Logo Przewdonik Katolicki

Głos prymasa głosem całego Kościoła

Rafał Łączny
Fot.

Wracam do diecezji, w której wyrosłem. Tam doświadczyłem Kościoła jako ministrant, lektor, kleryk, ksiądz, a później biskup. To wielka odpowiedzialność mówi abp Wojciech Polak, mianowany 17 maja przez papieża Franciszka metropolitą gnieźnieńskim i prymasem Polski, w rozmowie z Rafałem Łącznym i Marcinem Przeciszewskim (KAI).

Wracam do diecezji, w której wyrosłem. Tam doświadczyłem Kościoła jako ministrant, lektor, kleryk, ksiądz, a później biskup. To wielka odpowiedzialność – mówi abp Wojciech Polak, mianowany 17 maja przez papieża Franciszka metropolitą gnieźnieńskim i prymasem Polski, w rozmowie z Rafałem Łącznym i Marcinem Przeciszewskim (KAI).

Z woli Ojca Świętego papieża Franciszka został Ksiądz Arcybiskup mianowany metropolitą gnieźnieńskim i prymasem Polski. Znamy historyczną funkcję prymasa, ale jak ją można zdefiniować dzisiaj?

– Myślę, że trzeba dzisiaj widzieć rolę prymasa przede wszystkim jako pewien głos scalający przesłanie Kościoła w Polsce. Musi on uwzględniać te wartości, o których Kościół wciąż przypomina. Chodzi o to, byśmy nie odcinali się od korzeni, z których wyrastamy, a jednocześnie, abyśmy byli otwarci na wciąż nowe wyzwania, jakie stawia przed nami współczesny świat. (…)

 

 Jaki więc powinien być pasterz, współczesny biskup?

– Pasterz zawsze powinien być wrażliwy na Pana Boga. Z tej wrażliwości i z jego związku z Chrystusem rodzi się potem wrażliwość na człowieka. Oczywiście, ludzie mają różne wrażliwości, jedni są bardziej empatyczni, drudzy mniej. Natomiast zjednoczenie z Jezusem każdego wierzącego, w tym wypadku pasterza, owocuje szczególną wrażliwością na drugiego człowieka. A zwłaszcza tego, który cierpi z różnych powodów: od braków duchowych poczynając, poprzez niewiarę, aż po cierpienia z powodu trudnych doświadczeń życiowych.
Kościół nigdy nie może się utożsamiać z organizacją charytatywną i podejmować tylko dzieł społecznych. Jest rzeczywistością o wiele głębszą. Nie oznacza to, że troska o człowieka będącego w potrzebie powinna być Kościołowi obojętna. Dla mnie wskazaniem są pierwsze słowa Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II: „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych”. A więc radość i nadzieja, ale także trwoga i cierpienie są radościami, nadzieją i trwogą Kościoła.
Z kolei w konstytucji Lumen gentium mówi się, że „Kościół jest znakiem jedności z Bogiem i ludźmi między sobą”. Kościół wiąże ludzi z Bogiem, ale również między sobą. Przełamuje ludzkie uprzedzenia, bariery – tworzy wspólnotę.

Z racji wyboru na stolicę gnieźnieńską Ksiądz Arcybiskup zakończy niebawem posługę sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski. Jak Wasza Ekscelencja podsumowałby ten okres, który trwał zaledwie 2,5 roku?
– Dla mnie osobiście był to bardzo twórczy czas. Ważne doświadczenie pracy dla Kościoła w wymiarze ogólnopolskim. Z kolei Kościół powszechny poznawałem wcześniej poprzez pryzmat posługi na rzecz emigracji polskiej.

Praca sekretarza generalnego to także kontakty z rządem czy mediami. Jak można sprecyzować wyzwania na tych polach?
– Owszem, są to wyzwania, ale także cenne doświadczenia. Generalnie były one dobre. Niezbędna jest do tego zdolność do współpracy, słuchania innych i dialogu. Takiego cierpliwego dialogu uczyłem się choćby podczas spotkań Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, czy w komisji pracującej nad przekształceniem Funduszu Kościelnego, czy też podczas konferencji prasowych i spotkań z dziennikarzami.
Tak szeroko zakrojony dialog wiąże się co prawda z pokonaniem różnych lęków wobec „innego świata”, ale też jest możliwością zobaczenia, że w gruncie rzeczy chodzi nam o wspólne dobro, przede wszystkim dobro człowieka, który – jak wierzymy – jest także drogą Kościoła.
Dane mi było również nieco zakosztować wymiaru ekumenicznego poprzez kontakty z Polską Radą Ekumeniczną. Także dzięki ważnym wydarzeniom związanym z dialogiem między Kościołami i narodami, jakimi były np. Wspólne Przesłanie do Narodów Polski i Rosji czy deklaracje o pojednaniu między Kościołem w Polsce a Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim. Przebija z nich zdolność do spotkania, wzajemnego słuchania i wsłuchania się w to, co możemy przekazać współczesnemu światu.

 

Ksiądz Arcybiskup wiele zrobił dla prawidłowego ustawienia kwestii walki z pedofilią w Kościele w Polsce. Na jakim etapie jesteśmy w tej chwili?
Faktem jest, że współtworzyłem pewne sprawy, ale była to wspólna praca całej Konferencji Episkopatu i wielu współpracowników. Praca ta realizuje się na trzech płaszczyznach, komplementarnych wobec siebie.
Pierwsza związana była z pracą nad wytycznymi i aneksami, określającymi procedury, jakie winien stosować Kościół w zderzeniu z tym problemem, które zostały już przesłane do zatwierdzenia (recognitio) przez Stolicę Apostolską. Watykan niedawno zgłosił do nich pewne uwagi, z prośbą o uzupełnienia. Teraz właśnie dokonywane są poprawki. Mam nadzieję, że zostaną zatwierdzone na czerwcowym zebraniu plenarnym Episkopatu i z powrotem zostaną przekazane Stolicy Apostolskiej. Spodziewam się ich szybkiego zatwierdzenia, po czym nastąpi ich oficjalna publikacja i w ten sposób ich treść zostanie przekazana opinii publicznej.
Drugi krąg naszej pracy polega na wcielaniu w życie Kościoła w Polsce rygorystycznych zasad ustalonych przez Stolicę Apostolską. Chodzi o przyjmowanie zgłoszeń o przestępstwa dokonane przez biskupów, o odpowiednie ich badanie i rozeznawanie oraz otoczenie troską ofiar. Oczywiście każdy biskup w tego rodzaju sprawach nie odpowiada przed Konferencją Episkopatu, ale przed papieżem i Kongregacja Nauki Wiary. Mam jednak przekonanie, że postawa wszystkich polskich biskupów jest tu jednoznaczna: aby rozwiązywać te sprawy ściśle tak, jak przewidują wytyczne Stolicy Apostolskiej.
Trzeci krąg wiąże się z powołaniem koordynatora Konferencji Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży. Jest nim od roku o. Adam Żak SI. Prowadzi on olbrzymią akcję edukacyjną i wychowawczą w zakresie prewencji. Pomaga mu w tym założone przezeń Centrum Ochrony dzieci i Młodzieży przy Ignacjanum. Najbliższym wydarzeniem dużej rangi jest międzynarodowa konferencja na ten temat w Krakowie pod koniec czerwca. Nasza działalność zbiega się z działalnością, jaką w tej sferze będzie prowadzić specjalna komisja powołana przez Ojca Świętego.
W tych sprawach musimy iść do przodu. Jasno mówimy, że pedofilia jest złem moralnym, jest przestępstwem i ciężkim grzechem. Stąd zasada „zero tolerancji”. Konieczne jest w tej sferze radykalnie pojmowane oczyszczenie – dla dobra Kościoła i z racji naszej wierności Chrystusowi.

Wraca Ksiądz Arcybiskup do archidiecezji gnieźnieńskiej z radością czy pewną dozą lęku?
– Mam mieszane uczucia. Wracam do diecezji, w której wyrosłem, do diecezji, która jest moją macierzystą diecezją – z racji urodzenia na jej terenie. Tam doświadczyłem Kościoła jako ministrant, lektor, kleryk, ksiądz, a później biskup.
Natomiast pewnym duchowym lękiem napawa mnie świadomość, że będę teraz dźwigał odpowiedzialność za zbawienie moich sióstr i braci – także tych, z którymi wzrastałem w wierze i którzy dla mnie byli jej świadkami. Dochodzi do tego poczucie odpowiedzialności, wynikające z relacji biskupa do swego ludu.

Abp Henryk Muszyński mówił, że Gniezno posiada swój genius loci. W czym się on wyraża?
Genius loci to szczególne, duchowe nacechowanie danego miejsca. W Gnieźnie wiąże się to najpierw z początkami naszej wiary, z chrztem i posługą św. Wojciecha, a następnie z przesłaniem, jakie z tego wynika. Św. Wojciech uznawany jest za patrona jeszcze niepodzielonej Europy, a jego szlak misyjny odcisnął się szczególnie na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Dziś genius loci Gniezna, w nawiązaniu do tego dziedzictwa, zdefiniować można jako pełnienie roli duchowego pomostu między Wschodem a Zachodem.
Działa w Gnieźnie Kolegium Europejskie, które ambicje bycia takim właśnie pomostem. Trzeba też wspomnieć nasze kontakty z niemieckim Magdeburgiem, ze Speyer, z miastami, z którymi zarówno miasto Gniezno, jak i diecezja są złączone partnerskimi więziami. Nie chodzi o budowanie mostów tylko w rzeczywistości kościelnej, ale także wobec ludzi nauki, kultury i polityki. Taki właśnie sens mają obecne zjazdy gnieźnieńskie: mostów łączących ludzi wielu kultur, narodów, wyznań i religii.

Czy za dwa lata Ksiądz Prymas będzie witać w Gnieźnie papieża?
– Taką mam nadzieję. Jeśli w 2016 r. papież przybędzie do Wielkopolski z racji 1050-rocznicy chrztu Polski, to również zatrzyma się w Gnieźnie. W czasie ostatniej wizyty ad limina usłyszeliśmy od papieża Franciszka, że drzwi ku temu są otwarte. Drzwi Gnieźnieńskie są też szeroko otwarte dla takiego gościa.

Kiedy odbędzie się ingres Księdza Arcybiskupa?
– Na ingres zapraszam w sobotę 7 czerwca o godz. 12.00. Jest to także dzień spotkania młodych nad Lednicą. Mój ingres poprzedzi jutrznia lednicka w katedrze gnieźnieńskiej, a z kolei wieczorem będę sprawować Mszę św. dla młodzieży na Polach Lednickich. Mam nadzieję, że o. Jan Góra podtrzyma zaproszenie, jakie wcześniej mi przesłał do udziału w lednickim spotkaniu młodych.

Prymas Polski ma prawo noszenia purpury. Czy Ksiądz Arcybiskup z niego skorzysta?
– Na obecnym etapie nie mam takich myśli. Funkcja prymasa jest rodzajem honorowego pierwszeństwa wśród biskupów, co już samo w sobie bardzo zobowiązuje. Natomiast z tego rodzaju zewnętrznych atrybutów myślę, że można również zrezygnować. Mój poprzednik, prymas Józef Kowalczyk, mówił w tym wypadku o pewnym przywileju, który można podjąć lub z niego zrezygnować.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki