Imię Jezus – od inkwizycji do medytacji

Czy za cześć oddawaną imieniu Zbawiciela można trafić przed trybunał inkwizycyjny? Święty Bernardyn ze Sieny coś o tym wie z własnego doświadczenia, z tym że on stawał z tego powodu przed papieskimi komisjami dwa razy. Kto gorliwemu zabroni?
Czyta się kilka minut
św. Bernardyn ze Sieny, El Greco, 1603 r., fot. WIKIPEDIA
św. Bernardyn ze Sieny, El Greco, 1603 r., fot. WIKIPEDIA

Ostatecznie żarliwość Bernardyna ze Sieny w głoszeniu wielkości imienia Jezus zaowocowała, kilkadziesiąt lat po jego śmierci, papieską zgodą na powstanie specjalnego oficjum (modlitw brewiarzowych) oraz formularza Mszy św. o tym imieniu (XVI w.). W wieku XVIII kult rozciągnięto na cały Kościół, a św. Pius X wyznaczył na obchody tego wspomnienia pierwszą niedzielę po Nowym Roku, obecnie jest ono obchodzone 3 stycznia. Skąd jednak pomysł, by skupić się właśnie na tym aspekcie w objawieniu?

„Nie ma w innym zbawienia…”

Pomysł pochodzi z Biblii i jego zalążki pojawiają się już w Księdze Rodzaju. Kiedy Jakub mocuje się z aniołem nad potokiem Jabbok i udaje mu się uwięzić go w swoim uścisku, pyta go o imię. Nie otrzymuje odpowiedzi, ale to, że patriarcha chce znać imię swojego przeciwnika, rzuca światło na to, jak ono jest istotne. Także w sensie dosłownym, czyli oddawania istoty tego, z kim Jakub, a od momentu walki już Izrael, się zmaga i kogo ostatecznie pokonuje.

Mojżesz będzie miał więcej szczęścia – usłyszy, że z płonącego krzewu mówi do niego JHWH. Jest to jednak imię, które więcej przesłania, niż objawia, bo w zależności od wokalizacji, inaczej można je zrozumieć. Odwołuje się do istnienia, bycia, ale w hebrajskiej mentalności bycie powiązane jest nierozerwalnie z działaniem: skoro ktoś istnieje, to jest aktywny. Lęk przed potęgą tego imienia i przed tym, by nie przekroczyć drugiego przykazania Dekalogu sprawiły, że wymawiał je później tylko arcykapłan i tylko raz do roku, w święto przebłagania.

Kiedy przyszedł czas, by Syn Boży stał się człowiekiem, zarówno Jego Matka (zob. Łk 1, 31), jak i opiekun, św. Józef (zob. Mt 1, 21), usłyszeli, że Dziecko ma otrzymać imię Jezus. Po hebrajsku to Jehoszua (Jeszua) – imię teoforyczne, oznaczające „Jahwe zbawia” / „Jahwe jest zbawieniem”, a samo imię było bardzo popularne w ówczesnym Izraelu. Nic dziwnego, nosił je przecież wielki wódz Izraela (my znamy go raczej jako Jozuego), który wprowadził lud wybrany do Ziemi Obiecanej. Mimo to, choć wśród współczesnych Panu Izraelitów było wielu Jezusów, właśnie to imię zyskało szczególną wagę i znaczenie. Był jednak jeden wymóg, by te ostatnie cechy dostrzec: trzeba było wierzyć w Rabbiego z Nazaretu jako zbawiciela i należeć do Niego.

Po jednej stronie mamy więc na przykład Piotra, który mówi do chromego w świątyni jerozolimskiej: „W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – chodź!” (Dz 3, 6), a ten nie tylko wstaje, ale nawet zaczyna skakać, po czym przyłącza się do apostołów i zostaje chrześcijaninem. Po drugiej – świeckich egzorcystów (synów Skewasa), niezwiązanych z Kościołem, którzy próbowali wyrzucać złego ducha, używając imienia Pana jako magicznej formuły. Zły duch im odpowiedział: „Znam Jezusa i wiem o Pawle, a wy coście za jedni?” (Dz 19, 15), po czym, jak relacjonuje św. Łukasz, „rzucił się na nich człowiek, w którym był zły duch, powalił wszystkich i pobił tak, że nadzy i poranieni uciekli z owego domu” (Dz 19, 16). Różnica efektu wynika z tego, że aby czynić coś w imię Boga, najpierw trzeba być przez Niego posłanym. Mówiąc inaczej, między tym, kto wzywa imienia, a Noszącym to imię powinna być więź na tyle silna, by wzywający mógł działać mocą Noszącego. Choć i tu Chrystus ostrzega: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego. (…) Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (Mt 7, 21.23). Można więc wyrzucać Jego mocą demony, ale samemu zostać potępionym (straszna perspektywa) – Jego imię to nie magiczna formułka, ale pełna Mocy formuła, można się „poparzyć”, jeśli ktoś niewłaściwie się z nią obchodzi. Dlatego właśnie w dziejach Kościoła, już od czasów apostołów, a nawet jeszcze przed Paschą Pana, Jego uczniowie przywoływali Jego imię, by uzdrawiać i uwalniać od opętania. Między innymi też dlatego było ono otaczane wielką czcią: za każdym razem, gdy w to imię dokonywał się cud, potwierdzana była, i jest, prawdziwość Ewangelii.

Monogram

Dlaczego więc św. Bernardyn ze Sieny  (1380–1444), wielki misjonarz i apostoł, za głoszenie czci wobec tego imienia stanął, i to dwukrotnie, przed trybunałem inkwizycyjnym? Oficjalnie oskarżenie brzmiało: „bałwochwalstwo dla złotego imienia Jezus”. Oskarżyciele wskazywali na to, że głosząc kazania o potędze i wielkości imienia Pana, franciszkanin posługiwał się sztandarem i złotą tabliczką, na której umieszczony był monogram IHS (zlatynizowany skrót greckiego JESOUS). Ten ostatni przewija się w historii Kościoła od jego początków – już św. Efrem Syryjczyk całował taki zapis, gdziekolwiek go zobaczył. Znak ten miał także ujrzeć we śnie przed bitwą na Moście Mulwijskim Konstantyn, a wizji tej towarzyszyły według tradycji słowa: „In hoc signo (vinces)” – „Dzięki temu znakowi (zwyciężysz)”. Umieszczono go więc rano na znakach legionowych i wszyscy wiemy, jak to się skończyło. To oznacza, że franciszkanin nie zastosował żadnej nowinki, po prostu odwołał się do symboliki chrześcijańskiej, tyle że w celu unaocznienia tego, o czym głosi, kazał sobie wykonać tabliczkę. Pokrytą złotem, z szacunku dla jej treści, ale dzięki temu odbijała światło i była z daleka widoczna. Na kazania Bernardyna przychodziły dziesiątki tysięcy ludzi, potrzebne było więc coś, co będzie rzucało się w oczy.

Sieneńczyk nie głosił kultu tabliczki czy sztandaru, ale mówił o mocy Bożej dostępnej każdemu wiernemu dzięki temu, że może on skutecznie wzywać imienia Jezusa. W końcu w mowie Wieczerniku Pan obiecał swoim uczniom, że o cokolwiek będą prosić w Jego imię, to się spełni (zob. J 14, 14). A ówczesne czasy były trudne: w XIV wieku przez Europę Zachodnią przetoczyła się zaraza, wymarła olbrzymia część ludności, Kościół był w olbrzymim kryzysie związanym ze schizmą zachodnią i konfliktami z cesarstwem, a Bernardyn był jednym z reformatorów swojego zakonu. Zresztą, tak podejrzewam, to nie forma głoszenia była solą w oku jego oskarżycieli – głosząc nawrócenie, uspokajając konflikty i spory, wchodził w drogę tym, którzy woleli, by woda życia społeczno-politycznego pozostawała mętna. W końcu w takiej łatwiej się łowi…

Przyszły święty miał jednak za sobą wsparcie braci (na pierwszym procesie wybronił go św. Jan Kapistran) oraz pozyskał zaufanie papieży. Został uniewinniony, a wypromowane przez niego forma kultu oraz monogram są popularne do dziś – ten drugi w XVI wieku w swoim herbie umieściło Towarzystwo Jezusowe (pojawiło się nawet rozwiązanie tego anagramu jako Iesus Humilis Societas – Pokorne Towarzystwo Jezusowe), co dodatkowo go spopularyzowało.

Akcent monastyczny

Współcześnie 3 stycznia mógłby się stać świętem patronalnym grup modlitewnych, ale związanych z benedyktynami. W tych środowiskach właśnie promowana jest modlitwa Jezusowa, sięgająca korzeniami jeszcze Kościoła niepodzielonego, choć do łacińskiego przyszła od naszych prawosławnych braci. Mówiąc w skrócie, jest to forma medytacji polegającej na powtarzaniu wybranej formuły, najlepiej zawierającej właśnie imię Jezus. Pozwala ona na oczyszczenie serca, by odnaleźć w nim Chrystusowy pokój, a potem zanieść go światu. Po dłuższym praktykowaniu może także sprawić, że nasze serce zacznie się modlić nieustannie: będzie wołaniem przyzywającym stale Pana, by odnawiał – nas i świat wokół nas.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2026