Między wydarzeniem krzyża i cudem w Kanie jest wiele wspólnego

Opis ziemskiej działalności Jezusa zamyka w Ewangelii Janowej retoryczna klamra: zaczyna się on w Kanie i kończy śmiercią na krzyżu. Uderzające zestawienie i bardzo głębokie teologicznie.
Czyta się kilka minut
Rogier van der Weyden, Dyptyk Ukrzyżowania (ok. 1460 r.) | Fot. Wikipedia Commons
Rogier van der Weyden, Dyptyk Ukrzyżowania (ok. 1460 r.) | Fot. Wikipedia Commons

Na pierwszy rzut oka pisanie o takiej konstrukcji wydaje się być nadinterpretacją: co może łączyć coś tak radosnego, jak świętowanie zawarcia małżeństwa, z czymś tak potwornym, jak skonanie na krzyżu? Jan, naoczny świadek obu tych wydarzeń w życiu Pana, spojrzał na nie głębiej i okazało się, że bardzo wiele. Także to, że widział je na własne oczy, bo jako jedyny wytrwał na Golgocie, by potem być świadkiem tego, że Jezus naprawdę został zabity, a Jego śmierć potwierdził cios włóczni zadany w serce – „Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe” (J 19, 35). 

Maryja – Niewiasta z Kany i spod krzyża

W Ewangelii według św. Jana Maryja pojawia się tylko dwa razy, właśnie we wskazanych fragmentach i w obu Syn zwraca się do niej „Niewiasto”. Egzegeci są zgodni, że taka forma jest wskazaniem na Jej szczególną rolę w opisywanej sytuacji, choć różnią się już co do powodów, dla których Jezus wydaje się być oficjalny i na dystans wobec najbliższej sobie, również duchowo, osoby. Mnie najbliższa jest interpretacja mówiąca, że odsłania On w ten sposób Jej szczególne miejsce w dziele zbawienia: nowej Ewy, która, także bezgrzeszna i postawiona wobec pokusy, w przeciwieństwie do pierwszej pozostanie wierna Bogu: zaufa Mu do końca i dzięki temu stanie się prawdziwą matką wszystkich żyjących (por. Rdz 3, 20).

W Kanie jest tą, która niejako nakłania Syna do dokonania pierwszego znaku. Jeśli uważnie przeczytamy do końca opis tego wydarzenia, dostrzeżemy, że rozmnożenie wina miało ważniejszy skutek niż tylko uratowanie wesela i twarzy jego organizatorów: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie udali się do Kafarnaum” (J 2, 11–12). Mówiąc wprost: zaczęła się rodzić wspólnota wiernych, owiec, które rozpoznały w tym cudzie język Pasterza. Maryja więc jest Tą, która w Kanie stoi u początku Kościoła. 

Pod krzyżem, tuż przed śmiercią Jezusa, Jej macierzyństwo zostaje potwierdzone testamentem Syna, który powierza Matce Jana, a Janowi – Matkę, chociaż według ludzkiej logiki, to ostatnie by wystarczyło, jeśli jedynym Jego celem byłoby zapewnienie Jej opieki po tym, jak zostanie osierocona. To, że Ukrzyżowany do Maryi zwraca się jako do pierwszej, podkreśla, kto tak naprawdę komu zostaje powierzony. Krzyż to miejsce, na którym po otwarciu Jezusowego serca i wypłynięcia z niego krwi i wody, rodzą się sakramenty Kościoła, przede wszystkim chrzest, a więc ten znak, który naszą wspólnotę rodzi w najbardziej pierwotny i podstawowy sposób. W Kanie znakiem jest wino zmieszane z wodą, na krzyżu krew i woda.

Prawdziwy krzew winny na krzyżu

Obfitość i doskonała jakość wina w Kanie nie były tylko, ani nawet przede wszystkim, ukłonem w stronę gospodarzy. Jedno i drugie prorocy zapowiedzieli jako znak czasów mesjańskich. Joel pisał: „I stanie się owego dnia, że góry moszczem ociekać będą” (Jl 4, 18), Izajasz zaś zapowiadał: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win” (Iz 25, 6). Realizacja tych zapowiedzi to był główny powód, dla którego uczniowie uwierzyli wtedy Jezusowi i poszli za Nim.

Aby dostrzec analogię rozmnożenia wina w Kanie z wydarzeniami na Golgocie, trzeba cofnąć się na chwilę do Wieczernika: Jezus mówi tam o sobie jako o prawdziwym krzewie winnym (zob. J 15, 1–11). Przybity do krzyża nawet fizycznie przypominał rozciągniętą na podporze zdrewniałą część winorośli. I jak wino sporządza się z „krwi” winogron, tak na Wzgórzu Czaszki z prawdziwego krzewu winnego tłoczona jest prawdziwa krew, by stać się źródłem siły, życia i radości dla tych, którzy z Chrystusem są w jedności. Płynie w obfitości, mimo że, jak zauważył św. Tomasz z Akwinu, wystarczyłaby zaledwie jej kropla, by zbawić świat. Co więcej, ona nie przestała płynąć: na każdej Eucharystii na nowo sięgamy do tego źródła, na każdej mszy ponawia się zarówno cud w Kanie, jak i uczta przygotowana na Golgocie. Podwyższenia ołtarzy nie przestają opływać moszczem.

Mamy swoje miejsce w domu Ojca

Zarówno w Kanie, jak i na krzyżu odbywają się zaślubiny, a dokładnie drugi ich etap, prowadzący do ostatecznego zamieszkania ze sobą oblubieńca i oblubienicy. W pierwszym przypadku to oczywiste, a co do drugiego, to warto znów zajrzeć do mowy Jezusa w Wieczerniku. Pocieszając uczniów, kieruje do nich dość zaskakujący zwrot: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 1–3). Można w nim dostrzec nawiązanie do tego, jak wyglądały zaślubiny w starożytnym Izraelu: przyszły mąż spisywał z ojcem/bratem panny młodej umowę przedślubną i płacił określoną w prawie kwotę za to, że zabiera ją z rodziny (od tej chwili byli małżeństwem), następnie przygotowywał dla nich obojga dom, i wracał, by ją zabrać, aby z nim zamieszkała już jako pełnoprawna żona. 

Jezus na krzyżu płaci należność za swoją oblubienicę, a dokładniej spłaca jej dług. Tym samym nabywa ją jako żonę, ale musi jeszcze przygotować miejsce u Ojca, w którym mogą oboje zamieszkać. Jako moment powrotu możemy tu widzieć Jego zmartwychwstanie, ale i paruzję. Co jednak najistotniejsze: otrzymaliśmy propozycję wejścia do nowego życia. Jak narzeczona z Kany od tamtego weselnego wieczoru zaczęła być w pełnej jedności ze swoim mężem, tak my, dzięki otrzymaniu chrztu, od momentu śmierci Jezusa na krzyżu jesteśmy w pełnej jedności z Nim. Mamy swoje miejsce w domu Ojca, starannie i z miłością dla nas przygotowane. 

Oba opisy tak naprawdę mówią o nowym początku. W Kanie dla narzeczonych było to rozpoczęcie małżeńskiego życia, dla towarzyszących Jezusowi – ich podążania Jego śladami i życia we wspólnocie wiary, na krzyżu zaś było to otwarcie bramy do wieczności i gwarancja, że spotkamy za nią pełne miłości ramiona naszego Pana. W obu przypadkach rodzi się nowa wspólnota, która ma się rozrastać, bo jest płodna, choć w odmienny sposób. Oparta jest na jedności, ale nie tej wynikającej z dominacji silniejszego nad słabszym, tylko z bycia dla drugiego z przyjęciem w pełni jego odmienności i dostrzeżeniem jego wartości.

Może dlatego, patrząc na św. Helenę szukającą krzyża, widzę nie tylko gorliwą chrześcijankę pragnącą uczcić pamiątki Męki Pańskiej. Dostrzegam też kogoś, kto szuka potwierdzenia, że zapowiedź wspólnego zamieszkania z Bogiem naprawdę wybrzmiała, że to deklaracja, która padła w konkretnym momencie w historii, a nie tylko w tekstach pisanych przez pobożnych. Rozumiał to zresztą najwyraźniej także Kościół, który trwał w Jerozolimie, bo przechowywał starannie pamięć o miejscu Paschy oraz złożenia pamiątek po niej. Relikwie krzyża nie są w tym kontekście jedynie drewnianymi belkami, na których cierpiał Jezus. Przypominają raczej zaręczynowy pierścionek, który poświadcza złożoną obietnicę przyszłego – wiecznego! – szczęścia i jednocześnie potwierdza złożone wobec Drugiego zobowiązanie do ufnego oczekiwania i wierności. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Krzyż i Kana