Logo Przewdonik Katolicki

Liczby Abrahama

Marek Abramowicz
fot. Ardea-studio, Ruskpp/Adobe Stock, A. Robakowska/PK

Dlaczego targując się z Bogiem o mieszkańców Sodomy, Abraham zaczął od 50 i skończył na 10, po drodze zawadzając o 45, 40, 30 i 20? Liczby są bardzo ważne w żydowskiej mistyce, co widać również w twórczości Adama Mickiewicza.

Pewnej niedzieli w czerwcu zeszłego roku słuchałem kazania naszego proboszcza, mając oczy przymknięte. Nasz kościół jest śliczny, nieduży, barokowy, stoi na zboczu góry w małej sudeckiej wsi, w której od lat mieszkam z żoną Henryką. Proboszcz nauczał z wyżyn pięknej ambony na temat czytania z Księgi Rodzaju, dotyczącego targu Abrahama z Bogiem. Abraham chciał zatrzymać Boski zamiar zniszczenia Sodomy:
„Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?». Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich». Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?». Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu». Abraham znów odezwał się tymi słowami: «A może znalazłoby się tam czterdziestu?». Pan rzekł: «Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu». Wtedy Abraham powiedział: «Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu?». A na to Pan: «Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu». Rzekł Abraham: «Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu?». Pan odpowiedział: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu». Na to Abraham: «O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?». Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu». Wtedy Pan, skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie”.
Gdy proboszcz spostrzegł, że mam oczy zamknięte, huknął na mnie z góry: „Panie profesorze, proszę nie spać podczas mego kazania! Niech się pan lepiej zastanowi, dlaczego Abraham zakończył na dziesięciu sprawiedliwych? Dlaczego nie doszedł do jednego?”. Odpowiedziałem, od razu, na głos, że Abraham nie mógł dojść do jednego, gdyż wszyscy wiedzieli, że w Sodomie JEST jeden sprawiedliwy − mianowicie Lot, siostrzeniec Abrahama. Gdyby Bóg zgodził się na jednego, Abraham zaraz by tego jednego sprawiedliwego wymienił. Taka promocja krewnego nie byłaby całkiem szlachetna i mogłaby sugerować, że Abrahamowi nie chodziło o ocalenie jakichś domniemanych sprawiedliwych, których w Sodomie wcale nie było, ale wyłącznie o dobro Lota i rodziny. Zresztą w końcu na tym właśnie stanęło − tylko Lot, jego żona i córki dostali szansę na ucieczkę z Sodomy. Inna sprawa, że żadne z nich na tym dobrze nie wyszło. Tak powiedziałem, co nie było specjalnie mądre, lepiej by się stało, gdybym w kościele podczas Mszy siedział cicho. Zresztą dopiero po kilku dniach pojąłem, że pytanie proboszcza (skierowanego przecież do mnie jako matematyka) było subtelne i dotykało sprawy innej, szalenie ciekawej, o której nic nie wiedziałem, choć powinienem był wiedzieć: mianowicie prawdziwego, matematycznego, znaczenia porządku tych sześciu liczb, które odtąd zacząłem w myślach nazywać „liczbami Abrahama”: 50, 45, 40, 30, 20, 10.
 
Mistyka liczb
Rzeczywiście, dlaczego Abraham zaczął akurat od 50 i skończył akurat na 10, po drodze zawadzając o 45, 40, 30 i 20? Profesor Maria Dzielska, gdy ją o to spytałem, odpowiedziała: „Nie! Te liczby nie mają żadnego matematycznego znaczenia, trzeba je wyjaśniać wyłącznie historycznie i socjologicznie. «50» to była w czasach Abrahama typowa wielkość odrębnej, wspólnotowej społeczności, na przykład dużej rodziny. Natomiast «10» to najmniejsza grupa jeszcze się za społeczność licząca − minjan. Tylu potrzeba dorosłych Żydów aby odmówić modlitwę, np. kadysz nad grobem w czasie pochówku”.
Ja się z tym, oczywiście, zgodziłem, ale zaczęła mi chodzić po głowie rzecz inna. Liczby są przecież tak bardzo ważne w żydowskiej mistyce! Każde słowo w Torze (czyli w pięciu pierwszych księgach Biblii, zawierających także Genesis, a w niej opis targu Abrahama z Bogiem) jest równocześnie liczbą, bowiem, jak wiadomo, wszystkie 22 litery alfabetu hebrajskiego mają liczbowe wartości. Pierwsze dziewięć liter po kolei odpowiada liczbom 1–9, następne dziewięć odpowiada pełnym dziesiątkom 10–90, wreszcie ostatnie cztery odpowiada pełnym setkom 100–400. Na przykład liczba 36 = לו (lamed-waw, po hebrajsku czyta się od prawej ku lewej) wyraża się przez dwie hebrajskie litery ל = 30 (lamed) oraz 6 = ו (waw). To ważna liczba, bezpośrednio związana z trwaniem świata!
Żydzi wierzą, że świat trwa dlatego, iż więcej jest w nim dobra niż zła. Jeśli zło by przeważyło, Bóg zakończyłby istnienie świata. Echo tej myśli wyraźnie brzmi w Reducie Ordona Adama Mickiewicza:
„Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona −
Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę”.
 
Korzenie Mickiewicza
W twórczości Mickiewicza łatwo znaleźć wiele innych aluzji do żydowskiej mistyki, w tym najsłynniejszą, niewątpliwie kabalistyczną, „a imię jego czterdzieści i cztery”. Jak przekonywająco uzasadnił Julian Kleiner w I tomie swej monumentalnej, dwutomowej monografii Mickiewicz (Wydawnictwo Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 1948), liczba 44 =מד (mem-dalet) jest po prostu transkrypcją imienia „ADAM”. W pewnym uproszczeniu chodzi o to, że w hebrajskim nie zapisuje się samogłosek, a bez samogłosek imię Mickiewicza brzmi jak „DM”. Łacińska litera M odpowiada hebrajskiej מ (mem), a litera D odpowiada ד (dalet), zatem DM=מד. Pisali o tej sprawie obszernie także Artur Sandauer („Życie Literackie”, 1981), Jadwiga Maurer, Maria Janion i wielu innych autorów, a ostatnio (na urodziny Mickiewicza w  2013 r.) Mikołaj Gliński w internetowej witrynie Culture.pl#literatura. Wiedza o tym, że 44 =מד nie jest jednak powszechna nawet wśród wykształconych Polaków. To dziwi o tyle, iż sam Mickiewicz o swych żydowskich korzeniach często mówił i pisał („z matki obcej”). Żydowskie korzenie Mickiewicza nietajne były także jego współczesnym.
Zygmunt Krasiński tak pisał do przyjaciela: „Mickiewicz – to doskonały Żyd. Czy wiesz, że matka jego była Żydówką, która się przechrzciła przed pójściem za ojca jego? Niezawodnie. Stąd w tym człowieku taki zakrój. Kabała, Talmud, Dawid... energia... wszystko razem. Miłość ojczyzny i Wallenrodyzm”.
Natomiast Ksawery Branicki, serdeczny przyjaciel i mecenas Mickiewicza (którego nie należy mylić ze starszym o pokolenie, niesławnej pamięci targowiczaninem), taką umieścił wzmiankę we wstępie do swojego tłumaczenia Elegii rabina Schossburga (oba cytaty za Mikołajem Glińskim): „Adam Mickiewicz, z którym żyłem w wielkiej przyjaźni, powiedział mi kilkakrotnie: «Mój ojciec z Mazurów, matka moja Majewska z wychrztów, jestem więc na pół Lechitą, na pół Izraelitą... i tym się szczycę!»”.
Z „wychrztów”, to znaczy z frankistów, polskich Żydów, którzy od połowy XVIII wieku masowo przechodzili na katolicyzm. Ich przywódca, Jakub Frank, geniusz manipulacji i samozwańczy prorok, ogłosił się Mesjaszem. Był twórcą i przywódcą sekty, rabinem, kabalistą, alchemikiem i astrologiem. Doszedł do wielkich godności, spędził kilkanaście lat w klasztorze na Jasnej Górze. Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk opisują wnikliwie i wielopłaszczyznowo niezwykle złożone, wręcz niewiarygodnie fantastyczne, dzieje polskich frankistów. Poświęcona jest im odrębna sala w Muzeum Polin. Spędziłem w niej kiedyś prawie cały dzień, tak bardzo ta historia wciąga.
Frankistami, albo podobnie, nazywano Żydów sefardyjskich, osiedlających się w różnych krajach po wygnaniu ich w roku 1492 z Hiszpanii przez królową Izabellę I. Katolicką. W Aleppo miejscowi Żydzi, mówiący po arabsku lub po włosku, nazywali „francos” tych mówiących w ladino wygnańców z Hiszpanii, teraz powracających (alija) do Erec Israel, którego Aleppo jest częścią. Wiem o tym od Dennisa Sciamy, bogatego angielskiego gentlemana z upper class, a przy tym jednego z najbardziej charyzmatycznych fizyków XX. Pradziadek Dennisa pochodził z aleppeńskich frankos.
 
Na ziemi i w kosmosie
Żydzi wierzą, że w każdym pokoleniu żyje trzydziestu sześciu sprawiedliwych „lamed-wawników” (36=lamed-waw), przez nikogo nierozpoznanych, których dobroć podtrzymuje istnienie świata. Mój brat Mieczysław oparł na tym motywie swą piękną książkę Bowiem jak śmierć potężna jest pamięć (Oskar, Gdańsk 2013), która opisuje życie, a zwłaszcza śmierć, 36 Żydów pochowanych w latach 1913–1948 na kirkucie w Sopocie. Przyjechali do Sopotu z wielu krajów i miejsc Europy. Mówili różnymi domowymi językami − rosyjskim, niemieckim, polskim, hebrajskim, ukraińskim, jidysz. Sopoccy Żydzi stworzyli, na krótko, wibrująca kulturą społeczność; Gminę Synagogalną założyli w roku 1913. Nie przetrwali, zginęli w kataklizmie Zagłady.
Lamed-wawnicy uzyskali niedawno status kosmiczny. Tom Westby i Christopher Conselice, astrofizycy z Uniwersytetu Nottingham w Anglii, opublikowali w czerwcu 2020, w prestiżowym „The Astrophysical Journal” pracę The Astrobiological Copernican Weak and Strong Limits for Intelligent Life, w której dowodzą, że w naszej Galaktyce jest… 36 inteligentnych cywilizacji. Ani autorzy, ani liczni komentatorzy tej pracy, nie zwrócili uwagi na kabalistyczne znaczenie tego wyniku!
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki