Dobro ze skrawków

Abuna Mario, czyli ojciec Mario, to włoski ksiądz w Ziemi Świętej. Pracując wśród wyznawców Chrystusa i Allaha, szyje dobro. Często ze skrawków.
Czyta się kilka minut
Fot. Iraqigirl Facebook
Fot. Iraqigirl Facebook

Piętnaście lat temu ks. Mario Cornioli został wyświęcony na kapłana. Toskańska parafia, do której trafił, prowadziła program partnerski z Betlejem. Wtedy po raz pierwszy pojechał do Ziemi Świętej. Ku jego zaskoczeniu okazało się, że to nie tylko kościoły i wykopaliska archeologiczne. – Poznałem potomków pierwszych chrześcijan, tych, którzy żyli obok Pana Jezusa i swoim świadectwem z pokolenia na pokolenie przekazywali nam wiarę – opowiada ks. Mario.
 
Z ziemi włoskiej do Świętej
Niedługo później usłyszał od biskupa, żeby już nie wracał, ale został misjonarzem na ziemi Chrystusa i zaangażował się w Łacińskim Patriarchacie Jerozolimy. – To było moje przeznaczenie, bo urodziłem się w miasteczku Sansepolcro, co tłumaczy się: Grób Chrystusa. Jak więc mógłbym pracować gdzie indziej? To sprawka Bożej opatrzności – mówi z uśmiechem i dopowiada: – Duch Święty poprowadził mnie do Jerozolimy do chrześcijan, którzy tam żyją. To szczególna misja, bo oni jako Arabowie są mostem między Wschodem i Zachodem. Jeśli ich zabraknie, ten most, który jest szansą na porozumienie, zostanie zburzony. Każdy z nas jest więc odpowiedzialny za chrześcijan w Ziemi Świętej.
Pewnego razu do ks. Mario przyszedł Assad (po arabsku „lew”) – potężny Palestyńczyk z wąsami i twarzą jak terrorysta. Rzucił mu się na szyję, wyściskał i zaczął płakać – a płacz to dla Arabów wstyd i hańba. Powiedział też tak: „Bardzo cię proszę, Abuna Mario [abuna po arabsku oznacza „ojciec” – przyp. red.], gdy wrócisz do Włoch, opowiedz swoim przyjaciołom o naszym cierpieniu”. – Obiecałem mu, że będę opowiadał nie tylko Włochom, ale całemu światu. Także wam, Polakom. Bo usłyszałem krzyk ich cierpienia i bólu – mówi misjonarz.
 
Muzułmańskie dziecko Boże
Sytuacja chrześcijan w Ziemi Świętej jest daleka od normalności. Często są marginesem na marginesie, bo liczbowo stanowią niewielką część społeczeństwa, ale to właśnie ta niewielka część doświadcza zwykle bezrobocia i biedy. Mimo to Abuna Mario pomaga nie tylko wyznawcom Chrystusa. Gdy z powodu wojny cierpią zwykli ludzie, nie ma znaczenia, jakiego są wyznania. – W ostatnich latach zbudowaliśmy wiele mostów braterstwa i dialogu, także z wyznawcami judaizmu i muzułmanami, z którymi się zaprzyjaźniliśmy – opowiada misjonarz. Przykładem są chrześcijańskie szkoły, najlepsze w Palestynie. – W Gazie, gdzie do trzech naszych szkół uczęszcza ponad trzy tysiące uczniów, muzułmanie stanowią 95 proc. z nich, ponieważ chrześcijanie to około 1200 osób spośród prawie dwumilionowej ludności! – wylicza Włoch. W rodzinnym domu dla niepełnosprawnych Hogar Nino Dios w Betlejem przebywa obecnie 29 dzieci i nastolatków, a większość z nich to muzułmanie. Ks. Mario: – Kiedy trzeba pomóc i uratować dziecko, nie sposób patrzeć na to, czy jest ono chrześcijaninem, muzułmaninem czy żydem. Jest dzieckiem Bożym, które potrzebuje pomocy i miłości.
Z domem dla niepełnosprawnych dzieci wiąże się ciekawa historia, bo właśnie tam ks. Mario spotkał Jezusa Chrystusa. W 2005 r. wyremontowany dziś Hogar Nino Dios był starą, walącą się chałupą. – Zadzwoniłem. Drzwi otworzył mi Jezus, a potem przedstawił Chrystusa. Okazało się, że w domu posługują dwie siostry ze Zgromadzenia Rodziny Wcielonego Słowa. Jedna miała na imię Jezus, a druga Chrystus – śmieje się misjonarz, który wspiera inicjatywy w różnych zakątkach Ziemi Świętej. Szczególnie bliska jest mu Jordania, do której przeprowadził się z Izraela dwa lata temu.
 
W gościnnej Jordanii
Jordania to prawdopodobnie najbardziej gościnne państwo świata. W 1948 r. podczas wojny domowej w Palestynie, będącej wówczas pod mandatem brytyjskim, nie zamknęła drzwi przed żadnym Palestyńczykiem. W 2003 r. do Jordanii przybyli Irakijczycy, w 2011 r. Syryjczycy, a trzy lata później znowu Irakijczycy, wygnani przez ISIS. Jordania przyjęła też wielu uchodźców z Somalii i Sudanu.
Ks. Mario Cornioli: – To długa historia gościnności kraju z małymi zasobami naturalnymi, ale z ogromnymi zasobami ludzkimi. Gościnne serca Jordańczyków, chrześcijan i muzułmanów, pozwoliły temu krajowi osiągnąć zadziwiające liczby. Wystarczy pomyśleć, że do dzisiaj mieszka tam około trzech milionów uchodźców na około dziewięć milionów mieszkańców. To tak jakby u was, w Polsce na 39 mln mieszkańców przypadało 13 mln uchodźców! Dlatego Jordania, wraz z Libanem, powinny być podziwiane i wspomagane, ponieważ dźwigają na swoich barkach dramat uchodźców zmuszonych do opuszczenia swoich ziem.
Ks. Mario posługuje wśród irakijskich uchodźców, m.in. wygnanych z Mosulu i z wiosek z równiny Niniwa. – Bardzo trudno jest znaleźć słowa, aby pocieszać i towarzyszyć tym, którzy stracili wszystko. Myślę, że jedynym sposobem jest stanięcie obok takiego człowieka w ciszy, aby odczuł ciepło Bożej miłości. Ta obecność może mu powiedzieć, że Bóg go nie opuścił i że mimo wszystko może zacząć nowe życie – zauważa.
 
Ornat ze skrawków dla Franciszka
Bardzo konkretną szansą na nowy start jest oryginalny projekt ks. Mario. Aby pomóc młodym Irakijkom, które znalazły w Jordanii schronienie przed bombami, ale nadal nie miały perspektyw, zaprosił do współpracy zaprzyjaźnione projektantki mody i u sióstr salezjanek w Ammanie zorganizował profesjonalny kurs zawodu. – Półtora roku temu przyjechało kilka moich przyjaciółek z Włoch. Uczyły dziewczęta sztuki szycia. Otworzyliśmy małe atelier mody „RAFEDÌN – Made by Iraqi Girls”, które dzisiaj zatrudnia piętnaście dziewczyn z Iraku. Dziewczyny projektują i szyją sukienki oraz inne kreacje ze wspaniałych, kolorowych, orientalnych tkanin, skrojonych według zachodnich gustów – mówi misjonarz. Sukienki, bluzki, chusty i serwety od Iraqi Girls dały się poznać we Włoszech – są sprzedawane w tamtejszych butikach, ale również w innych zakątkach świata, również w Watykanie. W maju zeszłego roku dziewczyny uszyły przepiękny ornat dla Franciszka i przekazały go papieżowi przez Nuncjaturę Apostolską, dołączając do niego poruszający list. „Miłosierdzie Pana jest wielkie: dostałyśmy bowiem okazję, by podjąć pracę w projekcie RAFEDÌN (…) Inicjatywa przyniosła nam dużo radości i podbudowała nas duchowo oraz materialnie. Ludzie, którzy pomagają nam z bliska, dają nam odczuć, że nadal jesteśmy potrzebne sobie samym i społeczeństwu” – napisały. I dalej: „Uszyłyśmy ten ornat z odrzuconych skrawków materiałów pozostałych po naszej pracy. Te skrawki są tak jak my – odrzucone przez złych ludzi, którzy wyrzucili nas z naszej ziemi. Ale nawet odrzucone skrawki mogą urodzić coś dobrego i pożytecznego, na chwałę Pana”.
 
Korzystałam z materiałów Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2017