Komentującym trzeba przyznać, że trudnej próby watykańska dyplomacja nie przechodziła od 1989 roku. Wszystko bowiem, co dzieje się za polską wschodnią granicą, na Bliskim Wschodzie i w wielu innych miejscach świata, wskazuje na to, że żyjemy coraz pełniej w rzeczywistości, którą papież Franciszek nazwał „trzecią wojną światową w kawałkach”. W Sarajewie, 6 czerwca 2015 roku, mówił o „atmosferze wojny”, podsycanej również przez tych, którzy na wojnie zarabiają i sprzedają broń. Z każdym rokiem słowa te brzmią bardziej jak opis świata, który przyzwyczaił się do konfliktu, niż poetycka metafora. A jednocześnie wizyta abp. Gallaghera w Moskwie, choć jej najważniejsze szczegóły pozostają owiane tajemnicą, pozwala mieć nadzieję na to, że cicha dyplomacja Watykanu może przynieść skutki po kolejnych rosyjskich prowokacjach, eskalacjach i, trzeba powiedzieć wprost, w świecie, w którym istnieje również potężny przemysł wojny, pchający państwa ku kolejnym starciom. Nie chodzi przy tym o naiwną wiarę, że jedna rozmowa z Ławrowem zatrzyma rosyjskie rakiety, ale o coś znacznie mniej spektakularnego, być może ważniejszego: o pytanie, czy w chwili, kiedy coraz więcej stron podnosi stawkę, ktoś jeszcze potrafi budować drogę prowadzącą w przeciwnym kierunku?
Watykańska dyplomacja kryzysowa
Najpierw chronologia: pierwsza informacja przyszła z Moskwy. 20 sierpnia rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa poinformowała, że w dniach 24–28 sierpnia abp Paul Richard Gallagher, sekretarz Stolicy Apostolskiej ds. Relacji z Państwami i Organizacjami Międzynarodowymi, przyjedzie z roboczą wizytą do Rosji i 25 sierpnia spotka się z Siergiejem Ławrowem. Dwa dni później Sekretariat Stanu potwierdził podróż, podkreślając trzy wymiary: dyplomatyczny, ekumeniczny i kościelny. 24 sierpnia Watykan opublikował dokładny program. Abp Gallagher ponad godzinę rozmawiał więc z Ławrowem, później tego samego dnia z prawosławnym metropolitą Antonijem z Wołokołamska, następnego dnia z Jurijem Uszakowem, doradcą Władimira Putina ds. polityki zagranicznej, a następnie spotkał się z katolickimi biskupami, duchowieństwem i osobami konsekrowanymi. Arcybiskup Gallagher odwiedził także prawosławną katedrę Chrystusa Zbawiciela, zaś w czwartek przewodniczył Eucharystii w katolickiej katedrze Niepokalanego Poczęcia NMP w Moskwie. Była to pierwsza jego wizyta w Rosji od listopada 2021 roku, a więc pierwsza od rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Trzeba przyznać, że abp Paul Gallagher przyjechał do Moskwy w momencie szczególnym. NATO w sierpniu zebrało Radę Północnoatlantycką po kolejnych naruszeniach przestrzeni powietrznej Polski i Rumunii. Sojusz mówi już oficjalnie o rosnącej rosyjskiej „tolerancji na ryzyko”, wskazując jednocześnie na nasilające się naruszenia przestrzeni powietrznej, cyberataki i akty sabotażu. W Niemczech trwa śledztwo dotyczące próby ataku za pomocą drona wyposażonego w profesjonalny materiał wybuchowy na lotnisko Lipsk/Halle. I właśnie w takim momencie do Moskwy przylatuje nie tylko papieski dyplomata. Niemal równolegle pojawia się tam dyrektor CIA John Ratcliffe, który według „Wall Street Journal” oraz CBS News, powołujących się na źródła znające cel podróży, miał przekazać Rosjanom bezpośrednie ostrzeżenie przed próbą ataku na państwo NATO. Amerykański wywiad ocenia, że Moskwa może zechcieć przetestować determinację Sojuszu ograniczoną prowokacją. Kreml potwierdził sam fakt rozmów Ratcliffe’a z rosyjskimi służbami, a szef rosyjskiego wywiadu zagranicznego Siergiej Naryszkin przyznał następnie, że spotkał się z dyrektorem CIA osobiście. Nie ma żadnego dowodu na to, że misje amerykańska i watykańska były ze sobą skoordynowane. Ich niemal równoczesny przebieg pokazuje jednak rzecz ważną: kiedy język oficjalnej polityki staje się coraz ostrzejszy, pod powierzchnią zaczynają pracować kanały, których zadaniem jest nie dopuścić do najgorszego.
Rozmowy ostatniej szansy?
Na tym właśnie polega watykańska dyplomacja kryzysowa. Nie jest potrzebna wtedy, gdy wszyscy już zgadzają się co do pokoju, ale w momencie, kiedy strony sobie nie ufają, każde ustępstwo może zostać uznane za słabość, a nieporozumienie za prowokację wymagającą odpowiedzi. Stolica Apostolska ma w takich chwilach przewagę, której nie da się przeliczyć ani na dywizje, ani na zasięg rakiet, posiadając coś, co w polityce bywa równie rzadkie: możliwość rozmawiania niemal ze wszystkimi. Dlatego też moskiewska wizyta abp Paula Gallaghera może oznaczać co najmniej trzy rzeczy.
Pierwszy scenariusz jest najbardziej konkretny i zarazem najmniej widowiskowy: humanitarny. Stolica Apostolska od początku rosyjskiej inwazji angażowała się w sprawy jeńców, deportowanych ukraińskich dzieci oraz ludności cywilnej. Sam Gallagher po spotkaniu z Ławrowem mówił, że każdy konkretny rezultat humanitarny może zmniejszyć cierpienie i pozwolić odbudować choćby „minimalne zaufanie” pomiędzy stronami konfliktu. To zdanie jest właściwie kluczem do watykańskiej metody. Najpierw jedna wymiana jeńców, powrót jednego dziecka, możliwość przekazania pomocy. Potem – być może – kolejny krok. W polityce wielkich mocarstw może wyglądać to jak drobiazg, ale dla chrześcijanina nie powinno. W centrum katolickiej wizji pokoju nie znajduje się przecież abstrakcyjny układ sił, lecz człowiek: dziecko zabrane rodzicom, żołnierz w niewoli, matka czekająca na wiadomość o synu, rodzina żyjąca pod ostrzałem. Jeśli dyplomacja uratuje choć część z nich, nie jest bezowocna tylko dlatego, że tego samego dnia nie podpisano traktatu pokojowego.
Drugi scenariusz jest poważniejszy: Watykan może przygotowywać przestrzeń przyszłych negocjacji. Po rozmowie z Ławrowem Gallagher mówił już wprost o potrzebie stworzenia warunków dla procesu politycznego i dyplomatycznego oraz rozpoczęcia „prawdziwych negocjacji”. Rosyjski minister określił spotkanie jako „bardzo pożyteczne” i zgodził się co do potrzeby intensyfikowania współpracy humanitarnej. Co więcej, oficjalna relacja watykańskich mediów przypomniała o zbliżającej się kolejnej misji kard. Matteo Zuppiego do Rosji. Do tego dochodzi rozmowa Gallaghera z Jurijem Uszakowem, jednym z najbliższych doradców Putina, odpowiedzialnych za politykę zagraniczną. Oficjalnie poinformowano jedynie, że dotyczyła aktualnych zagadnień międzynarodowych. Sam fakt jej przeprowadzenia pokazuje jednak, że watykański kanał nie zatrzymał się na poziomie rosyjskiego MSZ, a wiadomość od Leona XIV przekazana została wyżej.
Wreszcie scenariusz trzeci, najbardziej ryzykowny interpretacyjnie, ale w obecnym kontekście niemożliwy do pominięcia. Misja Gallaghera może wpisywać się w szerszy wysiłek na rzecz niedopuszczenia do niekontrolowanej eskalacji między Rosją a Zachodem.
Błogosławieni, którzy pokój czynią
Franciszek w Sarajewie mówił, że Jezus nie nazywa błogosławionymi tych, którzy jedynie głoszą pokój, lecz tych, którzy pokój czynią. To rozróżnienie jest dzisiaj szczególnie aktualne, w roku w którym obchodzić będziemy 40-lecie pokojowej inicjatywy Jana Pawła II w Asyżu. Bo łatwo przecież publikować apele, tak samo drwić z ludzi, którzy jadą rozmawiać i wracają bez traktatu w kieszeni. Znacznie trudniej miesiącami a także latami budować warunki, w których słowo „pokój” może w końcu przestać oznaczać wyłącznie pobożne życzenie.
Czy abp Paul Gallagher przywiózł z Moskwy przełom? Tego nie wiemy. Być może rezultatem będą kolejne działania humanitarne, a może jego rozmowy otworzyły drogę dla Zuppiego. Może też przekonał się jedynie, jak daleko od siebie pozostają stanowiska stron. A być może znaczenie tej wizyty zrozumiemy dopiero za kilka miesięcy. Jednak w świecie, w którym coraz więcej ludzi potrafi wyjaśnić, dlaczego następna eskalacja jest konieczna, potrzebni są także ci, którzy z uporem pytają, jak ją zatrzymać, którzy „rozbrajają język”. Stolica Apostolska nie ma gwarancji sukcesu, ma jednak obowiązek próbować. I właśnie dlatego szef papieskiej dyplomacji poleciał do Moskwy – aby próbować.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











