Logo Przewdonik Katolicki

Kolęda z duszą

Łukasz Przelazły
Fot.

Moje dziecięce wyobrażenia związane z zimowymi miesiącami niekoniecznie są związane wyłącznie z białym szaleństwem, jazdą na sankach oraz dniami wolnymi od szkoły. Na tle śnieżnego koloru, którego w tym roku doświadczamy bardzo mało, pojawia się także przecinająca szczypiące powietrze postać, ubrana w czarną sutannę i białą komżę oraz stułę.

 
Ta czerń nie jest skutkiem spadającej z kopcących kominów sadzy czy błota spod kół jeżdżących samochodów. To coś zdecydowanie większego i ważniejszego. Od zawsze wzbudzała ona we mnie zachwyt, szacunek i powagę. Jednak coraz częściej obserwuję, że wokół mnie ten zachwyt zamienia się w wyzwiska, szacunek w pogardę, a powaga w śmiech. Ten kolor rozpala również to „coś”, czego nie można opisać słowami oraz racjonalnie wytłumaczyć.
 
Entuzjazm i niepokój
Pamiętam przypadkowych ludzi, najbliższych sąsiadów i rodzinę, którzy nawzajem pytali się, najczęściej po niedzielnej Mszy św.: kiedy? Od której? Masz trochę wody święconej i kropidło? Ile pieniędzy dacie księdzu? To budziło zawsze wśród domowników entuzjazm i niepokój. Nic dziwnego… Należało wypaść jak najlepiej przed niekoniecznie upragnionym gościem, który przez kilka minut zdąży odprawić jakieś – dla niektórych wręcz „magiczne” – rytuały, sprawdzi zeszyt od religii, zapyta, jak się żyje, i weźmie osławioną kopertę.
Przeglądając różne gazety i komentarze internetowe możemy zauważyć, że coraz większa część społeczeństwa zdaje się przeciwna chodzeniu księdza po kolędzie, które zabiera im kilka lub kilkanaście (!) minut cennego czasu wraz z sielankowym spokojem. Można się zatem zastanawiać i zadawać sobie pytania, jaki jest sens przeprowadzania wizyt duszpasterskich? Po co w ogóle ksiądz do nas przychodzi? I czy jest to konieczne?
 
W poszukiwaniu sensu
Sens wizyty duszpasterskiej musi być pojmowany wielowymiarowo. To okazja, aby przyjąć błogosławieństwo dla domu i rodziny, aby poznać bliżej duszpasterza, a później zacząć się udzielać przy parafii. Wielu niestety sensu upatruje jedynie w słynnej „kopercie”, która staje się punktem wyjścia i odniesienia do owej przewodniej myśli. Jednak bardzo często ci sami ludzie, dla których to spotkanie z księdzem, popularnie zwane kolędą, związane jest tylko z pieniędzmi, sami rzadko albo w ogóle nie sięgają do swoich portfeli, aby wspomóc drugą osobę czy jakieś dobre dzieło lub instytucję – niekoniecznie Kościół.
Co niemiara jest w internecie witryn, na których możemy zauważyć zdjęcia grubego, niechlujnie ubranego i z teczką pełną pieniędzy księdza. Tak jest szczególnie w tym gorącym okresie, który wciąż jeszcze trwa. Pewien internetowy serwis lubiący sobie pokpiwać z „pana w długiej, czarnej sukience”, na jedynym ze znajdujących się tam obrazków nawiązał niedawno do babć, które – jak to pokazano – gdy ksiądz odwiedza ich dom, zachowują się wśród domowników niczym prawdziwe fanki rocka. Może i faktycznie tak bywa, a może to tylko przerysowanie. Na nasze kościelne życie też można czasem spojrzeć z przymrużeniem oka. Nie można jednak zapomnieć o tym, co najważniejsze.
 
Chrystus przychodzi
Trzeba pamiętać, że wraz z kapłanem do naszych domów puka sam Chrystus. Coraz częściej o przebiegu wizyty duszpasterskiej niektórzy więcej dowiadują się z mediów niż z kościelnej ambony. A przecież to właśnie w Kościele należy szukać wskazówek, jak to spotkanie z duszpasterzem przeżyć.
Media kreują obcą nam wizję kolędy. Prezentują swoje wyobrażenia związane z podjęciem księdza w katolickich rodzinach. Jedne chcą całość zironizować i wykpić, inne natomiast ukazują ją dość obojętnie, jako rzecz drugorzędną. Bardzo często posiłkują się wypowiedziami, które niestety nie mają zbyt wiele wspólnego, a może nawet i nic z Tym, który posyła rzesze księży do duszpasterskiej posługi. Ta natomiast winna być pełna miłości, modlitwy, jedności i zrozumienia. Niekiedy te kilka minut spędzone przez księdza w domu swoich parafian ukaże im miłość, której nie doświadczali przez cały rok. Współczesny świat tak bardzo często opiera swoje istnienie na karierze, indywidualizmie i egoizmie, w których brak jest miłości. Bo miłości nie kupi się w centrum handlowym czy w internetowym sklepie. Choć wielu myśli, że wszystko można przeliczyć na pieniądze, przychodzą takie chwile, kiedy można ich wytrącić w błogiego spokoju.
Kilka kolędowych minut to również czas na modlitwę, której jest coraz mniej albo której w ogóle brakuje. Wielu mówi: nie mamy czasu się modlić, nie mamy czasu pobyć sam na sam z Bogiem. Coraz częściej zapominamy o codziennej rozmowie z Bogiem, który mówi do nas w ciszy i wtedy, gdy razem stajemy do modlitwy. W czasie kolędy odkrywamy nowy wymiar parafialnej wspólnoty, która się modli ze swoim duszpasterzem. Czasem w domu jest wiele osób, duża rodzina; czasem ksiądz staje się jedynym gościem samotnej osoby, bo rodzina rozjechała się po świecie, współmałżonek od jakiegoś czasu nie żyje, a sąsiedzi nadzwyczajnie nie mają czasu. Do każdego domu przychodzi Bóg. Sam Chrystus przez kapłana chce błogosławić naszemu domowi, współlokatorom i tym, którzy będą nas odwiedzać, abyśmy czuli się silniejsi i pewniejsi duchowo. Jezus wprowadza do naszych mieszkań pokój, którym jest On sam.
 
*
 
Trwając w tygodniu modlitw o jedność chrześcijan, pamiętajmy o modlitwie w intencji jedności między chrześcijanami, w ojczyźnie, w diecezji, w naszej parafialnej wspólnocie, a przede wszystkim w każdej rodzinie.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki