PO i SLD wspólnie chcą zakazać „propagandy wyborczej” w kościołach. I niestety, nie jest to żart, ale prawda o polskiej scenie politycznej.
Tysiąc pięćset złotych będzie miał zapłacić ksiądz, któremu udowodni się „propagandę wyborczą” podczas kazania. Taki pomysł zawarty jest w projekcie nowelizacji Kodeksu Wyborczego, jaki głosami SLD i Platformy Obywatelskiej Sejm przekazał do dalszych prac. I choć droga do uchwalenia takiej ustawy nie jest jeszcze otwarta, to już sam pomysł, by w ogóle zastanawiać się, czy w kościołach można otwarcie mówić o kwestiach moralnych w polityce, czy oceniać kandydatów na posłów, pokazuje, że PO (o SLD, biorąc pod uwagę jego korzenie, nie ma tu co mówić) straciło miarę i pogrąża się coraz bardziej w odmętach myślenia z dawnej epoki, w którym nie ma miejsca na krytykę władzy. I to nawet z przyczyn moralnych.
To nie jest liberalizm
Pomysł taki nie ma bowiem nic wspólnego z zasadami liberalizmu czy nawet rozdziału Kościoła i państwa. Liberalizm pozostawia bowiem – w wersji klasycznej, a nie agresywnie antyklerykalnej – szeroką przestrzeń do działania organizacji pozarządowych, klubów, stowarzyszeń czy Kościołów i związków wyznaniowych. I wszystkie one, nie tylko wewnątrz murów, ale także na zewnątrz, zachowują pełne prawo do głoszenia i nauczania swoich wiernych, także w dziedzinie politycznej.
Nie inaczej jest zresztą z rozdziałem państwa i Kościoła. Ten ostatni oznacza bowiem, i to w każdej wersji, że państwo nie może wtrącać się w życie Kościoła, że traci ono możliwość narzucania mu swoich poglądów, zasad czy norm. Nie ma w nim natomiast, i to w żadnej jego wersji, przekonania, że Kościół czy wspólnoty wyznaniowe tracą prawo do oceniania działań władzy, że nie mogą oceniać z perspektywy moralnej działań polityków czy wręcz ostro krytykować kierunku, w jakim zmierza władza. Takie podejście oznaczałoby uniemożliwienie działania Kościołowi.
Przypomniał o tym zresztą, i to podczas sejmowej debaty, poseł dawnego Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. – Tak jak Kościół nie powinien wtrącać się w to, co świeckie, państwo nie powinno wtrącać się w to, co kościelne. To powinno być zrozumiałe nawet dla towarzyszy z SLD – oznajmił. I chociaż można spierać się z nim na temat tego, czy rzeczywiście Kościół nie może wtrącać się, choćby poprzez nauczanie, w życie państwa, to jest absolutnie pewne, że świeckie czy neutralne państwo nie może wtrącać się w to, co nauczane jest na ambonach.
Czy ambona jest miejscem na politykę?
I dla tej oceny nie ma znaczenia, toczona wewnątrz samego Kościoła, debata nad tym, ile polityki i jakiej powinno być przekazywane wewnątrz świątyń. Większość współczesnych teologów nie ma wątpliwości, że akurat kazanie nie jest najlepszym miejscem do głoszenia opinii politycznych, a im rzadziej kapłan to robi, tym lepiej. Powodem nie jest zaś wcale niechęć do polityki, ale świadomość, że akurat to zaangażowanie jest w Kościele pozostawione świeckim, i to oni – kierując się dobrze uformowanym sumieniem – powinni umieć podejmować decyzje polityczne w zgodzie z moralnością katolicką. I mimo że jest trochę spraw, w których decyzje takie są absolutnie, z punktu widzenia nauczania Kościoła, oczywiste (choćby sprawa aborcji), to jest też sporo takich, w których katolicy mogą się między sobą różnić (na przykład w kwestii naliczania podatków). A różnorodność ta nie jest problemem, ale wartością. I w tej sprawie, właśnie z szacunku dla autonomii ludzi świeckich, kapłani powinni milczeć, przynajmniej gdy wypowiadają się na ambonie. Takie podejście paradoksalnie wcale nie osłabia wpływu politycznego Kościoła, ale go wzmacnia. Jeśli bowiem kapłan, który w ten sposób myśli, decyduje się na opinie polityczne, to oznacza to, iż... sprawa jest rzeczywiście poważna.
Ale – i tu wracamy do pomysłów Platformy Obywatelskiej i SLD – to, co może i powinno być dyskutowane wewnątrz Kościoła, nie może być Kościołowi narzucane przez państwo. A powód jest niezmiernie prosty. Zakaz administracyjny może być wykorzystywany do walki z prawdą o aborcyjnych głosowaniach. Jeśli bowiem ustawa taka przejdzie, to może się szybko okazać, że 1500 zł płacić będą księża, którzy przypomną, że katolik nie może głosować na polityka, który wspiera zabijanie dzieci, czy nie daj Boże, przypomni, że akurat pan X czy pani Y, startujący z list ugrupowania Z, maja takie właśnie poglądy. Projekt nowelizacji ma więc zamknąć usta odważnym księżom i może być – na co wiele wskazuje – krokiem przygotowującym do szerokiej rewolucji obyczajowej. Zamknięcie ust Kościołowi jest w takiej sytuacji kluczowe.
Historyczne korzenie
Rozważając nowy pomysł SLD i PO, trudno być zupełnie poważnym. Szczególnie że wygląda on jak żywcem wyjęty z kabaretu. Brak jeszcze tylko projektu powołania specjalnej służby, która zajmować by się miała monitorowaniem kazań księży. Nazwa jest rzeczą drugorzędną, ale można by ją nazwać na przykład – tu zapożyczę określenie z mojej jedynej jak dotąd powieści Operacja Chusta – Biurem do Walki z Fundamentalizmem Religijnym.
Kadr nie trzeba by szukać, bo one już są. Na rynku pracy jest nadal sporo wyszkolonych jeszcze w czasach Jerzego Urbana i Wojciecha Jaruzelskiego towarzyszy, którzy chętnie wrócą do nagrywania kazań. Nie brak też specjalistów, którzy w latach 80. zarabiali na życie interpretowaniem ewangelicznych kazań bł. Jerzego Popiełuszki, tak by mogły one uchodzić za polityczne, a których zdolności nie są w tej chwili wykorzystywane. PO i SLD mogłoby więc wyciągnąć do nich pomocną dłoń i powołać odpowiednie służby, które spokojnie zajęłyby się przywołaniem kleru do porządku.
A gdyby brakowało szefa dla nowej struktury, to można by na to stanowisko powołać zaniedbywanego Tomasza Turowskiego. On nie tylko świetnie zna księży, ale też przez lata zajmował się ich szpiegowaniem. Doświadczenie więc ma, a jak pokazał wywiad rzeka, przeprowadzony z nim przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, potrafi także przekonywać, że szpiegowanie kapłanów ma na celu jedynie ich dobro.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













