Kościół w Polsce wobec ukraińskich uchodźców

Papież Leon XIV jednoznacznie wypowiedział się w kwestii antyimigracyjnej polityki rządu Donalda Trumpa. Czy polski episkopat stać również na mocny sprzeciw wobec anytimigracyjnej narracji nad Wisłą?
Czyta się kilka minut
33-letni ukraiński mechanik samochodowy Oleksandr Belyba podczas pracy w warsztacie prowadzonym przez jego przyjaciela z dzieciństwa w Warszawie, 24 czerwca 2025 r. | Fot. WOJTEK RADWANSKI/AFP/East News
33-letni ukraiński mechanik samochodowy Oleksandr Belyba podczas pracy w warsztacie prowadzonym przez jego przyjaciela z dzieciństwa w Warszawie, 24 czerwca 2025 r. | Fot. WOJTEK RADWANSKI/AFP/East News

Zapoczątkowana rosyjską agresją na sąsiednią Ukrainę wojna przedłuża się, i to nie tylko wbrew przewidywaniom Kremla. Niesie ona za sobą niejednorodne reakcje państw europejskich. O ile nastawienie społeczeństw zachodnich nie uległo zasadniczej zmianie, o tyle reakcja naszych rodaków daleka jest od euforii i gościnności, z jaką witani byli porzucający swoją ojczyznę Ukraińcy. Dziś ich obecność jest u nas zauważalna na co dzień. Spotykamy ich na ulicy, w sklepach, w przychodniach, w szkole. Wielu z nich to nasi koledzy w miejscach pracy. Większość z nich pracuje, przyczyniając się w istotny sposób do wzrostu gospodarczego. Jakoś nie bardzo chcemy przyjąć to do wiadomości. Często zaś słyszymy utyskiwania na fakt, iż dziesiątki tysięcy ukraińskich uciekinierów korzysta z różnego typu świadczeń socjalnych. Przez niemałą część naszego społeczeństwa fakt ten jest oceniany jednoznacznie negatywnie; wywołuje to coraz częściej artykułowane antyukraińskie reakcje. Nasiliły się one wyraźnie po nad wyraz nieszczęśliwej decyzji prezydenta Żeleńskiego o nadaniu jednej z formacji tamtejszej armii imienia bohaterów UPA. Może on sam się tego nie spodziewał.

W ostatnich zaś tygodniach w środkach społecznego przekazu niemalże codziennie słyszymy o aktach agresji wobec przybyszów ze Wschodu.

Cichy głos Kościoła nad Wisłą

Można przypuszczać, że większość naszego społeczeństwa dystansuje się wobec tego typu zachowań. Dziwić musi w tej sytuacji daleko idąca powściągliwość Kościoła w Polsce. Oceny tej nie jest niestety w stanie zmienić działalność funkcjonującej w episkopacie Rady ds. Migrantów i Uchodźców. Bez wątpienia na uznanie i szacunek zasługuje zaangażowanie jej przewodniczącego bp. Krzysztofa Zadarki. Stara się on realizować statutowe zadania kierowanego przezeń gremium, do których zaliczono między innymi „wspieranie i koordynowanie wszelkich inicjatyw promujących pomoc migrantom”. Trudno nie odnieść wrażenia, że – w kontekście pewnych rozwiązań sugerowanych przez dzisiejszą opozycję – znaczenia nabiera nałożony na Radę obowiązek „monitorowania legislacji państwowej w zakresie migracji i uchodźctwa”. Nie sposób jednak nie zauważyć, że już samo „ulokowanie” rady w strukturach KEP pokazuje, że problemy będące przedmiotem jej zainteresowania nie uzyskały należnego jej miejsca. Gdyby było inaczej, można by oczekiwać, że gremium to zyskałoby rangę wyższą w strukturze Konferencji Episkopatu Polski. Stałoby się po prostu komisją. Nie dziwi w tym kontekście fakt, iż wśród dokumentów publikowanych na stronach KEP brak jakichkolwiek, których autorami byliby członkowie Rady ds. Migrantów i Uchodźców. 

W tym roku episkopat zorganizował jednak dwie konferencje prasowe poświęcone sytuacji na Ukrainie. Skoncentrowano się przy tym na pomocy humanitarnej, a wśród uczestników zabrakło członków wspomnianej rady. Wszystko to sprawia, że brakuje jasnego, wyrazistego stanowiska Kościoła w Polsce w sprawie narastających w ostatnich tygodniach ze wzmożoną siłą aktów agresji wobec przebywających w Polsce Ukraińców. Nie można przy tym wykluczyć, że u podstaw tego zaniechania leży obawa po tym, jak niedawny list pasterski przygotowany z okazji 40. rocznicy wizyty papieża Jana Pawła II w rzymskiej synagodze spotkał się z gwałtowną, nieprzychylną reakcją ze strony tych, którzy sami siebie określają mianem „prawdziwych Polaków”.To z ich wszak ust, i to na sejmowym forum, słyszymy o konieczności natychmiastowej deukrainizacji naszego kraju. To oni domagają się natychmiastowego odejścia od świadczeń natury socjalnej na rzecz imigrantów. Całkiem niedawno zaś z ust jednego z prawicowych polityków usłyszeliśmy propozycję relegowania z naszego kraju niepracujących Ukraińców w wieku poborowym. Jeśli czynią to osoby, odwołujące się do wartości chrześcijańskich, powinny uwzględniać stanowisko, jakie w tej sprawie prezentuje Stolica Apostolska. Papież Leon XIV w jednoznaczny sposób wypowiadał się tej kwestii. Krytykując prezydenta Trumpa za jego politykę migracyjną, ocenił, że stoi ona w sprzeczności z nauczaniem Kościoła o obronie życia. W niebudzących najmniejszych wątpliwości słowach papież odniósł się do praktyki amerykańskiej administracji, polegającej na siłowym relegowaniu z kraju osób nielegalnie tam przebywających. W jednym z wpisów odnoszących się do amerykańskiego prezydenta papież zwrócił uwagę na „niemające nic wspólnego z chrześcijaństwem traktowanie imigrantów”. W październiku zaś ubiegłego roku w trakcie wystąpienia na konferencji międzynarodowej poświęconej uchodźcom i migrantom Leon XIV wezwał do traktowania migrantów z szacunkiem i niebycia obojętnym na krzywdę jakiej doznają.

Stolica Apostolska jest jednoznaczna

Mając na uwadze te słowa, trudno nie odnieść wrażenia, że w związku ze zdarzeniami obserwowanymi na polskich ulicach w ostatnim okresie głos polskiego episkopatu odnośnie do sytuacji Ukraińców w naszym kraju jest bardzo mało słyszalny. Może jako wygórowane uznać by należało decyzję o przygotowaniu specjalnego listu pasterskiego poświęconego tej problematyce, jednak polski katolik – i nie tylko on – ma prawo oczekiwać jasno wyartykułowanego stanowiska w tej sprawie. Polski episkopat – ku zadowoleniu większości wiernych – jest coraz bardziej powściągliwy w korzystaniu z tej formy porozumiewania się. Biskupi diecezjalni nie rezygnują z formułowania krótszych w formie informacji czy wskazań duszpasterskich. Wielu z polskich hierarchów informuje w ten sposób o dyspensie od spożywania potraw mięsnych w niektóre piątki. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wskazaniom o charakterze „żywieniowym” przypisuje się większą wartość niż zaprzeczającemu miłości bliźniego skandalicznemu zachowaniu niektórych naszych rodaków wobec imigrantów. I to nie tylko dlatego, że te pierwsze są emanacją ukształtowanych po soborze trydenckim przykazań kościelnych, te drugie zaś wynikają z niezachowania najważniejszego przykazania przekazanego nam przez samego Chrystusa. 

Z satysfakcją należy przyjąć do wiadomości klarowny głos, jaki w tym kontekście dotarł z Wrocławia. Ustanowiona przez tamtejszą archidiecezję katolicka Fundacja Obserwatorium Społeczne wydała oświadczenie. Potępiając antyukraińskie ekscesy i przywołując postaci Edyty Stein i kard. Bolesława Kominka, jego autorzy określają Wrocław jako „miasto, w którym wrogość wobec uchodźców powinna być szczególnie potępiona”Witając z pewną satysfakcją to oświadczenie, trudno oprzeć się wrażeniu, że byłoby znacznie lepiej, gdyby jego sygnatariuszem był tamtejszy metropolita lub cały episkopat.

Przykład zza Odry

Może warto w tym kontekście przyjrzeć się stanowisku, jakie odnośnie do masowej imigracji zajmują Kościoły w innych krajach europejskich. Nie szukając daleko, spójrzmy, jak z tym problemem radzą sobie nasi zachodni sąsiedzi. Republika Federalna Niemiec już od wielu dziesięcioleci jest celem masowej migracji. Do Berlina, Monachium czy Kolonii, ale i wielu miast prowincjonalnych od wielu lat za pracą przybywa wielu cudzoziemców. Znaczną ich część stanowią muzułmanie z Turcji. Drugą zaś pod względem liczebnością grupą przybyszów przez lata byli nasi rodacy. Nierzadko z gościnności Niemiec korzystali uchodźcy polityczni najpierw z Europy Wschodniej, a później z krajów Bliskiego Wschodu. Masowy rozmiar migracji sprawił, że powoli na popularności zyskiwać zaczęła nacjonalistyczna i silnie antyimigracyjna partia Alternative für Deutschland (AfD), czyli Alternatywa dla Niemiec. 

Już w 2013 roku, a więc parę miesięcy po powstaniu, jej kandydaci otarli się o dający miejsce w Bundestagu wymagany przez niemieckie ustawodawstwo pięcioprocentowy odsetek głosujących. W następnych zaś latach coraz większy odsetek Niemców decydował się oddać swój głos na to ugrupowanie. Dziś prowadzi ono w przedwyborczych sondażach, a największą popularnością cieszy się na terenach dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. „To uchodźcy nas stworzyli” – przyznał kiedyś Alexander Gauland, jej były współprzewodniczący. Badania nastrojów społecznych wskazują, że wyborcy AfD jako najważniejsze motywy swoich politycznych decyzji wymieniają imigrację, niepokój o miejsca pracy oraz niepewność co do funkcjonowania systemu świadczeń socjalnych. Nie sposób jednak nie zauważyć, że wszystkie główne partie polityczne odżegnują się od współpracy z tym ugrupowaniem, które na swoich szyldach ma nie tylko bazujący na antyimigracyjnych postawach nacjonalizm, lecz także dystans wobec Unii Europejskiej, jawnie deklarowane krytyczne stanowisko wobec LGBT czy brak jednoznacznego poparcia Ukrainy w jej wojnie obronnej.

Stanowisko Kościoła wciąż się liczy

Jak na te niemalże rewolucyjne zmiany na niemieckiej scenie politycznej reagują niemieckie Kościoły? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikogo nie dziwiło, kiedy na bawarskiej prowincji kapłan z ambony wyraźnie wskazywał, na jaką partię winien oddać swój głos porządny katolik. Dziś jest inaczej. Nie znaczy to jednak, że tamtejsi hierarchowie nie mają odwagi występować głośno i jednoznacznie w sprawach natury politycznej. Już dwa lata temu na sesji obradującego w Wiesbaden niemieckiego episkopatu zdecydowane stanowisko w tej sprawie zabrał jego ówczesny przewodniczący. Biskup Georg Bätzing wyraził przekonanie, że pozycja AfD jest nie do pogodzenia ze stanowiskiem Kościoła katolickiego. W tym samym duchu wypowiadają się czołowi działacze Związku Niemieckich Katolików. To bardzo ważne, jeśli zważyć, że tamtejsza opinia publiczna z równą, jeśli nie większą uwagą, wsłuchuje się w głos pochodzący od katolików świeckich. Gwałtowny wzrost popularności partii AfD, której naczelnym hasłem jest „precz z imigrantami”, napawa obawą i skłania do działania także czołowych przedstawicieli niemieckich ewangelików. W okresie poprzedzającym ostatnie wybory do parlamentu europejskiego obydwa największe Kościoły wydały zresztą wspólny dokument w tej sprawie. Synod Kościoła Ewangelickiego Berlina-Brandenburgii i Górnych Łużyc jednoznacznie określił AfD jako należącą do sił, które pozostając w nieświętym przymierzu z prawicową ekstremą, aktywnie zwalczają demokrację oraz państwo prawa. Synod tamtejszego Kościoła poszedł nawet krok dalej. Prawa do zarządzania parafią pozbawiono pastora, który z listy AfD kandydował do rady jednego z tamtejszych miast. Uznano, że jego decyzji w żaden sposób nie da się pogodzić z zasadami Kościoła ewangelickiego.

Spoglądając na aktywność ekstremalnie prawicowego i antymigracyjnego ugrupowania, jakim jest rosnąca w siłę AfD, nie sposób zapomnieć o rodzeniu się w latach 30. faszyzmu w III Rzeszy. Dziś, po niemalże stu latach, również niemieccy historycy są zgodni, że czołowe postaci niemieckich Kościołów zrobiły zdecydowanie zbyt mało, aby zahamować zbliżające się wówczas niebezpieczeństwo. Historia naszego kraju była inna.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2026