Oto najważniejsze rzeczy, które warto wiedzieć o tym obszarze naszego doświadczenia, który – jak się okazuje – wcale nie jest opcjonalnym dodatkiem dla dobrostanu człowieka, a rzeczą dla niego kluczową.
Cztery twarze humoru
Możemy wyróżnić co najmniej cztery rodzaje pozytywnych doświadczeń związanych z tym, co nazywamy humorem lub śmiechem.
Pierwszy to śmiech fizyczny, czyli chwila, w której rzeczywiście wydajemy z siebie jego odgłosy. To zjawisko zostało zbadane chyba najlepiej. Serdeczny śmiech do rozpuku, który angażuje całe ciało, wyraźnie obniża poziom kortyzolu i innych hormonów stresu. Stąd wzięły się m.in. badania nad rolą klaunów odwiedzających dzieci w szpitalach. Okazało się, że po takiej wizycie mali pacjenci mniej koncentrują się na bólu, a niekiedy wręcz słabiej go odczuwają
Drugi rodzaj to dowcip. Czytamy lub słyszymy coś zabawnego, niekoniecznie grę słów, i wybuchamy śmiechem albo po prostu uśmiechamy się kącikiem ust i czujemy satysfakcję, że udało nam się żart rozszyfrować. Taki wysiłek dobrze służy procesom poznawczym, bo ćwiczy myślenie. Okazało się to doskonałym ćwiczeniem dla osób starszych, zapobiegającym demencji.
Szczególnie cenną odmianą tej zdolności jest umiejętność dostrzegania zabawnych stron własnych doświadczeń, także tych trudnych. Świetnie widać ją w stand-upie. Większość występów tego rodzaju jest niestety bardzo wulgarna, dlatego nie będę przywoływać nazwisk. Zdarzają się jednak artyści, którzy opowiadają o swoich bolesnych przeżyciach tak zabawnie, że publiczność śmieje się do łez. Słuchacze przyznają potem: „Mam podobne doświadczenia i nie przypuszczałem, że można na nie spojrzeć w ten sposób. Dzięki temu nabrałem do nich dystansu i lepiej sobie z nimi radzę”. Odnajdywanie komizmu we własnych trudnościach może więc działać wręcz leczniczo.
Trzeci rodzaj to wesołość, czyli stan, w którym po prostu czujemy się podniesieni na duchu, choć niekoniecznie wydarzyło się coś śmiesznego. Należą tu rozbawienie, zachwyt, radość, nastrój skłaniający do zabawy czy zwyczajna lekkość serca. Wesołość potrafi przerwać ciąg negatywnych emocji i przynieść pociechę w trudnej sytuacji. Wyobraźmy sobie kogoś, kto idzie ulicą rozdrażniony i pogrążony w myślach o swoich kłopotach. Nagle zza chmur wychodzi słońce i oświetla kwiat rosnący na klombie albo na pobliskiej gałęzi zaczyna śpiewać ptak. Przechodzień zatrzymuje na tym wzrok, uśmiecha się i myśli: „A jednak świat bywa dobry”.
Czwarty rodzaj najtrudniej precyzyjnie nazwać. Psychologowie mówią na przykład o humorze relacyjnym, czyli takim, którym dzielimy się z drugą osobą i który podnosi na duchu wszystkich uczestników sytuacji. Najłatwiej pokazać to na przykładzie. Mój kolega pojechał kiedyś do nieznanego mu centrum handlowego, by odebrać tort urodzinowy dla syna. Podszedł do okienka, które wyglądało na właściwe, i powiedział stanowczo: „Dzień dobry, przyszedłem odebrać tort”. W tej samej chwili zorientował się, że to stoisko z kartkami okolicznościowymi. Sprzedawczyni spojrzała na niego zdumiona, a on dodał: „Ale zadowolę się równie dobrze kartką z życzeniami”. Kobieta roześmiała się i wskazała mu punkt odbioru tortów tuż obok. Ta drobna wymiana zdań poprawiła humor obojgu.
Żart, który pomaga się uczyć
Badacze sprawdzali również, czy humor sprzyja nauce. Savage i współpracownicy (2017) doszli do wniosku, że humor sam w sobie niekoniecznie czegoś uczy, ale tworzy warunki, w których nauka przychodzi łatwiej. Przyciąga uwagę i obniża napięcie, zachęca do udziału w zajęciach i podnosi motywację. Za najbardziej użyteczny autorzy uznali humor związany z omawianą treścią i pozbawiony agresji. Może to być na przykład łagodna autoironia prowadzącego, który opowiada o zabawnych sytuacjach, jakie mu się przytrafiły, ale nie umniejsza przy tym własnej wartości. Dobrze sprawdzają się też żarty nawiązujące do prezentowanego tematu.
Jedno zastrzeżenie: śmiech na sali nie jest miarą skutecznego nauczania. W amerykańskiej kulturze wykładu przyjęło się wplatać żarty co kilka minut, a słuchacze są do tego tak przyzwyczajeni, że śmieją się niemal odruchowo, bez względu na to, czy padło coś zabawnego. Nie warto więc zamieniać każdej lekcji czy prezentacji w kabaret. Humor powinien być dopasowany do sytuacji i do odbiorców, a także uwzględniać relację, jaka nas z nimi łączy. Warto zadać sobie pytanie, czy mamy wspólne poczucie humoru i czy to, co bawi mnie, rozbawi także ich. Pod tym warunkiem humor i radość rzeczywiście sprzyjają lepszej nauce. Doskonałym tego przykładem jest krążący po internecie wykład, jaki wygłosił lingwista Xiaomanyc w pewnej szkole podczas tygodnia języków obcych, w slangu pokolenia Alpha.
Apteka w naszej głowie
Sun i współpracownicy (2023) przeanalizowali z kolei badania nad terapią humorem i doszli do wniosku, że śmiech może wspierać osoby zmagające się z chorobami psychicznymi i somatycznymi. Przegląd objął publikacje dotyczące bardzo różnych grup: dzieci przed zabiegami szpitalnymi, osób starszych, pacjentów onkologicznych i psychiatrycznych, chorych na parkinsona i innych populacji. Najwyraźniejszym efektem okazała się doraźna redukcja lęku, widoczna na przykład u dzieci odwiedzanych przez medycznych klaunów.
Wróćmy jeszcze na chwilę do samego śmiechu. W wielu eksperymentach, zarówno laboratoryjnych, jak i prowadzonych w warunkach naturalnych, po serdecznym śmiechu wyraźnie rosła tolerancja bólu (Dunbar i in., 2012). Sama poprawa nastroju tego nie tłumaczy. Efekt wynika z aktywacji endogennego układu opioidowego: intensywnie się śmiejąc, sami wytwarzamy w mózgu odrobinę endorfin, nazywanych potocznie hormonami szczęścia.
Codzienna porcja humoru
Jak w takim razie czerpać korzyści z humoru i radości na co dzień?
Po pierwsze, każdego dnia możemy wypatrywać czegoś zabawnego, co dzieje się w naszym otoczeniu, i uczyć się dostrzegać komiczne strony codziennych doświadczeń.
Po drugie, dobrze jest po prostu szukać rzeczy śmiesznych: dowcipu, mema czy anegdoty, fragmentu komedii albo stand-upu.
Po trzecie, opłaca się codziennie zwracać uwagę na drobiazgi, które podnoszą nas na duchu. Zamiast iść ze wzrokiem wbitym w chodnik, rozejrzyjmy się i spróbujmy aktywnie dostrzec piękne czy zabawne rzeczy, które dzieją się dookoła.
Wreszcie humorem trzeba się dzielić. Dobrze mieć kogoś, z kim można sobie pożartować, a także ludzi, którzy przysyłają nam dowcipy czy memy. Sami również możemy poszukać osoby o podobnym poczuciu humoru i wymieniać się z nią anegdotami oraz zabawnymi znaleziskami z całego dnia.
Śmiech, dowcip, wesołość i radość nie są więc zbędnym luksusem. Zasługują na to, byśmy dbali o nie każdego dnia. Nie ma też powodu, by z lekceważeniem mówić o „głupawym” chichocie. To jedna z form profilaktyki zdrowia psychicznego, która przy okazji pomaga lepiej znosić ból fizyczny.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











