Polityk z zapałkami

Po demokracji spodziewamy się uczciwości.
Kiedy widzimy, że ludzie u władzy robią przekręty, chcemy szukać alternatyw. Czasem tam, gdzie demokracji nie ma – rozmowa z ks. Remigiuszem Szauerem
Czyta się kilka minut
Uroczystość wręczenia przez PKW uchwały ws. stwierdzenia wyniku wyborów Prezydenta RP Karolowi Nawrockiemu, Zamek Królewski w Warszawie, 11.06.2025 r. | fot. Wojciech Olkusnik/East News
Uroczystość wręczenia przez PKW uchwały ws. stwierdzenia wyniku wyborów Prezydenta RP Karolowi Nawrockiemu, Zamek Królewski w Warszawie, 11.06.2025 r. | fot. Wojciech Olkusnik/East News

Wybory prezydenckie za nami. Walka trwała niemal do końca, a różnica głosów to niecałe 370 tys., co zawsze prowokuje do myślenia, że tak mało zabrakło! Jestem jednak zaskoczona tym, że przegrani – a przynajmniej część ich zwolenników – kwestionują całe wybory. Do tej pory to prawica była kojarzona z kontestacją wyników wyborów, kiedy były one dla niej niekorzystne, co ją… ośmieszało. Bo czy poważni ludzie mogą głosić irracjonalne, napełnione lękiem teorie spiskowe?
– To jest rzecz dość złożona. Wynik był pewnym zaskoczeniem, bo z sondaży wynikało, że w zasadzie obie strony mogą się spodziewać zwycięstwa. Obie w swoje zwycięstwo wierzyły i obie czuły się zagrożone. To ma dziś skutki, zwłaszcza że mamy do czynienia ze zwycięstwem „o Szczecin” (ma mniej więcej tylu mieszkańców, ile wynosi różnica głosów). W skali kraju to naprawdę bardzo mało, co stało się pożywką dla różnych spekulacji.
Z punktu widzenia socjologii i politologii aktualna dyskusja na temat wygranej i przegranej pokazuje, że procedury demokratyczne są u nas nie do końca prawidłowe. Polacy – tak to ujmę – nie są rytualistami demokracji. Chodzi mi o to, że w dojrzałych systemach demokratycznych nie tylko przestrzega się prawa, ale także uznaje się pewien niepisany rytuał i kulturę instytucjonalną. Pewnych rzeczy po prostu się nie robi: nie obchodzi przepisów metodą „na skróty”, nie szuka się luk, żeby obejść ducha prawa, nie dostraja się przepisów tak, żeby można było nadużycia własnego układu politycznego usprawiedliwić. W Polsce natomiast dominuje przekonanie: „jeśli nie jest zabronione, to wolno”, a jeśli się nie da – to forsuje się rozwiązania siłowe. Brakuje poszanowania dla samej praktyki demokratycznej jako takiej, dla pewnego etosu działania.
Podam przykład. Informacja, że w co najmniej kilku komisjach wyborczych doszło do zamiany wyników głosowania – wyniki Karola Nawrockiego wpisano do rubryki Rafała Trzaskowskiego i na odwrót, zmieniając poparcie na korzyść tego pierwszego – jest zdumiewająca. Lekceważenie tego faktu, próba przekonywania, że przecież nic się nie stało, że to jest bez znaczenia, bo nie wpłynie na wynik głosowania w skali kraju, jest jednak niedopuszczalna. Pada argument: „wy też tak robiliście w poprzednich wyborach!”. Czyli: to norma, nie ma w tym nic złego! To pokazuje, że demokracja jest w fatalnym stanie. Przy liczeniu głosów liczy się absolutna precyzja, tu nikt nie ma prawa się pomylić. Jak to świadczy o wiarygodności tych komisji wyborczych? O procesie wyborczym? Po co głosować, jeśli głosy trafiają na konto innego kandydata? Obywatele Polski, korzystający z prawa wyborczego, muszą mieć bezwzględne zaufanie do komisji. Niezależnie od tego, kto akurat rządzi w państwie. Tu nie ma miejsca na „ojej, myśmy się pomylili; wyszło na jaw – przepraszamy”. Nie ma takiej możliwości.

To kwestia odpowiedzialności za państwo…
– Kiedy ludzie robią w pracy składkę na grilla, „skarbnik” pięć razy liczy każdą złotówkę, żeby nikogo przypadkiem nie okłamać. Ludzie mu zaufali. Ale wybory głowy państwa to jest bez porównania większa waga sprawy! Problem jest i nie ma co udawać, że nic się nie dzieje.

Są to wydarzenia niedopuszczalne, szkodliwe i oburzające. Jednak snucie na ich podstawie teorii spiskowych, do czego posunął się Roman Giertych, to osobna kwestia. Jeśli prawnik ze znanej kancelarii mówi publicznie, że partia polityczna prowadzi szkolenia dla członków komisji, ucząc ich oszustw na skalę masową, to chyba coś jest z nami nie tak. Tak poważne oskarżenia poszły do mediów. Do niedawna taka postawa ośmieszałaby autora, a tu zero wstydu czy zażenowania. To jest według mnie nowe…
– Kwestie nieuczciwości i pomyłek są wykorzystywane już teraz przez obie strony. Gdyby wynik głosowania był z podobną różnicą, ale w drugą stronę – to strona przegrana podważałaby wynik, snując swoje teorie spiskowe. Starałaby się pewnie wykryć „dziwne powiązania”: a to z Moskwą, a to z Waszyngtonem, a może z Niemcami? Wszystko jedno! Grunt, żeby zakwestionować wybór. Słuszne oburzenie niedopuszczalnymi zachowaniami celowo się instrumentalizuje, żeby umożliwić swoim wyborcom osiągnięcie stanu oczyszczenia. „Widzicie? To nie nasza wina. My do końca walczyliśmy – odważnie i bezkompromisowo, ale na takie draństwo czy układy nic nie możemy poradzić. Nasz wygrał, ale nas oszukano!”. Każda pomyłka w komisji może być wykorzystana jako pretekst do oskarżeń totalnych. Tu nawet nie jest zbyt istotne, czy to działanie w komisjach było celowe, czy nie.

Kiedy mówisz o instrumentalizacji, o wykorzystywaniu emocji związanych z klęską, to jest to przejaw populizmu. Cynicznego zagospodarowania trudnych emocji (nie ma emocji dobrych i złych – one nie podlegają ocenie etycznej). Właśnie z tego powodu dziwię się koalicji rządzącej, bo tradycyjnie to ona zarzucała prawicy populizm, co miało mieć charakter dyskredytujący, bo poważni mężowie stanu nie posługują się tanimi chwytami…
– Ale taka jest natura emocji. Doświadczają ich silnie obie strony, to jest bardzo ludzkie. Porównałbym walkę wyborczą do meczu piłkarskiego. Mecz był naprawdę wyrównany. Wszyscy już się spodziewali rzutów karnych, a tu w czasie doliczonym przez sędziego padł gol. Natychmiast pojawiają się komentarze – to wina sędziego, powinien był wcześniej odgwizdać koniec. Trenera – bo źle zrobił zmiany. Ktoś powie, że rzut wolny był niesprawiedliwy, a sędzia liniowy się nie zna itd. Generalnie to sędzia skręcił mecz, a tak naprawdę wygrali nasi! Szukanie podobnych wyjaśnień w polityce niestety zaczyna być chyba codziennością. Z tym że w tym przypadku kurz szybko musi opaść i trzeba będzie zacząć racjonalnie diagnozować przyczyny porażki, jeśli chce się jej uniknąć w przyszłości.
W mojej ocenie jeśli nawet jedna komisja działała wadliwie i na jej terenie mogło dojść do oszustwa wyborczego, należy to jednak wyjaśnić i wyciągnąć poważne konsekwencje. To szkodzi zaufaniu nas, obywateli, do państwa, które gwarantuje uczciwe, sprawiedliwe i równe traktowanie w wyborach. Trudno powiedzieć, jaka była skala nieprawidłowości, ale one już nie mogą się powtórzyć. W zdrowym kraju takie rzeczy nie mają prawa się zdarzać! I tyle.

Dotarła do mnie petycja o ponowne przeliczenie głosów, którą szybko podpisało aż 250 tys. osób. Zacytuję fragment. To „obywatelskie wezwanie do zarządzenia ponownego, pełnego przeliczenia wszystkich głosów oddanych w wyborach na prezydenta”. Petycja nie będzie uwzględniona. Jak jednak widać, wiarygodność procesu wyborczego została podana w wątpliwość. 
Co to mówi o stanie demokracji w Polsce?

– Petycja jest symboliczna. Procedura ponownego liczenia wszystkich głosów, jeśli w ogóle jest możliwa w polskim systemie wyborczym, byłaby bardzo skomplikowana. Chyba mało kto liczył, że to odniesie skutek. Był to sposób wyrażenia protestu. Obywatele, którzy są niezadowoleni z tego, co się dzieje, mogli się policzyć: jest nas bardzo dużo, protestujemy. Politycy już dawno zaczęli traktować władzę wyłącznie zadaniowo – jako cel, który trzeba za wszelką cenę osiągnąć i utrzymać. W efekcie coraz więcej obszarów życia publicznego traci zaufanie obywateli. Dotyczy to sądów, w tym nawet Sądu Najwyższego, ale też całego systemu trójpodziału władzy: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Zaufanie do państwa jako całości słabnie, a jego instytucje od dłuższego czasu nie potrafią odzyskać sprawności.

Jaskrawo było to widać po sytuacji dyplomatów, którzy po wyborach parlamentarnych byli przez rząd mało skutecznie odwołani, ale nie udało się powołać nowych, bo brakowało podpisu prezydenta. Na wiele miesięcy około 
50 ambasadorów i konsulów pozbawiono w ten sposób mandatu do wykonywania obowiązków.
– Pokolenie starszych Polaków dobrze pamięta, co znaczy zawód ze strony państwa. Po upadku komunizmu w 1989 r. wielu z nich straciło pracę, a państwo nie zapewniło im żadnego wsparcia. Potem zaufanie do struktur państwa zostało odbudowane. Ale na przykład potężny kryzys wiarygodności sądownictwa, a nawet więcej – całego systemu prawa – będzie ogromnie trudno naprawić. Winę ponoszą tu obie strony. Najpierw Prawo i Sprawiedliwość rozmontowało sądy. Mając może słuszne cele, ale zrobiono to w sposób bardzo siłowy. Kiedy ówczesna opozycja, szeroko rozumiana Koalicja Obywatelska, przejęła władzę, dołożyła swoje. Bo żeby coś naprawić, trzeba było coś innego w prawie obejść… Nagle pojawiło się mnóstwo ekspertów od aktów prawnych, którzy sprzecznie interpretowali te czy inne działania, w zależności od potrzeb strony politycznej. Ilu prawników, tyle opinii. Przeciętny Polak się dowiedział, że ten sam przepis można giętko zinterpretować dokładnie sprzecznie. Kogo słuchać?

Każdy obóz polityczny ma swoich, za to zawsze jedynie słusznych ekspertów.
– Właśnie tak. To podważyło zaufanie do prawa w ogóle. O ile wcześniej istniał wspólny, obiektywny porządek prawny, który obowiązywał wszystkich, dziś został zrelatywizowany i uzależniony od doraźnych potrzeb władzy. A przecież – jak zauważał już Monteskiusz – prawo nie tylko ogranicza władzę, ale ją konstytuuje. Ma być gwarantem stabilności!
Teraz dodatkowo podważamy zaufanie do prawa wyborczego. To kolejny obszar, który nie jest już obiektywnie uznawany. Przestaje taki być. To niszczy zaufanie do demokracji w sposób, jakiego nigdy dotąd nie doświadczyliśmy. Skutki będą nieprzewidywalne. I to w momencie, gdy za wschodnią granicą trwa wojna, konflikt zbrojny eskaluje na Bliskim Wschodzie, a USA nie chcą pełnić starych ról i weszły na mało stabilną drogę na własnym terenie. Donald Trump budzi kontrowersje, bo trudno często przewidzieć, jakie podejmie decyzje. Trudno dziś w pełni przewidzieć skutki tych procesów.

Doraźna walka polityczna rujnuje fundamenty państwa, o które toczy się gra. Ginie dobro wspólne, które jest ważną wartością w katolickiej nauce społecznej.
– Kryzys zaufania z jednej strony powoduje wzrost polaryzacji w społeczeństwie, z drugiej – sam jest przez nią napędzany. Na to nakłada się populizm, czyli rozgrywanie zbiorowych emocji tak, by ugrać jak najwięcej dla siebie. To błędne koło i trudno znaleźć wyjście. Nikt chyba nie chciał do tego doprowadzić, bo działano w imię jakiejś idei ocalenia kraju przed potencjalnymi zagrożeniami. Każda strona widzi je gdzie indziej. Nikomu nie da się odmówić pobudek patriotycznych, choć za patriotów uważa się jeden obóz, drugiemu odmawiając do tego prawa.
Niebezpieczne jest też narastanie nastrojów antyestablishmentowych. Gdybyśmy popatrzyli na analizy politologiczne (kiedyś robiono takie badania na Uniwersytecie Southampton w Wielkiej Brytanii), to niski szacunek dla parlamentu w danym kraju koreluje tam z poparciem dla liderów kwestionujących demokrację. To jest bardzo ciekawa zależność. Bawienie się zapałkami w podpalanie demokracji, choć dla wielu bardzo efektowne, może się źle skończyć dla nas wszystkich. Wszyscy będziemy żałować. Bardzo by się teraz przydało obudzenie racjonalnych sił w polskiej polityce.

Nie ma takiego autorytetu, którego głos uznałyby dziś wszystkie strony konfliktu. Nie chcę szukać winy personalnie, bo to do niczego nie prowadzi. Widzisz jakieś przyczyny systemowe, niezależne od woli ludzi, które mogły się do tego przyczynić?
– Dostrzegam zmęczenie demokracją. To się objawia na różnych polach. Po demokracji spodziewamy się maksymalizacji uczciwości, przejrzystości, transparentności. Kiedy widzimy, że bez względu na opcję polityczną ludzie u władzy robią przekręty, stwierdzamy, że coś nie działa. Czujemy się bezradni. Chcemy szukać alternatyw. Paradoksalnie – czasem tam, gdzie demokracji nie ma. Przekonują nas partie i liderzy, którzy obiecują gruszki na wierzbie, złote góry – bo nie są zepsuci przez władzę, więc wprowadzą wreszcie wolność i porządek. Tocqueville opisał już w XIX w. mechanizm, jak ludzie zmęczeni chaosem demokracji są gotowi oddać wolność w zamian za pozory stabilizacji. I rzeczywiście – często okazuje się, że zamiast wolności dostajemy dyscyplinę, kontrolę, cenzurę, zamknięcie. My się wtedy burzymy, bo nie tak miało być. Ale bywa, że jest już za późno.
To też chwila dla zaistnienia partii antysystemowych. Ponieważ system generuje podział dualistyczny, którym wszyscy są zmęczeni, oglądamy się za tymi, którzy negują system jako całość. Oferują jakąś nową drogę.

Jak trudno ją utrzymać, widać po spadku poparcia dla partii marszałka Szymona Hołowni.
– To też dlatego, że ta propozycja była bardziej deklaracją istnienia niż realnym projektem politycznym proponowania czegoś „trzeciego”. W demokracji kryzysy zawsze były i będą, pora się z tym pogodzić. Wpływ na nie ma też sytuacja gospodarcza, poczucie zagrożenia bytowego. Jeśli ludzie czują, że w portfelu mają coraz mniej pieniędzy, a rokowania na poprawę sytuacji są słabe; kiedy obserwują zbędny rozrost administracji, co przekłada się na ich zamożność, to znaczy: ktoś nas skubie. Ludzie stawiają pytania, dlaczego politycy mają po 5–6 mieszkań, jeśli nas nie stać na spłatę kredytu za jedno? Więc się postawimy, rozwalimy im to. Mamy dość. Sytuacja ekonomiczna jest bardzo ważnym motywem, który ma wpływ na decyzje podejmowane w wyborach.
Politycy mogą głosić wielkie idee, wzniosłe hasła o prawach jednostki, o wolności, byciu sobą lub szacunku dla pluralizmu, ale nas interesuje poziom życia nas samych. Kierujemy się w decyzjach politycznych potrzebą dobrostanu i interesami, które są związane z naszym codziennym życiem.

Kiedy potrzeby podstawowe nie są zaspokojone, jak się zajmować urządzaniem idealnego świata wartości dla przyszłych pokoleń?
– Zwłaszcza kiedy ludzie mają poczucie, że ich się notorycznie oszukuje. Istotna kwestia, którą warto uwzględnić w mechanizmach politycznych, to wiek. Młodzi wyborcy są mniej cierpliwi. Jeżeli coś im się obieca w roku 2023, to nie będą czekać 10 lat – czyli w nieskończoność – na realizację. Nawet jeśli rząd za pomocą wiedzy ekonomicznej, mając dobre argumenty, udowodni, że nie da się tego wprowadzić z roku na rok, ich to nie interesuje. Pewne reformy wymagają długofalowych działań. Trzeba było nie obiecywać! Młodzi szybko z tego rozliczą, bo nie mają czasu i nie chcą już czekać. Sprzyja temu fakt, że nie mają podstawowego zaufania ani do instytucji państwa, ani do polityków. Kiedy młody wyborca dochodzi do wniosku, że na władzy traci, będzie chciał ją zmienić. Może zmienić źródło sympatii politycznych, idąc do tych, z którymi wiąże nadzieje na konkretne korzyści dla siebie. Rządy mają krótki czas gwarancji. Coś się zepsuje, idzie na śmietnik.

Swoiste trzęsienie ziemi widać w wielu krajach. Wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone. Był – nieudany, ale był – zamach na kandydata na prezydenta. Z kolei Trump kandydował, mając na koncie sprawy w sądzie, co uznał za próbę dyskredytacji jego kandydatury. Sądy nie tylko u nas są wciągane w rozgrywki polityczne. Ale nigdzie nie ma takiego chaosu w kwestii sądownictwa i utraty zaufania jak u nas. Może my po prostu nie umiemy korzystać z demokracji?
– Demokracja – od strony kultury politycznej – jest bardzo trudnym ustrojem, choć szlachetnym. Trzeba to jasno powiedzieć. Pisał o tym już Arystoteles w księdze VI Etyki nikomachejskiej. Wymieniając zagrożenia demokracji, stwierdził, że aby spełniała swoją rolę, musi być ustrojem, w którym przestrzega się zasad moralnych. Używał pojęcia, które my dziś inaczej rozumiemy i go nie lubimy, mianowicie: cnota. Według niego demokracja będzie o tyle etyczna, o ile etyczni będą obywatele. Powtórzył to zresztą, choć innymi słowami, Jan Paweł II w encyklice społecznej Centesimus annus.
Jakość demokracji wymaga nie tyle dojrzałości psychologicznej, ile moralności – w sensie wrażliwości moralnej obywateli. Politycy są z ludu wzięci, parafrazując znane biblijne zdanie. Są więc tacy jak my. Kiedy ktoś wynosi gwoździe z fabryki albo ołówki z biura, bo to jest niczyje, a jemu się przyda, szkody są małe. Kiedy jednak czerpie korzyści, pracując w spółkach Skarbu Państwa, obsadza je kuzynami i znajomymi, bo widzi okazję do wzbogacenia się kosztem nas wszystkich, to psuje państwo, ale też poczucie wspólnoty, szacunek do prawa. A gdzie dopiero przekonanie, że wokół żyją ludzie myślący inaczej, którym również należy się miejsce? Wrażliwość moralna jest w demokracji punktem wyjścia. Warto zastrzec, że w życiu politycznym publiczna modlitwa, obecność w mediach katolickich, odwoływanie się do wiary, często bywają budowaniem politycznej strategii. Nie zawsze idzie za tym realna postawa. Gdyby rzeczywiście szła, nasze instytucje i wspólnota wyglądałyby dziś inaczej. Jeśli chcemy dalej myśleć o sobie jako o narodzie wierzącym, być może warto zacząć od szczerej rewizji: nie cudzych deklaracji, ale własnych nawyków, relacji, oczekiwań. Zwłaszcza wśród tych, którzy sprawują władzę i powołują się na wiarę najgłośniej. Bo moralność to nie hasło, tylko klimat, w którym żyjemy razem.

---

Ks. dr Remigiusz Szauer
Ksiądz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej; socjolog religii, doktor nauk społecznych w zakresie socjologii; adiunkt na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego; 
autor monografii o religijności mieszkańców Pomorza Z dystansem i w potrzebie (2022)

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 25/2025