Logo Przewdonik Katolicki

Jesteście ważni dla Francji

Jacek Borkowicz
FOT. AP EAST NEWS

Tak najkrócej można streścić sens przemówienia prezydenta Macrona do katolików. W ostatnich dziesięcioleciach w ten sposób nie mówił do nich nikt. Przeciwnie – niejednokrotnie dawano im do zrozumienia, że są zawadą dla budowania świeckiego państwa.

Na początku kwietnia prezydent Emmanuel Macron wziął udział w posiedzeniu francuskiego episkopatu. Gotyckie mury refektarza Collège des Bernardins, kilkaset metrów od Sorbony, gościły jednak tym razem nie tylko biskupów, lecz także 400 przedstawicieli katolickich środowisk całej Francji, świeckich i duchownych.
 
Kraj w kryzysie
Macron przemawiał ponad godzinę, przy absolutnej ciszy widowni. Przemawiał w sposób stonowany, jak na prezydenta przystało, niewolny jednak od osobistych dygresji. Mocnym akcentem był już sam punkt wyjścia jego rozważań, gdyż Macron otwarcie mówił o głębokim kryzysie, w jakim znalazło się francuskie społeczeństwo. Kryzysie politycznym, społecznym i po części gospodarczym, ale przede wszystkim duchowym – słowo to, dotąd z zasady nieużywane w oficjalnych przemówieniach prezydentów Republiki, padło z mównicy aż sześciokrotnie. „W tym momencie wielkiej niestabilności społecznej, gdy zagrożona rozdarciem jest sama istota narodu, uważam, że moim obowiązkiem jest nie pozwolić, by zaufanie katolików do polityki i polityków uległo erozji” – po tym zdaniu wiadomo już było, w jakim kierunku pójdzie prezydencka mowa. Jest to absolutna nowość w warunkach ostatnich dziesięcioleci republikańskiej Francji, kiedy to katolikom niejednokrotnie dawano do zrozumienia, że stanowią raczej zawadę niż pomoc w budowaniu świeckiego państwa.
Wystarczy wspomnieć poprzednika Macrona na prezydenckim fotelu, François Hollande’a, który takich spotkań nie odbywał, za to corocznie uczestniczył – oficjalnie, jako prezydent Francji – w zjazdach masonerii.
Macron, który prezydentem jest dopiero od roku, masonów specjalnie nie faworyzuje, ale jako wielki zwolennik Kościoła też dotąd poznać się nie dał. W ostatnim czasie zaszło jednak kilka wydarzeń, które skłoniły go do refleksji nad miejscem katolików w życiu Francji.
 
Wzór do naśladowania
Jednym z nich były protesty po orzeczeniu sądu, nakazującego zdjąć krzyż z pomnika Jana Pawła II w bretońskim miasteczku Ploërmel. W odpowiedzi tysiące młodych Francuzów, przy wsparciu mediów społecznościowych, wzięło udział w akcji „MontreTaCroix” („Pokaż swój krzyż”). Co ciekawe, poparło ją także wielu niewierzących. Noszenie krzyżyka na piersi stało się we Francji aktem swoistej kontestacji.
Kolejne ważne wydarzenia to męczeńska śmierć księdza Jacques’a Hamela (2016) i niedawna bohaterska śmierć pułkownika policji Arnauda Beltrame’a, który dobrowolnie oddał się, jako zakładnik, w ręce terrorysty. Zarówno Hamel, jak i Beltrame byli świadomymi, głęboko wierzącymi katolikami, obaj też zginęli z rąk fanatyków, motywujących swoją działalność nakazami islamu. Ten ostatni czyn wywarł szczególne wrażenie na prezydencie, gdyż Beltrame zginął, pełniąc służbę państwu. Już na początku swojego przemówienia Macron oddał mu hołd jako poległemu policjantowi, ale też jako osobie wierzącej, którą miłosierdzie i sumienie skłoniły do aktu najwyższego poświęcenia. Okazuje się, że w sytuacji, gdy ogół społeczeństwa zmierza w stronę niestabilności, to właśnie katolicy wykazują się jak najbardziej prospołeczną i propaństwową postawą.
 
„Kazanie” prezydenta
Co ciekawe, zarówno Beltrame, jak i sam Macron pochodzą z rodzin niepraktykujących. Pierwszy z nich nawrócił się w wieku dojrzałym, drugi – ochrzcił się, na własne życzenie, w wieku 12 lat. Wydaje się, że zarówno mentalność, jak i osobista droga, którą przebył pułkownik policji, są bliskie, a przynajmniej zrozumiałe dla obecnego prezydenta Francji, który powiedział w Collège des Bernardins: „Kościół nie jest w moich oczach tą instancją, którą zbyt często przedstawia się karykaturalnie jako strażnika dobrych obyczajów. Jest on właśnie tym źródłem niepewności, które przenika całe życie i sprawia, że dialog, pytanie, poszukiwanie jest rdzeniem sensu, nawet wśród tych, którzy nie wierzą”. Macron dodał też, iż w jego przekonaniu ważne są nie tyle „katolickie korzenie”, ile wzbogacający cały naród katolicki „zasiew”. Tak mówili dotąd we Francji teologowie na rekolekcjach, ale nigdy w ten sposób nie przemawiał prezydent państwa!
Macron przekonywał zebranych, że między zaangażowaniem obywatelskim a dobrze pojętą religijną gorliwością nie ma sprzeczności. Co więcej, obie postawy mogą się wspierać i być w tym dla wspólnoty państwa pożyteczne. „Czy to obywatelska, czy też katolicka strona osobowości – w naprawdę wierzącym człowieku obie płoną tym samym płomieniem”, uzasadnił swój wywód piękną metaforą. Prezydent powiedział też, że Kościół, który nie interesowałby się sprawami doczesnymi, takimi jak wymiar polityczny czy społeczny, „nie spełniałby do końca swojego powołania”. Również on sam, jako prezydent, powinien z życzliwością i zainteresowaniem odnosić się do katolików, gdyż inaczej „nie dopełniałby swoich obowiązków”. Katolicy, jako społeczność, są ważni, gdyż obdarowują Republikę „trzema darami: darem mądrości, darem zaangażowania, darem wolności”.
 
Bądźcie jeszcze ważniejsi
Przemówienie Macrona można odczytać jako wyciągnięcie ręki do francuskich katolików, którzy w ciągu ostatnich stu lat nigdy nie czuli się zbyt komfortowo jako obywatele. Uchwalona w 1905 r. ustawa o rozdziale Kościoła od państwa, traktowana jako część ustrojowego fundamentu III, IV i V Republiki, przeprowadzona została w atmosferze otwartej nieprzyjaźni wobec katolickich środowisk. Rygorystycznie traktowana „laickość” praktycznie wyrugowała ich obecność z przestrzeni publicznej. Niepokój i sprzeciw francuskich katolików budzą też ostatnie poczynania władz, takie jak legalizacja w 2013 r. związków homoseksualnych jako „małżeństwa”, planowane w najbliższym czasie rozszerzenie dostępu do zapłodnienia in vitro, czy społeczna dyskusja nad wprowadzeniem eutanazji.
Jednak mowa prezydenta Francji może oznaczać coś znacznie więcej: coś w rodzaju odwołania „małej wojny religijnej” państwa z katolikami. Tak przynajmniej widzą to sami Francuzi, i to zarówno ci, którzy cieszą się z słów Macrona, jak i ci, którzy przeciw nim ostro protestują. Trudno zresztą, aby przemówienie nie wywołało emocji: Macron, choć mówił jak dyplomata, wcale nie stawiał zebranym za wzór katolików „grzecznych” i niewychodzących poza opłotki własnych parafii. Przeciwnie, w swoim przemówieniu odwołał się do postaci świętej Joanny d’Arc, która z płomiennym hasłem na ustach i mieczem w ręku odwojowywała Francję spod angielskiej niewoli.
Jesteście ważni, więc bądźcie jeszcze bardziej obecni w naszym wspólnym życiu – to wygłoszone do katolików przesłanie ma w ustach prezydenta Francji niemalże posmak rewolucji. Jakie przyniesie owoce?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki