Logo Przewdonik Katolicki

Dylan - bard, poeta, buntownik, noblista 

Radosław Szczygieł
Bob Dylan / fot. PAP

Powiedzieć, że literacka Nagroda Nobla przyznana Bobowi Dylanowi zelektryzowała pisarski świat, to mało - ona go wywróciła. Kiedy jedni wieszczą upadek prestiżu Nagrody, inni mówią, że wyszła ona wreszcie ze skostniałej formuły.

Szwedzka Akademia w krótkim, opublikowanym za pośrednictwem portalu Twitter, uzasadnieniu napisała, że Nagroda Nobla została przyznana Dylanowi za „stworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w wielkiej tradycji amerykańskiej piosenki”. Dla wielu takie uzasadnienie to za mało. Chyba nigdy jeszcze werdykt nie wzbudził tylu emocji. Wśród specjalistów nagroda nie budzi jednak zdziwienia, Dylan już od kilku lat umieszczany był w czołówce kandydatów do tego zaszczytnego wyróżnienia.

Uniwersalizm
Bob Dylan jest ikoną muzyki. Po tak arbitralnym stwierdzeniu można by właściwie nie pisać nic więcej. Fenomenalny facet, który od półwiecza potrafi porywać serca słuchaczy. Buntownik o chropowatym, szorstkim głosie i oszczędnej gitarowej artykulacji. Bohater niezliczonych zdjęć, można powiedzieć, że człowiek pomnik. Uczestnik wielkiego pokolenia, które wydało na świat takich muzyków i artystów jak Jim Morrison, Janis Joplin czy Jimi Hendrix. Wychował właściwie całe pokolenia współczesnych amerykańskich muzyków. Czasami dochodziło do zabawnych paradoksów, najbardziej rozpoznawalnym utworem zespołu Guns'n'roses jest Knockin' on Heaven's Door. Cóż w tym zabawnego? Otóż, w oryginale ten utwór pochodzi z repertuaru Dylana i powstał jako muzyka do westernu. Jest ilustracją sceny, w której szeryf umiera w ramionach swojej żony. Gdybyśmy robili zestawienie ilości coverów tej piosenki, otrzymalibyśmy listę liczącą przeszło 40 pozycji. Rzeczą najlepiej pokazującą wielkość Dylana jest fakt, że w każdej z tych interpretacji jej odbiorcy znajdowali zupełnie inne odniesienia zarówno do sytuacji osobistej wykonującego, jak i politycznej czy społecznej. Słowa „mamo, zabierz tę odznakę, nie mogę już jej nosić” czy też „mamo, zakop gdzieś tę broń, nie mogę już z niej strzelać” były odnoszone do wojny w Wietnamie, wojny w Zatoce Perskiej, stanu wojennego w Polsce, jak i do wypalenia artystycznego, gdzie broń była mikrofonem. Można śmiało powiedzieć, że utwór ten miał charakter uniwersalny.

Idealizm
Dzięki temu dochodzimy do być może rzeczywistych powodów, dlaczego to właśnie Bob Dylan zasługuje na Nagrodę Nobla, otóż uhonorowanie go jest również nobilitacją dla całej tradycji ustnego przekazu literackiego. Dylan posługując się w swoich pieśniach formami takimi jak przypowieść, pisze i komponuje utwory bardzo trudne interpretacyjnie, jak chociażby The Ballad of Frankie Lee and Judas Priest, w której to diabeł pod postacią Judas Priesta kusi utalentowanego naiwniaka Franka Lee, któremu przyjemności cielesne mylą się z rajskimi rozkoszami. Czy nie jest to oczywiste nawiązanie do prawd, które właściwie istnieją w ludzkości od samego początku? Nagroda Nobla miała być przyznawana za „najwybitniejsze dzieło o tendencjach idealistycznych”. Takimi są właśnie ballady Boba Dylana, traktujące o rzeczach uniwersalnych, wieloznaczne, ale jednocześnie proste. Możliwe do interpretacji dla każdego. Czy są idealistyczne? Myślę, że można pokusić się o takie stwierdzenie.
Jeśli zaś mielibyśmy zderzyć się z zarzutem o to, że Dylan jest mało literacki, to cóż, z pomocą przychodzi nam matematyka. 54 albumy, na każdym zaokrąglając około 10 utworów, a w każdym z nich 10 wersów. Ile powstaje z tego linii tekstu, każdy może obliczyć sobie sam.
Ponad pokoleniami
Kim jest dla mnie Bob Dylan? Takie pytanie zadałem sobie na początku. Spróbowałem popytać zarówno znajomych, jak i najbliższych. Zadbałem o to, żeby byli zróżnicowani wiekowo. Trochę starsi wskazywali na Marylę Rodowicz i jej interpretację Odpowie ci wiatr, młodsi mówili raczej o hipisie, którego styl uchodzi za ikonę mody. Jednak nikt nie wymienił Dylana jednym tchem z Morrisonem czy Janis Joplin. Przyzwyczailiśmy się chyba do takiego quasi-romantycznego wizerunku artysty, który szybko żyje i tak samo umiera. Tegoroczny noblista pod tym względem jest inny. Nie dał się zaszufladkować. Był człowiekiem silnej konstrukcji psychicznej, co doskonale widać po jego tekstach, jak i stylu życia. W jednej ze swoich biografii powiedział, że nie jest i nie chce być głosem pokolenia. Nieodłączną jego część stanowiła też wiara, której poświęcił trzy płyty. Nie są to jednak utwory, które znamy z rodzimej sceny muzycznej, kiedy artyści, pod wpływem nawrócenia, zaczynali tworzyć o Bogu. I tylko o nim. Teksty Dylana są głębokie, mądre, a przede wszystkim nie pokazują prostej relacji z Najwyższym. Mają być drogowskazem, który pokazuje, jak taka relacja ewoluuje. Ponadto, jako jeden z niewielu oparł się pokusie „ratowania swojej młodości”, starzeje się z godnością, nie stara się zawracać rzeki czasu. Jego portret już wiele lat temu zawisł w galerii sław. Jego płyty nadal się bronią, a składanki, które tak uwielbia kultura popularna, sprzedają się równie dobrze jak albumy z nowym materiałem. Od czasu otrzymania Nagrody Nobla (czwartek) zdążył zagrać już trzy koncerty. Legenda Boba Dylana jest żywa i jak widzimy, nie daje się zapakować do gablotki z napisem „muzyk – noblista”.
Folk, rock'n'roll, blues, poezja. Bob Dylan był zawsze buntownikiem. Nigdy nie starał się płynąć z prądem. Już na początku swojej kariery został wykluczony (były to lata 60.) przez rodzimych folkowców, którym nie spodobało się używanie przez niego gitary elektrycznej. Jego pozytywny przekaz w formie plakatów zawisł w przesyconych opiatami pokojach i komunach hipisów. W Ameryce jest jednym z największych muzyków – w Polsce odpowie Ci wiatr.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki