O tym, że Polsce potrzeba rodzin, które powstają z miłości i w jej imię potrafią i chcą budować własną trwałość, chyba nie trzeba przekonywać. Jednak do tworzenia takich rodzin trzeba młodych ludzi przygotować. Naszą wspólną troską powinno być promowanie piękna wspólnego życia w nieustannej nadziei i wierze, że życie małżeńskie i rodzinne jest darem opartym na najwyższych wartościach. Taka powinna być motywacja decyzji o małżeństwie, a także o rodzicielstwie.
Nie samym dzieckiem żyje człowiek
Od lat wiele par narzeczeńskich zawiera małżeństwo bez gotowości urodzenia dziecka. Zwykle tłumaczą, że swoje dobro i dobro potomstwa chcą budować na realnych podstawach. Przyjście na świat dziecka obwarowują różnymi, często rozsądnymi warunkami. Odłożenie decyzji o pierwszym dziecku bywa koniecznością, np. wiąże się z warunkami mieszkaniowymi, zbliżającym się terminem ukończenia studiów, bezrobociem obojga małżonków i brakiem perspektyw na znalezienie jakiejkolwiek pracy. Często jednak związane jest z uleganiem nowym wzorcom kulturowym, wśród których znajduje się m.in. nacisk na indywidualny sukces i samorealizację. Wtedy posiadanie potomstwa postrzegane jest jako przeszkoda w karierze zawodowej czy spędzaniu czasu wolnego. Małżonkowie lepiej wykształceni nie chcą mieć dzieci również z tego powodu, że liczą się z faktem zapewnienia im wyższego wykształcenia, a tym samym będą musieli ponosić wysokie nakłady na ich edukację.
Przyjaźń rodzinie
W tej sytuacji powinnością, przecież nie tylko państwa i środowisk promujących Narodowy Dzień Życia, ale również Kościoła katolickiego, działających w nim organizacji i stowarzyszeń, a w dużej mierze także rodziców i dziadków młodych małżonków jest niepozostawianie ich samym sobie, lecz niesienie przemyślanej pomocy (nie chodzi tu wyłącznie o finansowe bodźce, gdyż te dają zwykle krótkotrwały efekt, po kilku latach od wdrożenia traktowane są jako norma), a przy tym mądre zachęcanie do wypracowania takiego stylu wspólnego życia, który będzie sprzyjał wykształceniu prawidłowych postaw rodzicielskich. Zwiększa to gwarancję, że zapowiedź urodzenia dziecka i zajęcia się jego wychowaniem nie pozostanie wyłącznie obietnicą. Z pewnością o rozwoju młodej osoby w kierunku rodzicielstwa decyduje wychowanie odebrane w domu rodzinnym; jego pochodną jest zazwyczaj dalsze samowychowanie. Warto w tym miejscu przywołać opinię prof. Włodzimierza Fijałkowskiego: „Oprócz ograniczeń ekonomiczno-bytowych mogą wchodzić w grę wymogi innej natury. W pierwszym rzędzie – ukształtowanie wspólnoty małżeńskiej, która ma sprostać napięciom, występującym wraz z urodzeniem dziecka. Byłoby wskazane, aby nie liczyć nadmiernie na to, że dziecko automatycznie zbliży do siebie małżonków. Niedostatki więzi mogą się jeszcze pogłębić i dochodzi wówczas do rozłamu. Okoliczność ta stała się przyczyną osierocenia społecznego wielu dzieci” (W. Fijałkowski, Perspektywy poczęcia nowego życia, „Twoje Dziecko”, nr 7[307], lipiec 1976, s. 10).
Nadzieja w kulturze życia
Motywem powracającym podczas pierwszego Narodowego Dnia Życia w Polsce był utwór Jana Pospieszalskiego Dom pełen skarbów. W następnych latach obchodom towarzyszyły hasła: „Być ojcem – rola życia”, „Razem na zawsze”, „Jestem mamą; to moja kariera”, „Stawiam na rodzinę”, „Dziadki – dziatkom”, „Pamiętaj, dajesz przykład”. Celem ubiegłorocznej kampanii społecznej prowadzonej w NDŻ było promowanie rodziny jako recepty na kryzys. Tegoroczne hasło brzmi: „Kierunek dziecko”. Promowany będzie zdrowy styl życia i szeroko rozumiana ekologia płodności, co może wpłynąć na poprawę kryzysu demograficznego w Polsce. Trzeba wiedzieć, że współczynnik dzietności w naszym kraju, określający liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15–49 lat) w 2000 r. wynosił 1,37, rok później wzrósł do 1,39, a obecnie wynosi ok. 1,3. Tym samym Polska znajduje się na 209 miejscu spośród 222 państw świata objętych statystykami. Tzw. prostą zstępowalność pokoleń zapewnia poziom współczynnika dzietności między 2,10 a 2,15. Bogu dzięki, Polska nadal należy do czołówki państw europejskich, jeśli chodzi o wartość przypisywaną dzieciom i rodzinie.