Logo Przewdonik Katolicki

Maryja zadawała pytania

fot. Agnieszka Robakowska

Z o. Nikodemem Brzózym OP rozmawia Małgorzata Bilska

Spotykamy się 15 sierpnia w sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei na Jamnej. Kim jest Maryja dla intelektualistów? Dziś chyba większość z nich woli czytać pisma kobiet-doktorów Kościoła niż modlić się do Matki.
– Maryi można przyznać tytuł profesora Kościoła, tylko po co? Jest Matką Boga, to najważniejsze. Kilka kobiet otrzymało tytuł nie za tę czy inną książkę, ale za mądrość i duchowy wymiar ich przesłania. Doktor Kościoła to ktoś, kto ma doświadczenie Boga i umie je nazwać.
 
Maryja je miała. Tytuł Jej się należy.
– Mało zachowało się słów Maryi. Z Ewangelii znamy rozmowy z Bogiem, w tym Jej fiat, magnificat. Pod krzyżem Jezus powiedział do Niej o Janie: „Niewiasto, oto Syn twój”, a do niego: „Oto Matka twoja”.
 
Kiedy dwunastoletni Jezus zgubił się na pielgrzymce, spytała Go z wyrzutem: „Synu, czemuś nam to uczynił?”.
– Ludzie inteligentni i uczciwi, którzy nie boją się myśleć, zadają pytania. Nie ma innej drogi do Boga. Maryja nie wszystko wiedziała, więc pytała, np. „Jak się to stanie, skoro nie znam męża?”. Bez tego nie byłoby zwiastowania.
 
Powinniśmy Ją pod tym względem naśladować?
– Myślę, że wierzący, którzy bez pytań wyznają wiarę, mogliby wreszcie zacząć je zadawać. (śmiech). To dotyczy też duchownych. Wiara bez pytania jest fideizmem i woluntaryzmem, tzn. postawą opartą na uczuciach i dobrych chęciach. Byłoby też dużo ciekawiej, gdyby więcej trudnych pytań stawiały kobiety. W niezbyt dojrzałym kulcie Maryja mówi fiat bez zastanowienia. Odpowiedź Maryi była przemyślana, nie wymsknęła Jej się z grzeczności.
 
To prawda, że Ojciec nauczył się odmawiać różaniec w duszpasterstwie o. Jana Góry?
– Tak. Jan Góra głęboko rozumiał sens pośrednictwa duchowego Maryi. Opowiadał, że niektórzy „intelektualiści” w zakonie uważali tę formę modlitwy za przeżytek, chcieli wymyślać coś bardziej nowoczesnego i wyrafinowanego.
Różaniec jest prosty. Przed wojną do kościoła dominikanów w Krakowie przychodziły na poranną Mszę służące i odmawiały w trakcie różaniec, bo niewiele rozumiały po łacinie. Potem kupowały mleko i szły robić wielmożnemu państwu śniadanie... Jeśli jednak ktoś uważa, że różaniec to modlitwa prostaczków, „klepanie paciorków” przez dewotki, jest w błędzie.
Ojciec Góra zaproponował modlitwę różańcową młodzieży z duszpasterstwa szkół średnich w Poznaniu, a często były to dzieci profesorów. Chwyciło. Różaniec zagościł na stałe w ich kieszeniach, rękach, na ustach i w głowach. Też go odmawiałem, chodząc z ojcem po Gorcach. Jan Góra nas przekonał, bo był człowiekiem z klasą. Miał formę i sznyt, a mówił z taką charyzmą, że otwieraliśmy buzie jak zahipnotyzowani. Odmawianie z nim różańca to było wyróżnienie. W pakiecie z modlitwą dał ambitne książki o filozofii i teologii. W 1980 r. na obozie letnim czytaliśmy Czy diabeł może zbawiony? Leszka Kołakowskiego i Wyznania świętego Augustyna. Licealiści w góralskim szałasie…
 
Co zrobić, żeby miłość do Maryi nie przesłoniła nam Jezusa?
– Maryja zawsze wskazuje na Jezusa. Nie jest boginią, ale Matką Boga, która rodzi Go dla nas. Przez to, że jest człowiekiem, do Niej nam bliżej. Maryja jest świadkiem miłosierdzia Boga. Podstawą tej prawdy jest Ewangelia, w tym scena z Kany Galilejskiej. Odpowiadając na apel Maryi, patrzymy na Jezusa i ufamy Jego Miłosierdziu.
 
o. Nikodem Brzózy OP
Opiekun Wspólnoty Wiara i Światło, pomocnik duszpasterza Ruchu Lednickiego

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki