Logo Przewdonik Katolicki

Ekumenizm w drodze

Monika Białkowska
Fot.

Po sześciu dniach wędrówki do Gniezna dotarła ósma już Ekumeniczna Pielgrzymka Polsko-Niemiecka.

 

Pielgrzymka tradycyjnie odbywa się na trasie Gniezno–Magdeburg lub Magdeburg–Gniezno i jest upamiętnieniem drogi cesarza Ottona III, który właśnie z Magdeburga przybył do Gniezna, żeby oddać hołd relikwiom św. Wojciecha.

 

Było warto

W tegorocznej pielgrzymce wzięło udział ok. 50 pątników z Polski i Niemiec, katolików i ewangelików. Tematem, który rozważano w drodze, była tajemnica Emaus, związana z Eucharystią, która do dziś bardzo dzieli Kościół katolicki i kościoły protestanckie. Ale, chociaż podjęcie takiego tematu mogło budzić obawy i wywoływać emocje, rzeczywistość okazała się niespodziewanie spokojna.

– Podejmując zaproponowany przez ewangelików temat eucharystyczny obawiałem się pewnych niejasności między nami, chciałem uniknąć tego, że staniemy się nieczytelni dla siebie nawzajem – tłumaczy ks. Jan Kwiatkowski, koordynator ekumenicznej pielgrzymki ze strony polskiej. – Dla strony protestanckiej Eucharystia znaczy przecież coś innego niż dla nas, nie możemy jej wspólnie celebrować, Kościół katolicki nie pozwala nam ani na przyjmowanie, ani na udzielanie Komunii św. niekatolikom. Okazało się jednak, że warto było wyjść w tę wspólną drogę.

 

Słuchać i patrzeć

– Nigdy wcześniej tak długo i tak dogłębnie nie rozważałem tajemnicy Emaus – tłumaczy dalej ks. Kwiatkowski. – Nie udowadnialiśmy sobie przy tym niczego: nie sprawdzaliśmy, kto Jezusa szukał dobrze, a kto źle, czyja Eucharystia jest prawdziwsza, ale słuchaliśmy siebie nawzajem i wspólnie przyglądaliśmy się temu, jak zachowywali się uczniowie w drodze do Emaus i jak zachowywał się Jezus.

 Bóg otwiera nam oczy. Rozumiemy, że na drodze ekumenizmu nic nie będziemy robić sami. Decyzja o tym, jaki ma być Kościół, nie jest kwestią naszej umowy czy naszej decyzji, ale kwestią łaski. Jedyne, co możemy dziś zrobić, to jednym głosem wołać do Pana: „Zostań z nami”. Wołać jednym głosem, wołać w jednym czasie i być otwartym na to, że Bóg sam otwiera nam oczy – to właśnie jest metoda przyjmowania łaski jedności.

 

Świętować bogactwo

Pielgrzymka zakończyła się 29 czerwca nabożeństwem w gnieźnieńskiej katedrze i Mszą św. w kościele pw. św. św. Piotra i Pawła w Gnieźnie, sprawowaną pod przewodnictwem bp. Bogdana Wojtusia.

Podczas homilii na nieszporach w katedrze pastor dr Werner Krätschell z Berlina mówił: – Każdego dnia wspólnie rozważaliśmy kolejne fragmenty opisu drogi do Emaus. Na samym końcu tego opisu jesteśmy świadkami spotkania dwóch grup: tych, którzy wrócili z drogi i tych, którzy pozostali w Jerozolimie. Jedni i drudzy czekali na spotkanie z Bogiem. Podobnie jak oni, tak i my spotykamy się tutaj. Decydujące w obu tych spotkaniach jest wzajemne zdanie relacji z własnego doświadczenia. Jedni mówią: „ Zmartwychwstał, ukazał się Szymonowi!”. Drudzy zaś opowiadają: „Spotkaliśmy Go, szedł z nami, tłumaczył Pisma i łamał Chleb!”. Ta właśnie scena jest obrazem Kościoła w świecie – najważniejsze jest, żebyśmy nie przestali dzielić się doświadczeniem Wielkanocy! Nie mamy licytować się, że jedni wierzą prawdziwie, a inni fałszywie: mamy opowiadać sobie o naszym doświadczeniu spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem i świętować swoje bogactwo: doświadczenie polskie i niemieckie; doświadczenie katolickie i ewangelickie.

 

Dwa narody, dwa Kościoły

Inicjatorem polsko-niemieckiego ekumenicznego pielgrzymowania szlakiem ottońskim jest protestancki pastor dr Justus Verdin, który zachwycony fenomenem polskiego ruchu pielgrzymkowego chciał przenieść to doświadczenie na grunt ewangelicki, gdzie tradycja pielgrzymowania prawie zaginęła. Obecnie pielgrzymka jest jednym z ważniejszych wydarzeń w planie ekumenicznych działań w archidiecezji gnieźnieńskiej, jednoczącym dwa narody i pozwalającym szukać obu Kościołom wspólnego fundamentu.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Loren
    08.11.2019 r., godz. 13:23

    Realia życia są takie jakie są i my już tego nie zmienimy. Oto o. Augustyn Kordecki ratuje przed Szwedami Jasną Górę, gdy w tym samym miejscu o. Damazy Macoch robi czyn karygodny w latach 1909-1910, uznany po śmierci za wielkiego grzesznika z kobietą w tle. Czesko-niemieckiego pochodzenia O. Johannes Prochaska u Benedyktynów w Lubiniu również nie pozostawił po sobie dobrego wspomnienia, choć przyszło mu umrzeć na Słowacji. Także ks. Wacław Żebrowski i jego kontakt z Marią Cychlarz dawało wiele do myślenia w mariawickim świecie początków XX wieku. W końcu wszędzie są ludzie tacy i tacy, dobrzy i źli. Tyle, że dzisiaj w ekumenicznym świecie wszystko ukazuje się jednostronnie jakby jedni byli przez całe życie święci a inni przeklęci, jedni o czystych rękach a inni warci jedynie zapomnienia z wymazaniem z kart historii. Czy o takie zafałszowanie historii chrześcijańskiej nam chodzi?...

  • awatar
    Andzia
    20.02.2018 r., godz. 11:23

    Zastanówmy się nad jednym zasadniczym pojęciem: ekumenizm w drodze, albo ekumenizm miłości. Młodzi ludzie z różnych kościołów pielgrzymują do Gniezna, gdy dla wielu Niemców takie miasto nigdy nie istniało i nie istnieje. Dla nich jest tylko Gnesen, a także niemieckiego pochodzenia sarkofag św. Adalberta, u nas Polaków nazwanym św. Wojciechem. Miło jest pielgrzymować, gdy media zauważą sprawę co najwyżej na ostatniej stronie zanikającego już wydania papierowego, gdy wielu staruszków w Grodzie Lecha wzruszy ramionami i pójdzie po chwili zajmując się już zupełnie innymi sprawami, uznając pielgrzymki ekumeniczne jedynie za rarytas turystyczny. A co z tą ekumeniczną miłością, czy raczej parodią z miłości? Wyobraźmy sobie młodą dziewczynę katoliczkę, która drącym głosem będzie jak taka domina uczyć prawd wiary swojego męża na przykład nie-katolika, czy innowiercę, robiąc go na zwykłego uległego masochistę, a wszystko na zasadzie, że przed ślubem ani razu, po ślubie na żywca bez gumy, antykoncepcji, itd., itd. Biedny chłop zrobiony na zwykłego eunucha, z poczuciem skrzywdzonego życiowo kastrata będzie tylko myśleć o swojej jedynej żonie, która wybije mu z głowy wszelkie myślenie o konkurencyjnych pachnących perfumami kochankach ubranych w kozaki za kolana i w czarnym lateksie. Rozumiem, że człowiek powinien kierować się autentyczną miłością stosując katolickie, czy chrześcijańskie prawdy wiary, lecz czy znajdziemy w obecnym życiu taką realność, by mąż dał się tak ogłupić przez swoją babę, by poza nią już świata Bożego nie widział?... Ekumenizm jest tutaj oderwany od realiów zwykłego życia!!!

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki