Logo Przewdonik Katolicki

Wolność z wyjątkami

Mirosław Sobiech
Fot.

Obchody 25-lecia wolności w Polsce, upamiętniające wybory z 4 czerwca 1989 r., zorganizowane są z rozmachem i urzędowym optymizmem.Mniej entuzjazmu wykazują zwykli ludzie, którzy swobód zdają się nie doceniać.Skąd ta różnica?

Obchody 25-lecia wolności w Polsce, upamiętniające wybory z 4 czerwca 1989 r., zorganizowane są z rozmachem i urzędowym optymizmem. Mniej entuzjazmu wykazują zwykli ludzie, którzy swobód zdają się nie doceniać. Skąd ta różnica?

Teoretycznie w Polsce roku 2014 mogłaby się odbywać nieprzerwana, wolnościowa fiesta. Obchodzimy przecież nie tylko 25. rocznicę pamiętnej, czerwcowej niedzieli wyborczej, która zapoczątkowała demontaż komunizmu, ale jednocześnie 15. rocznicę przystąpienia do NATO (12.03.1999) oraz 10. rocznicę wejście do Unii Europejskiej (1.05.2004). Elity polityczne, w tym prezydent RP Bronisław Komorowski, powtarzają, że nigdy wcześniej Polska nie była krajem tak wolnym i bezpiecznym. Podobne uwagi słychać też z zewnątrz. Była sekretarz stanu USA Madeleine Albright podczas majowego pobytu w Poznaniu na międzynarodowej konferencji oświadczyła, że ostatnie 25 lat to najlepszy okres w tysiącletniej historii Polski. I powołała się przy tym na słowa jednego z ekonomistów, który napisał, że w ciągu dwóch dekad nasz kraj odrobił aż 500 lat cywilizacyjnej zapaści. Do tej huraoptymistycznej narracji włączają się główne polskie media. Dość przywołać słowa znanego dziennikarza Polsatu, Jarosława Gugały, który w kwietniu w Radiu TOK FM przekonywał i strofował słuchaczy: „Nigdy Polsce i Polakom nie było tak dobrze jak w ostatnich 25 latach! Wcześniej był PRL, II wojna światowa, dwudziestolecie, a wcześniej była I wojna, a wcześniej były 123 lata zaborów, a wcześniej rozpasana Rzeczpospolita szlachecka… Nigdy Polakom w historii nie było tak dobrze! A my, mając takiego farta, stwarzamy wrażenie tym biadoleniem, demagogią i populizmem, że to najstraszniejszy okres”. 

 

Idea ciepłej wody w kranie

Istotnie, po drugiej stronie politycznej i medialnej barykady panuje głęboki pesymizm i padają argumenty bardzo mocne, zdecydowane, wręcz wstrząsające. Prof. Andrzej Nowak, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego (kierownik Zakładu Historii Europy Wschodniej UJ) oraz Instytutu Historii PAN, w rozmowie z tygodnikiem „W Sieci” (nr 22/2014) wypowiedział takie oto słowa: „Ostatnie ćwierćwiecze to okres, powiem brutalnie, najgorszy dla Polski w całych naszych dziejach. Najgorszy nie dla wszystkich Polaków, ale właśnie dla Polski”. Kiedy autorzy wywiadu zapytali, jak należy to rozumieć, krakowski intelektualista wyjaśnił: „To czas najgorszy dla pewnej wspólnoty duchowej, którą przez setki lat dźwigała (zmieniająca się i poszerzająca stopniowo) elita świadoma wartości polskiego dziedzictwa”. Prof. Nowak ubolewał, że nasze obecne władze i autorytety troskę o polskie ideały sprowadziły do programu „ciepłej wody w kranie”. I narzekał, że ci, którzy żyją „w tym kraju”, czują związek z polskością tylko poprzez miejsce zamieszkania, a swoje powodzenie życiowe mierzą jedynie technicznymi gadżetami, a nie wyższymi wartościami i odniesieniami do tożsamości kulturowej i historycznej narodu. Tymczasem jej wyznacznikiem przez wieki było przekonanie, że Polska to zbiorowy obowiązek i że o wolność „waszą i naszą” należy bić się, ale i zabiegać codziennie. Czy dziś idea wolności została zredukowana do beztroskiego grillowania i niezaprzątania sobie głowy takimi „abstrakcyjnymi” kwestiami jak zasady demokracji, swobody polityczne, prawa obywatelskie? Czy ktoś z radośnie grillujących przejmuje się tym, że wolność nie jest dana ludziom raz na zawsze, a jej wypaczanie i ograniczanie to bardzo realne zagrożenie?

 

Przestrogi Jana Pawła II

Jak swoiste memento brzmiały słowa św. Jana Pawła II, który dokładnie 23 lata temu (8.06.1991) w przemówieniu do przedstawicieli władz państwowych w Warszawie przestrzegał i prosił, by dobrze rozumieli, czym jest wolność i jaki użytek należy z niej robić. Papież, odwiedziwszy Polskę pierwszy raz po upadku komunizmu, mówił dobitnie: „Wolność zawsze jest wyzwaniem. A władza jest wyzwaniem wolności. Nie można jej sprawować inaczej, jak tylko służąc! Życzę wam przeto, i o to co dzień żarliwie się modlę, abyście władzę, która została wam powierzona, mogli sprawować <<dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności>>, pamiętając, że wolności nie gruntuje się inaczej, jak tylko poprzez prawdę. Chrystus powiedział: Prawda was wyzwoli (J 8, 32)”.

I właśnie tutaj, mając na uwadze prawdę historyczną, natrafiamy na rafę i dylemat: czy aby na pewno hucznie celebrowane 25-lecie wolności związane jest z datą, która tę ideę najlepiej wyraża? Wybory z 4 czerwca 1989 r. wcale bowiem nie były w pełni wolne i demokratyczne. Bez politycznych ograniczeń Polacy mogli wybierać tylko senatorów, co sprawiło, że na 100 aż 99 reprezentowało „Solidarność”, a nie komunistów i ich sojuszników. Ordynacja do Sejmu przewidywała już jednak, że w wolnej konkurencji można wybrać tylko 35 proc. posłów, a pozostałe mandaty zostaną z góry przypisane stronie rządowej. Kiedy wyborcy niespodziewanie odrzucili tzw. listę krajową, obejmującą głównych funkcjonariuszy PZPR, przed drugą turą szybko i niedemokratycznie zmieniono przepisy, by jednak wprowadzić do Sejmu partyjną elitę. Tak wyłoniony parlament – w wyniku politycznego kontraktu – na prezydenta państwa wybrał gen. Wojciecha Jaruzelskiego, odpowiedzialnego za śmierć wielu Polaków, a szefami strategicznych resortów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego zostali inni twórcy stanu wojennego: gen. Czesław Kiszczak (sprawy wewnętrzne) i gen. Florian Siwicki (obrona narodowa).

 

Zapowiadało się oszustwo...

Czy zatem częściowo tylko demokratyczną elekcję sprzed 25 lat oraz jej bezpośrednie, polityczne i personalne skutki można uznać za symbol święta wolności? Ćwierć wieku temu ogromne obiekcje co do tego miał nie kto inny, lecz Bronisław Komorowski, który teraz – jako głowa państwa – parokrotnie prosił w mediach o udział w „wielkich narodowych obchodach Roku Wolności”, a nawet wezwał rodaków do „wspólnego świętowania polskiej wolności” w specjalnym apelu. Na ten paradoks zwrócili uwagę publicyści tygodnika „Polityka”, którzy (nr 20/2014) przypomnieli, że prezydent RP uczynił z 4 czerwca huczną uroczystość, choć był kontestatorem umów Okrągłego Stołu i „nawet nie bardzo wiadomo, czy wziął udział w wyborach czerwcowych”. Bronisław Komorowski tak odpowiedział na te uwagi: „Byłem, podkreślam słowo <<byłem>>, człowiekiem na tyle radykalnych poglądów i zachowań, że umowie przy Okrągłym Stole nie ufałem i uważałem, że wybory 4 czerwca będą oszukane. Z żoną przez cały tamten dzień spieraliśmy się, zastanawialiśmy, jak się w tym wszystkim zachować. Nie wierzyłem w to, że komunistyczna władza pozwoli nam wygrać”. W następnych zdaniach prezydent stwierdził jednak z przekonaniem: „Tym większa jest moja radość dzisiaj, że mogę angażować się w to piękne Święto Wolności i powiedzieć wszystkim, którzy wówczas odważyli się na polityczny kompromis: mieliście rację”.

Problem jednak w tym, że obecne dyskusje i spory o wolność w Polsce mniej dotyczą przeszłości, a bardziej teraźniejszości. Zarzuty padają bardzo konkretne: oto 25 lat po symbolicznym upadku komunizmu (tak wybory z 4 czerwca 1989 r. pierwsza zdefiniowała w TVP znana aktorka Joanna Szczepkowska) ochraniani przez prawo są funkcjonariusze totalitarnego ustroju, a szykanowani ci, którzy wypominają im niechlubną przeszłość.

 

Kto katem, a kto ofiarą?

Najgłośniejsza ostatnio sprawa dotyczy 19 młodych ludzi, którzy zostali skazani na 20 do 30 dni aresztu oraz grzywny do 5 tys. zł za to, że w czerwcu ubiegłego roku na Uniwersytecie Wrocławskim zakłócili wykład prof. Zygmunta Baumana, socjologa i filozofa, który po wojnie, jako major Wojska Polskiego, był funkcjonariuszem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego uczestniczącym w krwawym zwalczaniu antykomunistycznego podziemia. We wniosku (z 1950 r.) o awansowanie go na szefa Oddziału Propagandy i Agitacji w Zarządzie Politycznym KBW napisano wprost, że „dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”, czyli Żołnierzy Wyklętych, którzy bili się o wolną Polskę.

 

Sędzia Paweł Chodkowski swój szokujący wyrok uzasadnił tym, że młodzi uczestnicy pikiety przeciw Baumanowi (wznosząc okrzyki i domagając się osądzenia komunistycznych oprawców) zademonstrowali „pogardę dla państwa” i „kreowali nienawiść” wobec tych, których postaw i wyborów ideowych nie akceptują. W odpowiedzi w internecie powstał wielotysięczny ruch pod hasłem „Wszystkich nas nie zamkniecie”, który organizuje protesty i marsze w obronie skazanych za wołanie o sprawiedliwość. Akcja ta – co znamienne – zbiegła się z decyzją o państwowym pochówku na Wojskowych Powązkach, z wszelkimi honorami, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, komunistycznego dyktatora, który idei wolności zaprzeczał całym swoim życiorysem. Zaiste, szczególny to kontrapunkt do celebry wokół 25-lecia polskiej wolności.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki