Logo Przewdonik Katolicki

Kto się boi SKOK?

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Systematycznie rośnie zainteresowanie prasy kasami SKOK. Można to wręcz ująć w zależność: im gorsza sytuacja w finansach publicznych państwa, tym większy szum wokół SKOK. Jak to wyjaśnić?

„Zainteresowanie SKOK-ami jest wyjątkowe. Nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek instytucja finansowa po 1989 r. była przedmiotem tak wielu artykułów prasowych” – stwierdził niedawno Rafał Matusiak, prezes zarządu Kasy Krajowej SKOK. Przez ponad 20 lat swojej działalności spółdzielcze kasy bez żadnej pomocy ze strony państwa stworzyły prężny i bezpieczny system samopomocy finansowo-pożyczkowej. Dowód? Przez ten czas nie upadł jeszcze żaden ze SKOK-ów. Czemu więc służy ciągłe zamieszanie wokół kas? Chyba najbardziej obrazowo ujął to główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak: „Chodzi o to, żeby stworzyć negatywny obraz, aby klienci wzięli swoje pieniądze ze SKOK-ów i w zębach zanieśli do zagranicznych banków działających w Polsce”.

Spółdzielnia to nie bank

Cały problem SKOK-ów polega na tym, że nie są one instytucją typowo bankową, a tymczasem na siłę próbuje się je wtłaczać w ramy przeznaczone dla działalności banków. Wiele mówi już zresztą sama nazwa: spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe. SKOK-i odwołują się bowiem wprost do idei polskiej spółdzielczości z czasów zaborów m.in. banków ludowych tworzonych przez ks. Piotra Wawrzyniaka, kas włościańskich zakładanych przez bł. Marcelinę Darowską czy galicyjskich Kas Franciszka Stefczyka.

Bezpośredni pomysł na funkcjonowanie SKOK-ów w ich obecnej postaci dotarł jednak zza Wielkiej Wody, gdzie od lat z powodzeniem działają amerykańskie unie kredytowe. U nas zaczęło się od kas spółdzielczych tworzonych na początku lat 90. przy zakładowych organizacjach „Solidarności”. Dziś polskie SKOK-i są potężną instytucją, liczącą łącznie 2,5 mln członków i dysponującą ponad 15 mld zł aktywów, dzięki czemu mogą skutecznie konkurować na naszym rynku z wielkimi zachodnimi bankami. Przewaga SKOK-ów polega na tym, że operują one w całości kapitałem polskim – pochodzącym wyłącznie ze składek i wkładów członkowskich – ale przede wszystkim na przyjętych zasadach. Główną ideą jest samopomoc i brak nastawienia na maksymalizację zysku. Owszem, jak każda instytucja finansowa, muszą one bilansować swoją działalność i dbać o rentowność, ale jednocześnie ten zysk ma się w pewien sposób społecznie zwracać. Stąd hasło przewodnie wszystkich SKOK-ów: „Nie dla zysku, nie z filantropii, ale po to, żeby służyć”. Spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, jak mało które podmioty gospodarcze w Polsce, włączają się  więc w rozwój i realizację celów społecznych: wspierają szkoły, domy dziecka, fundują zdolnej młodzieży stypendia, wspomagają wysoką kulturę.

Niebezpieczna furtka

Pod koniec 2012 r. nadzór nad SKOK-ami w myśl nowych przepisów prawa przejęła Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). To był pierwszy krok ku „ubankowieniu” spółdzielczych kas. W połowie maja prezydent Bronisław Komorowski podpisał natomiast nowelizację ustawy o SKOK-ach, która wyposażyła KNF w konkretny oręż, pozwalający de facto na całkowitą ich kontrolę. SKOK-i zostały m.in. zobowiązane do stworzenia osobnego zabezpieczenie dla gromadzonych przez siebie depozytów w postaci  specjalnego funduszu, na rzecz którego będą musiały wnosić obowiązkowe opłaty roczne – tak jak czynią to banki komercyjne.

Do tego doszła bardzo rozbudowana sfera obowiązkowej sprawozdawczości. „Zmusza się nas do nadmiernej biurokracji, urzędniczych obowiązków, wymaga raportowania bardziej radykalnego niż w tej chwili robią to banki, a nawet parabanki” – załamywał ręce w jednym z wywiadów wspomniany Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Jego zdaniem kasy stały się po prostu zbyt silną konkurencją dla sektora bankowego.

Największe emocje w znowelizowanej ustawie o SKOK-ach wzbudza jednak przepis umożliwiający bankom przejmowanie kas w sytuacji, gdyby popadły one w kłopoty finansowe. Miałaby o tym decydować Komisja Nadzoru Finansowego. A to już teoretycznie może pachnieć „wrogim przejęciem” SKOK-ów. Dość nieoczekiwanie argument ten trafił także do przekonania Pałacu Prezydenckiego. Kilkanaście dni temu prezydent Bronisław Komorowski zadecydował, że część przepisów podpisanej przez siebie ustawy skieruje w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego. „Ustawa, która jest według mnie dobrodziejstwem, bo stwarza warunki nadzoru bankowego nad kasami (…)  ma mankament, który budzi moje wątpliwości konstytucyjne” – oświadczył Komorowski. Prezydent wskazał na przepis, zgodnie z którym od decyzji Komisji Nadzoru Finansowego o przejęciu kasy nie ma odwołania, a sama decyzja jest prawomocna, nawet jeśli była wydana niezgodnie z prawem.

Takich wątpliwości jest jednak znacznie więcej. Niektórzy konstytucjonaliści uważają nawet, że nowelizacja ustawy o SKOK-ach uderza wręcz w konstytucyjną zasadę  pomocniczości i związanej z nią całej idei spółdzielczości.

Prawdziwy zysk

Na dodatek na początku czerwca Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała wstępny raport, z którego wynika, że aż 44 z 55 SKOK-ów wymaga pilnych działań restrukturyzacyjnych. Zdaniem KNF poważne kłopoty z płynnością finansową spowodowane są m.in. faktem, że mają one za dużo niespłaconych pożyczek. Przedstawiciele spółdzielczych kas odbijają piłeczkę, zwracając uwagę na poważne błędy zawarte w raporcie. „Naszym zdaniem błędna metoda badania audytu wyniku SKOK-ów powoduje, że opóźnienie jednego miesiąca w spłacie kredytu już w statystykach jest widoczny, jako kredyt przeterminowany. Po miesiącu nie chcemy wysyłać komornika tylko dlatego, że ktoś się opóźnił, bo ma kłopoty” – tłumaczył Janusz Szewczak.

Poza tym w ostatnim okresie czasie nieustannie zmieniały się rozporządzenia Ministerstwa Finansów dotyczące kryteriów obliczania kondycji finansowej. Kasy miały często raptem kilka lub kilkanaście dni na dostosowanie się do nowych przepisów. „Na tej podstawie próbuje się nie tylko dokonywać oceny tego, jak funkcjonują SKOK-i, ale także próbuje się nakładać obowiązki tworzenia planów i strategii na przyszłość. (…) Nie wiem, o co chodzi, ale to nie są warunki do zarządzania instytucjami i tworzenia dla nich planów” – stwierdził gorzko Rafał Matusiak, prezes zarządu Krajowej SKOK.

Najbardziej kuriozalnie brzmi jednak zarzut, że kasy wypracowują zbyt mały zysk (według wstępnych obliczeń KNF za rok 2012 jest to „tylko” 250 mln zł). „Sytuacja kapitałowa w kasach jest złożona, fundusze własne, pomimo wykazywanego wzrostu w latach 2006–2012, należy uznać za nieadekwatne do prowadzonej działalności, ponieważ nie zabezpieczają ponoszonego przez kasy ryzyka” – stwierdziła KNF. Tyle tylko, że SKOK-i świadomie – kosztem mniejszego zysku – zapewniają swoim członkom korzystniejsze warunki udzielania pożyczek oraz wyższe oprocentowanie lokat. I dlatego właśnie ponad 90 proc. klientów obdarza swoim zaufaniem właśnie spółdzielcze kasy. A to wynik o jedną trzecią lepszy niż w przypadku normalnych, „pewnych” banków.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki