Logo Przewdonik Katolicki

Spełnimy kielich do dna

Jacek Borkowicz
Fot. Jadwiga_Szeptycka/wikipedia

Choć nikt, jak dotąd, nie pomyślał o jej beatyfikacji, pozostaje wzorem życia chrześcijańskiego. Po chrześcijańsku przyjęła też własną śmierć. Inka Szeptycka była autorką „Przewodnika Katolickiego”.

Jadwiga Szeptycka urodziła się w 1883 r., jako Jadzia Szembekówna, w rodzinnym majątku Siemianice w powiecie kępińskim, na południowych rubieżach Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Od dzieciństwa zwano ją Inką i pod takim też imieniem pozostała w pamięci bliskich.
 
Modlitewnik, siodło i malarska paleta
Z racji pochodzenia należała do tak zwanych dobrze urodzonych. Jej dziadek był generałem powstania listopadowego, ojciec brał udział w powstaniu styczniowym, zaś matka to rodzona wnuczka komediopisarza Aleksandra Fredry. Pałac w Siemianicach, dobrze zachowany, należy dziś do Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Szembekowie stanowili jedną z tych rodzin ziemiańskich, które własną, wysoką pozycję społeczną rozumiały jako zobowiązanie do służby narodowi. Tak też została wychowana Inka. Już jako młoda panienka, razem z rówieśnikami z sąsiednich dworów, założyła Związek Dzieci Polskich. Jego nieletni członkowie, z własnych, kieszonkowych oszczędności, oddawali pieniądze na potrzeby polskiej edukacji w Wielkopolsce. Fundusze rozprowadzano poprzez jedną z poznańskich redakcji, pod ścisłym zachowaniem anonimowości.
Był to okres, gdy pruskie władze walczyły z polskością, więc taka działalność była wówczas rodzajem wyzwania. Inka oczywiście na tym nie poprzestała, zakładając w Siemianicach tajną szkołę dla miejscowych dzieci. Jakby tego było mało, regularnie jeździła konno z bratem za pobliską granicę Śląska i tam rozdawała chłopom polskie książki. Niemieccy żandarmi ją śledzili, ale na szczęście nigdy nie przyłapali na gorącym uczynku.
Była pobożna, jak wszyscy w jej rodzinie, która każdy dzień zaczynała od modlitwy w pałacowej kaplicy. Inka wymalowała tam ściany w piękne wzory, była bowiem – obok innych talentów – uzdolnioną graficzką i malarką. Rodzice, dbając o jej staranne wykształcenie, sprowadzili jej, jako nauczyciela rysunków, ucznia Jana Matejki. Ten uwiecznił panienkę Inkę, jako świętą Kingę, na olejnym obrazie w siemianickim kościele. Obraz wisi tam do dziś.
Pisała też hymny religijne, całkiem niezłe pod względem poetyckim, jak również opowiadania. Jedno z nich, pod tytułem Anioł Pański, opublikowała w odcinkach, w latach 1924–1925, w „Przewodniku Katolickim”. Jej książka dla dzieci Jaś Ptaś cieszyła się swego czasu dużą popularnością. Była ulubioną lekturą dzieciństwa Jerzego Wasowskiego, przyszłego Pana A z Kabaretu Starszych Panów.
 
Naukowiec z powołania
Panienka z dworu, malująca kwiatki i pisząca o ptaszkach – pomyślałby ktoś z przekąsem. Tu jednak pora zaskoczyć nieprzekonanego czytelnika: Jadwiga Szeptycka zadziwiała współczesnych swoim ścisłym, naukowym umysłem.
Gdy miała 14 lat, rolnik na siemianickim polu wyorał dziwne skorupy i sprzączki. Dziewczynka, razem z młodszą o dwa lata siostrą (!), zabrała się do wykopalisk. To, co tam znalazła, opisała i dokładnie obrysowała. Efektem tej dziecięcej zabawy – jak by się wydawało – była publikacja w „Rocznikach Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk” (1902 r.). Profesjonalnym archeologom trudno było uwierzyć, że jej autorką jest dwudziestoletnia pannica.
Inkę od najmłodszych lat pasjonowała etnografia. Spisywała pieśni, śpiewane w okolicy, rysowała sukmany siemianickich gospodarzy i kolorowe suknie gospodyń. Jej wydane w 1906 r. Przyczynki do etnografii Wielkopolski to największy po Kolbergu zbiór pieśni z melodiami z tych okolic. „Chciałoby się wielkim głosem roznieść, że w tej dzielnicy, zaniedbanej nieomal zupełnie przez etnografa, giną z każdym dniem i rokiem cenne pamiątki i że ich wnet zabraknie!” – pisała we wstępie.
Gdy po ślubie przeprowadziła się do mężowskich Przyłbic niedaleko Lwowa, nadal zbierała i dokumentowała obyczaje ludu, tym razem ukraińskiego. Obszerne Przyczynki do etnografii powiatu jaworowskiego otrzymały pozytywną ocenę Polskiej Akademii Umiejętności i miały być wydane... we wrześniu 1939 r. Rękopis po dziś dzień spoczywa w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
Inka, do czegokolwiek by się przyłożyła, robiła to z podziwu godną rzetelnością oraz polotem. W 1926 r. wydała, opatrzony stosownym imprimatur, modlitewnik W kościele i w cerkwi, pierwsze i chyba jedyne, jak dotąd, porównawcze kompendium wiedzy o liturgii katolickiej w obrządkach rzymskim i greckim.
 
Do końca razem
Do ślubu z Leonem Szeptyckim w 1902 r. potrzebna była papieska dyspensa, gdyż narzeczeni byli spokrewnieni przez rodzinę Fredrów. Ślub odbył się w kościele w Siemianicach. Inka zadbała by stroje drużbów i druhen (ci pierwsi w konnym orszaku) uszyte były zgodnie z lokalną ludową tradycją, a na weselu zabrzmiały miejscowe pieśni.
Na nową drogę życia Inka zadedykowała Leonowi wiersz:
„Pójdziemy razem w życia znój, na radość i wesele,
Nie będziesz sam, kochany mój, ja radość Twą podzielę.
A kiedy przyjdzie gorycz pić, rzecz najzupełniej godna,
Nie będziesz sam, kochany mój, spełnimy kielich do dna”.
Państwo młodzi osiedli w Przyłbicach, rodowym gnieździe Szeptyckich, skąd wywodził się m.in. sługa Boży Andrzej Szeptycki, głowa Kościoła greckokatolickiego, starszy brat Leona.
Szeptyccy dochowali się dwóch synów i sześciu córek. Jak wspomina jedna z nich, wychowywano je po spartańsku, z noclegami na gołym sienniku i porannymi kąpielami lodowatą wodą. Młodsze rodzeństwo donaszało ubrania po starszych. Gdy całej ósemce przyszło jechać pociągiem, ci wychowani w pałacu młodzi arystokraci kupowali bilety na trzecią klasę – żeby wypadło taniej. Rodzice nie żałowali im tylko jednego: miłości. Nie trzeba też chyba dodawać, że wszystkich ośmioro znakomicie trzymało się w siodłach.
W kilka tygodni po wydaniu za mąż jednej z córek państwo Szeptyccy stanęli wobec wyzwania znacznie większego – wojny. Z momentem wtargnięcia Sowietów zadbali o bezpieczne ulokowanie potomstwa, sami jednak pozostali w Przyłbicach.
27 września 1939 r. przed gazon pałacu zajechało auto NKWD. Sowieccy bezpieczniacy przyjechali, by na miejscu rozstrzelać Leona. Powód? Wystarczyło, że zaliczono go do kategorii „obszarników”. Gdy wyprowadzano dziedzica, jego żona, na własne wyraźne żądanie, dołączyła do męża. Więcej ich nie widziano.
Troje z ośmiorga dzieci Jadwigi i Leona poświęciło życie służbie Bożej jako księża lub zakonnice. Zofia Szeptycka po wojnie została przełożoną polskiej prowincji franciszkanek misjonarek Maryi.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki