Niezłomne, gotowe ponieść każde poświęcenie dla swoich dzieci. Strażniczki wiary, polskości i dobrego imienia pomordowanych mężów. Matki Golgoty Wschodu, matki Sybiru i Katynia. Szkoda, że mówimy o nich tak rzadko.
Tylko ten, kto przeżył piekło zsyłki wie, ile wiary, heroizmu i determinacji trzeba było mieć każdego dnia, żeby z godnością przetrwać w straszliwych sowieckich realiach. Tylko ten, kto dziesiątki lat żył z niezabliźnioną raną w sercu, oszukiwany katyńskim kłamstwem wie, ile siły ducha trzeba było zachować w czasach panowania komunistów, żeby się nie poddać i wypełnić testament pomordowanych przez Sowietów mężów.
Wspomnienia jak relikwie
W dziecięcych wspomnieniach postacie matek jasno rozświetlają traumę zsyłki i koszmaru wojennej codzienności. Pamięć dzieci niczym relikwie zachowała obrazy pożegnań ojców wyruszających na wojnę w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. – To było 27 sierpnia wieczorem. Miałam wtedy cztery lata, ale dobrze pamiętam czułość, z jaką ojciec pożegnał się z mamą, ze mną i moją siostrą. Niedaleko naszego domu przebiegała linia kolejowa. Tato powiedział do mnie i do siostry, że kiedy będzie odjeżdżał pociągiem pożegna nas jeszcze światłem latarki. Pamiętam jak wpatrywałyśmy się w ten blask – wspomina Dobrochna Konrad, przewodnicząca komitetu, którego staraniem w tym roku na poznańskim pomniku Ofiar Katynia i Sybiru, odsłonięto płaskorzeźbę-wotum upamiętniającą matki sybiraczki i matki katyńskie. Ojciec Dobrochny Konrad trafił do obozu w Starobielsku. Stamtąd przesłał jeszcze dwie kartki. – W pierwszej prosił o kalosze. Mama wysłała mu je w 2 rzutach, bo absurdalny sowiecki przepis nie pozwalał, żeby paczka ważyła więcej niż 99 dekagramów. W drugiej kartce z obozu ojciec potwierdził, że kalosze dotarły. To był ostatni znak życia od niego. Mama mówiła później, że dzięki tym kaloszom nieomylnie zidentyfikowałaby ciało ojca – opowiada pani Dobrochna. 13 kwietnia 1940 r. rodzina Dobrochny Konrad została wywieziona z rodzinnego domu w stepy Kazachstanu. – Przed wojną nasza rodzina mieszkała w Poznaniu. Ojciec, w cywilu doktor praw i oddany społecznik, był kierownikiem szkoły obserwatorów lotniczych na Ławicy i w tej roli wyruszył na wojnę. Pozostawił mamę i czwórkę dzieci. Niemcy wyrzucili nas z domu. W czasie okupacji przebywaliśmy w Środzie Wielkopolskiej. Pamiętam, że o śmierci ojca dowiedzieliśmy się 7 maja 1943 r. z niemieckiej gazety, która publikowała listy oficerów rozstrzelanych przez NKWD w Katyniu – wspomina Aniela Kramarek. Jej ojciec – dr Feliks Górnicki – zamordowany został w katyńskim lesie, w kwietniu 1940 r., w listach, które przysłał z Kozielska prosił żonę, żeby szczególnie zadbała o dobre wykształcenie dzieci.
Czas matek
Cały ciężar związany z przetrwaniem rodzin spadł na barki matek. – Mama była słabego zdrowia, pracowała przy wydawaniu kartek żywnościowych. Ta praca kosztowała ją bardzo wiele nerwów. Kiedy chorowała bardzo się o nią baliśmy – wspomina pani Aniela. Przyznaje jednak, że przy całym koszmarze niemieckiej okupacji, los polskich zesłańców na Sybirze, w Kazachstanie czy na dalekiej północy Rosji był jeszcze cięższy. – Głód był codziennością. Bywało, że nie jedliśmy nic przez kilka dni – opowiada Dobrochna Konrad. W 1943 r. Sowieci przystąpili do tzw. Akcji paszportowej, chodziło o wymuszenie na deportowanych Polakach zrzeczenia się polskiego obywatelstwa. – Kiedy mama została wezwana w tej sprawie, powiedziała wprost, że jest żoną polskiego oficera, zawsze będzie mu wierna i dlatego nigdy nie wyrzeknie się obywatelstwa – wspomina Dobrochna Konrad. Za swą niezłomność matka pani Dobrochny trafiła do więzienia, a później na dwa lata do ciężkiego łagru w Karagandzie. – Pamiętam, że przez cały ten czas wypatrywałam jej powrotu. Któregoś dnia w dali zauważyłam znaną sylwetkę. Mama wróciła. Była całkowicie siwa, choć miała dopiero 42 lata – wspomina moja rozmówczyni. W lutym 1946 r. rodzina wyruszyła transportem repatriacyjnym z Pawłodaru do Polski.
Wierne po grób
Życie z piętnem żony zamordowanego w Katyniu w komunistycznej Polsce niosło ze sobą cierpienie i upokorzenia. – Pomimo to mama starała się ze wszystkich sił, żeby wypełnić testament ojca i zapewnić nam jak najlepsze wykształcenie. Bratem zaopiekował się przyjaciel ojca. Dzięki temu brat ukończył studia prawnicze. Najstarsza siostra została lekarką w Warszawie. Ja z drugą siostrą trafiłyśmy do szkoły sióstr urszulanek w Pniewach. Siostry okazały nam wielkie serce, był to wyraz wdzięczności za pomoc prawną, jaką jeszcze przed wojną nasz ojciec świadczył matce Urszuli Ledóchowskiej – opowiada Aniela Kramarek. Rodzina Dobrochny Konrad trafiła po powrocie z Kazachstanu do Dębna Lubuskiego. – Mama była nauczycielką języka polskiego i historii. Pomimo czasów stalinowskich, nie bała się nigdy mówić o prawdziwej historii. Dzięki temu wielu uczniów poznało prawdę o Katyniu. Rok przed maturą, pewnego dnia na lekcjach mojej klasy nie pojawił się żaden chłopak z internatu. Okazało się, że aresztowało ich UB, za to, że prowadzili rozmowy na temat Katynia. Choć okrutnie ich przesłuchiwano, żaden nie pisnął słowa, skąd ma tę wiedzę. Mama, która uczyła czytać i pisać UB-owców analfabetów, korzystając z tego starała się pomóc, jak tylko umiała, swoim uczniom siedzącym w więzieniu. Za karę trafili do obozów w Jaworznie i innych takich miejsc, skąd skierowano ich do katorżniczej pracy w kopalniach – relacjonuje Dobrochna Konrad. Jej mama nie dożyła przełomu z czerwca 1989 r. Zmarła kilka tygodni wcześniej. – Pamiętam jak pod koniec życia bardzo ucieszyła się, kiedy zobaczyła w którejś z legalnie wydawanych gazet zdjęcie Piłsudskiego. „Taż to Piłsudski” – mówiła ze swoim lwowskim akcentem o wielbionym przez siebie Marszałku – opowiada pani Dobrochna. Sędziwego wieku dożyła także matka Anieli Kramarek. – Mama do końca swoich dni zachowała wielki uraz do bolszewików, jak określała Rosjan. Nigdy nie potrafiła im zaufać. Zawsze nas przed nimi przestrzegała – dodaje pani Aniela. 17 września minęła 73. rocznica napaści Związku Radzieckiego na Polskę. Mimo upływu lat, powoli dochodzimy do prawdy o tamtych tragicznych wydarzeniach. W kraju i za granicą wzniesiono wiele znaków pamięci o ofiarach tamtych dramatycznych lat. Coraz częściej jednak w opowieściach, wspomnieniach pojawia się luka – nieopowiedziane, niespisane losy żon pomordowanych, matek ich dzieci. One po kres swego życia pozostawały wierne Bogu i Ojczyźnie, chroniąc w najtrudniejszych latach swe dzieci przed wynarodowieniem w ciszy i znoju dnia powszedniego. Aniela Kramarek i Dobrochna Konrad spotkały się razem 17 września przy pomniku katyńskim w Poznaniu. Wraz z grupą przyjaciół ze Związku Sybiraków i Stowarzyszenia Katyń uczestniczyły w odsłonięciu i poświęceniu płaskorzeźby – Wotum Wdzięczności Matkom Sybiraczkom i Matkom Katyńskim. Oni, dziś babcie i dziadkowie, oceniają teraz z pozycji osób dorosłych to, czego dokonały ich mamy i, jak sami mówią, chcą wydobyć z cienia ich skromne, wieloletnie działania, by swoje dzieci wychować w poszanowaniu i umiłowaniu najwyższych wartości – wiary w Boga i wolności.
Dziś nie żyje już żadna z matek sybiraczek. Blisko 100 lat mają dwie żyjące w Poznaniu matki katyńskie, ale stan zdrowia nie pozwolił im uczestniczyć w uroczystościach upamiętniających ich heroiczną wierność, poświęcenie i trud. Od tragicznego września 1939 r. i zbrodni katyńskiej w 1940 r. minęło już ponad 70 lat. Ale za to wszystko darujmy im, jak powiedziano podczas odsłonięcia wotywnej płaskorzeźby w Poznaniu, choć chwilę zadumy i modlitewne westchnienie. I nie pozwólmy, żeby w Polsce poniewierano i wyśmiewano pojęcie „matki Polki”. Zobowiązuje nas do tego pamięć wobec matek Sybiru i Katynia.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













