Logo Przewdonik Katolicki

Atak na przykładne życie

Agnieszka Niewińska
Fot.

Oskarżenie papieża przed haskim trybunałem jest absurdem. Na tej samej zasadzie można by oskarżyć prezydenta Baracka Obamę za akty pedofilii wśród nauczycieli w amerykańskich szkołach mówi Przewodnikowi Katolickiemu włoski watykanista Andrea Tornielli, jeden z autorów książki Atak na Ratzingera, która właśnie trafiła do polskich księgarń., rozmawia Agnieszka Niewińska

Oskarżenie papieża przed haskim trybunałem jest absurdem. Na tej samej zasadzie można by oskarżyć prezydenta Baracka Obamę za akty pedofilii wśród nauczycieli w amerykańskich szkołach – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” włoski watykanista Andrea Tornielli, jeden z autorów książki Atak na Ratzingera, która właśnie trafiła do polskich księgarń, rozmawia Agnieszka Niewińska  

Czy Benedykt XVI rzeczywiście jest szczególnie atakowanym papieżem? Bardzo krytykowani byli przecież też jego poprzednicy.
– Tak, i od samego początku zdawał sobie sprawę z tego, co go czeka. Już podczas Mszy św. inaugurującej pontyfikat prosił, żeby ludzie się za niego modlili, by „nie uciekł przed wilkami”. Papieże zawsze byli atakowani, w pewnym sensie jest to normalne. W przypadku Ratzingera mamy jednak do czynienia z czymś nowym, z kryzysem komunikacji.
 
Co to znaczy?
– Ratzinger, zanim jeszcze został papieżem, był źle postrzegany. Uważano go za negatywną duszę pontyfikatu Jana Pawła II. Niesłusznie, był przecież bliskim współpracownikiem swego poprzednika. Linia doktrynalna Kongregacji Nauki i Wiary, którą kierował kard. Ratzinger, była całkowicie podzielana przez Jana Pawła II. Bez wzięcia pod uwagę uprzedzeń wobec Ratzingera trudno zrozumieć ataki na niego. Benedykt XVI nie jest tym Ratzingerem, jakim go malowano.
 
Czy narodowość Benedykta XVI ma wpływ na to, że jest bardzo atakowany? Może Jan Paweł II był traktowany z większym szacunkiem ze względu na to, że pochodził z Europy Wschodniej i miał swoje zasługi w obaleniu komunizmu.
– Myślę, że jest w tym trochę racji, ale nie należy zapominać, że Jan Paweł II w pierwszych latach swojego pontyfikatu był bardzo krytykowany, atakowano go nawet wewnątrz Kościoła.
 
W książce opisanych jest kilkanaście kryzysów pontyfikatu Benedykta XVI. Który, w Pana ocenie, jest najpoważniejszy?
– Rzeczywistym, palącym problemem jest sprawa przypadków pedofilii wśród księży. Wcześniej ten problem był przez władze kościelne niedowartościowany. Trzeba stanowczo stwierdzić – nie był on traktowany z powagą, jakiej wymagał.
 
Niektóre media, jak chociażby amerykański dziennik „The New York Times”, właśnie Benedykta XVI obarczają odpowiedzialnością na skandale pedofilskie.
– Przedstawiciele mediów, którzy atakują papieża w kwestii pedofilii, nie mają w sercu troski o to, by zabezpieczyć ofiary. Mają za to intencję atakowania papieża i Kościoła.
 
Czy Benedykt XVI jest rzeczywistym orędownikiem wyjaśniania tych skandali?
– Już w 2001 r. kard. Ratzinger razem z Janem Pawłem II zmienili normy kanoniczne, by zmierzyć się z problemem pedofilii i nadać mu właściwą rangę. Po swoim wyborze na papieża kard. Ratzinger jeszcze bardziej zaangażował się w rozwiązanie tej sprawy. Pokazał, że nie wystarczy zmiana norm kanonicznych, że potrzeba też zmiany podejścia i mentalności. Wskazał, że ofiar nadużyć seksualnych nie można traktować jako nieprzyjaciół Kościoła, że Kościół musi z nimi być i starać się im pomóc.  
 
Mimo to kryzys związany z wykryciem przypadków pedofilii raczej przybiera na sile. Niedawno grupa ofiar złożyła przeciw Benedyktowi XVI pozew do Trybunału w Hadze.
– Oskarżenie papieża przed haskim trybunałem jest absurdem. Oznaczyłoby to, że czyni się papieża odpowiedzialnym za każdy przypadek pedofilii wśród księży w całym świecie. Na tej samej zasadzie można by oskarżyć prezydenta Baracka Obamę za akty pedofilii wśród nauczycieli w amerykańskich szkołach.
 
Na kimś odpowiedzialność jednak spoczywa…
– Problem leży w niezdolności biskupów do zarządzania takimi kryzysowymi sytuacjami w diecezjach. Jeżeli zdarzy się przypadek pedofilii, biskup ma obowiązek wyjaśnienia go do samego końca, a także chronienia narażonych na niebezpieczeństwo dzieci przez odsunięcie od nich podejrzanego księdza. To kwestia zwykłej roztropności.
 
Jaką rolę w wywoływaniu kryzysów tego pontyfikatu odgrywa liberalna część duchowieństwa? W publikacji opisane są głośne w Austrii wydarzenie mianowania konserwatywnego duchownego na biskupa jednej z diecezji. Nagłośniono jego wypowiedzi m.in. o homoseksualistach czy krytykę serii książek o Harrym Potterze. Pod naciskiem mediów i liberalnej części duchowieństwa został odwołany.
– To wydarzenie dramatyczne i straszne. Niesamowite, że coś takiego w ogóle się wydarzyło. Ksiądz Gerhard Wagner mógł być bardziej odpowiedzialny w swoich wypowiedziach, ale niespotykane było to, że naciski medialne spowodowały zmianę decyzji papieża. Nie da się ukryć, że w niektórych krajach liberalne ośrodki kościelne mają duży wpływ na media.
 
Kolejną nagłaśnianą kryzysową sytuacją może się okazać podróż Ojca Świętego do rodzinnych Niemiec. Już słychać głośne protesty co do wizyty w niemieckim parlamencie. Spora część parlamentarzystów zapowiedziała, że się zjawi.
- To będzie bardzo trudna wizyta. Niemcy są krajem bardzo zsekularyzowanym i podzielonym między katolików i protestantów. Kościół niemiecki jest silny ekonomicznie, ale ma wiele problemów. Wewnątrz Kościoła niemieckiego są grupy, które nie zgadzają się z linią Rzymu, a jednocześnie mają dobry kontakt z mediami i prezentują w nich swoje poglądy.
 
W książce wiele miejsca zostało też poświęcone działaniom współpracowników Benedykta XVI. Odnosi się wrażenie, że w otoczeniu Ojca Świętego brakuje kompetentnych osób. Może stąd te kryzysy medialne?
- Nie czuję się na siłach, by oceniać współpracowników papieża. Ewidentne jest jednak to, że wiele trudnych sytuacji można było przewidzieć i ich uniknąć, zamiast później gasić pożary.
 
Zawodzi medialna polityka Stolicy Apostolskiej?
- Wyraźnie widać, że Watykan wciąż nie rozumie wagi komunikacji. Podam przykład. W 2009 roku w dniu zniesienia ekskomuniki wobec lefebrystów odbyły się dwie konferencje prasowe. Jedna dotyczyła otwarcia watykańskiego kanału na serwisie YouTube. Wszystko dokładnie omówiono, choć nawet mój najmłodszy syn potrafi skorzystać z tego portalu. Druga konferencja o zniesieniu ekskomuniki była dużo bardziej oszczędna i niewiele wniosła. A sprawa ta wymagała sensownego wyjaśnienia. Wokół niej pojawił się kryzys w stosunkach z Żydami. (Jeden z biskupów, z którego zdjęto ekskomunikę, udzielił wywiadu negującego Holocaust – przyp. red.).
 
Czy w takim razie Benedykt XVI jest – jak się czasem mówi - samotnym papieżem?
- Nie powiedziałbym, że jest papieżem samotnym. Ma wokół siebie całą Kurię rzymską. Zasługuje jednak na to, by ktoś bardziej mu pomógł... Jan Paweł II miał przy swoim boku Ratzingera. Ratzinger nie ma kogoś takiego.
 
Czy medialna histeria i kryzysy wokół pontyfikatu Benedykta XVI mogą przysłonić jego nauczanie? Co zostanie po tym pontyfikacie?
- Myślę, że obok przykładu własnego życia, który ukazuje nam Benedykt XVI, pozostanie przesłanie, że chrześcijaństwo to spotkanie z pięknem, radością oraz optymizm. Zostanie też zaproszenie do Kościoła, który, jak mówi, nie jest naszym dziełem. Wielu chciałoby patrzeć dziś na Kościół jako na firmę czy związek zawodowy. A on został założony przez Boga. Benedykt XVI podkreśla, że to nie papież, a Chrystus kieruje Kościołem.
 
Może jeszcze bardziej osobiste pytanie… Jak to się stało, że został pan dziennikarzem watykanistą?
- Watykanem zafascynowałem się już jako czternastolatek. Spędzałem wówczas wakacje blisko miejsca urodzenia papieża Jana Pawła I. Wtedy zacząłem czytać prasę, wertować książki dotyczące Watykanu. Żeby być dobrym w tej pracy, niezbędna jest znajomość historii i teologii.
 
Bycie dziennikarzem Watykanu nie jest chyba łatwym zadaniem. Watykan to raczej miejsce zamknięte dla dziennikarzy.
- Mówi się o nas „dziennikarze Watykanu”, ale ten, kto się zajmuje kwestiami Watykanu, jest tylko obserwatorem tego, co się tam dzieje. To rzeczywiście zamknięty świat, choć krąży o nim wiele plotek. O ile dziennikarza politycznego szukają sami politycy, o tyle w Watykanie ci, którzy mają coś do powiedzenia, dziennikarzy raczej unikają. Nie ma tam takiego miejsca jak parlament, gdzie można pójść i wszystkich spotkać. Watykanista musi szukać kontaktów osobistych i budować zaufanie. Bez tego zaufania nie mógłby pracować.  
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki