Niedzielna suma w Mariańskim Porzeczu napawa radością. Pogoda jak z obrazka, rozgrzane słońcem pachną drewniane belki świątyni, którą stawiał jeszcze święty Stanisław Papczyński. W kościele modli się przepisowych 35 wiernych, pozostali stoją na zewnątrz, każda rodzina w stosownej odległości od drugiej. Wszyscy w skupieniu słuchają księdza, odmawiającego porządek Mszy. To przecież powrót do normalności. „Pan z wami! I z duchem twoim!” – te słowa, doskonale nam znane, bo niedawno jeszcze powtarzane co tydzień, brzmią o wiele mocniej teraz, po dwumiesięcznym okresie kwarantanny. A przy wezwaniu: „W górę serca!” rzeczywiście coś w piersi się wyrywa.
Procesja do Komunii, kiedyś często zwana „kolejką” przez ludzi mylących świątynię Pańską ze sklepem mięsnym, teraz jakby godniejsza. Nikt się nie tłoczy, wszyscy idą powoli i w jednakowych odstępach. Ksiądz z większą niż dotąd ostrożnością rozdziela wiernym ciało Chrystusa. Rozdziela do ust. Podczas zamknięcia kościołów (tak faktycznie określić trzeba ograniczenie do pięciu liczby wiernych na nabożeństwie) miałem cichą nadzieję, że ubocznym skutkiem koronawirusa będzie upowszechnienie praktyki przyjmowania Pana Jezusa na rękę. Stało się inaczej. Zwyczaj przyjmowania Go do ust jest w polskim Kościele zakorzeniony tak silnie, że nie zdołał go obalić nawet strach przed zarazą. Więc skoro tak jest, niech już tak zostanie.
Nie sposób jednak nie podzielić się obawą o przyszłość pięknego gestu podania dłoni podczas przekazywania znaku pokoju. Z tym nawet przed pandemią nie było najlepiej – wielu wolało zdawkowe kiwnięcie głową niż fatygowanie się do ściskania ręki najbliższej osobie. Wielu innych, na odwrót, nie okazywało umiaru w tym ogólnym brataniu, co z kolei irytowało organistę, który zaczynał „Baranku Boży” jeszcze podczas wymiany znaku. A to przecież ważny symbol, zresztą jak każdy symbol w liturgii, która jest obcowaniem osoby z osobą, nie zaś osoby z anonimowym tłumem.
Teraz nadal nikt dłoni sobie nie podaje. I dobrze, jeszcze należy z tym poczekać. Ale co będzie, gdy znikną zakazy – widome znaki trwania pandemii? Czy powrócimy do tego osobistego gestu równie chętnie, jak chętnie wróciliśmy do kościoła? Wielu z pewnością będzie się obawiać: nie zaszkodzi jeszcze trochę poczekać. Drudzy nie będą chcieli się wychylać, skoro nie robią tego inni. A znajdą się zapewne i tacy, którzy po cichu cieszyć się będą, że mają z głowy jeszcze jedną mszalną fatygę.
Aż się prosi, by biskupi, korzystając z momentu zniesienia restrykcji, przypomnieli wiernym o znaczeniu podstawowych gestów wykonywanych podczas liturgii. Takiej katechezy mistagogicznej olbrzymia większość z nas, polskich katolików świeckich, nie słyszała przez całe lata. Odbiło to się smutno na poziomie liturgicznej wiedzy, tym słabszym, im o młodszym pokoleniu mówimy. Bo wiedzy o Kościele uczymy się nie tylko na lekcjach katechizmu, lecz przede wszystkim – w modlitewnej praktyce.
Teraz, po pandemicznej przerwie, wrócimy do świątyń jeszcze bardziej zdezorientowani. To będzie najwyższa pora na przypomnienie treści tego, co ukryte i przez to dla wielu niewidoczne.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.








