Logo Przewdonik Katolicki

Ratunek czy biznes?

Krzysztof Mielnik-Kośmiderski, Edynburg
Keira stała się chłopakiem o imieniu Quincy. Szybko okazało się, że zmiana płci tylko pogłębiła jej problem z tożsamością fot. FACUNDO ARRIZABALAGA/PAP-EPA

Dysforia płciowa, czyli odczuwane przez daną osobę niedopasowanie tożsamości do płci przypisanej w chwili urodzenia, przez dziesięciolecia traktowana była jako poważne zaburzenie. Kilka lat temu medycyna zaczęła przyglądać się jej uważniej.

Trudno nie ulec wrażeniu, że młody człowiek u progu trzeciej dekady XXI w. stoi przed problemami, które przez jego rówieśników 20, czy nawet 10 lat temu były marginalizowane. Oczywiście wyzwania związane z wkraczaniem w dorosłość, odkrywaniem własnej seksualności towarzyszyły ludziom od zawsze. O ile jednak w przeszłości stawianie wielu kwestii natychmiast rewidowane było przez poczucie społecznego odrzucenia, o tyle teraz możliwość znalezienia internetowych grup podzielających najbardziej osobliwe zainteresowania może przynosić złudne poczucie akceptacji.
Jak wskazują psycholodzy, gdy dziecko dorasta oraz dojrzewa, zdobywa wiedzę o tym, jak funkcjonuje społeczeństwo oraz w jaki sposób różnią się od siebie poszczególni ludzie. Już w wieku 9–13 miesięcy jest w stanie kategoryzować osoby, z którymi spędza czas na dwie różne płcie, około 3. roku życia osiąga tożsamość płciową, a po kolejnych kilkunastu miesiącach nabywa ciągłość płci. Czasem dochodzi jednak do zakłóceń w procesie rozwoju. Jeżeli na tym etapie młody człowiek zachowuje się niezgodnie ze swoją biologiczną płcią, nieoceniona może okazać się opieka psychologa lub praca seksuologa dziecięcego.

Dobro dziecka nie zawsze najważniejsze
Pod koniec poprzedniego roku w Wielkiej Brytanii wybuchła afera dotycząca nieetycznych działań, których podejmowano się w londyńskiej klinice Tavistock. Media donosiły, że w placówce przeprowadzano operacje zmiany płci dzieci i młodzieży z pominięciem elementarnego rozeznania istoty problemu. Wśród pacjentów poddanych transformacji były już czteroletnie maluchy, które zamiast pracy z psychologiem otrzymywały leki blokujące dojrzewanie i zastrzyki druzgocące gospodarkę hormonalną. Po ujawnieniu proceduralnych zaniedbań panujących w tym miejscu część brytyjskich mediów wskazywała wprost na klinikę jako miejsce „przeprowadzania karygodnych eksperymentów medycznych na dzieciach”.
Zdiagnozowana medycznie transpłciowość może stanowić wielkie wyzwanie, bardzo często oznaczając osobistą tragedię człowieka dotkniętego odmiennością. Osoby takie narażone są na występowanie stanów depresyjnych i nerwicowych, które w konsekwencji mogą doprowadzić do prób samobójczych. Oczywiste jest, że wymagają one odpowiedniej pomocy psychologicznej i wsparcia najbliższych. Rzecz w tym, aby do każdego przypadku podejść z odpowiednią wrażliwością i rozwagą. Czy jednocześnie oznacza to konieczność pełnego przyzwolenia społecznego dla rozwoju zjawiska? Niezupełnie.
Bo, jak zwykle, wszystko ma dwie strony medalu. I poszanowanie dla człowieka nie zawsze musi oznaczać ślepą akceptację oraz zgodę na ekspansję ideologii, która kryje się w tle. Tuż przed nadejściem pandemii ogólnoświatowa wartość rynku zmiany płci wynosiła 316 mln dolarów. Rosnące poczucie zagubienia i niepewności dzieci w kontekście własnej tożsamości i płciowości ma prowadzić do tego, by w ciągu kolejnych pięciu lat kwoty te rosły wykładniczo, wyważając drzwi kolejnym klinikom. Global Market Insight szacuje, że wartość rynku urośnie do co najmniej 1,5 mld dolarów w ciągu pięciu kolejnych lat. Nie dziwi to, gdy przyjrzymy się kosztom przeprowadzenia pojedynczej operacji. W USA wynosi to 23–25 tys. dolarów, w Wielkiej Brytanii – blisko 20 tys. funtów!
Swój udział w stymulacji tej dziedziny mają oczywiście i politycy. Liberalna linia programowa rządów takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy czy USA stanowi główny motor napędowy biznesu. Na ulicach brytyjskich miast na każdym kroku porozwieszane są tęczowe flagi, a oficjalne wsparcie dla klientów LGBT deklarują duże sieci handlowe, banki, instytucje. Również w szkołach od najmłodszych lat dzieci uczy się, że nie muszą być uwiązane w swym ciele aż do śmierci.

W matni
Kwitnący biznes związany z operacjami zmiany płci niechętnie przyznaje się do porażek. Na Zachodzie lobby środowisk LGBT wciąż nabiera rozpędu i rozprawianie o transformacyjnych niepowodzeniach zdecydowanie nie wpisuje się w trend. A jednak setki młodych osób transpłciowych szukają pomocy w powrocie do swojego ciała. Rozczarowani nową naturą, po jakimś czasie orientują się, że problem leżał gdzie indziej – w psychice, przeżytych traumach i wcześniejszych doświadczeniach – a nie w ich płci.
Jedną z takich osób jest Keira Bell. 24-letnia obecnie kobieta przyszła na świat jako dziewczynka. Mierząc się z problemami wieku dojrzewania, znalazła w sieci informacje dotyczące możliwości poddania się operacji. W wieku 15 lat została skierowana do Tavistock Centre, gdzie po wstępnym rozeznaniu zaczęto aplikować jej medykamenty blokujące dojrzewanie. Keira stała się chłopakiem o imieniu Quincy. Niedługo po tym, gdy okazało się, że zmiana płci nie tylko nie odsunęła, ale wręcz pogłębiła problem tożsamości, Bell postanowiła poddać się kolejnej operacji, przywracającej ją do stanu poprzedniego.
„Bardzo żałowałam tej pierwszej zmiany. Po operacji uświadomiłam sobie, że w jednej chwili wyzbyłam się nie tylko swej płciowości, ale również tożsamości. Stany depresyjne nasilały się, a ja czułam, że jestem jeszcze mniej rozumiana niż wcześniej. Moje życie nie miało wówczas żadnego sensu” – tłumaczyła brytyjskim mediom po tym, gdy zdecydowała się podać Tavistock Centre do sądu. Po wysłuchaniu jej argumentów Sąd Najwyższy orzekł, że jest mało prawdopodobne, by dzieci poniżej 16. roku życia były w stanie wyrazić świadomą zgodę na przyjmowanie leków blokujących dojrzewanie płciowe, a ośrodek powinien był zakwestionować pochopną decyzję Keiry dotyczącą transformacji.
Wkrótce po ogłoszeniu wyroku okazało się, że problem dotyczy także części innych dzieci poddawanych terapii w placówce. Mimo propagowanej przez środowisko LGBT aury sukcesu operacje zmiany płci nie przyniosły im prawdziwego ukojenia, a wręcz pogłębiły traumy psychiczne.
W następstwie tamtego orzeczenia w Wielkiej Brytanii przyjęto regułę prawną, by leki stymulujące gospodarkę hormonalną osób poniżej 16. roku życia były przepisywane wyłącznie na bazie wyroku sądowego. Podniesiono również kwestię roli, jaką pełnią w życiu młodych ludzi dezinformacja i presja – to im właśnie poddawani są zarówno ze strony rówieśników, jak i środków masowego przekazu.

Happy end?
Keira przyznała, że bezpośrednim bodźcem do poddania się operacji były materiały dotyczące zmiany płci, do jakich dotarła w internecie. Prawnik dziewczyny, Paul Conrathe, apelował do mediów o większą rozwagę w promowaniu „zbyt łatwych rozwiązań, które mogą zniszczyć życie”.
Tymczasem Tavistock Centre złożyło apelację od wyroku, zapowiadając, że „będzie broniło praw młodych ludzi do podejmowania decyzji niosących im pomoc”. Obie strony nadal zbierają siły, ale w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się zaognienia sporu. Wszak stawką jest nie tylko faktyczne dobro pacjentów, ale i ogromne pieniądze.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki