Logo Przewdonik Katolicki

O lepsze dziś i jutro

Barbara Sawic
Fot.

Alkohol: władca absolutny niejednego człowieka. Tyran pozbawiający rodziny ojców, matek, mężów, synów… Wyjście z choroby alkoholowej jest trudne, lecz możliwe. Jednak chory musi sobie uświadomić własną bezsilność i chcieć szukać pomocy. Bożej i innych ludzi.

Z niepijącym alkoholikiem AA rozmawia Barbara Sawic


W jakim wieku zetknął się Pan z alkoholem?
– Zacząłem raczej późno. Twierdzę tak po zapoznaniu się z „piciorysami” kolegów. W naszym domu alkohol spożywano rzadko, w małych ilościach, podczas przyjęć rodzinnych. Mnie nigdy nim nie częstowano. Pierwsze piwo wypiłem skrycie, mając 17 lat. I był to wypadek incydentalny.

 

Kiedy przestał Pan pić „incydentalnie”?
– W latach licealnych, tzn. podczas tzw. osiemnastek. Tam nigdy nie brakowało alkoholu. Również wysokoprocentowego. Zwykle piłem więcej niż inni. Czułem, że po każdym kolejnym kieliszku staję się odważniejszy, łatwiej nawiązuję kontakty z dziewczynami. Dla mnie, z natury nieśmiałego, było to bardzo ważne. Wódka szybko i bez wysiłku pozwalała przekroczyć bariery. Szybko znalazłem „swoich”. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem szukać okazji do picia poza okolicznościowymi imprezami. Istotne było to, że odkryłem prosty sposób na poprawę samopoczucia. Picie tzw. ciągami zaczęło się  jeszcze przed 25. rokiem życia. Początkowo ciągi nie były długie. Zaczynały się wieczorem w piątek, kończyły wieczorem w niedzielę. Nie miałem pojęcia, że to ciągi. Nawet nie znałem tego słowa.

 

Nie dostrzegał Pan, że w życiu rodziny i w Pana życiu, coś się zmienia na gorsze,  dochodzi do jakichś dramatycznych przeobrażeń, ktoś cierpi…

– Postawa najbliższych irytowała mnie, ich troskę odbierałem jako niepojętą wrogość. Przecież ja „tylko się bawiłem”. Prośby, próby zawstydzania mnie, narzekanie, pokazywanie dobrych przykładów... niekończące się słowne utarczki. Do tego awantury i rozstania z kolejnymi dziewczynami. Zwykle odchodziły, mówiąc: „nie będę sobie marnowała z tobą życia”. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że głównym powodem moich życiowych niepowodzeń było nadużywanie alkoholu. Nadużywanie skutkujące zmianami w relacjach z  ludźmi, odejściem od praktyk religijnych, zaniedbywaniem obowiązków i zdrowia, ogólnym „zapuszczeniem się”. Na szczęście nigdy nie straciłem wiary w Boga. Wierzę, że to dzięki Jego miłosierdziu i dzięki modlitwom moich rodziców.

 

Czy nigdy nie pojawiła się myśl: muszę się zmienić, naprawić to, co zniszczone; przecież oni mnie kochają, ja też ich kocham?

– Zagłuszałem głos sumienia. Z piciem było mi dobrze. Chciałem uciec od utarczek, przede wszystkim z rodzicami. Znalazłem rozwiązanie: małżeństwo! Jeszcze miałem pracę, dość dobrze płatną. Zakładałem, że łożąc na dom, będę mógł żyć dalej tak, jak polubiłem. Żona – wierzyłem – pozwoli się „wychować”. Poznałem miłą dziewczynę, pokochała mnie, chciała mieć rodzinę, dom. Po ślubie piłem już systematycznie, niezbyt angażując się w życie rodzinne. Żona, początkowo pobłażliwa, stosowała jedynie łagodne perswazje. Jednak kryzys narastał, moje uzależnienie pogłębiało się. Straciłem pracę. Po ostatnim, wielomiesięcznym ciągu alkoholowym przytomność odzyskałem w szpitalu, na oddziale detoksykacyjnym. Spędziłem tu kilka tygodni. Tu też dowiedziałem się, że żona złożyła w sądzie pozew o rozwód, z orzeczeniem o mojej winie. W szpitalu nie odwiedziła mnie ani razu. I również tu, na oddziale detoksykacyjnym, po raz pierwszy od lat zacząłem się zastanawiać się nad życiem i  przyszłością. Wiele godzin spędziłem na rozmowach z terapeutami. Powziąłem decyzję o podjęciu leczenia odwykowego.

 

Rozumiem, że rozpoczął Pan terapię?
– Tak, gdyż jest to jedyna droga, by ocalić swoje lepsze dziś i jutro. Podczas pobytu w ośrodku poznałem mądrego, życzliwego księdza. Uprzytomnił mi, że wiele wyrządzonych szkód, krzywd mogę naprawić, że nie wszystko stracone, gdyż Bóg jest miłością. Na nowo uwierzyłem w siebie i ludzi.  Brzmi to banalnie, lecz banałem nie jest. Obym wytrwał.


Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki