Siedem marzeń

Zaczynamy tę drogę Kościoła w Rzymie, biskup i lud razem, drogę braterstwa, miłości, zaufania między nami
Czyta się kilka minut

 W swoich pierwszych słowach papież Franciszek nie mówił jako papież do Kościoła. Mówił jako biskup do Rzymu. To był powrót do samych początków papiestwa.

 

Kościół Chrystusa
Pierwszeństwo Rzymu nie jest przypadkowe. To w Rzymie śmierć męczeńską poniósł Piotr i w Rzymie został pochowany. W Rzymie spoczął św. Paweł, a przy dwóch grobach apostołów spotkały się dwa misyjne bieguny młodego Kościoła. To dopiero po dotarciu Ewangelii do Rzymu uznano, że Kościół jest prawdziwie powszechny, że jest katolicki. Już około 107 r. św. Ignacy Antiocheński pisząc swój list do Rzymian, był przekonany, że Kościół rzymski przewodzi kościołom partykularnym. Przewodzi im jednak nie władzą, ale w miłości, która tu ma być doskonalsza niż gdzie indziej. To Kościół rzymski ma dostarczać innym duchowego pokarmu i bronić przed fałszywymi naukami. Papież Franciszek w pierwszych swoich słowach zwraca się nie do świata, ale do Rzymu i mówi właśnie o tym: o przewodzeniu w miłości, bo jeśli Kościół w Rzymie będzie święty, cały Kościół będzie święty. Trudno jest mówić na początku drogi, jaki będzie ten pontyfikat. Być może cały będzie taki właśnie radykalnym powrotem do początków, powrotem do prostoty Ewangelii. Takie mam marzenia.
 
Kościół na kolanach
Pierwszemu marzeniu na imię modlitwa. Zadziwiające jest to, jak szybko hałaśliwy świat pozwolił mu się uciszyć. Papież Benedykt XVI zafascynowany był kiedyś ciszą, jaka zapadła podczas adoracji Najświętszego Sakramentu na ŚDM w Kolonii. Papieżowi Franciszkowi udało się uciszyć tłum już w pierwszych minutach pontyfikatu. Poprosił tylko: „módlcie się za mnie” – i na placu św. Piotra zapanowała cisza. Natychmiast, jakby nie było godzin oczekiwania, deszczu, potem ogromnego entuzjazmu, ludzie zamilkli, a papież pochylił przed nimi głowę. A gdy medialni mądrale snuli teorie o tym, że nowy papież z pewnością najpierw uda się z wizytą do swojego poprzednika, on pojechał do bazyliki Santa Maria Maggiore. Tam długo się modlił i złożył kwiaty przed obrazem Maryi. Papież Franciszek już na początku drogi ustawia priorytety: jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko będzie na swoim miejscu. Mam marzenie, że Kościół idący z papieżem Franciszkiem będzie właśnie taki: że jego sercem będzie modlitwa.
 
Kościół pokorny
Drugiemu marzeniu na imię pokora. Jeszcze jako kardynał obecny papież mówił w wywiadzie: „Bycie kardynałem to posługa, a nie zaszczyt, którym można się pysznić. Pycha, przechwalanie się swoją pozycją to postawa typowa dla zeświecczonej duchowości, która jest najgorszym grzechem Kościoła. Jest to antropocentryzm religijny o aspektach gnostycznych. W jego skład wchodzi z pewnością skupienie na karierze, dążenie do awansu (...) Często, aby ukazać rzeczywistość pychy, mówię: popatrzcie na pawia, jaki jest piękny z przodu. Ale jeśli zrobicie parę kroków i popatrzycie z tyłu, dostrzegacie rzeczywistość”. Mam marzenie, że w Kościele idącym z papieżem Franciszkiem powiedzenie, że „tu można tylko awansować” przestanie być aktualne. Że z najwyższego nawet stanowiska pokornie i bez poczucia przegranej wracać się będzie na wiejską i biedną parafię. Że biskup w czarnej sutannie wyjdzie na ulicę i pójdzie sobie kupić bułki na kolację, a w kolejce zagadnie samotną mamę z dwójką zmęczonych dzieci. I że pasterze Kościoła wypiszą sobie w brewiarzu myśl, którą kard. Bergoglio powtarzał swoim klerykom: „Dobry pasterz musi pachnieć jak jego owce”.
 
Kościół wolny
Trzeciemu marzeniu na imię wolność. Straszne i śmieszne zarazem było medialne oczekiwanie medialnych pseudoekspertów na papieża, który wprowadzi kapłaństwo kobiet, zezwoli na używanie prezerwatyw, ogłosi, że zabijanie nienarodzonych dzieci nie jest grzechem, i pobłogosławi związki homoseksualne. Papież Franciszek mówi „nie”. Nie taka jest Ewangelia. Staje naprzeciw całego świata i nie boi się sprzeciwić ani prezydentom, ani mediom. A potem idzie do chorych na AIDS, obmywa i całuje im stopy. Mam marzenie, że Kościół, idący z papieżem Franciszkiem, prawdę Ewangelii postawi ponad wszelkie układy, groźby, obietnice czy polityczną poprawność, która coraz częściej każe nam ugryźć się w język. Że nie będzie się bał i zachowa wewnętrzną wolność. Że nigdy i nigdzie nie będzie zależny od nikogo, poza Jezusem.
 
Kościół praktyczny
Czwartemu marzeniu na imię ewangelizacja. Papież Franciszek w czasach, gdy odpowiadał jeszcze za jezuicki nowicjat, każdego tygodnia wysyłał swoich kleryków na ulice. Mieli głosić Jezusa – tak po prostu. Mieli znajdować dzieci i uczyć ich katechizmu. Mieli opiekować się potrzebującymi. Kard. Bergoglio mówił: „W Buenos Aires poszukujemy kontaktów przede wszystkim z rodzinami, które odeszły od Kościoła, nie odwiedzają swoich parafii. Zamiast być jedynie Kościołem, który przyjmuje ludzi i zbiera coś od nich, próbujemy być Kościołem, który wychodzi poza swoje kręgi, do ludzi, szczególnie obojętnych. Przychodzimy do centrum, modlimy się na rynku, odprawiamy Mszę św. i zapraszamy na nią siedzących w kawiarniach i w sklepach. Wielu proponujemy chrzest, po krótkim przygotowaniu. To jest styl życia naszych parafii, naszej diecezji”.
Co zdarza się nam częściej: próba odzyskania kogoś dla wiary czy powtarzanie ewangelicznego wersetu o tym, że jak nie chcą słuchać, trzeba odejść i otrząsnąć pył z sandałów? Dla papieża Franciszka szukanie ludzi to zwyczajna praktyka. Mam marzenie, że Kościół idący z papieżem Franciszkiem pełen będzie świadków, a nie ukrytych bezpiecznie w murach kościoła teoretyków.
 
Kościół ubogi
Piątemu marzeniu na imię ubóstwo. Wszyscy wokół powtarzają, że nie mieszkał w pałacu, że sam sobie gotował, że po Buenos Aires jeździł autobusem albo metrem. Że kiedy już jako papieża chciano go po konklawe odwieźć limuzyną, machnął ręką i powiedział, że pojedzie busem „z chłopakami”. Któryś z „chłopaków” kardynałów zrobił z tyłu busa zdjęcie: widać na nim mnóstwo czerwonych biretów i jeden biały. Następnego dnia papież Franciszek wrócił do Domu Pawła VI nie tylko po to, żeby zabrać walizki, ale też po to, żeby zapłacić za swój pobyt. I mówił, że chciał dać przykład. Jego zawołanie biskupie brzmi: „Być biednym z wyboru”.To nie jest już tylko kwestia ubóstwa, które dla siebie zostawia niewiele. To jest ubóstwo rozumiejące, że kiedy ktoś jest głodny, to przejeżdżająca obok limuzyna upokarza go i boli. Mam marzenie, że Kościół idący z papieżem Franciszkiem jest wrażliwy na ludzką biedę i płaci wszystkie swoje rachunki: z szacunku dla drugiego człowieka.
 
Kościół czysty
Szóstemu marzeniu na imię oczyszczenie. Papież Franciszek stawia wysokie wymagania, ale zna ewangeliczne proporcje: komu więcej dano, od tego więcej wymagać będą. Nad prostymi ludźmi pochyla się z troską i obmywa im stopy. Do tych, którym dano więcej, mówi: „Kiedy idziemy bez krzyża, gdy budujemy bez krzyża i kiedy wyznajemy Chrystusa bez krzyża, nie jesteśmy uczniami Pana: jesteśmy ludźmi doczesnymi, jesteśmy biskupami, kapłanami, kardynałami, papieżami, ale nie uczniami Pana”. Mam marzenie, że Kościół idący z papieżem Franciszkiem będzie Kościołem szukającym nawrócenia, w którym przykład pasterzy będzie zachwycał pociągał świeckich do podejmowania krzyża.
 
Kościół powszechny
Siódmemu wreszcie marzeniu na imię powszechność. To ważne dla nas, Polaków. To my, idąc z papieżem Franciszkiem musimy na nowo nauczyć się, że to też jest „nasz papież”. Już nie jesteśmy wybrani. Już nie jesteśmy jedyni. Papież Franciszek może wcale nie próbować mówić po polsku. Może nigdy do Polski nie przyjechać. To będzie egzamin – czy rozumiemy Kościół powszechny? Czy umiemy go kochać? Co zrobimy z papieżem, który jest z końca świata? Co zrobi z nim wymierająca Europa?
Mam marzenie, że Kościół idący z papieżem Franciszkiem tchnie w duszącą się bez wiary Europę nowego ducha. Mam marzenie, że przetoczone nam zostaną żywotne siły, że powszechność Kościoła nas uratuje.
Franciszku, odbuduj mój Kościół – usłyszał kiedyś od Jezusa św. Franciszek. Dokładnie te same słowa Jezus powtarza dziś papieżowi Franciszkowi.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2013