Logo Przewdonik Katolicki

Ziemia zmieszana z prochem

Dominik Robakowski

Na południe Europy powracają demony przeszłości. 22 zabitych i 37 rannych to bilans ostatnich wydarzeń w sercu Macedonii. W bałkańskim kotle znowu zaczyna wrzeć.

Macedonia do dziś nie może się pozbierać po tragicznych walkach, do jakich doszło 9 maja w Kumanowie, położonym zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od stołecznego Skopje. Miasto, które opanowali członkowie Armii Wyzwolenia Kosowa, przez całą dobę było odbijane przez rządowe oddziały policji i wojska. Interwencja zakończyła się śmiercią 18 terrorystów i aresztowaniem 26 innych. W chaotycznie przeprowadzonej akcji zginęło także ośmiu policjantów, a 37 odniosło poważne obrażenia. Na niewielką Macedonię padł blady strach. Podobnych scen nie widziano tutaj od dobrych piętnastu lat.
 
Powrót demonów
Armia Wyzwolenia Kosowa (UCK) to jeden z najposępniejszych bałkańskich demonów. Z początku nic nie wróżyło jej sukcesu i idącej za nią ponurej sławy. UCK powstała w 1992 r., gdy wybuchła wojna w Bośni. Bojownicy chcieli wykorzystać zaangażowanie Serbów na Zachodzie, doprowadzając do secesji Kosowa i trzech mniejszych prowincji. Początkowo  nie potraktowano ich poważnie – zarówno w Belgradzie, jak i wśród lokalnej społeczności. W 1995 r. organizacja zmieniła profil swojej działalności, koncentrując się głównie na akcjach terrorystycznych. Doprowadziło to do stanowczej interwencji Serbii, która rozpoczęła w Kosowie regularne walki zbrojne. W 1998 r. UCK rozszerzyła swoją działalność na terytorium północno-zachodniej Macedonii, stając się koszmarem dla tej stosunkowo spokojnej republiki pojugosławiańskiej. Dopiero koniec wojny w Kosowie i pojawienie się w nim sił ONZ sprawiły, że działalność UCK straciła rację bytu.
Po latach uśpienia terroryści przypomnieli o sobie dopiero w tym roku, gdy 20 kwietnia zaatakowali macedoński posterunek graniczny w miejscowości Godzinka. Wydarzenie to uznano za niepoważny wybryk i jedynie próbę podszywania się pod UCK. Zlekceważenie zagrożenia okazało się tragiczne w skutkach.
Wśród zatrzymanych w bitwie o Kumanów znaleźli się obywatele Kosowa, Macedonii, a nawet Niemiec. Z ustaleń śledczych wynika, że kilku członków grupy brało udział w walkach na Bliskim Wschodzie w szeregach Państwa Islamskiego. Dowodzi to, że Kosowarzy w coraz większym stopniu ulegają bliskowschodniej propagandzie. Warto nadmienić, że według danych rządowych na dżihad wyjechało przynajmniej 250 mieszkańców Kosowa. Liczba ta może świadczyć o potencjalnym zagrożeniu, jakie stoi przed sąsiadami muzułmańskiej republiki.
Akcja w Kumanowie dowiodła, że Macedonia nie jest na chwilę obecną należycie przygotowana na odparcie terroryzmu. Mimo poważnych przesłanek, zlekceważono zagrożenie za co utratą stanowiska zapłacił już szef wywiadu Sasza Mijałkow. Zawiodła także koordynacja działań w czasie akcji, a problemy logistyczne niepotrzebnie wydłużyły listę ofiar. Pociągnęło to za sobą kolejne dymisje: szefa MSW Gordany Jankułowskiej i ministra transportu Mile Janaklewskiego.
Gdy wydawało się, że cały kraj odda się wspólnej żałobie połączonej z zadumą, doszło do niespodziewanego zwrotu akcji. Nastroje w Macedonii zamiast ulec uspokojeniu, zaogniły się.
 
Nowy Majdan
Zaledwie kilkanaście godzin po wydarzeniach z 9 maja macedońskim społeczeństwem wstrząsnęła kolejna sensacyjna wiadomość. Lider opozycyjnego Socjaldemokratycznego Związku Macedonii (SDSM) Zoran Zaew ujawnił nagrania dowodzące, że rząd bezprawnie inwigiluje swoich obywateli. Sprawa okazuje się wyjątkowo poważna, gdyż dotyczy aż 20 tys. ludzi. W gronie podsłuchiwanych znajdują się politycy, dziennikarze, działacze społeczni i przywódcy religijni. Na podstawie rozmów można wywnioskować, że członkowie rządzącej koalicji UMRO-DPMNE brali udział w fałszowaniu wyników wyborów parlamentarnych z 2014 r. Kilka nagrań wskazuje także na korupcyjne powiązania wysoko postawionych urzędników.
Oskarżenia sprawiły, że 10 maja na ulicach Skopje demonstrowało blisko 20 tys. ludzi, którzy domagali się natychmiastowej dymisji rządu i rozpisania nowych wyborów. Przeciwnicy obecnej władzy koncentrują się nie tylko na obecnej sytuacji, ale podkreślają także, że rząd nie robi nic w sprawie zwalczania bezrobocia. Obecnie znajduje się ono na poziomie 28 proc. Krytyce jest także poddawany sztandarowy projekt UMRO-DPMNE – „Skopje 2014”. Nawiązuje on do macedońskiej polityki historycznej, która za wszelką cenę stara się powiązać swoją tożsamość z osobą Aleksandra Wielkiego. W tym celu dokonano wielkiej rewitalizacji stolicy kraju. Centrum Skopje pełne jest dziś neoklasycystycznych gmachów i pomników narodowych bohaterów. Całą inwestycję szacuje się nawet na 500 mln euro. Przeciwnicy rządu podkreślają, że w kraju gdzie średnia płaca wynosi zaledwie 350 euro jest to przedsięwzięcie niepotrzebne, a zaoszczędzone pieniądze można by zainwestować w rozwój gospodarki.
Choć w Macedonii do mniejszych lub większych strajków dochodzi średnio raz w tygodniu, to jednak w obecnej sytuacji przeciwnicy rządu są wyjątkowo zdeterminowani. Przed siedzibą Rady Ministrów powstało miasteczko namiotowe, które słusznie może budzić skojarzenia z kijowskim Majdanem.
 
Druga strona medalu
Macedoński rząd nie pozostaje bierny wobec wydarzeń na ulicach Skopje. Wydaje się, że mobilizacja opozycji nie jest w stanie podkopać ugruntowanej pozycji premiera Nikołaja Gruewskiego. Kierowany przez niego od 2006 r. rząd konserwatywnej koalicji VMRO-DPNE nadal cieszy się wielkim poparciem społecznym. Gdy przeciwnikom obecnej władzy udało się zgromadzić dwudziestotysięczny tłum, na drugi dzień ulicami Skopje przemaszerował równie duży wiec zwolenników obecnej władzy. Sympatycy rządu również utworzyli miasteczko namiotowe, tym razem pod budynkiem parlamentu.
Większość demonstrantów powątpiewa w prawdziwość ujawnionych nagrań. Pozostali potwierdzają, że rząd rzeczywiście postąpił niewłaściwie, ale i tak nie ma dla niego sensowniejszej alternatywy. Premier Gruewski otrzymuje poparcie przede wszystkim ze strony pracowników sektora publicznego, którym już wcześniej zwiększył świadczenia emerytalne.
Przywódca Macedonii podkreśla, że ujawnienie nagrań bezpośrednio po wydarzeniach w Kumanowie, ma na celu zdestabilizowanie państwa. Trudno w tym miejscu nie przyznać mu racji. W wyniku ostatnich wyborów partia rządząca uzyskała aż 42 proc. głosów. Drugie miejsce zajęli socjaldemokraci popierani przez jedną czwartą społeczeństwa. Pozostałe głosy uzyskały dwie partie mniejszości albańskiej. W takiej sytuacji opozycyjna partia Zaewa, jeśli chce przebić się przez szklany sufit 25 proc., musi doprowadzić do skompromitowania rządzących. Przez wielu Macedończyków ujawnienie nagrań zostało odebrane nie jako troska o stan państwa, ale jako niesmaczny sposób na przejęcie władzy przez opozycję. Dla nich wystarczy tylko, aby Gruewski usunął z partii zamieszanych polityków, a wszystko będzie rządowi wybaczone.
 
Beczka prochu
Macedoński rząd wykorzystuje zaistniałą sytuację, aby zwrócić także uwagę na to, co dzieje się w regionie. W jednym z przemówień premier Gruewski zasugerował, że wydarzenia ostatniego miesiąca mogą być prowokacją tajnych służb obcego państwa. Choć nie padło oskarżenie pod adresem konkretnego kraju, to jednak na Bałkanach wszyscy wiedzą, że Macedończycy mają na myśli Albanię. Wszystko za sprawą głośnej wypowiedzi albańskiego premiera Edi Rama z 7 kwietnia, w której zaznaczył on, że połączenie jego państwa z Kosowem jest „nieuchronne i nie podlega dyskusji”.
Takie stanowisko wywołało zrozumiałe protesty ze strony Bośni i Hercegowiny oraz Serbii. Sytuacją na południowych Bałkanach zaniepokojona jest także Bułgaria, która ma bardzo silne związki kulturowe z Macedonią (do tego stopnia, że uważa się ich za bułgarską grupę etniczną, a nie za osobny naród). Rząd w Sofii podjął decyzję o wysłaniu nad granicę z dawną republiką jugosłowiańską dodatkowych oddziałów wojskowych.
Trzeba pamiętać, że co czwarty mieszkaniec Macedonii jest Albańczykiem. Wielu przedstawicieli mniejszości opowiada się za integracją i budowaniem wspólnej państwowości. Ekspansjonistyczne plany Tirany są jednak wodą na młyn dla separatystów, którzy postulują utworzenie tzw. Republiki Ilarii. Stąd już tylko krok do realizacji w niedalekiej przyszłości idei Wielkiej Albanii.
W kraju wyczuwalne są więc napięcia na tle etnicznym. Podkreśla je jeszcze mocniej nowa fala uchodźców, tym razem z Bliskiego Wschodu, którzy próbują przedostać się do zachodniej Europy właśnie przez Macedonię. Większość z nich trafia do prowizorycznych obozów. Rząd w Skopje nie może liczyć na solidarne wsparcie sąsiadów i z problemem musi sobie radzić sam. Rdzenni Macedończycy czują się coraz bardziej osaczeni, co doprowadza do radykalizacji postaw. Najważniejszym zadaniem, które stoi dziś przed władzami jest złagodzenie nastrojów.
Ostatnie doniesienia ze Skopje są dość optymistyczne. Rząd i opozycja zauważają, że podsycanie wzajemnej niechęci może doprowadzić do całkowitej utraty kontroli nad zaistniałą sytuacją. Obie strony deklarują gotowość do negocjacji i chęć pokojowego zażegnania sporu. Główni przedstawiciele mniejszości albańskiej dość jednoznacznie potępiają UCK i postawę Tirany. Do końca jednak trzeba zachować ostrożność, aby nie powstała iskra, która rozpali nowy konflikt. Nie można zapominać, że ziemia, po której stąpają mieszkańcy Bałkanów, zmieszana jest razem z prochem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki