Młodszy brat często pozostaje w cieniu. O Świętym Wojciechu wiedzą wszyscy. O Radzymie, poza granicami archidiecezji gnieźnieńskiej, mówi się już bardzo niewiele. Tymczasem Radzym nie był postacią ani mało znaczącą, ani nudną.
Wiąże się z nim nawet pewien sekret – nierozwiązana do dziś tajemnica rzuconej ponoć na Gniezno klątwy Gaudentego.
Razem
Libice nad Cydliną to dziś nieduża wieś, w której poza paroma chałupami i wielkim polem, z obmurowanymi dawnymi fundamentami pałacu i pomnikiem dwóch braci, nie ma nic. Kiedyś była to posiadłość możnego Sławnika, stolica jego libickiego księstwa.
Książę Sławnik miał ośmiu synów. Zanim umarł w 981 r., wysłał trzech z nich z Libic w wielki świat, na nauki do Magdeburga. Wojciech, Radzym i Radła zaczęli uczęszczać do szkoły katedralnej.
Być może to właśnie decyzja ojca sprawiła, że życie dwóch spośród ośmiu braci zostało tak ściśle ze sobą związane. Radzym i Wojciech stali się nierozłączni. Kiedy Wojciech został biskupem w Pradze, Radzym poszedł razem z nim. Kiedy chciał pielgrzymować do Ziemi Świętej, Radzym również był gotów wyruszyć w drogę. Po spotkaniu z wdową po cesarzu Ottonie razem zdecydowali pieniądze na pielgrzymkę przeznaczyć raczej na ubogich. Razem szukali sobie miejsca na świecie w benedyktyńskich klasztorach, najpierw na Monte Cassino, później pod Rawenną, a wreszcie w Rzymie na Awentynie. Razem wreszcie złożyli śluby zakonne, a Radzym przyjął wówczas imię Gaudenty, które oznacza „radujący się”.
W drodze
W benedyktyńskim klasztorze obaj bracia byli szczęśliwi – ale kiedy Wojciecha wezwano na powrót do Pragi, jego wierny młodszy brat znów wyruszył z nim w drogę. Kiedy parę lat później obaj wrócili na Awentyn, Radzym przyjął święcenia diakonatu i kapłaństwa. I znów Wojciechowi nakazano wracać do niechętnej mu Pragi, i znów Radzym poszedł za bratem. To, co kiedyś mogło wydawać się niesamodzielnością młodszego brata, teraz wyglądało już zupełnie inaczej. Radzym nie szedł już z bratem po kościelne zaszczyty i stanowiska. Nie szedł za bratem w radosny spokój klasztornych murów. Radzym szedł za bratem tam, gdzie ich nie chcieli. To już nie była niesamodzielność. To już nie było karierowiczostwo. To była braterska wierność: będę z tobą, choćbyś był na samym dnie. Kiedy szli do wrogiej Pragi, żaden z nich nie wiedział wtedy jeszcze, że najgorsze było dopiero przed nimi, i wcale nie czekało w Pradze.
Kiedy jesienią 996 r. bracia spotkali się z cesarzem Ottonem III, dowiedzieli się, że wrogowie najechali na ich rodzinne Libice. Pięciu ich braci wraz z całymi rodzinami straciło życie. Radzym i Wojciech musieli wtedy już w pełni pojąć, że najważniejsze w życiu jest to, czego śmierć zabrać nie może. Razem – oczywiście, że razem! – postanowili wyruszyć na misje na daleką północ. Poszli do Gniezna. Radzym zajął się organizacją dalszej wyprawy na północ. W porozumieniu z księciem Bolesławem Chrobrym przygotowywał się, by razem z Wojciechem zanieść chrześcijaństwo na Prusy.
Śmierć, która rozdziela
Wyprawie przewodniczył Wojciech. Radzym poszedł za nim, razem z prezbiterem Boguszem, który potrafił mówić w języku Prusów. Już pierwsze spotkanie z tubylcami nie zapowiadało sukcesu. Wojciech pobito wiosłem, całą trójkę nocą odwieziono łodzią na drugą stronę zatoki. Ale misjonarze się nie poddali. Po kilku dniach znów postanowili spróbować. Ostatniej nocy przed drogą Radzymowi przyśnił się sen. Otóż młodszy brat stanął przed ołtarzem i zobaczył stojący na nim kielich, wypełniony winem. Chciał się owego wina napić, ale powstrzymał go ministrant, mówiąc, że to kielich przeznaczony dla biskupa, na następny dzień.
Radzym opowiedział ten sen Wojciechowi, ale przecież sen nie mógł zmienić misyjnych planów. Około południa cała trójka stanęła na polanie, na której poganie zwykli sprawować swój kult. Radzym odprawił Mszę św., Wojciech przyjął Eucharystię, razem się modlili – a potem znużeni zasnęli. Śpiących znaleźli Prusowie i związali. Pogański kapłan zadał Wojciechowi śmiertelny cios, potem kto inny odciął mu głowę i umieścił na palu, twarzą zwróconą w kierunku Polski.
Był piątek 23 kwietnia 997 r. Bracia musieli się rozstać – Radzym nie mógł już iść za Wojciechem.
Świadek i biskup
Prusacy po krótkim więzieniu wypuścili na wolność Radzyma i Bogusza. Obaj poszli na dwór Bolesława Chrobrego, żeby powiadomić księcia, że jego i Wojciechowa misja poniosła klęskę. Później Radzym wrócił raz jeszcze na miejsce kaźni brata – książę wziął go ze sobą, jadąc wykupić dla Gniezna ciało męczennika. Kiedy nie miał już co robić w Gnieźnie, wyruszył na Awentyn, żeby i tam, benedyktynom, którzy byli jak najbliższa rodzina, zanieść wieści o śmierci brata.
Na Awentynie Radzym pozostał przez dwa lata. Był potrzebny na miejscu, w Rzymie, żeby świadczyć przez delegatami Stolicy Apostolskiej o męczeństwie brata. Uczestniczył jeszcze w jego kanonizacji. W grudniu 999 r. papież Sylwester II konsekrował go na biskupa z tytułem „arcybiskupa św. Wojciecha męczennika”. Tak zaczęła się nowa, zupełnie już samodzielna droga Radzyma Gaudentego – choć jego brat męczennik miał pozostać zawsze przy nim obecny.
Radzym wyruszył do Polski z orszakiem cesarza Ottona. Na miejsce przybyli na początku marca 1000 r. i kilka dni później rozpoczął się Zjazd Gnieźnieński. Ogłoszono, że w Gnieźnie powstaje pierwsza w Polsce metropolia pod rządami arcybiskupa Radzyma. Radzym pozostał przy swoim bracie, służąc jego kultowi i nowej diecezji, wyrosłej wokół grobu męczennika.
Gniezno stało się stolicą działalności Radzyma, który w głębi ducha pozostał misjonarzem. Do Gniezna wracał, ale przebywał wszędzie, gdzie potrzebna była jego praca. Zatroszczył się o liturgię, która miała być sprawowana w młodym Kościele. Założył szkolnictwo, żeby kształcić przyszłych duchownych. Kładł fundamenty pod kancelarię i rocznikarstwo. To Radzym wreszcie, troszcząc się o duchowe zaplecze swojej duszpasterskiej pracy, sprowadził do Międzyrzecza eremitów.
Tajemnica relikwii
Kiedy dokładnie zmarł Radzym, nie wiadomo. Katalogi gnieźnieńskich arcybiskupów podają rok 1006. Nowsze badania pozwalają twierdzić, że Radzym Gaudenty żył o wiele dłużej – niemiecki kronikarz Thietmar, żywo interesujący się Gnieznem i postacią Radzyma, który sam zmarł w 1018 r., ani słowem nie zająknął się na temat śmierci pierwszego polskiego biskupa. Mogło więc być i tak, że Radzym przeżył Thietmara. I choć rok jego śmierci pozostaje nieznany, pewnym jest, że biskup umarł 14 października. Pochowano go w gnieźnieńskiej katedrze, w pobliżu relikwii jego świętego brata. W roku 1038 wojsko Brzetysława wykradło ciało biskupa wraz z relikwiami jego brata.
Dopiero na początku XX wieku bp Antoni Laubitz zainteresował się tym, że w Gnieźnie nie ma relikwii pierwszego biskupa. W 1963 r. prymas Wyszyński polecił przeprowadzić badania – wówczas w katedrze, w podziemiach środkowej nawy, odkryto jego grobowiec. Prymas poprosił papieża Pawła VI o wprowadzenie kultu bł. Radzyma Gaudentego do polskiego kalendarza liturgicznego, a w 1981 r. erygował jedyną na świecie parafię pod wezwaniem bł. Radzyma. W kwietniu 2003 r., na prośbę ówczesnego proboszcza ks. Zbigniewa Kapturczaka i ze zgodą kard. Miroslawa Vlka, relikwie brata św. Wojciecha trafiły na powrót do Gniezna, do parafii, noszącej jego wezwanie. I choć Kościół oficjalnie uważa Radzyma za błogosławionego, papież Jan Paweł II w grudniu 2004 r. zezwolił, by nazywać go świętym.
Tajemnica klątwy
I jeszcze tylko tajemnica klątwy pozostaje do wyjaśnienia. Albo raczej – nie do wyjaśnienia. Wiadomo o niej tyle tylko, że była. W Kronice Polskiej z XII w. przeczytać można: „W tym czasie Czesi zniszczyli Gniezno i Poznań oraz zabrali ciało św. Wojciecha. Ci zaś, którzy uszli z rąk wrogów lub uniknęli zamieszek wśród swoich, uciekli poza rzekę Wisłę na Mazowsze. Te miasta tak długo pozostały opustoszałe, że w kościele św. Wojciecha i św. Piotra Apostoła dzikie zwierzęta założyły swoje legowiska. Takie nieszczęście, jak się uważa, spadło na całą tę ziemię, ponieważ Gaudenty, brat i następca św. Wojciecha, miał z nie znanej okazji rzucić na nią klątwę”. Historycy przypuszczają, że owa klątwa – anatema – rzucona być mogła na Bolesława Chrobrego, po jakimś ostrym konflikcie króla z arcybiskupem. Mogła też dotyczyć nie samego Chrobrego, ale jego syna, Mieszka Lamberta, który porzucił wiarę katolicką. O co dokładnie chodziło? Tego już pewnie nigdy nie będzie nam dane się dowiedzieć – Radzym Gaudenty na zawsze pozostanie tajemniczym bratem…
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













