Logo Przewdonik Katolicki

Pierwsze Boże Narodzenie Franciszka

Krzysztof Bronk
Fot.

Brak zewnętrznych tradycji, które są tak bogate w naszym kraju i pozwalają nam od najmłodszych lat wnikać w tajemnicę Wcielenia, nie oznacza, że papież Franciszek przeżywał te święta mniej głęboko. Wręcz przeciwnie, tym bardziej miały one dla niego charakter ściśle duchowy, a mniej tradycyjny czy rodzinny.

Dla nas, Latynosów, Boże Narodzenie jest dość problematyczne. Nie wypracowaliśmy własnych tradycji. Przejęliśmy, owszem, hiszpańskie kolędy, włoskie szopki i ciasta, a nawet nordycką choinkę i odzianego w kożuch św. Mikołaja. Problem w tym, że u nas jest teraz środek lata. Wiemy, że nie jest to nasze – opowiadał mi Peruwiańczyk z hiszpańskojęzycznej sekcji Radia Watykańskiego, który w tym roku zajął w naszym domu puste miejsce przy świątecznym stole. Problemy z Bożym Narodzeniem ma też zapewne Jorge Bergoglio. Dziennikarze szukający śladów papieża w jego rodzimej Argentynie dowiedzieli się, że ówczesny arcybiskup Buenos Aires nie miał przekonania nawet do Pasterki. Sprawował ją zazwyczaj o godz. 22.00, a ostatnio przesunął ją nawet na 21.00, żeby ludziom nie sprawiać kłopotów. Niekiedy Pasterkę w katedrze powierzał innemu kapłanowi, a sam uciekał do którejś z parafii. Zdarzało się też, że zamiast zasiąść do świątecznego stołu, wybierał się na typowego argentyńskiego grilla.

 

Inne, a takie samo

Brak zewnętrznych tradycji, które są tak bogate w naszym kraju i pozwalają nam od najmłodszych lat wnikać w tajemnicę Wcielenia, nie oznacza jednak, że Jorge Bergoglio przeżywał te święta mniej głęboko. Wręcz przeciwnie, tym bardziej miały one dla niego charakter ściśle duchowy, a mniej tradycyjny czy rodzinny. Franciszek zwierzył się z tego w przedświątecznym wywiadzie dla Andrei Torniellego. Opowiedział mu między innymi o swym zwyczaju pozostawania po Pasterce w kaplicy na modlitwie aż do rana. W tym czuwaniu, jak wyznał, odkrywał Boga przychodzącego do swego ludu. „Bóg w spotkaniu z nami mówi nam dwie rzeczy – zauważył papież. – Pierwsza to: miejcie nadzieję! Bóg zawsze otwiera drzwi, nigdy ich nie zamyka. Druga rzecz to: nie lękajcie się czułości. Gdy chrześcijanie zapominają o nadziei i czułości, stają się Kościołem zimnym, który nie wie, dokąd iść i wplątuje się w ideologie, zachowania doczesne. Tymczasem prostota Boga mówi ci: idź naprzód, jestem Ojcem, który okazuje ci czułość”. Nie wiemy oczywiście, jak wyglądał aspekt duchowy tegorocznych świąt Franciszka. Można jednak przypuszczać, że i tym razem w wigilijną noc nie zabrakło długiego czuwania w kaplicy przed Bogiem, który przychodzi i okazuje nam swą czułość. Do tego tematu Ojciec Święty nawiązał też zresztą podczas Pasterki. Boże Narodzenie przypomina nam o naszej tożsamości ludu kroczącego w ciemnościach, który ujrzał jednak wielką światłość, ludu, któremu Bóg zawsze towarzyszy w jego historii – mówił w Wigilię Franciszek.

 

Z wizytą u papieża

W papieskim Bożym Narodzeniu w Watykanie były też chwile, by tak powiedzieć, rodzinne. Grono ludzi, którzy znają Franciszka od dawna jest bardzo małe. Jeden ksiądz z Buenos Aires, którego kard. Bergoglio wysłał kilka lat temu do pracy w Kurii, kard. Ouellet, którego poznał jeszcze jako arcybiskupa Quebecu, kard. Braz de Aviz z Brazylii, który wraz z nim uczestniczył w spotkaniu kontynentalnym w Aparecida. Nie jest ich wielu. Papież Franciszek ma jednak w Watykanie… dziadka. Tak bowiem zwykł określać swego poprzednika. Z Benedyktem XVI nie znają się zbyt dobrze, a jednak wiele ich łączy, najważniejsze to oczywiście wspólne tylko im dwóm doświadczenie brzemienia Piotrowej posługi. W okresie świąt Franciszek spotkał się z papieżem seniorem dwukrotnie, 23 i 27 grudnia. Pierwsze spotkanie jak zwykle rozpoczęli wspólną modlitwą w kaplicy, potem była 30-minutowa rozmowa w cztery oczy. To drugie spotkanie dwóch papieży odbyło się już po świętach. Tym razem to Franciszek zaprosił swego poprzednika do siebie, do Domu św. Marty i podjął go obiadem. To spotkanie było dłuższe, ale papieże nie byli sami. Towarzyszyli im szef papieskiej dyplomacji abp Dominique Mamberti oraz ks. prałat Bryan Wells, asesor do spraw ogólnych, czyli numer 3 w sekretariacie stanu. W wigilię Bożego Narodzenia Franciszek przyjął też swego rodaka z Kurii Rzymskiej, kard. Leonarda Sandriego, prefekta Kongregacji dla Kościołów Wschodnich. Jak wyznał kard. Sandri, papież był radosny i pogodny, ale rozmowa bardzo szybko zeszła na smutne tematy. „Rozmawialiśmy o Kościołach wschodnich, a w szczególności o tych regionach, które są naznaczone cierpieniem, wojną, terroryzmem, izolacją, bombardowaniami – opowiadał później argentyński purpurat. – W naszym spotkaniu był więc też smutek i poczucie bezradności”.

 

Nie tylko Urbi et Orbi

Temat ludzi cierpiących powracał wielokrotnie w świątecznych wystąpieniach papieża. Jeszcze przed świętami Franciszek wzorem swych poprzedników spotkał się z cierpiącymi dziećmi. Najpierw w watykańskiej przychodni dla dzieci migrantów, a potem w watykańskim szpitalu pediatrycznym. Przemówienia Franciszka były krótkie. Więcej niż słów było konkretnych gestów czułości wobec małych pacjentów. Papież ograniczył się w istocie do zachęty do wspólnej modlitwy, w przekonaniu, że Pan Bóg zna pragnienia dzieci i wysłuchuje ich modlitw.

Na problemach współczesnego świata Franciszek skoncentrował się w bożonarodzeniowym orędziu Urbi et Orbi. Najpierw wspomniał o cierpieniu dzieci, najbardziej bezbronnych ofiar wojen i konfliktów. Wymienił główne miejsca zapalne we współczesnym świecie, jak Syria, Palestyna czy Kongo. Przypomniał też o tragediach zapomnianych, które mają miejsce w Republice Środkowoafrykańskiej czy w Sudanie. Na koniec przywołał skandal współczesnego niewolnictwa, a także niedawny kataklizm na Filipinach. Franciszek nie poprzestał jednak na sygnalizowaniu problemów. „To właśnie w tym świecie narodził się Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan. Zatrzymajmy się przed betlejemskim Dzieciątkiem. Pozwólmy, by nasze serce doznało wzruszenia, nie bójmy się tego, jest nam to potrzebne. Pozwólmy, by nasze serce ogrzało się czułością Boga” – mówił Ojciec Święty. Co ciekawe, w swym orędziu Franciszek wyraźnie uwzględnił też niewierzących. Kiedy chrześcijan różnych wyznań zachęcał do modlitwy w intencji pokoju, niewierzących prosił, by przynajmniej rozbudzali w sobie pragnienie pokoju, bo jak zaznaczył, takie pragnienie poszerza serce i jednoczy z tymi, którzy o pokój się modlą. Do tematu cierpienia papież powrócił następnego dnia. Tym razem skupił się już na samych chrześcijanach, prześladowanych i dyskryminowanych. Jest ich więcej niż w Kościele pierwszych wieków, słynącym właśnie z męczeństwa – podkreślił Franciszek. Przypomina nam o tym św. Szczepan, pierwszy męczennik, którego święto przypada w drugi dzień świąt. Wspomnienie tego męczennika uwalnia nas od fałszywej wizji Bożego Narodzenia, zbyt słodkiego, niczym z bajki.

 

W obronie rodziny

Ważnym momentem okresu Bożego Narodzenia w Watykanie była Niedziela Świętej Rodziny. Z tej okazji zorganizowane zostało specjalne połączenie telewizyjne Watykanu z trzema sanktuariami w Nazarecie, Loreto i Barcelonie (Sagrada Familia Gaudiego), w których zgromadziły się rodziny. Papież zaś przygotował na tę okazję specjalną modlitwę, która towarzyszyć będzie Kościołowi w przygotowaniach do dwóch synodów biskupów o duszpasterstwie rodziny. Ta wielka akcja – przygotowana na polecenie Franciszka przez Papieską Radę ds. Rodziny – była, jak sądzę, reakcją na zamieszanie, jakie powstało wokół rodzin i synodu. Zamysłem papieża było zwołanie synodu, który zajmie się duszpasterstwem rodzin i ich problemami. Dość szybko okazało się jednak, że synod został zawłaszczony przez tych, którym nie podoba się nauczanie Chrystusa i Kościoła o nierozerwalności małżeństwa czy otwarciu rodzin na życie i na synodzie chcieliby je zmienić. Stało się to możliwe dzięki przychylności mediów oraz nieroztropności niektórych hierarchów, którzy rozmawiając z mediami na temat synodu, mówili pod ich dyktando i dawali do zrozumienia, że synod zajmie się jedynie Komunią dla rozwiedzionych, rezygnacją z kultury życia czy wręcz związkami gejowskimi. Jakby rodziny nie miały dziś innych, o wiele poważniejszych i bardziej pilnych problemów. Abp Paglia, szef Papieskiej Rady ds. Rodziny, oraz sam papież chcą teraz, jak sądzę, sprowadzić przygotowania do synodu na właściwe tory. Abp Paglia postawił sprawę bardzo jednoznacznie: – Przede wszystkim chodzi nam o normalne rodziny, te, które są większością. O ich prawa trzeba się upomnieć i ich problemami trzeba się zająć – mówił z okazji Niedzieli Świętej Rodziny. Sam papież modląc się na Anioł Pański za przyszły synod, zapewnił poniekąd, że na synodzie nie będzie „majstrowania” z rodziną. Ma on pomóc rodzinom żyć zgodnie z Bożym zamysłem: „Święta Rodzino z Nazaretu – modlił się Franciszek – oby przyszły synod biskupów mógł przywrócić wszystkim świadomość sakralnego i nienaruszalnego charakteru rodziny, jej piękna w Bożym zamyśle”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki