, że trzeba będzie pomyśleć o gruntownej reformie mszy, łącznie z kanonem. Działał też za kulisami: przygotowywał materiały i projekty wystąpień m.in. dla kard. Franza Königa, biskupa Innsbrucku Paula Ruscha czy meksykańskiego bp. Sergia Méndeza Arceo. Wygłaszał wykłady dla episkopatów z różnych kontynentów. Wieczorem przed jednym z wystąpień dodzwonił się do bp. Wilhelma Duschaka, misjonarza z Filipin, który żartował, że „jako półdziki” może powiedzieć więcej niż inni.
W dzienniku widać też, jak w praktyce wyglądała soborowa „taktyka”. W czwartkowe wieczory reformatorsko nastawieni biskupi i eksperci spotykali się w domu „Mater Dei”. Plan miał reżyserię – najpierw kardynałowie ogólnie chwalą schemat, potem przemawia wielu zwolenników, na końcu młody bp Hermann Volk odpiera zarzuty. Jungmann miał przez znajomego pozyskać przychylność kard. Giovanniego Montiniego, przyszłego Pawła VI.
Dziennik sięga też do fazy przygotowawczej soboru, bo w 1964 roku Jungmann odtworzył „z notatek i wspomnień” prace komisji. Opisał genezę chyba najsłynniejszego zdania konstytucji – o liturgii jako szczycie i źródle życia Kościoła. Narodziło się w lutym 1961 roku w Brescii, gdy pracował nad pierwszym szkicem z Francuzem Aimé-Georges’em Martimortem. Swój udział skromnie nazwał „bardzo niewielkim”.
Przyjaciele i antypody
Ten sam Martimort jest bohaterem wpisu, który uniwersytet wybrał na wizytówkę edycji. 5 października 1963 roku Jungmann notuje, że Francuz jest „w zbyt wielu sprawach po prostu moim antypodą” – do tego zręcznym dyplomatą i „niemal nie do nawrócenia”. Spierali się o koncelebrę, brewiarz, akt pokuty na początku mszy. A jednak w innym miejscu Jungmann pisze, że świetnie się rozumieli, a Martimort żartował, że odbudowują cesarstwo karolińskie. Jungmann bywał też samokrytyczny: przyznawał, że może zbyt sztywno trzyma się swoich racji. Dwa filary reformy, a między nimi twórczy dystans – obraz „obozu liturgistów” jako zwartej grupy z jednym planem to, delikatnie mówiąc, uproszczenie.
Po drugiej stronie jest np. przyjaźń z Johannesem Wagnerem z Trewiru. W 1971 roku słabo już widzący Jungmann zaczął przepisywać dla niego stenogram zwykłym pismem – „jako zajęcie dla półślepego”.
Dla pasjonatów liturgii ciekawe będą konkrety: skąd pomysł mszy dla krajów misyjnych opartej na najstarszych warstwach rytu rzymskiego, bliskiej modlitwie eucharystycznej Hipolita i kiedy pojawił się pomysł skomponowania nawiązującej do niej II modlitwy eucharystycznej? Jak spierano się o komunię pod dwiema postaciami, formę udzielania komunii albo o kształt nowych modlitw eucharystycznych? Na czym polegał spór o mszalne Kyrie i kto był zwolennikiem likwidacji modlitw u stopni ołtarza? Ciekawe są nie tylko sygnały o emocjach czy stosunku do procesów i różnych ważnych postaci Kościoła tamtych lat, ale także przejawy jego osobistej pobożności.
Co z postulatów Jungmanna odbiło się w zreformowanej liturgii? Przy przygotowaniu pierwszego posoborowego dokumentu reformy w 1963 roku wiele jego propozycji uznano za zbyt daleko idące i mocno je okrojono. Jak sobie z tym radził?
Nie ukrywał, że nie był zadowolony ze wszystkich reform, ale był przekonany, że trzeba je wspólnie i pozytywnie wnieść w życie Kościoła. W dzienniku wyraża obawę, że reforma nie będzie ostatnia, bo daje zbyt wiele powodów do krytyki – ale postanawia w krytyce nie uczestniczyć i bronić tego, co jest. Prof. Pacik dostrzega w tym ciekawy dramatyczny rys – w czasie soboru Jungmann popierał radykalne zmiany, po nim coraz bardziej dbał o pewne uporządkowanie, spokój, posłuszeństwo. Jego postawa – posłuszeństwo i obrona wprowadzanych zmian mimo osobistych zastrzeżeń – wynikała z głębokiego poczucia odpowiedzialności za jedność Kościoła.
Pół wieku nad stenogramem
Dziennik nie jest nowym odkryciem – fragmenty publikowano już w 1975 rolu, roku śmierci Jungmanna, a prof. Pacik od dziesięcioleci pracuje nad jego spuścizną. Naukowa edycja wymagała jednak nowej transkrypcji, bo starsze wydania nie oddawały wiernie np. skrótów i interpunkcji. Przygotowali ją prof. Pacik oraz Markus Ender i Joseph Wang-Kathrein z Instytutu Brenner-Archiv, który przechowuje spuściznę Jungmanna. Czytelnik dostaje wersję „dyplomatyczną”, znormalizowaną oraz ich zestawienie, z bardzo praktycznymi komentarzami i objaśnieniami osób i miejsc. Przez pół wieku całość znało kilka osób. Dziś każdy może zajrzeć za kulisy reformy, której owoce kształtują niedzielną liturgię do dziś.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











