Logo Przewdonik Katolicki

Wielkopolskie zwycięstwo

Monika Białkowska

W Witkowie i Anastazewie pojawili się pruscy żołnierze. Podczas rekonstrukcji powstania wielkopolskiego 27 grudnia na ulicach widać było mundury, rozbrzmiewała Rota, strzały i komendy w dwóch językach – wszystko jak 97 lat temu.

Powstanie Wielkopolskie, niekoniecznie na rekonstrukcjach, wspominać może każde wielkopolskie miasteczko. Czasem aż żal, że tak rzadko pamiętamy o naszych zwycięstwach.
 
Z cukrowni do powstania
Jedną z ważniejszych postaci dla powstania w Gnieźnie był Zygmunt Kittel. Urodził się daleko stąd, bo w Nowym Mieście Lubawskim. Już jako młody chłopak angażował się w tajnych organizacjach patriotycznych, z gimnazjum w Brodnicy wyrzucono go, bo nie przestrzegał zakazu posługiwania się językiem polskim. Wyjechał do Berlina, gdzie zdał maturę, tam też odbywał praktyki zawodowe w biurze konstrukcyjnym fabryki urządzeń cukrowniczych. W 1909 r. trafił do cukrowni w Kruszwicy, a potem do Gniezna, gdzie w 1911 r. został dyrektorem technologicznym w miejscowej cukrowni. Obowiązki zawodowe nie przeszkodziły mu stanąć do walki o wolność.
Po 11 listopada 1918 r. Kittel próbował formować Straż Obywatelską, a kiedy to się nie udało – reaktywował „Sokoła” i został jego komendantem. Do „Sokoła” przystąpiło około 500 osób z Gniezna:  podzieleni na trzy zastępy, trzy razy w tygodniu ćwiczyli musztrę, ale również patriotyczne śpiewy, nie mieli tylko dostępu do broni.
27 grudnia 1918  r. Kittel w swoim pamiętniku zanotował: „Już przez cały piątek po świętach głuche dochodziły posłuchy o zatargach w Poznaniu, że doszło do starć pomiędzy wojskiem a cywilną ludnością. Wieczorem gdy byliśmy właśnie zebrani na posiedzeniu Rady Ludowej, wywołano mnie z posiedzenia. Przybyli bowiem Szaliński i Słabędzki z kilkoma sokołami z propozycją zdobycia koszar. Zamiar tych młodzieńców wydawał mi się wprost zgubnym, bo oprócz kilkunastu rewolwerów nie mieliśmy żadnej broni w ręku. Pozatem głoszono z Poznania bezustannie hasła, że nie wolno nam się porywać z bronią w ręku, że winniśmy odczekać pokoju wersalskiego, na mocy którego bez walki i rozlewu krwi przyznają nam ziemie zabrane. Dlatego też uspokoiłem tych zuchów i nakłoniłem ich, by udali się do domu i nie podejmowali żadnych nierozważnych kroków. – Pod koniec zebrania przybył młody Kasprowicz z Poznania i powiadomił nas, że w Poznaniu polała się krew”.
 
Koszary i poczta
Następnego dnia do Gniezna przyjechał posłaniec z Poznania, Piotr Walczak. „Wymachując nerwowo rękoma powtarzał bezustannie: <Musimy Poznaniowi dać pomoc, musimy wziąć koszary, za godzinę będzie za późno, trzeba jechać natychmiast> – pisał Kittel. – Zapytany o legitymację, pokazał świstek papieru (…). Podpisy zbyt wyraźne nie były, jeszcze mniej zaufania wzbudzała pieczęć, a treść!? Z treści można się było wszystkiego domyślać (…). Dla mnie było jasne, że wyraźnie w tych wypadkach pisać nie można, dalej, że nie ma czasu do namysłu, bo każda minuta mogła wywołać już poważne zmiany”.
W ten sposób zaczęło się powstanie w Gnieźnie. Polacy ruszyli najpierw na koszary piechoty, zdobywając je bez walki wraz z przechowywaną tam bronią i amunicją, a następnie na koszary kawalerii, w których – na szczęście dla powstańców – Niemcy zostawili otwarte żelazne wrota.
„W tym czasie obsadzono samorzutnie pocztę, drugie oddziały owładnęły prawie bez oporu odwach w koszarach i dworzec – czytamy dalej w pamiętniku powstańca. – Na tym miejscu wypada mi wypowiedzieć słowa uznania sekretarzowi poczty p. Frankowskiemu i jego córkom, którzy bez namysłu od pierwszej chwili stanęli po naszej stronie. Tegoż samego wieczoru jeszcze usunięto wszystkie Niemki ze stacji telefony i telegrafii, i Gniezno jedyne poszczycić się mogło, że od pierwszej chwili przy telefonach tylko polską miało obsługę”.
 
Wolni
W nocy rozbrojono jeszcze przejeżdżający przez Gniezno pociąg wojskowy, a podczas narady w kasynie piechoty zdecydowano, że Kittel zostanie komendantem miasta. Ten wydał rozkaz, by następnego dnia, 29 grudnia o trzeciej po południu, wszyscy niemieccy żołnierze wyjechali z Gniezna. Spisano również rozporządzenie dla mieszkańców. Kobietom i dzieciom nakazano pozostawanie w domach między czwartą po południu a ósmą rano. Nakazano normalnie pracować i słuchać poleceń patroli, zakazano przywłaszczania cudzego mienia i niszczenia pomników oraz jakichkolwiek prowokacji wobec obywateli innych narodowości czy wyznań. Zabroniono również surowo sprzedaży alkoholu, zamknięto lokale i wyszynki. Wszyscy posiadający broń mieli stawić się rano w koszarach, a jeśli są cywilami – złożyć broń i amunicję na potrzeby wojska.
„Wyjazd Niemców odbył się z małym opóźnieniem, lecz bez żadnych trudności – wspominał Kittel – Ta zgraja opryszków, która jeszcze niedawno hulała po Francji i Belgii, szła teraz potulnie jak gromada jagniąt na dworzec, gdy im już wytrącono oręż z garści. Podczas tego przemarszu zachowała się publiczność miasta wprost wzorowo. U niejednego zjawiła się łza radości na widok opuszczających nas wojsk znienawidzonych, lecz wstrzymano się od wszelkich złośliwych uwag. Świadczy to wymownie o szlachetnym charakterze polskiego narodu, który wobec bezbronnego wroga zapomniał o dawnych krzywdach”.
 
Ostatnia bitwa
Nie był to jeszcze koniec strachu dla Gniezna. Kiedy gnieźnianie cieszyli się wolnością, do miasta znów zbliżali się Niemcy. W nocy z 30 na 31 grudnia rozegrała się pierwsza powstańcza bitwa na otwartym polu pod Zdziechową. Dopiero ona ostatecznie przesądziła o niepodległości dla Gniezna. 1 stycznia 1919 r. Kittel notował: „Noc noworoczna minęła spokojnie”. Powstańcy poszli dalej: do Trzemeszna, Mogilna, Strzelna i Kruszwicy, Niemców rozbrajano również w Witkowie, Wągrowcu, Żninie, Kcyni i Barcinie. Na początku stycznia kilkudniowe walki toczyły się o Inowrocław.
W lutym 1919 r. Zygmunt Kittel został starostą gnieźnieńskim, później wrócił do pracy w cukrownictwie. W czasie II wojny światowej musiał się ukrywać, by uniknąć represji za udział w powstaniu. Po wojnie aż do emerytury pracował jako dyrektor cukrowni w Żninie. Zmarł w 1960 r.



Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 r. w Poznaniu, w czasie wizyty wracającego do Polski Ignacego Jana Paderewskiego. Wizyta ta była zapalnikiem dla wrzących od dłuższego czasu emocji. I wojna światowa przyniosła Wielkopolanom nadzieję na odzyskanie niepodległości, ale kiedy wreszcie zaczęto zapowiadać utworzenie samodzielnego państwa polskiego, nie było mowy o dołączeniu do niego ich ziem. Mieszkańcy Wielkopolski mogli czekać na ustalenia pokoju wersalskiego, modląc się o cud – lub ruszyć do walki z Niemcami, mocno zmotywowanymi do tego, by Wielkopolskę utrzymać jako swoje wschodnie kresy. Walka była wyrównana: naprzeciw dobrze uzbrojonych Niemców stanęli dobrze uzbrojeni Polacy, wyszkoleni w pruskiej armii, do której ich wcześniej powoływano. Rozejm podpisano 16 lutego 1919 r. w Trewirze. 1 czerwca 1919 r. w Wielkopolsce odbyły się wybory uzupełniające do Sejmu, a 28 czerwca 1919 r. podpisano traktat wersalski, w którym tereny zajęte przez powstańców zostały włączone w skład państwa polskiego. Postanowienia traktatu weszły w życie 10 stycznia 1920 r. Polska była wolna i zjednoczona.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki