Logo Przewdonik Katolicki

Stagnacja z tendencją

ks. Artur Stopka
Fot.

Tym razem nikt nie mówił o złej pogodzie w dniu liczenia. Wręcz przeciwnie. Zostało jasno powiedziane, że statystyki uczestnictwa polskich katolików w Mszach św. są wyzwaniem duszpasterskim dla Kościoła w naszej ojczyźnie.

 

„Czy Jezus liczył wiernych Mu uczniów? Z tego, co czytamy w Piśmie Świętym, to Jezus nauczał. Dlaczego dziś przejmujemy się ilością? Po co? Nie ilość jest ważna, ale świadomość chrześcijan” – napisał „Konri” w komentarzu pod opublikowaną przez KAI w internecie informacją streszczającą wyniki badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Informacja nosi tytuł „Ciągle spada” i rozpoczyna się od stwierdzenia, że w Polsce w ciągu ostatnich trzydziestu lat systematycznie i stopniowo obserwowany jest spadek liczby osób uczestniczących w niedzielnej Mszy św. „Konriemu” odpowiedziała „zaba”: „Ilość jest ważna, ponieważ ci, którzy się nie zbawią, trafią do piekła. Mam nadzieję, że nie jest panu obojętny los tych, którzy w swej nieroztropności idą na potępienie”. Faktycznie, w Nowym Testamencie nie ma fragmentu opisującego liczenie przez Jezusa wiernych Mu uczniów. Ale liczb tam nie brakuje. Raz po raz można przeczytać dane mówiące o tym, ilu ludzi szło za Chrystusem, a także ilu już po Jego Wniebowstąpieniu i Zesłaniu Ducha Świętego nawróciło się pod wpływem nauczania apostołów. Liczby nie były więc bez znaczenia od samych początków Kościoła. Chociaż, jak napisał inny z internatów, „Liczby przedstawiają tylko pewien obraz. Jezus nie liczył, ponieważ uczniowie, którzy przy nim byli, spotykali się i widzieli się fizycznie codziennie. Spotkanie wszystkich wierzących dzisiaj jest prawie niemożliwie, dlatego są konieczne takie badania, aby zobaczyć, ilu nas jest”.Gdy w 1979 r., dzięki pielgrzymce Jana Pawła II do ojczyzny, polscy katolicy zobaczyli, ilu ich jest, nie trzeba było długo czekać, aby wyciągnęli wnioski z odkrytej prawdy na temat swej liczebności. Daleko idące wnioski. Jakie więc są te liczby dzisiaj?

 

W niedzielę w kościele

W skali całego kraju liczba dominicantes, czyli biorących udział w niedzielnej Mszy św., wyniosła w 2010 r. 41 proc. Do Komunii św. przystąpiło 16,4 proc. zobowiązanych wiernych. W stosunku do ubiegłego roku jest to nieznaczny spadek. Mimo to dane te są wyższe niż w 2008 r.n Warto jednak spojrzeć na dane dotyczące dłuższego okresu. Ks. prof. Witold Zdaniewicz SAC, dyrektor ISKK, omawiając statystyki z ostatnich 30 lat, stwierdził, że można umownie wskazać trzy okresy przemian – spadku domimcantes.n Pierwszy okres to lata 1980–1990, gdy średni procent dominicantes dla Polski oscyluje blisko 50 proc. W 1987 r. wynosi 55,3 proc., ale ostatni raz wartości powyżej 50 proc. przyjmuje w 1990 r. (50,3 proc.). Drugi okres to lata 1991–2007, w którym średni procent dominicantes dla Polski zamyka się w przedziale 43–46 proc. „Wydaje się, że trzeci okres zaczął się w roku 2008, kiedy to procent dominicantes spadł do 40,4. Wprawdzie w roku 2009 jest nieco wyższy (41,5 proc.), ale może to już być wyrazem dalszej tendencji spadkowej. Pokażą to wyniki następnych lat” – wyjaśnił ks. Prof. Zdaniewicz.

Ks. Wojciech Sadłoń SAC z ISKK zwraca uwagę, że powyższe wyniki to tendencja ogólnopolska. „Wiąże się z pewnością ze zmianami społecznymi w Polsce. Polskie społeczeństwo podlega zmianom, których skutki przejawiają się również w zmianach religijności” – wskazuje. Jego zdaniem migracja ludności z miast do wsi, wzrost dobrobytu społecznego, nietrwałość rodzin to niektóre społeczno-demograficzne przyczyny spadku dominicantes. Do tego dochodzi wskazywana w badaniach świadomości Polaków „liberalizacja” wartości oraz postaw. Osłabieniu podlega przywiązanie do zasad oraz nakazów moralnych – w tym obowiązku niedzielnej Mszy św. Według ks. Sadłonia można by to nazwać „subiektywizacją” religijności.

 

Religijność a Komunia św.

Inaczej niż statystyki udziału we Mszy św. niedzielnej kształtują się dane dotyczące przystępowania polskich katolików do Komunii św. Na przestrzeni ostatnich trzech dekad mamy do czynienia ze stałym wzrostem. Patrząc na wykres danych dominicantes i comunicantes, można odnieść wrażenie, że obie linie dążą do spotkania.

Wzrost liczby przystępujących do stołu Pańskiego z pewnością można tłumaczyć zwiększeniem świadomości polskich katolików. Ale nie tylko. Ks. Sadłoń postawił dla niektórych odważną tezę, że być może jedną z oznak „sekularyzacji” polskich katolików jest „zmniejszenie się dystansu do Komunii św.”. Do takiego wniosku badacza z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego skłoniła obserwacja i dodatkowe obliczenia. Otóż w 2010 r. policzono nie tylko liczbę osób przystępujących do Komunii św. w stosunku do zobowiązanych, ale także współczynnik udziału osób przyjmujących Eucharystię w stosunku do obecnych na Mszy św. Właśnie te wyniki pokazały, że w diecezjach, gdzie wskaźniki religijności są wysokie, odsetek osób przystępujących do Komunii św. jest jeden z najniższych w kraju. Tak jest w diecezjach: rzeszowskiej, przemyskiej, tarnowskiej i krakowskiej. „Zatem silna religijność wiąże się z dużą «rezerwą» do Komunii św.” – zauważa ks. Sadłoń.

 

Trzy do jednego

Chociaż ogólne tendencje dotyczą całej Polski, to jednak szczegółowe dane dotyczące poszczególnych diecezji pokazują bardzo duże różnice. Pomiędzy przewodzącą w statystykach diecezją tarnowską (dominicantes w 2010 r. na poziomie 70,5 proc.) a zamykającą stawkę archidiecezją szczecińsko-kamieńską (dominicantes w ub.r. 25,4 proc.) relacja wynosi niemal 3:1. Skąd się to bierze?

Według badaczy z ISKK ujawnia się tu duży wpływ innych od dotychczas wymienionych czynników. Warto na przykład wiedzieć, że w diecezji tarnowskiej, odznaczającej się wysokim wskaźnikiem religijności, jest o połowę więcej parafii  niż w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej z najniższymi wskaźnikami. Parafie w diecezji tarnowskiej są więc mniejsze i na jednego księdza przypada mniej wiernych. „Tam, gdzie życie społeczności lokalnej zintegrowane jest z życiem parafii, religijność – w tym przede wszystkim praktyki niedzielne – zyskuje dodatkową motywację. Tym można wytłumaczyć ogromne różnice między południowo-wschodnimi a północno-zachodnimi krańcami Polski” – wyjaśnia ks. Sadłoń. Dodaje, że ma to swój fundament również między innymi w historycznych uwarunkowaniach. Tam, gdzie Kościół jest źródłem tożsamości, źródłem poczucia bycia u siebie, wśród swoich bardziej integruje on ludzi ze swojej społeczności na niedzielnej Mszy św.

 

20 lat później

Niemal w tym samym czasie, co dane dotyczące uczestnictwa polskich katolików we Mszy św., ogłoszono wyniki wspólnych badań socjologów z CBOS i Centrum Myśli Jana Pawła II, zatytułowanych „Dwadzieścia lat później. Polacy o Janie Pawle II i jego nauczaniu w 20. rocznicę IV. pielgrzymki do ojczyzny (1991)”. Wynika z nich między innymi, że ponad połowa dzisiejszych Polaków skłonna jest widzieć w Dekalogu nie tylko podstawę ludzkiej moralności, ale również kanon zasad, na którym należałoby oprzeć obowiązujące w państwie prawo. Zdecydowana większość Polaków zgadza się też ze zdaniem, że „Kościół jest naszym wspólnym dobrem”. Znacznie więcej Polaków opowiada się też za obecnością krzyża w miejscach publicznych (57 proc.) niż za jego usunięciem, jeśliby to komuś przeszkadzało (17 proc.). „Wiara religijna, Kościół i symbol krzyża pozostają zatem dla większości Polaków ważnym elementem zbiorowej tożsamości, zaś Dekalog – źródłem zasad życia zbiorowego” – konstatują autorzy badania.

Z cytowanych badań wynika też, że zdecydowana większość (92 proc.) Polaków (w tym 68 proc. w sposób zdecydowany) zgadza się ze stwierdzeniem, że „dzisiaj, gdy coraz więcej małżeństw kończy się rozwodem, trwała rodzina powinna pozostać wzorem dla ludzi”. Jednak badania pokazują także „silną presję okoliczności dnia codziennego”. W codziennym życiu istnieją obyczaje jakościowo odmienne od przekazywanych przez Jana Pawła II zasad religii. Na przykład powszechne współżycie przedmałżeńskie tłumaczone jest przez większość Polaków (62 proc.) potrzebą wzajemnego gruntownego poznania się przed podjęciem decyzji o małżeństwie czy choćby stałym związku.

 

W kojcu czy na pastwisku?

Jak widać z powyższych danych, Kościół katolicki w Polsce stoi przed odpowiedzią na fundamentalne pytania dotyczące z jednej strony priorytetów w najbliższych kilkunastu latach, z drugiej metod duszpasterskich, którymi postawione zadania będą realizowane. Odwołując się do porównania użytego przez ks. Wojciecha Drozdowicza, można zapytać, czy chce być pasterzem, prowadzącym stado na zielone pastwiska, czy jedynie hodowcą drobiu, pilnującym stadka zamkniętego w kojcach. Czy skupiamy się na maksymalnym spowalnianiu spadku, czy – ryzykując zapewne – uruchamiamy całą misyjność i mierzymy wysoko – nastawiamy się na wzrost.

Słabnące rodziny w coraz mniejszym stopniu zapewniają tradycyjny przekaz wiary i postaw religijnych następnemu pokoleniu Polaków. Sprawdzające się jeszcze nie tak dawno konkretne działania duszpasterskie dzisiaj okazują się coraz mniej skuteczne. W wielu parafiach w kościołach już prawie nie widać młodych ludzi. W niejednej nie widać też dzieci. Dla wielu ludzi Msza św. w parafialnym kościele nie zaspokaja ich oczekiwań w kwestiach religijnych. Stąd tzw. churching (chodzenie od kościoła do kościoła – od ang. church – kościół), który ks. Sadłoń proponuje nazywać „niedzielnym pielgrzymowaniem”.

Abp Szczepan Wesoły podobno wielokrotnie zwracał uwagę na brak w Kościele w Polsce duszpasterstwa indywidualnego. A Benedykt XVI w adhortacji Verbum Domini stwierdził, że „w żadnym wypadku Kościół nie może się ograniczyć do duszpasterstwa «zachowawczego», przeznaczonego dla tych, którzy już znają Ewangelię Chrystusa”.

Z przedstawionych danych wynika, że w ostatnich latach mamy do czynienia z pewną stabilizacją, którą można też określić jako stagnację. Jest to jednak stagnacja z czytelną tendencją. Tendencją w dół. Jednak choćby tylko badania CBOS i Centrum Myśli Jana Pawła II pokazują, że nie musi to być tendencja nieodwracalna.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki