Przywołana tym razem przypowieść zostaje zakończona bardzo mocno. Niewierność spotyka się z ostrą reakcją króla, a na koniec pada puenta: „Wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”. Rodzi się w nas opór: czy tak wygląda działanie Boga, który jest miłością?
By właściwie zrozumieć tę przypowieść, musimy najpierw dostrzec, że zgodnie z jej przesłaniem Bóg nie zaprasza nas do obozu pracy, a królestwo niebieskie zostało w niej przedstawione jako uczta weselna. Wbrew wyżej opisanym wrażeniom, które zwykle dominują w naszym odbiorze, Bóg objawia się w tej opowieści jako ten, kto prosi, byśmy pozwolili mu nas obdarować. Historia zbawienia okazuje się opowieścią o Królu – Ojcu ludu wybranego – który przygotował przestrzeń dla wszystkich, by razem świętować, i wciąż powtarza: „Wszystko jest gotowe, przyjdźcie na ucztę!”.
Dlaczego zatem zaproszeni odrzucają Boże wezwanie? Na pierwszy rzut oka powód wydaje się nieprawdopodobnie trywialny: są po prostu zajęci własną pracą. Jednak w istocie ujawnia się tu nasza największa, choć często niedostrzegana, bo mało spektakularna, duchowa pułapka: chcemy sami nadać sobie sens i własną wartość, wierząc, że prawdziwą wartość ma tylko to, co sami wypracujemy, zarobimy i zdobędziemy. Traktujemy pieniądze, pozycję, czy własne osiągnięcia jak środki, które pozwalają nam nie zależeć od nikogo, nie prosić nikogo o łaskę. Przyjęcie Bożego daru wymagałoby zaś zdolności do tego, by stanąć przed Bogiem z pustymi rękami. Boimy się tej zależności i darmowości, więc uciekamy w pracoholizm, troskę o status i codzienne interesy.
Bóg jednak nie rezygnuje. Posyła sługi na rozstaje dróg. To symboliczne miejsca – punkty zwrotne w naszym życiu, gdzie ścierają się różne racje, artykułują niepewności, dokonujemy życiowych wyborów. Bóg czeka w tych wszystkich egzystencjalnie kluczowych sytuacjach na każdego, wyciąga rękę do wszystkich zagubionych, pragnąc ponownie zaprosić – bez selekcji na złych i dobrych – do udziału we wspólnej uczcie.
Z naszej strony nie potrzeba wiele – nigdy nie staniemy się godni zaproszenia na wesele syna króla. Potrzeba jednak szaty weselnej – wdzięcznej miłości, bez której nie może rozwinąć się żadna relacja.
CHWILA REFLEKSJI
W jakim stroju staję przed Bogiem? Czy noszę pancerz samowystarczalności, udając przed sobą i światem, że niczego od nikogo nie potrzebuję?
Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!”. Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali.
Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.
Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami.
Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?”. Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».
Mt 22, 1–14
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











