Logo Przewdonik Katolicki

Grzech wobec środowiska i grzech wobec Stwórcy

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Czy możliwe jest, by ktoś troszczył się o środowisko, los zwierząt, o rzadkie gatunki roślin, a był obojętny na los abortowanych istnień ludzkich? Chrześcijańskie ujęcie ekologii ukazuje ważną korelację: wrażliwość na potrzeby stworzeń prowadzi do troski o bliźnich, zaś bezwzględna eksploatacja przyrody z reguły staje się wykorzystywaniem innych ludzi.

Grzech wobec środowiska

Spędzając przed kilku laty wakacje w Nowej Zelandii byłem pod wielkim wrażeniem piękna i czystości przyrody oraz troski o środowisko naturalne. Powszechnie wiadomo, że Nowa Zelandia zadeklarowała rezygnację z działań na rzecz pozyskania energii jądrowej, bo jest ona zagrożeniem dla środowiska. Ale zagrożeniem dla środowiska – zdaniem zarządzających tym krajem – może być też każdy produkt spożywczy, organiczny przywieziony na wyspę.

Płynąc któregoś dnia na wysepkę Molokai położoną na środku jeziora powulkanicznego, nad którym rozpościera się Rotorua – miasto osadzone na polach gejzerów, byłem przepytany w sprawie żywności. Miałem ze sobą jabłko. Urzędniczka, która ze mną rozmawiała, po długim wahaniu ostatecznie zapakowała owoc w szczelną torebkę, prosząc, bym pod żadnym pozorem nie spożył go na wyspie i nie zostawił na niej pestek.

Na wysepce Molokai, istotnie pierwotnie dzikiej i naturalnej, był tylko jeden wykwit współczesnej cywilizacji – klatki na szczury. Nowozelandczycy uznali bowiem szczury za „narodowe” zło. Do jakiegoś czasu wyspy na Pacyfiku tętniły spokojem wyznaczanym życiem Maorysów, którzy co prawda przybyli tutaj z nieodległych stosunkowo wysp i wysepek, po czym zgodnie ze zwyczajem, pokonawszy tubylców, zjedli ich, ale za to żyli w zgodzie i harmonii z naturą. Jednak na wyspę dotarli też nieco później Europejczycy, a ci wraz ze zbożem przywieźli przypadkowo szczury. Europejczyk i szczur okazali się największymi zagrożeniami dla wyspy, jej pasożytami.

To uproszczona wersja opowieści, których wysłuchiwałem choćby w parkach narodowych (zwanych „sanktuariami”), ale oddająca pewien ogólnoświatowy schemat myślenia.

Życie w zgodzie ze środowiskiem jest tutaj synonimem życia idealnego i szczęśliwego. Ten stan raju i pierwotnego szczęścia został zakłócony przez człowieka. Człowiek bowiem na przestrzeni dziejów okazuje się być największym pasożytem, ale i drapieżnikiem całego ekosystemu. Ekologia zaczyna w tej sytuacji sugerować lub głosić wprost potrzebę ograniczenia liczby tego drapieżnika i sposobów jego oddziaływania na środowisko. Bowiem działanie człowieka ma bezwzględnie charakter dewastacyjny i wrogi wobec przyrody i jest samo w sobie grzechem wobec środowiska naturalnego.

W ten sposób ekologia ujawnia swoje wielopostaciowe i wielotwarzowe oblicze. Z nauki, która pierwotnie była prostym opisem stanu środowiska naturalnego; z nauki o tym, co czynić w sytuacji, gdy ten stan ulega degradacji (czyli z nauki o ochronie środowiska, zwanej niekiedy sozologią), ekologia stała się dziś rozpowszechnianą ideologią.

Ekofilozofia wroga chrześcijaństwu

Wyrazem takiej właśnie ideologicznej ekologii są niektóre nurty tzw. ekofilozofii.

Filozofii ekologii jest bardzo wiele, tutaj chciałbym podjąć ten nurt, który jest bardzo często ustawiany w wyraźnej opozycji do chrześcijaństwa. Jest tak na przykład w zwartej treściowo, choć bełkotliwej merytorycznie ekofilozofii lansowanej przez prof. Henryka Skolimowskiego.

Jej podstawą jest odrzucenie biblijnej antropologii i biblijnej relacji stworzenia.

Dlaczego tak radykalna opozycja wobec Biblii i jej orędzia stworzenia?

Ponieważ zdaniem owych ekofilozofów to właśnie Biblia, począwszy od czasów reformacji, popchnęła zatrute nią, „zbiblizowane” ludy do psychopatycznych wręcz działań na rzecz totalnej dewastacji. Tę dewastację, za sprawą chrześcijaństwa określano fałszywie i przewrotnie jako „udomowienie” naszej planety.

Zarzuty wobec chrześcijaństwa są, jeśli tak można to określić, stopniowane w czasie. I tak, prof. Skolimowski i jego zwolennicy przyznają, że w pierwszej fazie swojego istnienia (mniej więcej do 1500 r.) chrześcijaństwo było proekologiczne, antyurbanizacyjne i antynaukowo-techniczne (wszak ten czas rozwoju i schyłku średniowiecza stanowił tzw. wieki ciemne naszej cywilizacji). Ten stan rzeczy, przyjazny środowisku, wynikał z... jednoznacznej dominacji kleru. Duchowieństwo, głosząc swoje nauki, odwracało mocą autorytetu Chrystusa uwagę słuchaczy od spraw doczesnych. Nakazywało ubóstwo, był to zatem okres antyekonomiczny i antywłasnościowy. Wydaje się nawet, że był to czas postaw antypopulacyjnych – wszak cały ciężar nauczania był ukierunkowany na sprawy wieczne, odrywał i alienował od spraw doczesnych, ziemskich, rodzinnych.

Sytuacja zmieniła się, zdaniem ideologów ekologii, w wieku XVI, a jej sprawcami byli protestanci. Za sprawą Marcina Lutra i jego tłumaczenia Biblii na język narodowy (niemiecki) dokonało się złamanie monopolu kleru na interpretację Biblii. Lud sam wziął do ręki święte księgi i zaczął je czytać ze zrozumieniem.

Powszechne zainteresowanie wzbudził zwłaszcza tzw. kapłański opis stworzenia świata. Jest to opis niewątpliwie optymistyczny, poznawczo łatwy do przyswojenia. W jego świetle człowiek jawi się jako stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a w związku z tym podobieństwem ma się on „mnożyć i płodzić i panować nad ziemią”.

Ekofilozofowie nie mają wątpliwości – jest to opis „na zewnątrz atrakcyjny”, ale w swej istocie podstępny. Jest to opis, który powstał w wyniku rewizji pierwotnego,  „jahwistycznego” mitu o powstaniu świata. Kapłani Izraela zrewidowali ten prapierwotny opis, gdyż nie wskazywał on, aby człowiek (Naród Wybrany) miał zajmować w świecie pozycję centralną. W tym prastarym, pierwotnym opisie uprzywilejowaną pozycję miało drzewo mądrości i drzewo życia, zaś gatunek węży był bardziej inteligentny niż sam człowiek. Ten opis idealnie nadawał się do promocji „ekologicznej” wizji świata, w której człowiek byłby jednym z wielu nieuprzywilejowanych elementów przyrody i ekosystemu. Niestety, wprowadzony później mit „kapłański” istotnie przysłużył się rozwojowi  antyekologii.

Uświęcając jako „dni Bożej pracy” aż sześć dni w tygodniu, wymusił wzrost wytwórczości i urbanizacji. Ponadto całkowicie zniekształcił samą istotę człowieczeństwa: wolność woli została ograniczona do bezdusznego, mechanicznego „mnożenia się, zapełniania ziemi i panowania nad nią”. Wreszcie, zepchnął na dalszy plan istotne ograniczenia (przekaz o „owocach zakazanych”). W ten sposób zdjęto wszystkie hamulce z działalności człowieka w świecie.

Wraz z tym momentem pojawiła się „ekologia strachu”. Jej wyrazem stał się pokutujący w świadomości europejskiej mit wrogości sił przyrody wobec człowieka. Bojąc się przyrody, człowiek ideowo wynosi się ponad inne stworzenia i robi wszystko, co jest aktualnie możliwe... tylko dlatego, że jest to możliwe.

Tak więc, wsparci biblijnym „czyńcie sobie ziemię poddaną”, ruszyliśmy w erę technologiczną. A era ta oznacza spustoszenia w duszy człowieka, a potem w jego środowisku. Jednym z wektorów tej „ekologii strachu” jest współczesny personalizm chrześcijański. Przedstawiając osobę ludzką jako najwyższy twór Boga, personalizm lansuje dowolne wynoszenie się ponad inne dzieła Stwórcy. Wyrazem tej dominacji jest choćby problem duszy: w tym światopoglądzie nie ma miejsca na duszę inną niż ludzka, a zatem personaliści twierdzą, że zwierzęta duszy nie mają. Ma to swoje dewastacyjne wręcz znaczenie dla naszej kultury. Na przykład, do ludzi wychowanych w duchu personalistycznym nie docierają idee wegetarianizmu. Obojętne są im ograniczenia masowej rzezi zwierząt – cóż dopiero mówić o innych elementach światopoglądu ekologicznego!

Ekologia „głęboka” i płycizna myślenia

To właśnie w opozycji do takiej złowieszczej myśli chrześcijańskiej rodzą się rozliczne nurty ekofilozofii (wzmacnianej niekiedy określeniem ekologia „głęboka”). Filozofia ekologiczna bazuje na micie, który odgrywa w niej rolę fundamentalną. Stwierdza, że głównym miejscem bytowania człowieka jest wielowarstwowe środowisko: przyrodnicze, kulturowe, społeczne oraz techniczne. Pośród tych warstw nadrzędną rolę odgrywa, zgodnie z regułami światopoglądu naukowego, środowisko kulturowe.

Trudności dla człowieka myślącego zaczynają się w stopniu więcej niż poważnym, gdy ekologowie głębocy zaczynają mówić o tym, że siłą sprawczą zmian w środowisku kulturowym jest mit. Pojęcie mitu nie jest obce współczesnemu religioznawstwu. Jednak w  przeciwieństwie do teorii mitu i archetypu autorstwa M. Eliadego czy C. G. Junga, „mit ekologiczny” jest pojęciem pierwotnym teorii. To zaś znaczy, że on sam nic nie znaczy i nic nie musi znaczyć. Nie ma potrzeby go definiować, ani przypisywać mu jakichkolwiek atrybutów. Nie bardzo wiadomo, skąd się bierze, nie jest produktem propagujących go ideologów, filozofów – są oni przekaźnikami, nie twórcami mitu.

Może warto w tym miejscu posłużyć się kilkoma cytatami z tekstów ekologów głębokich tworzących zarys mitu ekologicznego:

„Wszechświatem rządzą wprawdzie prawa natury, jednak nie są one w pełni dostępne naszemu poznaniu […]

Natura i człowiek nie są bytami przeciwstawnymi sobie, ani też sobie obcymi; istnieją obszary współdziałania człowieka i natury, ale są też takie, na których należy naturę i człowieka rozdzielić. […]

Odrzuca się wprawdzie jakąś globalną i zawsze działającą „wolę Bożą”, lecz nie neguje faktu, że siły Kosmosu wiele zrobiły, by nasz gatunek mógł się rozwinąć i by rozwijał się nadal (jest to tzw. zasada antropiczna: cała znana nam historia ewolucji pracuje na człowieka i dla człowieka).

Przyjmuje się jawnie, lub co najmniej przeczuwa, że Wszechświat jako całość i poszczególne jego składniki z osobna są żywe, gdyż stanowią cząstki uniwersalnego i powszechnego procesu życia. Proces ten miałby być nie tylko fenomenem naszej planety, lecz immanentną cechą Kosmosu jako takiego. […]”.

Wyrazem dość usystematyzowanym owego mitu jest tzw. hipoteza Gai. Mówi ona, że wszechświat jako całość jest żyjącym, odczuwającym i rozwijającym się organizmem, którego Ziemia i jej mieszkańcy są tylko fragmentem. W procesie wzrastania człowiek poznaje coraz to wyższe poziomy świata-Gai, aż wznosi się do objęcia swym umysłem całości procesu życia i stawania się. Wówczas może dojść do połączenia się umysłu indywidualnego i kosmicznego.

Propozycje przedstawionej powyżej „ekologii głębokiej” są równie absurdalne, jak szkodliwe. Trudno polemizować z kimś, kto ignoruje całkowicie i złośliwie prawdę orędzia biblijnego.

Trudno polemizować z kimś, kto w miejsce Stwórcy stawia absolut Gai (panteizm), a rolę objawienia zastępuje nieokreślonym „mitem”, a raczej bełkotem.

Wiele wątków tych koncepcji nasuwa proste i wręcz narzucające się skojarzenia z metodologią „naukowego marksizmu i leninizmu” (darwinizm wspierający prymitywny materializm).

Takie ujęcie jest autentycznym i największym grzechem w ekologii. To pojęcie „grzechu” jest przypisywane człowiekowi, zwłaszcza chrześcijaninowi, za jego panowanie nad ziemią. Oczywiście, owo „panowanie” czynione w sposób niezgodny z Bożym ładem i harmonią stworzenia może być grzeszne, naznaczone dewastacją środowiska, pogardą dla owego Bożego ładu. Jednak zdecydowanie największym grzechem jest odrzucenia Boga i prawdy stworzenia.

Ma ono swoje konsekwencje.

Po pierwsze, narusza relację do Boga (próbuje zastąpić Boga – urojeniami. O tym, że takie próby trzeba traktować poważnie, niech świadczy jeden fakt. W dobie pamiętnych sporów o invocatio Dei w preambule tzw. Konstytucji europejskiej, lobby ekologiczne zdołało zamieścić w tym tekście zapis o odpowiedzialności człowieka wobec historii i Gai (!)). Po drugie, odrzucenie Boga oznacza naruszenie relacji do człowieka (prowadzi do ubestwienia człowieka, zredukowania osoby ludzkiej). Po trzecie, takie odrzucenie Boga oznacza w konsekwencji naruszenie relacji do samego siebie (człowiek zostaje zniewolony irracjonalizmem). Wreszcie, oznacza naruszenie relacji do świata (rzekome partnerstwo – faktycznie niemożliwe, bo nie może być partnerstwa budowanego na zakłamanej iluzji).

Chrześcijańskie ujęcie ekologii

W tej perspektywie warto wczytywać się w orędzie Biblii i tradycji Kościoła, która wzrasta w dialogu z nauką, kulturą i innymi prądami etycznymi. A ekologia chrześcijańska mówi o

ekologicznym rachunku sumienia, grzechu ekologicznym i eko-ascezie. Pokazuje, że życie człowieka jest wartością podstawową, ale nie absolutną. Wskazuje, że to człowiek i jego godność stanowią największe bogactwo ziemi oraz centralny punkt odniesienia ekologicznego.
Zaangażowanie w środowisko społeczno-przyrodnicze ma służyć istotnemu celowi – podnoszeniu jakości ludzkiego życia w wymiarze materialnym, duchowym i intelektualnym.

Chrześcijańskie ujęcie ekologii ukazuje wreszcie ważną korelację: wrażliwość na potrzeby stworzeń prowadzi do troski o bliźnich. Bezwzględna eksploatacja przyrody z reguły staje się wykorzystywaniem innych ludzi.

Odczytanie biblijnego przekazu o stworzeniu świata i człowieka nie przez ignorantów, ale przez ludzi wiary i wiedzy, wciąż zdumiewa swoją treścią. Z jednej strony mowa jest w tym przekazie o samotności człowieka pośród innych stworzeń. Człowiek jawi się sobie samemu jako ten, który jest usytuowany inaczej i wyżej w stosunku do otaczającego go świata. Różni się nie tylko bytowo (jest inny), ale i aksjologicznie (jest wyżej, ponad światem biologii). Człowiek jest podmiotem pośród przedmiotów, a owa wyjątkowa wartość, owa różnica między podmiotem a przedmiotem nosi nazwę godności.

Elementem godności jest wolność i odpowiedzialność. Pierwszym zadaniem, które otrzymuje człowiek jest uprawa ogrodu. Wrażliwość na przyrodę, harmonia życia z nią, oznacza zarazem konsekwentnie harmonię życia z drugim człowiekiem. 

Owa korelacja wyznacza też kierunek zwrotny – troska o życie ludzkie wyznacza właściwą wrażliwość na potrzeby środowiska. I tutaj pojawia się pytanie retoryczne: czy możliwe jest, by ktoś troszczył się o środowisko, los zwierząt, o rzadkie gatunki roślin, a był obojętny na los abortowanych  istnień ludzkich?

„Ekologia głęboka” oznacza niejednokrotnie bezdenny cynizm. Tak jak zresztą każda ideologia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki