Dyplomaci w dresach

W padlu było 0:6, 0:6, szpadzista przegrał pięć walk w fazie grupowej, a kolarz nie ukończył rywalizacji. Gdyby więc patrzeć wyłącznie na tabelę wyników, udział Athletica Vaticana w tegorocznych Igrzyskach Śródziemnomorskich trudno byłoby uznać za sukces. A jednak po powrocie do Rzymu zawodnicy spotkali się z papieżem.
Czyta się kilka minut
Jannik Sinner na audiencji u papieża, 14 maja 2025 r. Żaden żyrandol nie ucierpiał podczas spotkania włoskiego mistrza tenisowego z tenisistą amatorem Leonem XIV | Fot. Vatican Media/East News
Jannik Sinner na audiencji u papieża, 14 maja 2025 r. Żaden żyrandol nie ucierpiał podczas spotkania włoskiego mistrza tenisowego z tenisistą amatorem Leonem XIV | Fot. Vatican Media/East News

Czteroosobowa reprezentacja Stolicy Apostolskiej była w Tarencie maleńkim zespołem pośród niemal czterech tysięcy zawodników z 26 krajów Europy, Afryki i Azji. Fabrizio Peloni i Tiziano Lucarelli wystartowali w padlu, Daniele Fontana w szpadzie, a Emiliano Morbidelli w kolarstwie. Był to drugi występ Watykanu na tej imprezie (po Oranie w Algierii w 2022 roku) i dziesiąty udział watykańskich sportowców w oficjalnych międzynarodowych zawodach. Athletica Vaticana – watykańska reprezentacja sportowa – przestaje więc być grupą biegających po Rzymie pracowników kurii, a staje się jednym z narzędzi obecności Stolicy Apostolskiej w świecie. Nie jest reprezentacją narodową w klasycznym olimpijskim znaczeniu (Watykan nie posiada własnego komitetu olimpijskiego), jest natomiast oficjalną organizacją sportową Stolicy Apostolskiej, działającą pod opieką Dykasterii ds. Kultury i Edukacji.

Powstała w 2018 roku, jeszcze za papieża Franciszka, działalność rozpoczęła na początku 2019 roku. Dziś obejmuje lekkoatletykę, kolarstwo, padel, tenis, taekwondo, szermierkę, wioślarstwo, koszykówkę czy pływanie. Część watykańskich federacji została przyjęta do odpowiednich struktur międzynarodowych, pozostałe są w trakcie procedur uznania. Jest drużyna paralimpijska, są projekty inkluzywne, inicjatywy z osobami z niepełnosprawnościami, chorymi i ubogimi. Watykańscy sportowcy pojawiają się więc zarówno na mistrzostwach świata i Europy, jak i w jadłodajni Caritas czy wśród dzieci leczonych w Bambino Gesù.

Leon stawia na sport

Franciszek stworzył dla tego projektu przestrzeń, Leon XIV nadaje mu własny język. Nie bez znaczenia jest fakt, że obecny papież sam lubi sport. Gra w tenisa, wcześniej grywał też w piłkę. Kilka dni po wyborze przyjął Jannika Sinnera. Gdy włoski tenisista wręczył mu rakietę i zaproponował kilka odbić, Leon spojrzał na żyrandol i zażartował, że lepiej tego nie robić, bo jeszcze coś stłuką. Sportowa anegdota szybko stała się jednym z pierwszych bardziej osobistych obrazków nowego pontyfikatu. Szybko jednak okazało się, że nie chodzi wyłącznie o prywatne hobby papieża.

Już 1 czerwca 2025 roku przez Watykan przejechał peleton Giro d’Italia. Projekt został przygotowany wcześniej, jeszcze za Franciszka, ale to Leon przywitał kolarzy i mówił im, że są wzorem dla młodych ludzi. Przypomniał przy tym własną wizję człowieka jako jedności ciała, umysłu i ducha. Dwa tygodnie później, podczas Jubileuszu Sportu, mówił w Bazylice św. Piotra o sporcie jako przestrzeni spotkania i pokoju. W kolejnych miesiącach podobnych spotkań przybywało. Sport przestawał być dodatkiem do papieskiego kalendarza. Zaczynał w nim zajmować własne miejsce. Najpełniejszym wyrazem tego zainteresowania był zaś opublikowany w lutym tego roku list Leona XIV Życie w obfitości, napisany z okazji zimowych igrzysk olimpijskich i paralimpijskich Mediolan-Cortina.

Sport ma sens dopóty, dopóki człowiek nie zostaje zamieniony w maszynę do produkowania wyników. Leon sprzeciwia się więc zarówno chemicznemu poprawianiu osiągów, jak i coraz silniejszej pokusie technicznego „optymalizowania” ludzkiego ciała. Nie interesuje go sportowiec jako produkt, a człowiek, który przez wysiłek i rywalizację uczy się siebie samego. Dlatego papież potrafi napisać, że można zwyciężać bez poniżania i przegrywać bez zostania pokonanym jako osoba.

Współzawodnictwo, czyli wspólne dążenie

W centrum tej refleksji pojawia się Athletica Vaticana. Leon przedstawia ją jako przykład sportu przeżywanego jako „służba eklezjalna”, szczególnie wobec najsłabszych. To prawdopodobnie najlepsza definicja sensu istnienia watykańskiej drużyny. Gdyby jej celem były medale, projekt byłby niemal absurdalny. Watykan nie dysponuje systemem szkolenia, milionami mieszkańców ani sportowym zapleczem pozwalającym rywalizować z Włochami, Francją czy Hiszpanią. Ma za to coś innego: możliwość pojawienia się tam, gdzie spotykają się ludzie, którzy normalnie bardzo rzadko spotykają się poza oficjalnymi strukturami polityki.

Stąd też Igrzyska w Tarencie. Morze Śródziemne łączy trzy kontynenty, ale równocześnie jest jedną z najbardziej dramatycznych granic świata. To przestrzeń migracji, śmierci, konfliktów terytorialnych, napięć religijnych i wojen. Tymczasem na kilka tygodni do jednej wioski sportowej przyjechali zawodnicy z Syrii, Libanu, Libii, Kosowa, Turcji, Egiptu, Tunezji, Maroka i państw europejskich. Przy wejściu do wioski powstały murale, na których sportowcy zapisywali w swoich językach słowa „pokój”, „jedność”, „przyjaźń”, „nadzieja”. Najwięcej takich deklaracji pozostawiali właśnie przedstawiciele miejsc szczególnie doświadczonych konfliktami.

Leon XIV przed rozpoczęciem igrzysk nazwał je „proroctwem pokoju i braterstwa”. Można oczywiście uznać to za kościelny język, który brzmi zbyt podniośle. Tyle że w przypadku sportu słowo „proroctwo” trafia w coś istotnego. Potrafi na krótko ustanowić odmienną logikę stosunków między ludźmi. Przeciwnik nie jest wrogiem, którego trzeba unicestwić a kimś, bez kogo zawody nie mogłyby się odbyć.

Leon zwraca uwagę nawet na łacińskie źródła słowa oznaczającego współzawodnictwo: cum i petere, czyli wspólne dążenie. Rywalizacja w swojej najczystszej postaci oznacza zatem, że potrzebuję drugiego, aby móc przekraczać samego siebie. Mogę chcieć go pokonać, ale najpierw muszę uznać jego prawo do obecności, jego godność i wspólne dla nas zasady. W świecie politycznym, w którym przeciwnik coraz częściej przedstawiany jest nie jako ktoś, z kim się spiera, lecz jako ktoś, kogo należy wykluczyć, ta prosta logika ma znaczenie zaskakująco poważne.

Tu formuje się człowiek

W tym sensie Athletica Vaticana zaczyna przypominać szczególny rodzaj sportowego korpusu dyplomatycznego. Nie ma ambasadorów, są zawodnicy. Nie organizuje negocjacji, lecz pojawia się w szatni, na trasie wyścigu, na korcie i w wiosce sportowej. W maju jej zawodnicy uczestniczyli w mistrzostwach małych państw Europy w Monako. Latem byli w Tarencie. 6 września czterech przedstawicieli Athletica Vaticana pobiegło wraz z pięcioma tysiącami uczestników ulicami Paryża podczas Paris Églises Tour: 10 kilometrów, dziesięć kościołów i meta na Montmartre. Wydarzenie było sportowym i duchowym przygotowaniem do wrześniowej wizyty Leona XIV we Francji.

Papież idzie zresztą dalej niż symboliczne błogosławienie sportowców. W Życiu w obfitości proponuje, aby sport otrzymał stałe miejsce w strukturach duszpasterskich Kościoła: przy konferencjach episkopatów miałyby powstawać biura lub komisje zajmujące się sportem, a w diecezjach – delegaci i zespoły duszpasterskie. To już nie jest ksiądz pojawiający się raz w roku na stadionie, tylko uznanie, że klub, hala czy siłownia są jednymi z miejsc, w których naprawdę formuje się współczesny człowiek. Leon XIV chce wejść w świat, który już istnieje.

Dlatego sportowe porażki Athletica Vaticana w Tarencie są być może lepszą ilustracją tego projektu niż medal. Watykański duet padlowy przegrał do zera, szermierz nie wyszedł z grupy, kolarz nie dotarł do mety, a jednak kilka dni później zawodnicy stanęli przed papieżem z rakietą i podpisaną koszulką. Jeśli bowiem współczesny świat coraz częściej przypomina stadion, na którym każdy sektor krzyczy przeciwko pozostałym, Leon XIV zdaje się przypominać inną prawdę: przeciwnik nie musi być wrogiem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2026