Jak można odrzucić zaproszenie, które pochodzi od samego króla? Jak można zlekceważyć taki zaszczyt i nie zauważyć jego wyjątkowości? Oto sam król chce dzielić z zaproszonymi radość z okazji wesela swojego syna. Ci jednak odrzucają jego zaproszenie. Niektórzy ignorują je i wracają do swoich zajęć, skupieni na własnych sprawach. Są jednak i tacy, którzy nie tylko odrzucają serdeczny gest króla, lecz posuwają się do przemocy wobec jego posłańców.
Wydaje się to dziwne i nielogiczne. A jednak podobna sytuacja powtarza się, gdy Bóg zaprasza człowieka do wyjątkowej więzi ze sobą, do swojego królestwa, na ucztę, która nigdy się nie kończy. Zaprasza nas do radości bycia z Nim przy jednym stole, do życia w miłości. A jednak to zaproszenie wciąż bywa odrzucane, gdy próbujemy urządzać świat po swojemu, podporządkowywać życie wiary własnym regułom albo szukać pełni życia wyłącznie na własną rękę.
W podobnym mechanizmie odrzucenia został odrzucony Chrystus. Nie rozpoznali Go także ci, którzy uważali się za strażników Bożego prawa i kultu, a nie dostrzegli w Nim Syna Bożego. Ten paradoks może powtarzać się również dzisiaj, gdy nie rozpoznajemy Chrystusa w ludziach, których Bóg stawia na naszych drogach – w Kościele i na jego obrzeżach, pośród wierzących i tych, którzy stawiają pytania. Możemy nie rozpoznać Jego obecności i odrzucić zaproszenie do głębokiej relacji z Nim, do bliskości i pełni życia.
Wydaje się to nielogiczne, bo przecież w Dobrej Nowinie znajdujemy to, za czym naprawdę tęsknimy: nadzieję, sens, zbawienie i wolność. A jednak nieraz wybieramy sprawy przemijające, które pochłaniają nas i zamykają na perspektywę wieczności. Bóg nie zmusza nas do przyjęcia swojego zaproszenia. Jego miłość pozostawia człowiekowi wolność odpowiedzi. Co jednak dzieje się wtedy, gdy mówimy Mu „nie”? Dokonujemy wyboru, który może oddalić nas od Źródła życia.
Dlatego Jezus mówi: „Wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”. Usłyszeć zaproszenie to jednak nie wszystko. Trzeba jeszcze odpowiedzieć na nie życiem, otwierając się na łaskę i pozwalając Bogu przemieniać własne serce. Chodzi o wybór między tym, co wyłącznie moje, a tym, co Boże; między własnymi pomysłami na szczęście a Bożą propozycją miłości; między samotnym poszukiwaniem pełni życia a życiem we wspólnocie z Bogiem i bliźnimi, którzy również przyjęli Jego zaproszenie. Bóg woła, ale człowiek może odpowiedzieć.
Słyszymy dalej, że król zaprasza na ucztę wszystkich: dobrych i złych. Wśród ucztujących znajduje się jednak ktoś, kto nie ma szaty weselnej. Reakcja króla może wydawać się przesadzona. Nie chodzi tu jednak o zasady towarzyskiej etykiety. Szata weselna jest obrazem wewnętrznej przemiany, przyjęcia łaski i miłości, która powinna kształtować życie człowieka. Można bowiem usłyszeć Boże zaproszenie, można nawet je przyjąć – i nic z tym nie zrobić. Można uczestniczyć w życiu Kościoła, a jednocześnie nie pozwolić, by Ewangelia porządkowała nasze życie. Można być blisko rzeczy świętych, a pozostać zamkniętym na nawrócenie. Może przeszkadzać w tym pycha, zmęczenie, rutyna albo przytłoczenie codziennością.
Zaproszenie na ucztę pozostaje aktualne. Już dziś możemy spotkać się z Bogiem przy Jego stole – w Eucharystii i we wspólnocie Kościoła. Bóg nadal zaprasza, wychodzi ku człowiekowi i otwiera przed nami perspektywę życia w swojej miłości. Od nas zależy, czy odpowiemy na to zaproszenie. Nawrócenie i wybór miłości, która przemienia życie, są naszą odpowiedzią na łaskę, którą Bóg nieustannie nam ofiaruje.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.







