Pokolorowaliśmy dzieciństwo w naszej społecznej głowie. Jest wesołe, pełne miłych przeżyć i późniejszych wspomnień. Dzieciom nadaliśmy cechy beztroski, są uśmiechnięte i pełne życia. Jakbyśmy z perspektywy kilkudziesięciu lat zapomnieli, że przeżywane w dzieciństwie doświadczenia i odczuwane emocje mieszczą się w skali od bardzo przyjemnych do ekstremalnie trudnych. O ile jesteśmy w procesie normalizowania chorób i zaburzeń psychicznych, na które cierpią dorośli, o tyle te doświadczane przez dzieci zostawiają nas z uczuciem niedowierzania lub wyparcia. Polskie dzieci należą do niechlubnej czołówki europejskiej pod względem częstości występowania zaburzeń psychicznych wśród dzieci i młodzieży. Fatalna sytuacja polskiej psychiatrii dziecięcej jest jednym z czynników, który nie pozwala zmniejszyć wysokiego wskaźnika. Dane wskazują, że kliniczna depresja dotyka około 1 proc. dzieci w wieku przedszkolnym powyżej 2–3 roku życia oraz blisko 2 proc. dzieci w wieku 6–12 lat. Wśród młodzieży w wieku 13–18 lat częstość występowania depresji wyraźnie wzrasta i osiąga poziom zbliżony do obserwowanego u dorosłych. Szacuje się, że do 18 roku życia z depresją zmaga się około 20 proc. młodych osób.
Nie wyobraźnia
– Od dziecka czułam się trochę inna, zachowywałam się inaczej niż rówieśnicy. To poczucie bycia „nie taką jak inni” towarzyszyło mi właściwie od zawsze, choć nie pamiętam konkretnego momentu, w którym pomyślałam, że coś jest ze mną nie w porządku. Dużo mówi się o izolacji społecznej w kontekście depresji u dzieci i młodzieży – i rzeczywiście, ja tego doświadczałam. Od najmłodszych lat byłam raczej z boku, a po pandemii było zdecydowanie gorzej. Był taki czas, kiedy przez kilka miesięcy praktycznie nie wychodziłam z domu, poza krótkimi wyjściami z psem – wspomina 18-letnia Laura, która od szkoły podstawowej choruje na depresję. – Towarzyszył mi silny lęk: przed wychodzeniem z domu, przed ludźmi, przed oceną. Samo wyjście było ogromnym wysiłkiem i wewnętrzną walką. Dodatkowo zmagałam się z nadwrażliwością słuchową, dźwięki bardzo mnie przytłaczały. To wszystko sprawiło, że w pewnym momencie – w siódmej klasie – przestałam chodzić do szkoły. Czułam się wykluczona, nie miałam tam nikogo, na kim mogłabym się oprzeć.
W pewnym momencie Laura zrozumiała, że potrzebuje pomocy, i poszła do szkolnego psychologa. – Później pojawiła się dalsza pomoc, również prywatna. W końcu usłyszałam, że to za mało i że potrzebna jest konsultacja psychiatryczna oraz leczenie farmakologiczne. To był moment, w którym po raz pierwszy naprawdę dotarło do mnie, że to, co dzieje się w mojej głowie, nie jest wymysłem ani przesadą, ale realnym problemem i chorobą. Przez długi czas jednak myślałam, że wszystko sobie wymyślam, że to nie jest prawdziwe. W przekonaniu tym utwierdzał mnie mój tata, który ciągle powtarzał mi, że wymyślam – opowiada Laura. – W najtrudniejszym okresie ulgę przynosiło mi wyłącznie samookaleczanie – to był jedyny znany mi wtedy sposób radzenia sobie z emocjami. Poza tym moje dni wyglądały bardzo podobnie: całe dnie spędzałam w łóżku, wstając jedynie, by coś zjeść, napić się lub pójść do toalety. Nic więcej się nie działo – opowiada.
Bezsilność
Mama dziewczyny wobec cierpienia córki doświadczała przede wszystkim bezsilności. – Wiedziała, że jedno z jej dzieci bardzo cierpi, nie potrafi wyjść z domu, i nie wiedziała, jak pomóc. Szukała wsparcia, ale pojawiały się też napięcia i kłótnie – z bezsilności, z lęku, z potrzeby, żeby było lepiej. Czasem reagowała złością, bo bardzo chciała mi pomóc, a nie widziała efektów – przyznaje Laura.
Najbardziej Laurę raniło lekceważenie. – Zawsze najbardziej bolały mnie słowa, które umniejszały moje trudności, mówiły, że „to nie jest nic wielkiego” albo „inni mają gorzej”. Tymczasem dla kogoś wyjście z domu czy pójście do szkoły jest drobiazgiem, dla mnie było ogromnym wysiłkiem. Brak zrozumienia bardzo bolał. To, czego najbardziej wtedy potrzebowałam, toniekoniecznie rozwiązań czy „naprawiania”, ale prostego wsparcia: obecności, usłyszenia, że ktoś jest obok, że widzi, jak bardzo jest mi trudno, i że mogę się wygadać. Wsparcie – nawet bez realnej pomocy – było dla mnie znacznie bardziej wartościowe niż próby szybkiego naprawienia sytuacji, w której się znalazłam – przyznaje Laura.
Przerwa
Proces leczenia trwa do dziś. – Przez kilka lat szukałam odpowiednich leków i właściwych dawek. Wiele z nich nie działało, a ja przez długi czas nie czułam wyraźnej poprawy. Dopiero z perspektywy czasu, porównując to, jak było kiedyś i jak jest teraz, widzę, że zmiana jednak nastąpiła – choć nie była ona odczuwalna na bieżąco – wspomina Laura. – Przez kilka lat byłam w stałej terapii, aż w pewnym momencie poczułam zmęczenie. Usłyszałam, że mogę pozwolić sobie na przerwę i sprawdzić, jak funkcjonuję bez regularnych spotkań. Teraz jestem w takiej przerwie terapeutycznej i czuję względną stabilność. Cieszę się, że dałam sobie przestrzeń na oddech – przyznaje.
Ze względu na przewlekłą chorobę Laura ma nauczanie indywidulne, a jej lekcje odbywają się online. – Wiedziałam, że w pewnym momencie nie byłabym w stanie funkcjonować stacjonarnie, a taka forma nauki pozwoliła mi kontynuować edukację bez zaległości – wyznaje dziewczyna.
Odrzucenie
Mówienie o depresji bez umiejscowienia jej w szerszym kontekście współczesnego świata nie pokazuje jej pełnego obrazu. – Żyjemy w czasach dużej cyfryzacji, co niesie ze sobą wiele korzyści, ale jednocześnie prowadzi do ograniczenia bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. W efekcie tracimy naturalne okazje do uczenia się bycia w relacji, a budowanie więzi jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech człowieka i fundamentem zdrowego rozwoju psychicznego. Jeśli dziecko trafia do grupy i doświadcza odrzucenia, może zacząć tworzyć w sobie przekonania, że jest nieważne, beznadziejne, mało atrakcyjne, że się nie nadaje i że inni są lepsi – wyjaśnia Marcin Rzeczkowski, psychoterapeuta, współautor publikacji Nastolatek potrzebuje wsparcia. – U młodych ludzi depresja bardzo często wiąże się właśnie z doświadczeniem odrzucenia oraz silnym lękiem przed opuszczeniem. W świecie cyfrowym to zjawisko dodatkowo się nasila: młody człowiek idzie do szkoły i nagle nie wie, dlaczego klasa przestaje się do niego odzywać. Nikt mu tego nie tłumaczy, a on zostaje sam z poczuciem wykluczenia. Czasem zdarza się, że ktoś może być w grupie akceptowany, ale wewnątrz już ma zbudowane przekonania, że nie jest godny zaakceptowania, że oni i tak go odrzucą. I tutaj musimy zrobić jeszcze krok wcześniej: jeżeli rodzice nie zbudują w dziecku poczucia, że jest osobą ważną, potrzebną, niezależnie od tego, co robi, że rodzic będzie przy nim, to wtedy będzie się rodzić w nim lęk przed odrzuceniem, który ma silne znaczenie jako bodziec depresyjny.
Szukając
Farmakoterapia nie zawsze rozwiązuje problem dziecięcej depresji. – Jej działanie polega – mówiąc bardzo prosto – na regulowaniu poziomu serotoniny w mózgu. Leki hamują jej naturalny wychwyt zwrotny, dzięki czemu serotonina dłużej działa i organizm nie odczuwa tak silnie obniżonego nastroju. W wielu rodzicach pojawia się obawa: „to jest ingerencja w mózg, tak nie powinno być”. Ale z drugiej strony – leki przeciwalergiczne przyjmuje się po to, by złagodzić objawy, a nie po to, by wyleczyć samą alergię. Działanie jest objawowe. Podobnie jest z lekami w depresji i zaburzeniach lękowych – stosujemy je po to, aby zmniejszyć nasilenie objawów i dać dziecku szansę na funkcjonowanie. Dzięki temu może ono zacząć wchodzić w relacje, uczestniczyć w grupie i odczuwać mniej lęku. Warto pamiętać, że są to leki nie tylko przeciwdepresyjne, ale również przeciwlękowe – wyjaśnia psychoterapeuta. – Jeśli dziecko stoi przy tablicy, jest spięte, nie może nic powiedzieć, a potem wraca do domu i myśli: „jestem beznadziejny, znowu zawiodłem wszystkich”, to w momencie gdy leki przyniosą choćby niewielką ulgę, napięcie się zmniejszy. Dziecko poczuje się bardziej „odblokowane”, zaliczy jeden, drugi, trzeci sprawdzian czy przedmiot, a to zacznie budować w nim poczucie sprawczości. W tym miejscu kluczową rolę odgrywa psychoterapia jako element wspierający. Jej celem jest wspólne z pacjentem odkrywanie i wzmacnianie jego mocnych stron, opieranie się na nich, poszukiwanie pomocnych doświadczeń oraz osób, które mogą dawać wsparcie – dodaje.
Wspólnie
W obliczu dziecka chorującego na depresję mnóstwo pytań przywodzi na myśl szkoła: co zrobić, aby cierpienia psychiczne nie zamknęły dziecku drogi do edukacji. – Jeśli rodzic nie przyniesie do szkoły zaświadczenia, że dziecko uczestniczy w psychoterapii i ma objawy depresyjne, szkoła zwyczajnie może o tym nie wiedzieć. W takiej sytuacji reakcje nauczycieli bywają unieważniające – pojawiają się komunikaty w rodzaju: „znowu nawaliłeś”, „znowu się nie przyłożyłeś”. Dziecko przeżywa to bardzo intensywnie wewnętrznie, a takie komentarze mogą dodatkowo nasilać objawy depresyjne. Dlatego rozmowa i współpraca ze szkołą są kluczowe – tłumaczy Marcin Rzeczkowski. – Rodzice mogą wspólnie z nauczycielami opracować strategię wsparcia: zastanowić się, co konkretnie możemy zrobić i jak pomóc dziecku. Warto zaprosić je również do tej rozmowy i ustalić razem, że przy danym nasileniu depresji jego możliwości mogą nie wynosić stu procent. Być może realne będzie pięćdziesiąt – i warto wspólnie określić, co te „50 procent” oznacza w praktyce. To jest ważne także z punktu widzenia uczciwości wobec innych uczniów. Czasem można ustalić, że dziecko nie będzie odpowiadało przy tablicy, jeśli taka sytuacja nasila lęk i stres. Możliwości jest wiele, ważne, by wspólnie je wypracować i dostosować do realnych możliwości dziecka.
Znacznie wcześniej
W pracy z dorosłymi oraz starszymi nastolatkami wielokrotnie okazuje się, że chorują oni znacznie dłużej, a pierwsze objawy depresji pojawiały się u nich dużo wcześniej, często już w dzieciństwie. – W Polsce wciąż rzadko mówi się o tym, że depresję można diagnozować już w wieku przedszkolnym. Badania wskazują, że – choć wyniki nie są całkowicie spójne – nawet do 4 proc. dzieci do 7 roku życia może spełniać kryteria pełnoobjawowej depresji. Trudność polega jednak na tym, że wciąż brakuje jednoznacznych kryteriów diagnostycznych dla tak małych dzieci. Objawy depresji, które znamy z filmów czy powszechnych wyobrażeń, są charakterystyczne głównie dla starszych nastolatków i osób dorosłych. U młodszych dzieci wyglądają one inaczej – są mniej oczywiste i trudniejsze do uchwycenia. Mimo to wciąż mówi się o nich zbyt mało, a wiedza na temat tego, jak depresja może przejawiać się u najmłodszych dzieci, pozostaje niewystarczająco rozpowszechniona – wyjaśnia Danuta Wieczorkiewicz, psychoterapeutka, założycielka i prezeska Fundacji Zobacz… JESTEM.
Zbyt mało
Różnica pomiędzy depresją nastolatka a dziecka zawiera się głównie w tym, że ten pierwszy potrafi – lepiej lub gorzej – nazwać emocje, których doświadcza. – U nastolatków w okresie adolescencji jedną z charakterystycznych cech depresji jest utrata zdolności odczuwania przyjemności. Młodzi ludzie są zwykle w stanie zauważyć, że to, co wcześniej sprawiało im radość, na przykład gra w piłkę nożną, przestało mieć dla nich znaczenie. Często to rodzice, obserwując i słysząc nastolatka, łączą długofalowe fakty w obraz depresji – zaznacza Danuta Wieczorkiewicz. – U małych dzieci wygląda to inaczej. Po pierwsze, często nie mają one jeszcze wystarczająco długich i ugruntowanych doświadczeń, by móc zauważyć utratę zainteresowań – nie zajmowały się czymś przez kilka lat, by dostrzec, że przestało im to sprawiać przyjemność. Po drugie, nie dysponują jeszcze językiem ani kompetencjami emocjonalnymi, które pozwoliłyby im takie stany nazwać i opisać – opowiada psychoterapeutka.
Eksperymentowanie
– Charakterystyczną cechą wczesnej depresji dziecięcej są różnego rodzaju somatyzacje. Obejmują one m.in. bóle brzucha, bóle głowy, bóle nóg oraz inne dolegliwości o podłożu psychosomatycznym. Ponieważ małe dzieci nie potrafią jeszcze nazwać ani zrozumieć tego, co czują, ich trudności często ujawniają się także poprzez zmianę zachowania. Możemy wówczas obserwować nadpobudliwość, rozdrażnienie, płaczliwość czy zachowania, które bywają mylone z zaburzeniami opozycyjno-buntowniczymi. Do tych zmian mogą dołączać również zachowania, które u starszych dzieci nazwalibyśmy autoagresywnymi, choć u małych dzieci nie używa się jeszcze tego określenia. Mogą one przyjmować formę prowokowania niebezpiecznych sytuacji – na przykład wspinania się na parapet czy skakania z wysokości – jako sposobu radzenia sobie z wewnętrznym napięciem i dyskomfortem – wyjaśnia założycielka fundacji.
Waga szalkowa
Badania pokazują, że w rozwoju depresji istotną rolę odgrywają zarówno czynniki ryzyka, jak i czynniki protekcyjne, czyli chroniące. – Często tłumaczę to rodzicom, posługując się metaforą starej wagi szalkowej: w jednej miseczce znajdują się czynniki obciążające, w drugiej czynniki chroniące. Do czynników ryzyka, szczególnie istotnych we wczesnym rozwoju depresji, zaliczamy m.in. depresję poporodową u matki oraz obciążenie rodzinne. Nie dziedziczymy samej depresji, ale predyspozycje do jej rozwoju – określone uwarunkowania genetyczne i rodzinne. Ważnymi czynnikami obciążającymi są również bardzo wczesne doświadczenia traumatyczne, takie jak długie pobyty w szpitalu, rozłąka z opiekunem czy trudny stan psychiczny osoby kluczowej dla dziecka w okresie okołoporodowym. Do tego dochodzą choroby przewlekłe oraz różnego rodzaju obciążenia społeczne: konflikty w rodzinie, rozwód rodziców, nietrafione środowisko przedszkolne czy długotrwałe napięcia w relacjach – opowiada Danuta Wieczorkiewicz. – Po drugiej stronie znajdują się czynniki chroniące. Badania wskazują, że jednym z ważniejszych jest wspierające środowisko rodzinne – rozumiane jako możliwość rozmowy, bycia wysłuchanym i doświadczania emocjonalnej dostępności dorosłych. Taki „dobry dorosły” nie musi być wyłącznie członkiem rodziny – może to być także nauczyciel, trener czy inna znacząca osoba, pełniąca rolę wzoru i bezpiecznego towarzysza. Do czynników protekcyjnych należą również relacje rówieśnicze i przyjaźnie, kontakty społeczne, aktywność fizyczna, a także posiadanie zainteresowań. Ważne jest także poczucie własnej wartości – nie musi być wysokie, wystarczy, że będzie względnie stabilne. Badania wskazują ponadto, że czynnikiem chroniącym może być także autentyczna wiara lub duchowość, niezależnie od jej formy. Niezależnie od liczby „obciążeń” znajdujących się na jednej szalce obecność czynników chroniących może w dużym stopniu zbuforować ich wpływ i pomóc dziecku przejść przez okres rozwojowy bez wystąpienia zaburzeń nastroju – przekonuje psychoterapeutka.
Nieznane
Dramat wczesnej depresji dziecięcej polega na tym, że w znacznym stopniu zaburza ona rozwój dziecka. – Jeśli nastolatek przez pierwsze kilkanaście lat życia funkcjonował bez objawów depresyjnych, dobrze wiemy, jaki jest – znamy jego temperament, charakter, sposób reagowania. Gdy w takim przypadku pojawiają się objawy depresji, rodzice są w stanie stosunkowo łatwo zauważyć wyraźną zmianę w zachowaniu, utrzymującą się przez dwa tygodnie lub dłużej. Inaczej jest wtedy, gdy epizody depresyjne rozpoczynają się bardzo wcześnie. W takich sytuacjach rodzicom często trudno dostrzec zmianę, ponieważ nie mają punktu odniesienia – nie wiedzą, jak dziecko funkcjonowałoby bez depresji. Dodatkowo problem pogłębia brak społecznej wiedzy na temat wczesnej depresji dziecięcej oraz duże trudności diagnostyczne.
Imię bohaterki zostało zmienione.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















