Logo Przewdonik Katolicki

Przesyt

Natalia Budzyńska
FOT. VARANDAH/FOTOLIA.

Wszyscy piszą o miasteczku Twin Peaks, czyli kontynuacji kultowego serialu Davida Lyncha. Ja się jednak jeszcze wstrzymam i obiecuję podzielić się swoimi wrażeniami w jednym z kolejnych felietonów.

Czasem lepiej nie wyrażać opinii po pierwszych odcinkach. Dzisiaj chciałabym napisać o przesycie, który jest zauważalny nie tylko w serialowym biznesie.

Nigdy jeszcze nie odczuwałam aż takiego nadmiaru dosłownie wszystkiego, jak w ciągu ostatnich miesięcy, a nawet tygodni. Być może przedtem nie zwracałam na to aż takiej uwagi. Najpierw rzucił mi się w oczy nadmiar odzieżowy. W sklepach odzieżowych sezon nie trwa już pół roku, po których następują wyprzedaże, ale trzy miesiące. Co kwartał nowa kolekcja. Zastanawiam się, co dzieje się z tą ogromną masą ubrań, nad produkcją których dnie i noce haruje cały Daleki Wschód. I jak tę nadprodukcję wytrzymuje nasza matka Ziemia. Potem zauważyłam nadprodukcję filmową. Nagle okazało się, że tydzień, najdalej dwa, po premierze filmu już niemal nigdzie go nie zobaczę. Nie jestem jakoś bardzo wiekowa, a pamiętam czasy, kiedy w kinach odbywała się premiera jednego filmu na miesiąc, a nie kilku co tydzień. Ale za to jakie to były filmy! Takie, które pamięta się do dzisiaj, które weszły do kanonu klasyków kina. Dziewięćdziesiąt pięć procent filmów wchodzących obecnie na ekrany zapomina się od razu. Ulatują gdzieś takie same fabuły, identyczne plakaty, obojętne tytuły. Coraz trudniej wyłowić coś wartościowego, ponieważ cierpimy również na nadmiar festiwali filmowych, które kiedyś pełniły rolę „odsiewacza”.

No i niestety podobnie rzecz ma się z książkami. Ich czytaniem i recenzowaniem zawodowo zajmuję się od lat dwudziestu. Nigdy, nigdy nie było ich tak dużo. Tonę w tytułach, z których co dziesiąty okazuje się interesujący. Wydawnictwa prześcigają się w ilości wydanych w miesiącu tytułów, coraz mniej zwracając uwagę na ich wartość. Tak jakby brały udział w jakimś wyścigu. Ostatnie warszawskie targi książki to jakieś apogeum. Owszem, czytelnictwo maleje, więc powinniśmy cieszyć się tłumami spacerującymi między stolikami wydawców i kolejkami do autorów po autograf. Aż tu nagle skala tego zjawiska festiwalowo-jarmarcznego zaczęła mi przeszkadzać. Autorzy w roli gwiazd mi nie odpowiadają. Zamiast zwracać uwagę na literaturę, zaczęłam wczuwać się w tych, do których nikt nie podchodził. Irytowali mnie z kolei ci, którzy robili wokół siebie dużo szumu. Niektórzy nawet spełniając swoje młodzieńcze marzenia występowali w zespole rockowym i tak im to nie wychodziło, tak bardzo, że do teraz oblewam się rumieńcem zażenowania. Pisarze, błagam, po prostu piszcie dobre książki, czekam na świetną literaturę, czekam na chwilę, która sprawi, że zapamiętam was na zawsze.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki